Zasadzka pod Wieluniem

/ 4 zdjęć


Wspomnienia płk.pil. Wacława Króla zatytułowane "Zasadzka pod Wieluniem" ukazały się w czasopiśmie "Skrzydlata Polska" nr 19 z 11.V.1969 roku.



Poniżej fragment artykułu, całość zamieściliśmy w dziale "Historia" na stronie www.shbon.wielun.pl :

....Na okazję taką nie czekaliśmy długo. Już następnego dnia, w samo południe, dało się słyszeć charakterystyczne dudnienie silników lotniczych. Samolot musiał być wysoko, bo nie można go było dostrzec gołym okiem, leciał z zachodu na wschód, o kilka kilometrów na południe od naszego lotniska. Wystartowało natychmiast dwóch pilotów lecz po godzinnej gonitwie za niewidzialnym wrogiem i bez bliższych o nim informacji ze stanowiska dowodzenia powrócili oni z kwitkiem na lotnisko.

Po tym fakcie wprowadziłem doraźne patrolowanie wyznaczonych rejonów – przeważnie miasta Wielunia na wysokości 4000 – 5000 metrów, by w razie pojawienia się samolotu hitlerowskiego można było skierować myśliwca przy pomocy radia w rejon, w którym przypuszczalnie powinien znajdować się niemiecki zwiadowca powietrzny. Forma ta nie mogła być stosowana zbyt często, bo nadmiernie zużywała resursy samolotów i była uciążliwa dla personelu latającego. Poza tym akcja tego rodzaju trafiała również w próżnię.

Miesiąc lipiec był piękny i słoneczny. Taka właśnie pogoda była potrzebna niemieckim samolotom rozpoznawczym do wykonywania zdjęć fotograficznych. Chęć spotkania się oko w oko z wrogimi samolotami była u naszych pilotów nieprzeparta. Każdy z nich chciał pełnić dyżury jak najczęściej. Rozpoczynaliśmy je przed wschodem słońca, a kończyliśmy po zachodzie. Przekonaliśmy się również, że Niemcy wolą latać , gdy słońce jest w zenicie. Wtedy podwajaliśmy naszą czujność, stosowaliśmy patrolowania. Niestety, wszystkie nasze wysiłki nie przynosiły pożądanego rezultatu. Głównym czynnikiem,nie do pokonania, była zbyt mała prędkość naszych „jedenastek”.

Z tamtych chwil pamiętam swój lot za hitlerowskim Dornierem. Pełniłem właśnie dyżur, znajdując się w kabinie samolotu, gdy na północ od nas pojawił się na nieboskłonie, na wysokości 4000 metrów srebrzysty, połyskujący w słońcu , dwusilnikowy samolot. Nie miałem żadnych złudzeń, był to samolot hitlerowski. Uruchomiłem natychmiast silnik i wystartowałem. Podczas startu musiałem zająć się swoim samolotem, nie mogłem obserwować Dorniera. Gdy wykonałem skręt w jego kierunku na komendę radiową ze stanowiska dowodzenia i na nowo nawiązałem z nim kontakt wzrokowy, Dornier był już daleko i to na większej wysokości. Mimo, ze silnik mojego samolotu pracował na pełnym gazie, odległość pomiędzy mną a nim stale się powiększała, zamiast maleć. Po kilku minutach lotu i pogoni, hitlerowski zwiadowca stał się prawie niewidoczny.
Dalsza pogoń za nim nie miała żadnego sensu....

Na zamieszczonych zdjęciach bohaterowie tamtych wydarzeń.

 


 

5
Oceń (4 głosów)

 

 

Zasadzka pod Wieluniem - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł