Wiosenne szkolenie z niespodzianką

/ 2 komentarzy / 18 zdjęć


Na zaproszenie GRH Airborne Division 'Paraglite' nasza grupa GRH 'Barbarossa' wzięła udział we wspólnych ćwiczeniach grup rekonstrukcyjnych.
Zostaliśmy zaproszeni na sobotę, ale pomyśleliśmy że skoro Amerykanie siedzą sobie na miejscu od piątku, a samo miejsce ćwiczeń jest w granicach Trójmiasta,
to czemu nie złożyć im niezapowiedzianej wizyty w piątkową noc i przy okazji sprawdzić czujność wystawionych wart. Do współpracy w tym przedsięwzięciu zaprosiliśmy
zaprzyjaźnioną grupę SH 'Prusy' oraz kilku indywidualnych rekonstruktorów.

Na miejscu, w lesie niedaleko terenu gdzie obozowali Amerykanie zjawiliśmy się niedługo po 22.30, gdzie spotkaliśmy się z pozostałymi rekonstruktorami.
Chłopaki zdążyli do naszego przyjazdu zrobić rekonesans terenu i teraz służyli nam za przewodników.
Na rozpoznanie zostało wysłanych dwóch ludzi, w tym snajper. Reszta drużyny czekała w pobliskim wąwozie. Była chłodna marcowa noc. Księżyc zakryty gęstymi chmurami dawał niewiele światła, ale nie było
na tyle ciemno, żeby nie widzieć siebie nawzajem. 50 m od nas majaczyło coś jasnego. 'Bądźcie cicho. Tam na prawo jest ich kwatera' - usłyszeliśmy od jednego z chłopaków,który wcześniej ukradkiem zbadał teren.
Wróciło rozpoznanie. 'Panowie. Nie ma strachu. Nie wystawili żadnych wart' - powiedział uspokajającym głosem zwiadowca. Postanowiliśmy więc się podzielić na dwie grupy i zaatakować z dwóch stron.
Sygnałem gotowości i zajęcia pozycji miał być krótki impuls świetlny latarką (przysłoniętą zielonym filtrem), zaś sygnałem do ataku wystrzelona czerwona raca.
Wcześniej snajper zajął stanowisko w pobliżu amerykańskiej chaty. Zaczęliśmy się ostrożnie przedzierać przez krzaki, starając się robić jak najmniej hałasu.
Nagle przed naszymi oczami wyrosła metalowa siatka ogrodzenia. 'To już tu'- usłyszałem szept. Panowała niczym nie zmącona cisza...

Znienacka dobiegły nas głosy Amerykanów. Zbliżali się do nas. Widać było światło latarki. Zaczęliśmy się pospiesznie cofać. Nagle rozległ się głośny wrzask i za chwilę okrzyk 'Germans ! Alaaarm alaaarm'.
Jak ustaliliśmy później zostaliśmy wykryci, bo światło latarki odbiło się od lunety naszego snajpera , a zaintrygowany Amerykanin, który nie był wartownikiem, a zwyczajnie wyszedł z kwatery za potrzebą, chciał sprawdzić, co tak błyszczy...

Nie było na co czekać. Wystrzeliliśmy czerwoną flarę i rozpętała się krótka walka. Przyniesione przez nas środki pirotechniczne oszołomiły będących w domku Amerykanów. Dwóch zdążyło zbiec przez okno, lecz po chwili zostali schwytani.
Pozostałych dopadliśmy w domku. Pomimo przedwczesnego odkrycia zaskoczenie było całkowite, a zabawa przednia.

