Tylmanowa w ogniu walk i ... działań edukacyjnych

/ 3 komentarzy / 83 zdjęć


W weekend 12-13 września 2009 r. niewielka miejscowość Tylmanowa – Rzeka oraz otaczające ją wzgórza, stały się świadkami zwykłych wydarzeń. Otóż, w ramach Europejskich Dni Dziedzic¬twa, Gmina Ochotnica Dolna, Sołectwo Tylmanowa oraz Polskie Towarzystwo Historyczne, zapro¬siło mieszkańców regionu oraz turystów na niecodzienną lekcję historii. Było to także niezwykłe wy¬darzenie, bowiem po 70-ciu latach umocnienia polowe Punktu Oporu „Wietrznica” ponownie obsa¬dziły polskie oddziały. Oczyszczone z zarośli, samosiejek i dorodnych drzew pozycje, ukazały się w całej okazałości. Jedną z linii obsadzili rekonstruktorzy, ustawiając na zachowanych stanowiskach ciężki sprzęt. Młodzież, do której głównie skierowana była cała akcja, miała możliwość za¬poznać się z niemal z pełną gamą sprzętu wojskowego używanego przez obrońców tych pozycji. Na stanowiskach ogniowych można było więc zobaczyć m. in repliki: ckm Maxim wz. 1910, rkm Browning wz.28, karabin ppanc. UR czy granatnik piechoty wz. 36.

W górzystym, trudnym terenie została wytyczona i oznaczona specjalnymi tabliczkami trasa turystyczno - historyczna. Zaczynała się u stóp wzgórza Wietrznica, gdzie na początku można było zapoznać się z uzbrojeniem i wyposa¬żeniem oddziałów niemieckich, przygotowujących się do natarcia, a także zaopatrzyć w materiały informacyjne. Stamtąd można było wyruszyć na trasę, która biegła wąską kamienista drogą. Wznosiła się ostro w górę, pośród gęstego lasu. Co jakiś czas pojawiały się widoczki na dolinę Dunajca. Po kilkudziesięciu metra, strzałki kierował w głąb lasu. Tutaj niespodziewanie uczestnikom wycieczki edukacyjnej ukazały się wpierw głę¬bokie rowy dobiegowe, później rowy strzeleckie z pojedynczymi stanowiskami ogniowymi, by na końcu zaskoczyć potężnym wykopem pod fundament schronu bojowego dla ckm. Wewnątrz wykopu na ta¬blicy pokazano prawdopodobny widok schronu oraz sylwetki walczących w tym rejonie wojsk: polskich, słowackich i niemieckich. Po zwiedzeniu reliktów polskich fortyfikacji, następował powrót na główną ścieżkę. Po niej dalej mozolnie należało się wspominać do kolejnych linii umoc¬nień. Po kilkudziesięciu metrach, drogowskaz kierował tym razem w prawo. Już ze ścież¬ki można było dostrzec zarysy rów. Były to rowy łącznikowe, które prowadziły do kolejnej linii oporu. Cały czas podążało się transzeją, mijając co jakiś czas pojedyncze wnęki strzelec¬kie. Po kilku minutach marszu dało się słyszeć odgłosy rozmów i kopania. Był to znak, iż w pobliżu znajdują się obsadzone pozycje. Po chwili istotnie pojawiają się najpierw jedna, potem kolejna sylwetka strzelca. Po dojściu na miejsce można zobaczyć w całej okazałości linię oporu. Co kilka metrów stanowisko ogniowe, a na nim żołnierz w hełmie trzymający w rękach Mausera, dalej stanowisko granatnika, obok rkm i kolejny strzelec. Za zakolem oczom zwiedzają¬cym ukazuje się ckm Maxim, obłożony workami z piaskiem, nie co dalej skromnie leży na pozycji ppanc. Ur. Zwiedzający rozpoczynają rozmowy, oglądają sprzęt. Rekonstruktorzy opowiadają o uzbrojeniu o walkach jakie się w tym rejonie toczyły. Każdy może dotknąć karabinu, założyć hełm, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.

W pewnej chwili, ten sielankowy nastrój przerywają głośno padające rozkazy. Żołnierze pośpiesznie zajmują stanowiska. Z dołu daje się słyszeć potężny wybuch – to strzelają niemieckie moździerze. Za chwilę odpowiadają ogniem polskie granatniki, strzelają karabiny i pistolety. Huk jest nie do wytrzymania. Młodzież zakrywa uszy. Pozycję spowija gęsty biały dym. Nagle, zalega cisza, tak nagle jak rozpoczęła się kanonada. Żołnierze podnoszą się z zie¬mi, otrzepują mundury. Na twarzach zwiedzających uśmiech, miesza się z przerażeniem i zdziwie¬niem. Cały stres rekompensują cudowne widoki na dolinę Dunajca, Bastę i drogą do Krościenka.

Czas pożegnać się z żołnierzami i kontynuować zwiedzanie. Powrót do głównej ścieżki, która po kolejnych kilkuset metrach wspinaczki, wyprowadza wszystkich na wspaniałą polanę. Rozpościera się z niej niezapomniany widok na Gorce, Beskid Sądecki. Tutaj pod lasem zlokalizowany został obóz partyzancki. Dla zmęczonych nóg następuję chwila odpoczynku. Tutaj również dla wszystkich czeka partyzancka zupa. Raz za razem w miedzianym kociołku zanurza się chochla, by nabrać strawę dla zmęczonych i głodnych wędrowców. Po solidnym posiłku i odpoczynku jest czas na rozmowy z partyzantami. Z ust młodych rekonstruktorów płyną informację historyczne, o życiu codziennym, o trudach okupacyjnego życia, o walkach i śmierci towarzyszy. O radościach i smut¬kach, o zacinającym się sprzęcie i budowie szałasów. Każdy młody człowiek chłonie tę wiedzę z otwartymi ustami. Można zobaczyć niemiecki rkm MG42, rozłożyć i złożyć angielskiego Stena. Można także nauczyć się musztry, ale również składać wojskowy koc. Wokół cudowne widoki i śpiew ptaków.

Tutaj kończy się trasa dla mnie wprawionych w trudy górskiej wspinaczki. Kto ma jeszcze dość sił, może pójść jeszcze wyżej, by obejrzeć potężne wykopy pod tradytory artyleryjskie, dalsze okopy i stanowiska ogniowe. Tam w górze jest też symboliczne miejsce, miejsce śmierci obsady jedynego działa polowego, jakie odpowiadało niemieckiej nawale.

Na polanie pierwszego dnia trwania imprezy, odbyła się rekonstrukcja walk polskich obrońców z nacierającymi z doliny oddziałami niemieckimi. Cała dolina wypełniła się odgłosami wybuchających pocisków, strzelających moździerzy i odpowiadających im granatników. Ziemia drżała od wybuchów pocisków artyleryjskich, a polanę spowił gęsty dym. Na koniec wspólne zdjęcia, uścisk dłoni i posiłek.

Drugiego dnia niestety pogoda spłatała figla i uniemożliwiła przeprowadzanie kolejnej inscenizacji. Niemniej jednak wzgórza zasłonięte mgłą, nie pozostawały uśpione Przez cały dzień trwała pojedynek artyleryjski - wymiana ognia niemieckich moździerzy z polskimi granatnikami. Liczni wędrowcy, którzy mimo padającego deszczu, wyszli po mokrych i śliskich kamieniach na polskie pozycje, mieli okazję oglądać także inscenizowane walki w ręcz z oddziałami niemieckimi, zobaczyć strzelające granatniki i słyszeć odpowiadające im niemieckie moździerze. A echo niosło się przez całą dolinę.

W trakcie trwania imprezy, przeprowadzono także niecodzienny eksperyment. Otóż, zgodnie z zapisami źródłowymi, postanowiono przesłać za pośrednictwem gołębia pocztowego informację z odległej ok. 30 km. przełęczy Knurowskiej. Gołębie wypożyczono od ks. Cebuli z Tylmanowej. Po przybyciu na miejsce napisano meldunek z aktualną godzina, przytwierdzono do nogi jednego z nich i wypuszczono. W przewidzianym terminie gołębie jednak nie wróciły. Jak stwierdził ich właściciele, były najprawdopodobniej zbyt młode i nie trafiły od razu do domu. Okazało się, że jednak dotarły, lecz dopiero wieczorem. Drugiego dnia fatalna pogoda nie pozwoliła na powtórzenie eksperymentu z użycie starszej pary ptaków. Nic jednak straconego eksperyment zostanie powtórzymy za rok.

Dwudniowa impreza o charakterze edukacyjnym, mająca przybliżyć wszystkim zainteresowanym, a w szczególności dzieciom i młodzieży dzieje tego malowniczego zakątka Gminy Ochotnicy, spełniła swoje zadanie. Ilość dzieci z okolicznych szkół była imponująca. Byli również dorośli mieszkańcy, którzy niejednokrotnie po raz pierwszy zobaczyli zachowane obiekty. Już na zakończenie Wójt Gminy Kazimierz Konopka, zapowiedział, iż w przyszłości będą tutaj organizowane podobne imprezy, a cały teren połączy jedna ścieżka historyczna. Trzymamy kciuki za realizację tego projektu.

