Wspomnienie planu zdjęciowego Bitwy Warszawskiej 1920 roku

/ 3 komentarzy / 23 zdjęć


Od zakończenia zdjęć do filmu Jerzego Hoffmana „Bitwa Warszawska 1920” mija już czwarty miesiąc. Jednak wszyscy Ci, którzy uczestniczyli w kręceniu zdjęć cały czas ciepło wspominają czas spędzony na planie, jako niezapomnianą przygodę. Czekając na premierę filmu postanowiłam umieścić cykl fotorelacji tego jak my - OLK z SRH 51pułku piechoty Strzelców Kresowych z Iłży, znalazłyśmy się na planie zdjęciowym i co tam widziałyśmy.

Praca na planie trwała już od dawna gdy postanowiłam, że nie możemy być gorsze od naszych chłopaków z SRH, którzy w zdjęciach do filmu uczestniczyli od samego początku. Stwierdziłam, że co mi zaszkodzi - napiszę, zapytam – może jednak uda się nam dostać na plan. W to, że jednak się uda wierzyłam chyba tylko ja. Nikt nie wypowiadał tego na głos ale każdy był sceptyczny. Pewnego dnia jednak zadzwonił telefon i stało się! Jedziemy na plan do Warszawy!

Na rozpoczęcie kariery na dużym ekranie wyruszyłyśmy 3 sierpnia do Warszawy we cztery (ja, Monika Sławińska, Ola Maczel i Kasia Osojca). Startowałyśmy z dworca autobusowego w Radomiu po 3 w nocy. Autobus zjawił się ze sporym opóźnieniem i początkowo kierowca nie chciał nas zabrać argumentując to brakiem miejsc. Na szczęście nasza determinacja była większa i do stolicy ja z Olą dojechałyśmy śpiąc na podłodze autobusu. Pozostałej dwójce dziewczyn udało się usiąść.

Gdy wysiadłyśmy w Warszawie nie miałyśmy pojęcia gdzie znajduje się Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. Nie szkodzi – popytamy. Szczęśliwie pomógł nam kierowca autobusu MPK, który nawet dał nam znać gdy miałyśmy wysiadać.
Udało nam się trafić na miejsce bez problemów.

Weszłyśmy na teren wytwórni, skierowałyśmy się we wskazane miejsce, gdzie przywitał nas pan Andrzej Skolik, przebrałyśmy się w mundury i po lekkich poprawkach przeprowadzonych przez pana Andrzeja Szenajcha mogłyśmy udać się do charakteryzatorni, gdzie panie pięknie nas uczesały (przyznam, że nie pamiętam kiedy ostatni raz miała we włosach tyle wsuwek i lakieru).
W autobusie, który zawoził nas, epizodystów i statystów, w okolice gdzie miały być kręcone zdjęcia, zgadałyśmy się z dziewczynami z GRHLC „Mława”. Dziewczyny okazały się niezwykle sympatyczne i „przygarnęły” nas – cztery, nieco zagubione nowicjuszki na planie.

Po śniadaniu wyruszyliśmy na Stare Miasto, aby rozpocząć przewidziane na ten dzień zdjęcia. Tego dnia kręcone były sceny z rozradowanymi, młodymi ochotniczkami OLK, śpiewającymi i nie mogącymi ukryć swej dumy z noszenia munduru, wyśmiewającymi się z mężczyzn, którzy nie poszli na front. Tego dnia na planie pracowały Grażyna Szapołowska i Natasza Urbańska, których filmowe bohaterki w tej scenie miały gardzić nami - kobietami, chcącymi zastąpić mężczyzn na wojnie.

W pewnym momencie naprawdę czuło się jak gdyby przeniósło się o 90 lat w przeszłość i jedyne co przypominało o tym, że jednak cały czas jesteśmy w 2010 roku był sprzęt filmowy i członkowie ekipy filmowej bacznie obserwujący nasze poczynania.

Na nakręcenie jednej sceny w sposób, który usatysfakcjonował by ekipę filmową, potrzeba było naprawdę wielu dubli. Sprawdzane były różne koncepcje, różne ustawienia. Po jednym dublu trzeba było długo czekać na następny – wozy konne musiały wrócić na swoje miejsce, bruk trzeba było na nowo zlać wodą (ponoć mokra nawierzchnia daje lepsze efekty. Albo coś w tym stylu), gdy pojawiały się chmury wszyscy musieli czekać na dobre światło. Za każdym razem gdy nastawała chwila wytchnienia, wśród nas kręciły się panie charakteryzatorki, które dokonywały niezbędnych poprawek w naszym uczesaniu, a inne panie z ekipy filmowej rozdawały nam kubki z wodą do picia. Na planie panował tego dnia upał, a my byłyśmy ubrane w grube sukienne mundury. Jednak muszę przyznać, że mi osobiście w mundurze wz.19 nie było tak gorąco jak by się mogło wydawać.

Gdy trwały prace nad scenami, w których ochotniczki nie były potrzebne, w chłodzie cienia drzew i kamienic cicho rozmawiałyśmy ze sobą lub... spałyśmy znużone upałem. Jednak zaraz znów musiałyśmy wracać do „pracy”.

Przy kolejnych próbach, które wydawały się idealne okazywało się, że ktoś z gapiów wszedł w kadr lub ktoś patrzył się prosto w kamerę i wszystko trzeba było powtarzać od nowa. A my cały czas miałyśmy być radosne, pełne entuzjazmu oraz musiałyśmy mieć na uwadze, że wśród nas chodzą panowie kamerzyści, którzy rejestrują każdy nasz ruch. A żeby nie rzucać się w oczy byli oni ubrani w... mundury OLK!

Przy samym kręceniu miałyśmy jednak sporo „luzu” i nie musiałyśmy sztywno powtarzać tych samych czynności przy każdym kolejnym dublu. Mogłyśmy do pewnego stopnia wykazać się spontanicznością i własnymi wizjami w danej scenie. Dlatego raz mogłyśmy podbiec do koleżanki i witając się nie omieszkać pochwalenia się pięknym bagnetem, innym razem udając zachwyt zerwać znienacka dziewczynie z głowy maciejówkę, by przy następnej próbie podbiegając dołączyć się do tańczących koleżanek.
Chyba każda z nas zapamięta słowa piosenki „Piechota, Ta Szara Piechota”, którą śpiewałyśmy niemal bez przerwy. Raz tylko do naszego repertuaru włączyło się „Wojenko, wojenko”.
Z upływem dnia pogoda robiła się coraz bardziej nieprzyjemna i ostatecznie zdjęcia tego dnia trzeba było zakończyć z powodu burzy, która uniemożliwiła dalsze kręcenie.

Osoby poznane na planie jak i cała ekipa filmowa okazała się niezwykle miłe. Byłam wręcz zaskoczona przyjemną atmosferą, która panowała na planie tak dużej produkcji. Na pewno pierwszy dzień na planie zdjęciowym był dla naszej czwórki dniem niezwykle udanym i mimo zmęczenia, do domów wróciłyśmy szczęśliwe, że mogłyśmy uczestniczyć w tworzeniu pierwszego polskiego filmu w 3D. Miałyśmy również cichą nadzieję, że to nie koniec naszej filmowej przygody na planie produkcji Jerzego Hoffmana.

 


 

5
Oceń (17 głosów)

 

 

Wspomnienie planu zdjęciowego Bitwy Warszawskiej 1920 roku - opinie i komentarze

SKWARA192SKWARA192
0
A O ZDJĘCIACH NA POLIGONIE  KAZUNIU NIC NIE WSPOMNIAŁAŚ.TAM DOPIERO BYŁO EKSTREMALNIE,KREW SIĘ  LAŁA I BYŁO ZIMNO.CHYBA Z 6 RAZY MI GŁOWĘ OPATRYWAŁAŚ W OKOPIE.A SYROP  MALINOWY(BO TAKI MIAŁ SMAK) LAŁ SIĘ MI PO CAŁEJ TWARZY. POZDROWIENIA
(2011-02-25 00:00)
StokrotkaStokrotka
0
Wszystko w swoim czasie ;) . Będą też osobne artykuły o Kazuniu oraz o Zielonce (gdzie znalazłam się niemal przez przypadek ;)).
(2011-02-25 00:00)
Moni123Moni123
0
Kurczę, że też wcześniej nie zauważyłam tego artykułu ;p... Dziewczyny myślę, że mogę napisać też w imieniu moich koleżanek, również było bardzo miło nam Was poznać :). Pamiętam jeszcze jak nie poznałam Oli, gdy przyjechałyście do Kazunia na plan xD. Miło jest powspominać wspólnie spędzony czas w okopie. Całuski dla Was wszystkich. (2011-08-28 00:00)

skomentuj ten artykuł