Następnego dnia spędziliśmy już praktycznie na szkoleniu z pirotechniki, obsługi broni, doskonaleniu postaw strzeleckich, ćwiczeniach z taktyki z użyciem asg. Wreszcie na koniec zostaliśmy poczęstowani pysznym bigosem z kociołka zawieszonego nad ogniskiem.
Była to bardzo pożytecznie wykorzystana sobota. :-)

Autorem wszystkich zdjęć jest Piotr Kornath

 


 

4.9
Oceń (12 głosów)

 

 

Wiosenne szkolenie z niespodzianką - opinie i komentarze

KrzysiekMKrzysiekM
0
Raport ze służby wieczornej , piątek 18 marca
Ponieważ Kamil wyszedł po 21, potrzebował co najmniej 15 minut na dotarcie na zbiórkę kadr. Biorąc pod uwagę ilość osób na tym spotkaniu, ogólne tematy, które trzeba było omówić oraz tempo w jakim do tej pory załatwiane były tego typu rozmowy , ewentualnego spodziewanego Ataku ćwiczebnego w wykonaniu oficerów i podoficerów 82nd można było spodziewać się najwcześniej za 3 godziny. 
Żołnierze pozostający w obiekcie (Legan) wykonywali swoje obowiazki bez oporzadzenia oraz utrzymania wysokiej czujności na ewentualna ofesywe przeciwnika. W obiekcie znajdowało się 6 osób bioracych udział czynnie, z czesciowym wyłączniem szeregowego Greeka który wtedy przez najbliższe dwie godziny nie czuł się dobrze.Obsada obiektu zajmowała się między innymi: pozyskaniem drewna (niestety mokrego) oraz rozpalaniem kominka. Rozeznaniem w materiałach pirotechnicznych i przygotowanie części prób pirotechnicznych na dzień następny.Przygotowanie linek rozciągniętych w strategicznych punktach, z których mógł nastąpić spodziewany atak. Linki jako elementy o małym znaczeniu defensywnym rozmieszczone były w celu opóźnienia przeciwnika, a przede wszystkim dezorientując na temat stopnia przygotowania na atak obsady obiekcie. Inicjatywa szeregowego Popeya - przygotowanie zastępczego sanitariatu za zniszczoną latrynę która runęła podczas zawalenia dachu.Obsada obiektu, w szczegolnosci szeregowy Popey, szeregowy Greek, szeregowy CJ, co jakiś czas wychodzili na zewnątrz obiektu w celu wykonania różnorakich prac (wynikających z przydzielonych im aktualnie zadań, a czasem z ich własnej inicjatywy). W ten sposób co jakiś czas mimowolnie dokonywali oględnego patrolu przestrzeni przed obiektem. 
Podczas jednego z takich wyjść Szeregowy Popey wyposażony w lampę czołową zauważył podejrzanym błysk, o czym pospiesznie poinformował przełożonego oraz osoby z oddziału. Biorąc pod uwagę godzinę zajścia tego incydentu i prawie nie realną sytuacje tak szybkiego ataku ćwiczebnego podoficerów z 82nd pojawiły się domniemania że to jakieś zwierze żerujące o tej porze nocy. Szeregowy Popey uzupełniwszy wyposażenie o maczetę poszedł sprawdzić co to było. Po kilku sekundach wbiegł krzycząc "Alarm Alarm kurwa tam ktoś leży" . Informacja była dezorientująca gdyż żaden Amerykański żołnierz próbując zdobyć obiekt umocniony nie leżał by na środku placu , lecz krył by się za doraźnymi obiektami osłaniającymi go przed ewentualnym ogniem przeciwnika, lub chociaż pozwalającymi pozostać mu względnie niewidocznym. Świadomość tego wprowadziła dodatkową dezorientację, iż być może nie jest to pozorowany atak ćwiczebny, lecz realna sytuacja z leżącym na podwórzu cywilem. Wątpliwości rozwiały eksplozje środków pirotechnicznych na zewnątrz budynku. Przystąpiliśmy do szybkiego pobrania broni z magazynu oraz wyposażywszy