Zamość - Peterswaldau. Ostatnia podróż majora Pawła Korytki

/ 4 komentarzy

„Niemcy użyli do walki czołgów. Odgłos strzelaniny obudził nas – pisał w swoich wspomnieniach ksiądz Franciszek Zawisza. - Z okien wikariatu obserwowałem odcinek walki, która zakończyła się w kancelarii parafii kolegiackiej. Tam bronił się ranny major Korytko…”

Do wspomnianych walk doszło w nocy z 19 na 20 września 1939 roku w Zamościu, kiedy to dowodzony przez podpułkownika Stanisława Gumowskiego pododział 2. rezerwowego pułku piechoty - jak wynika ze spisanej później relacji majora Pawła Korytki – w sile trzech oficerów i 80 szeregowych próbował odbić miasto z rąk Niemców (inne źródła mówią o większej liczbie atakujących Polaków).


KRWAWE WALKI O ZAMOŚĆ

Polscy żołnierze około godziny 4.30 wkroczyli do Zamościa od strony ulicy Okrzei i korzystając z zaskoczenia zajęli prawie połowę Starego Miasta, docierając do Rynku. Wkrótce jednak Niemcy przeszli do kontrataku. Około godziny 6 rano do walki ruszyły hitlerowskie czołgi. Jak wynika z relacji kapitana J. Juszkiewicza „z okien strzelali Niemcy z broni maszynowej i rzucali granaty, z innych polskie kobiety rzucały nam kwiaty”.

Dramatyczny opis walk daje również sam major Korytko, którego relację spisała wkrótce w szpitalu pani Maria z Horodyskich Kowerska. Tak wspomnianą relację, opisującą wkroczenie Polaków do Zamościa, spisał podpułkownik Stefan M. Dobrowolski:

„Weszli do miasta nie spotykając oporu. Dopiero w śródmieściu natarli na nich Niemcy ze wszystkich stron. Major ostrzeliwując się z pistoletu wpadł do ogrodu miejscowej kolegiaty i potem do jakiejś izby, skąd przez okno strzelał. Postrzał w prawy obojczyk obezwładnił mu rękę a granat poranił nogi, ale przerzuciwszy pistolet do lewej ręki bronił się dalej do chwili, gdy po wybuchu drugiego granatu nie mógł już dłużej stawiać oporu. Niemcy wpadli do izby i wynieśli go na wpół przytomnego”.

Próba zdobycia Zamościa nie powiodła się. Wsparcie nie nadeszło. Pododdział, który miał atakować miasto od strony Chełma został rozbity po drodze i do Zamościa nigdy nie dotarł. W walkach o Zamość zginęło około 50 polskich żołnierzy. Niemcy stracili łącznie około 130 zabitych i rannych oraz znaczną liczbę pojazdów.


SAMOLOTEM DO WROCŁAWIA

Niemcy docenili poświęcenie ciężko rannego polskiego majora. W 1939 roku zdarzały się i takie przypadki. Z inicjatywy oficerów wrogiej armii major Paweł Korytko przetransportowany został z Zamościa samolotem do szpitala we Wrocławiu. Mimo podejmowanych prób leczenia stan polskiego oficera systematycznie się pogarszał. Major miał 55 lat, od dawna był w stanie spoczynku, nie miał żadnego przydziału, jednak założył stary mundur i na ochotnika zgłosił się „w jakimś dowództwie w Lublinie” do walki z niemieckim najazdem.   Ze wspomnień przytaczanych przez ppłk. Dobrowolskiego wynika, że major Korytko jeszcze przed walkami o Zamość był w dość kiepskim stanie zdrowia. Pewnie tym trudniej było jego osłabionemu organizmowi uporać się z poważnymi ranami. 4 października rannego majora przetransportowano do szpitala leżącego około 60 kilometrów na południe od Wrocławia – do niewielkiego miasta… Peterswaldau, czyli do dzisiejszych Pieszyc.


W pieszyckim szpitalu przebywali w tamtym czasie również inni ranni żołnierze Wojska Polskiego, którzy trafili do niemieckiej niewoli. Wielu z nich w bardzo ciężkim stanie. Przez pewien czas pozwalano, by w tym odległym od rodzinnych stron miejscu rannego oficera odwiedzała jego żona. Wkrótce jednak hitlerowskie władze przestały się na to zgadzać. Pieszyce, miasteczko położone u stóp
malowniczych Gór Sowich, stać się miało ostatnim miejscem, jakie oglądał dzielny oficer. Ponad dwa miesiące po zakończeniu dramatycznych walk o Zamość, 3 grudnia 1939 roku, major Paweł Korytko zmarł.

Z opublikowanej w roku 1969 relacji podpułkownika Dobrowolskiego wynika, że major pochowany
został w roku 1939 we Wrocławiu. Z powojennego „Wykazu zwłok przewiezionych z cmentarza z Pieszyc do Wrocławia w roku 1949” wynika jednak, że na wrocławską nekropolię trafił dopiero 10 lat po śmierci, a przez cały ten czas jego doczesne szczątki spoczywały na cmentarzu w Pieszycach. Spoczywały tam obok 44 ciał innych polskich żołnierzy zmarłych na tym terenie pod koniec 1939 i na początku 1940 roku.


