Zbiór opowiadań - 'Przebudzenie'

/ 3 komentarzy

Ostatnimi latami mamy bardzo dużo powieści i opowiadać z gatunku historical fiction z dużym nasyceniem elementów fantasy. Nie trzeba tu przypominać pracę takich autorów jak Rafał Dębski czy Marcin Ciszewski. Ja nie chciałem być gorszy, choćby z tego względu, że chętnie kupowałem i czytałem ten gatunek literacki. 'Przebudzenie' to zbiór trzech opowiadań w takiej konwencji z elementami horroru. Zakończyłem pisać tą książkę, zostanie wkrótce rozpatrzona przez pewne wydawnictwo tu publikuje fragment z mojej debiutanckiej powieści:

W czasie, gdy partyzanci pozostawali w objęciach Hipnosa, po drugiej stronie lasu kilku podchmielonych przedstawicieli nowej władzy postanowiło urządzić sobie nocne polowanie. Wśród tej grupy osób znajdował się m.in. lokalny szef PPR- u Sławomir Kołecki, ubecy niższego szczebla Sadza i Barański, czy Mieczysław Jóźwiak ważniak z KBW. Byli już nieco pijani. Mieli powód do świętowania, otóż dowiedzieli się, że za dwa tygodnie Sowieci wyjeżdżają z Mazowsza, przynajmniej tej płockiej części. Będą więc mogli wprowadzać swoje rządy bez nadzoru i kontroli sojuszniczej Armii Czerwonej. Nie znali się kompletnie na myślistwie i polowaniach, ale kiedy zawiany delikatnie Jóźwiak rzucił hasło, aby wybrać się do lasu postrzelać, wszyscy przyjęli to z aprobatą. Oprócz strzelb i naboi, wzięli rzecz jasna kilka butelek wódki tak na wszelki wypadek.

Pijana, rozkrzyczana hałastra sunąca przez las zbudziła dwie młode łanie. Gdy, spłoszone zaczęły uciekać kątem oka dostrzegł je towarzysz Zenon Balicki.

- O jest skurczybyk patrzcie! Patrz Sławek jest mój!- powiedział Balicki, po czym ledwo co zdołał przyłożyć strzelbę do oka i huknął z niej pod kątem 45 stopni w niebo. Powodując przy tym straszny hałas, który spłoszył jedynie grupę wron śpiącą na drzewach.

- O jaki strzelec!- roześmiał się głośno pepeerowiec. – Mogliby Cię wziąźć śmiało do strilejnych pułków! Przepędziłeś tylko wrony, a swoją marną gębę masz całą czarną od prochu.- kontynuował patrząc na swojego towarzysza partyjnego, który mimo i tak poważnego „stanu upojenia” szukał w kieszeni butelki z wodą ognistą.

Sarny rozdzieliły się. Ta do której mierzył Balicki biegła szybko przez gęstwiny coraz to potykając racice o grunt. W końcu przewróciła się. Gdy próbowała wstać, nagle przed nią pojawiło się ogromne zwierze. Młoda łania nie uciekała. Spojrzała tylko nieznajomemu stworzeniu w oczy i nawet nie spieszyła się z powstaniem. Poczuła się bezpieczna mimo, że miała na karku grupę pijanych „demokratów ludowych”.

Jeśli już ktoś mógł upolować tą sarnę to tylko Kołecki. Po pierwsze był najbardziej trzeźwy z całego grona, a po drugie nie posiadał zwykłej myśliwskiej strzelby lecz karabin Mosina wyposażony w celownik snajperski. Broń ta i wizjer przyczyniły się przecież do wygranej armii radzieckiej pod Stalingradem. Skradając się wraz z Jóźwiakiem zobaczył łanię, która spokojnie dopiero co podnosiła się na nogi.

- Mam ją na celu Mietek, już mi nie ucieknie. Będę miał piękną pamiątkę nad biurkiem, albo nie! Podaruje ją naszym radzieckim towarzyszom, może przymkną oko na te niezgłoszone auto, które zarekwirowaliśmy.- powiedział Kołecki, pobekując przy tym lekko.