się w granaty (petardy) wybiegliśmy frontowymi drzwiami, kierując się natychmiast za budynek w stronę bramy. Trwało to bardzo krotko , w tym czasie nie udało się nawiązać kontaktu wzrokowego z przeciwnikiem , było słychać tylko kolejne eksplozje. W tej sytuacji przystąpiliśmy do obrzucania granatami przypuszczalnych stanowisk przeciwnika, a następnie obiegając budynek dokoła przystanelismy za rogiem budynku przed podwórzem. W wyniku braku kontaktu wzrokowego z wrogiem postanowiliśmy wbiec z powrotem do budynku w celu uzupełniając granatów. Gdy ruszyliśmy na podwórze opadł granat . Prawdopodobnie szeregowy Greek padł by schować się przed mająca nastąpić eksplozja. Ja oceniajac odległość postanowiłem podjąć jednak akcje wbiegnięcia do budynku , co udało mi się zrobić w ostatniej chwili przed eksplozja. Nadal nie było informacji gdzie znajduje sie przeciwnik oraz kim jest. Uzupełniwszy szybko granaty postanowiliśmy wydostać się oknem w pokoju szeregowych i z tamtąd przeprowadzić działania ofensywne. Po wyskoczeniu przez okno przystąpiłem z mesengerem Hubert do rozpoznania terenu w okolicy masztu. Tam po raz pierwszy miałem kontakt z wrogiem. Obchodząc narożnik budynku zobaczyłem postać czająca się pod ścianą, było widać tylko czarny kontur postaci. Zaskakujące bylo to iż nie był to żołnierz amerykański (jak się spodziewaliśmy). Podszedłem bliżej z wycelowanym pistoletem maszynowym , zastanawiając sie czy nie mamy tu do czynienia z jakaś ingerecja nieproszonych cywilów niepokojących nas z zamysłem oraz czy ta konfrontacja może zakończyć się realnym starciem wręcz, a nie jako ćwiczenia GRH. Dopiero z 3 m rozpoznałem w ciemności mundur niemiecki co było zaskakujące bo nie na takiego przeciwnika w rzeczywistości się nastawialismy. Niemiec zauważył że stoję już metr od niego więc powoli podniósł ręce co uznałem za sygnał że jest wyłączony z walki. Ponieważ dysponowałem tylko repliką ASG nie bardzo wiedziałem jak dać mu do zrozumienia ze od 4 sekund mógł bym otworzyć ogień. z prawej usłyszałem szelest odwróciłem się i wycelowałem w nadbiegającego niemca. Nie wiedziałem wciąż jak dać mu do zrozumienia ze własnie w niego celuje i mógł bym otworzyć ogien. Zorietowałem sie ze broni nalezy uzywac oralnie wydajac odglos "bach bach , nie żyjesz!!!!" co wykonał biegnący na moją lufę Niemiec. W tej sytuacji obaj uznaliśmy że zginęliśmy. Drugi nadbiegający niemiec "wyeliminował" messengera Huberta. Po bardzo krótkiej rozmowie z niemcami  jako "trupy" zaczęliśmy obchodzić dom od tyłu gdzie zostaliśmy pojmani i wzięci do niewoli przez trzeciego Niemca. Na podworzu 12 niemców celebrowało udany atak na obiekt. 
Sgt. Krzysztof Mieloszyk 82nd Airborne Devision (2011-03-25 00:00)
dagadaga
0
Świetna relacja i komentarz!
Popłakałam się ze śmiechu:
"...Zorietowałem sie ze broni nalezy uzywac oralnie wydajac odglos "bach bach , nie żyjesz!!!!" co wykonał biegnący na moją lufę Niemiec. W tej sytuacji obaj uznaliśmy że zginęliśmy. Drugi nadbiegający niemiec "wyeliminował" messengera Huberta. Po bardzo krótkiej rozmowie z niemcami  jako "trupy" zaczęliśmy obchodzić dom od tyłu gdzie zostaliśmy pojmani i wzięci do niewoli przez trzeciego Niemca."
Ćwiczenia połączone z wielkim poczuciem humoru i pomysłowością!
Zazdroszczę takich szkoleń :)
(2011-03-26 00:00)

skomentuj ten artykuł