ELEGANCKI OFICER I… DWA WIELBŁĄDY

Paweł Korytko urodził się 6 września 1884 roku w Suchodole nad Zbruczem. Jak można dowiedzieć się z realacji podpułkownika Stefana Dobrowolskiego, Pochodził ze starej polskiej rodziny, wzmiankowanej w dokumentach już w XIV wieku. Uczył się w Krakowie i Wiedniu. W czasie I wojny światowej służył w austriackim 2. Pułku Dragonów, by w roku 1918 wstąpić do Wojska Polskiego, do sławnego 1. Pułku Ułanów Krechowieckich, którym w roku 1920 nawet „przejściowo dowodził”.
Jednostka ta wsławiła się w czasie wojny polsko-bolszewickiej walkami z armią konną Siemiona Budionnego. Walczyła między innymi pod Korosteniem, Ostrogiem oraz… Zamościem. Ppłk Dobrowolski (przez pewien czas podkomendny majora Korytki) pisał o nim jako o jednym „z
dzielniejszych oficerów 1. Pułku Ułanów Krechowickich, który (…) zapisał się w historii tego sławnego pułku”.
W roku 1921 major dowodził jeszcze stacjonującym w Tarnowie szwadronem zapasowym pułku, czyli tak zwaną „kadrą”. Jak wspomina ppłk Dobrowolski „kadra składała się z samych półinwalidów, tak ludzkich, jak i końskich oraz z dwóch wielbłądów (sic!), zafasowanych swego czasu na Ukrainie”. Opowiadając o majorze Korytce pisał też: „Muszę zaznaczyć, że major, człowiek pełen cnót i zalet, miał, w naszym przynajmniej pojęciu, jedną niesamowitą wadę: budził się o 4-tej rano i uważał, że wszyscy muszą już o tej porze być na nogach!” (…) „Ten elegancki oficer i „stary rygorzysta” potrafił być równie wymagający dla innych, jak dla siebie”.



Wkrótce po zakończeniu wojny z bolszewikami major odszedł do rezerwy. Miał wtedy 37 lat. Ustatkował się. Ożenił z panną – tak jak i on pochodzącą z kresów - Ewą Alexandrowicz. Miał dwóch synów – Tomasza oraz Stanisława. Zarządzał kilkoma gospodarstwami, ale ostatecznie osiedlił się na Kielecczyźnie, w majątku… Sowia Góra. Z tamtym miejscem związał się na następne lata. Nie mógł wówczas wiedzieć, że w roku 1939 przyjdzie mu pożegnać się z tym światem z daleka od znanych sobie stron - w obcych mu Pieszycach, u podnóża góry, której nazwa - Wielka Sowa – mogła jednak kojarzyć się z domem.


PRZYPADKOWE SPOTKANIE… PO ŚMIERCI

Niektóre zdarzenia, na pierwszy rzut oka zupełnie od siebie niezależne, czasami wydają się jednak w jakiś dziwny sposób powiązane. Nawet jeśli trudno odczytać sens tych związków, niełatwo też skwitować je słowem „przypadek”. Oto bowiem cytowany wyżej podpułkownik Stefan M. Dobrowolski, na którego relacji opiera się w dużym stopniu niniejszy tekst, ożenił się w Londynie z młodszą
siostrą Ewy Korytkowej - Anną, stając się w ten sposób szwagrem majora. „Przypadek” polega na tym, że drugi szwagier podpułkownika – mąż jego siostry – też był jeńcem kampanii roku 1939, a los zaprowadził go do leżącej obok Pieszyc… Bielawy, gdzie zmarł niespełna rok później od majora Korytki, we wrześniu 1940 roku. Tym drugim szwagrem był… dowódca morskiej obrony wybrzeża - kontradmirał Stefan Frankowski, którego pochowano w Bielawie. Cmentarze w Pieszycach i Bielawie dzieli od siebie niespełna 5 kilometrów. Po wojnie szczątki obu zostały ekshumowane, by trafić na jeden Cmentarz Wojenny Żołnierzy Polskich we Wrocławiu.

„Ci dwaj ludzie – pisze podpułkownik Dobrowolski – nigdy się za życia nie znali, może nawet nie wiedzieli o sobie – dopiero śmierć ich złączyła i wspólne groby”.


Można chyba dodać, że połączyło ich też miejsce, gdzie zakończyli życie i swoją służbę dla Polski. Miejsce, które w chwili ich śmierci znajdowało się jeszcze poza granicami Rzeczypospolitej, a które dzięki nim już w roku 1939 i 1940 stało się zdecydowanie bardziej polskie.


Źródła:

„Wojenne wspomnienia ks. Franciszka Zawiszy”, Archiwariusz Zamojski 2003


Ppłk Stefan M. Dobrowolski, „Major Paweł Korytko”, Przegląd kawalerii i broni pancernej – kwartalnik historyczny, nr 56, Londyn 1969

„Wrzesień 1939 – próba odbicia Zamościa”, Zamościopedia Andrzeja Kędziory, www.zamościopedia.pl


„Wykaz zwłok przewiezionych z cmentarza z Pieszyc do Wrocławia w roku 1949”

 


 

5
Oceń (4 głosów)

 

 

Zamość - Peterswaldau. Ostatnia podróż majora Pawła Korytki - opinie i komentarze

jacentyjacenty
-1
" Około godziny 6 rano do walki ruszyły hitlerowskie czołgi." No i tu skończyłem czytać ten artykuł (2017-12-07 22:45)
KomskiKomski
+1
Dlatego, że ruszyły, czy dlatego, że "hitlerowskie", czy dlatego, że ruszyły około szóstej? :) Czy też dlatego, że w ogóle straszna nuda? :) (2017-12-08 08:12)
dabwoj1dabwoj1
+2
Dzięki za bardzo ciekawy artykuł mówiący o bohaterstwie, odwadze, patriotyzmie i zawiłych ścieżkach losu. (2017-12-08 21:21)
al-Muellal-Muell
+2
Świetny, dobrze napisany tekst. Dziękuję za prezentację postaci, którą kojarzyłem tylko jako kolejne nazwisko na cmentarzu. (2017-12-10 18:44)

skomentuj ten artykuł