Wyjątkowym gościem imprezy był p. Jan Grudnicki, syn dowódcy 2 kompanii KOP „Żytyń”, która walczyła na stokach Wietrznicy. Było to niezapomniane spotkanie jego, który z ojcem chodził po tym terenie jeszcze w latach 60-tych, z młodymi pasjonatami i historykami. Spotkanie pokoleń w trakcie takich spotkań, to także niezapomniane chwile dla wszystkich uczestników.

W realizację tego projektu obok oczywiście głównych organizatorów tj. Gminy Ochotnica Dolna, Sołectwa Tylmanowa oraz Polskiego Towarzystwa Historycznego, włączyły się grupy i stowarzyszenia rekonstrukcyjne. Dzięki ich wiedzy i zaangażowaniu udało się ten projekt zrealizować w zaplanowanej formule.

Korzystając z okazji chciałbym im wszystkim podziękować:

SRH 'Wrzesień 39', serdecznie podziękowania Maćkowi Włodkowi z Przemyśla za przywiezienie Ura i podzielenie się bogatą wiedzą z uczestnikami spotkania. Podziękowania także dla Bartosza Wiśniewskiego z Bochni. Twój młodzieńczy zapał oraz ogromna wiedza budzi podziw i szacunek. Dzięki za pomoc, także w obozie partyzanckim. Podziękowania kieruję również dla sekcji niemieckiej z Gohanem na czele. Niestety, nie udało Wam się koledzy wziąć udziału w bitwie, ale za to wiele kobiecych serc, w trakcie zatrzymania na głównej drodze, zostało zapewne złamanych. Podziękowania za przyjazd i chęć pomoc.

GRH BON „Oświęcim”, serdeczne podziękowania Panowie za przyjazd. Przybliżyliście sylwetki żołnierzy z ON, których na tych wzgórzach mocno się krwawił. Dziękuję za pomoc i wsparcie oraz walkę w obronie tych malowniczych polan. Wasz granatnik dzielnie odpowiadał na strzały kąśliwych niemieckich moździerzy.

GRH 17. Inf. Dyw. 21, dziękuję Wam Panowie bardzo serdecznie za pomoc w realizacji tego projektu. Po raz kolejny mogliśmy na Was liczyć. Nie wyobrażam sobie organizacji tej imprezy bez Waszej pomocy. Wspólny udział w kolejnym na przestrzeni kilku miesięcy projekcie potwierdził, że mądre i konstruktywne działania przynoszą dorodne owoce. Raz jeszcze dzięki.

GRH „Podhale w ogniu”, podziękowanie dla wszystkich kolegów, którzy mimo kolejnej w ostatnim czasie dużej imprezy, stanęli na wysokości zadania i przyczynili się do sukcesu tej imprezy. Bardzo Wam wszystkim dziękuję.: Hance, Wildze, Smrekowi, Bacy, Tatarowi, Jaworowi, Krzyśkowi, Silnemu, Szaremu, Jaśkowi i Kierowcy. Podziękowania dla Dawida za oprowadzanie wycieczek. Dziękuję również mojej żonie Grażynie, za prowadzenie centrum koordynacyjnego i informacyjnego.

Podziękowania kieruję również do kolegów z GRH 9ppleg. z Krasnobrodu, dzięki którym mogliśmy odpowiadać niemieckim moździerzom. Dzięki wielkie za pożyczenie granatnika bardzo nam się przydał i był jedną z atrakcji naszej imprezy.

Wyrazy wdzięczności należą się także Pawłowi Kukurowskiemu z Wrocławia. Twoja pomoc okazała się bezcenna, szczególnie podczas inscenizacji, ale nie tylko wówczas. Cieszę się, iż po raz kolejny mogliśmy gościć Cię na Podhalu. Mam nadzieję, że pobyt był dla Ciebie równie satysfakcjonujący.



 


 

Informacje dodatkowe

  • Data: 
    2009-09-12

5
Oceń (7 głosów)

 

Lokalizacja


Zobacz kto wybiera się na tą imprezę:



wybieram się tam!

 

Tylmanowa w ogniu walk i ... działań edukacyjnych - opinie i komentarze

GhostGhost
0
Było fajnie...Niestety nie moglismy zostac na noc.Pozdrawia ON" Oświęcim (2009-09-15 00:00)
gesiorgesior
0
Widzę, że naprawdę się udało. Gratulacje.
Bardzo żałuję, że nie mogłem tego zobaczyć, no ale cóż... (2009-09-18 00:00)
użytkownik1790użytkownik1790
0
Wywiad z Dawidem Golikiem i zdjęcia z pierwszego dnia imprezy zamieszczone na podhalańskim portalu www.z-ne.pl http://nowiny.z-ne.pl/s,doc,pol,nowiny,37827,1,1531,europejskie_dni_dziedzictwa_w_tylmanowej_%5Bzdjecia_i_mp3!%5D.html (2009-09-20 00:00)

skomentuj ten artykuł

Noclegi w pobliżu