Już miał pociągnąć za spust, gdy ujrzał w celowniku coś co sprawiło, że opadła mu szczęka wraz z palcem, który miał zadać śmiertelny strzał.

- Co tak gębę rozdziawiasz ?! Pal bo ucieknie!- ponaglał go Jóźwiak
- Widziałem, widziałem! Jakiś chyba wielki pies z takimi zębiskami!- rzekł wystraszony pepeerowiec cały dygocąc.
- A nie pieprz! Co my zawodowi myśliwy, że z sforą polujemy?! Nie pij już więcej Sławku, już Ci starczy. – zdziwionym głosem odparł funkcjonariusz KBW
- No właśnie nie wiem co zobaczyłem… - Kołecki cały czas nie mógł opanować przerażenia
Mieczysław Jóźwiak machnął na to wszystko ręką i udał się oddać urynę w pobliskie krzaki. Morze wypitej wódki powoli zaczęło wychodzić z niego.

W tym czasie niedoszły łowca jeleni zauważył, że w zasięgu celownika nie ma ani sarny, ani tego czegoś co przypominało mu wielkiego psa. Zauważył jednak, że jakieś ryczące zwierzę wielkiej postury zbliża się szybko w jego stronę. Panicznie szukał spustu, a następnie oddał strzał. Wiadomo, że strzał oddany w strachu i bez celowania był chybiony. Kołecki jeszcze chciał desperacko przeładowywać karabin, lecz gdy podniósł wzrok do góry, było już za późno. Nieznajome stworzenie stało tuż przed nim.

Po huku strzału, Jóźwiak szybko udał się z powrotem na stanowisko swojego kolegi, kończąc w biegu potrzebę fizjologiczną.

- Masz ją! Trafiłeś tą kurwę!- wypowiedział z uśmiechem Mietek.
Nie usłyszał odpowiedzi. Podszedł bliżej, nie mógł dojrzeć kolegi. Leżał na ziemi tylko wspomniany Mosin. Jóźwiak chciał go podnieść stając przy czymś co przypominało miękki, ale wypchany worek. Obrócił to znalezisko i zdębiał. Były to rozszarpane zwłoki przewodniczącego Polskiej Partii Robotniczej w Sierpcu towarzysza Sławomira Kołeckiego.

Widok zmasakrowanego ciała spowodował u Mieczysława Jóźwiaka, iż wypity alkohol wydostał się tą samą drogą co wszedł. Towarzysz nawet nie przyglądał się, że wymiotuje sobie na buty i spodnie. Usłyszał, że zbliża się reszta pijanego, czerwonego koła łowieckiego zwabiona przez huki wystrzałów. Funkcjonariusz KBW odwrócił się i widząc Barańskiego i Balickiego chciał coś już do nich wykrzyczeć.

- Stójcie! Wezwijcie…- Jóźwiak jednak nie dokończył. Poczuł na karku ciężki, warczący oddech.
Jego kompani próbowali się dowiedzieć o co mu chodzi, lecz sami zamarli widząc jak nad towarzyszem Mieczysławem pojawia się jakiś stwór w ciemności przypominający niedźwiedzia, który objął głową Jóźwiaka olbrzymią paszczą z wielkimi zębiskami, a potem jednym ruchem odgryzł mu ją od reszty zapijaczonego i przesiąkniętą miłością do Marksa korpusu.

Reszta towarzystwa momentalnie wytrzeźwiała i podniosła wielki krzyk, po czym panicznie rzuciła się do ucieczki. W głosach uciekających przed krwiożerczą bestią ubeków nie było już przekleństw i innych wulgaryzmów.

- Ratuj! Matko Boska, Królowo jedyna, błagam Cię ratuj!- wykrzywiał Barański, chyba nie spodziewał się, że w ciągu ułamków sekundy nawróci się, a komunizm zmieni na bożą monarchię.
Przed nimi szedł sierżant Wacław Sadza, nie spodziewając się niczego. Niósł w rękach żywego zająca, trzymając go za uszy.

- Patrzcie jakiego tłuściutkiego skurczybyka złapałem! Gołymi rękoma bez jednego strzału! Poszedłem w krzaki, wiecie kiszki oczyścić, a on śpi… - ubek chciał dokończyć pasjonującą historię jego defekacji i złapania zająca, ale jego towarzysze z niezrozumiałymi okrzykami przebiegli obok, nie patrząc nawet na niego. Kiedy sam spojrzał przed siebie i ujrzał ogromnego futrzanego potwora. Nie zdążył zamrugać oczyma, gdy zdzieliła go potężna łapa zwierza z długimi szponami. Sadza padł na ziemię z rozłupaną czaszką, a zając trzymany w lewej, bezwładnej ręce bez problemu uwolnił się i pokicał w swoją stronę.

- Dawaj, dawaj Edward! Musimy dobiec do wąskotorówki to będziemy bezpieczni.- rzekł przerażony Balicki do Barańskiego.

Już wbiegali na nieduży nasyp pod tory, gdy Balicki przewrócił się na krzemieniach i zjechał w dół. Porucznik UB Edward Marceli Barański chwile się zastanawiał, czy zostawić kompana wszak dla niego ludzkie życie nie miało jakieś szczególnej wartości, czy też mu pomóc. Zatrzymał się, cofnął parę kroków i chwycił towarzysza Zenona próbując wciągnąć go na tory, jednak coś silnego złapało Balickiego za nogę, że Barański mimo manewrowania nim nic nie mógł poradzić. Po chwili usłyszeli znajomy już ryk…


('Przebudzenie' nie ma jeszcze okładki, tą grafikę znalazłem w sieci)

 


 

4.3
Oceń (7 głosów)

 

 

Zbiór opowiadań - 'Przebudzenie' - opinie i komentarze

Patriko14dhPatriko14dh
0
Jeśli uda się wydać chętnie kupię i przeczytam! :)
(2011-10-21 00:00)
bykfernandobykfernando
0
Ja także. Ale znam to coś z doświadczenia. Znowu mój pies uciekł z podwórka i poleciał do lasu.

(2011-10-21 00:00)
jazlowiakjazlowiak
0
"ważniak z KBW"KBW była formacja zmilitaryzowaną, może lepiej ważniak z UBP?
"Pijana, rozkrzyczana hałastra sunąca przez las zbudziła dwie młode łanie. (...) 
Sarny rozdzieliły się.(...)W tym czasie niedoszły łowca jeleni zauważył, że w zasięgu celownika nie ma ani sarnyŁania to "żona" jelenia. Sarny dzielą się na kozły i kozy.
"a swoją marną gębę masz całą czarną od prochu."Raczej niemożliwe przy prochu bezdymnym, twarz mogła być okopcona przy strzelaniu z karabinu skałkowego, kiedy proch zapalał się na panewce.

"Już miał pociągnąć za spust, gdy ujrzał w celowniku coś co sprawiło, że opadła mu szczęka wraz z palcem, który miał zadać śmiertelny strzał"Dubeltówka ma szynę do celowania i muszkę, nie ma szczerbinki. Na dubeltówkach nie instaluje się celowników optycznych przez które można coś "ujrzeć".
"Oprócz strzelb i naboi, (...). Leżał na ziemi tylko wspomniany Mosin. Mosin to nie strzelba, a napisałeś że zabrali "strzelby". Ale mógł mieć za to celownik:-)
- Patrzcie jakiego tłuściutkiego skurczybyka złapałem! Gołymi rękoma bez jednego strzału! Poszedłem w krzaki, wiecie kiszki oczyścić, a on śpi… Rzecz raczej niemożliwa, zające nie sypiają w lesie i nie dają się złapać.


(2011-10-21 00:00)

skomentuj ten artykuł