Tomahawki i muszkiety 2017

/ 2 komentarzy / 29 zdjęć


„Tomahawki i muszkiety 2017” za nami. Wydarzenie rekonstrukcyjne na które czekaliśmy cały rok przygotowane przez konfederacje grup pod tą samą nazwą. Dwa lata temu w pierwszej edycji wydarzenia wzięło udział zaledwie osiem osób, rok temu było nas 40. W tym roku już ponad 60 osób z Polski, Czech, Finlandii i Rosji. Terenu użyczyło nam Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie. Pierwsi uczestnicy zaczęli się zjeżdżać już w czwartek koło południa. Pozostali przez cały piątek do wczesnych godzin nad ranem w sobotę. Powoli zaczęły wyrastać dwa obozy, wojskowy i rdzennych mieszkańców Ameryki. Do góry wznosiły się majestatyczne tipi, nad namiotami wojskowymi załopotały flagi francuska, brytyjska i amerykańska. Pogoda nas nie rozpieszczała, co nie przeszkodziło kapralowi milicji stanowej w męczeniu milicjantów ciągłą musztrą. Wieczór upłynął na długich rozmowach przy ogniskach i zupełnie nagle ustąpił miejsca porankowi, zaskakując najwytrwalszych gawędziarzy. Ranek żołnierze i wojownicy spędzili na przygotowaniach do pierwszej inscenizacji. Bitwy nad Monongahelą z roku 1755.Skręcano ładunki do karabinów, malowano twarze, liczono strzały. Krótko po południu oddziały ruszyły na pole walki. Brytyjskie jednostki powoli wmaszerowały na polanę, drogę zagrodził im francuski oficer, Do akcji weszli rangerzy likwidując podejrzaną postać. Odpowiedziała im ogniem francuski oddział, który wyłonił się z zagajnika. Brytyjczycy pewni swojego zwycięstwa parli do przodu. Tym bardziej zaskoczyły ich gęsto padające z okolicznych zarośli strzały. Wszędzie dookoła Brytyjczyków zaczęli krażyć Indianie. Europejska taktyka walki w zwartych formacjach okazała się całkowicie nieskuteczna wobec rdzennych mieszkańców Ameryki. Całkowita panika wybuchła momencie śmierci dowodzącego Brytyjczykami generała Braddocka. Jego ciało wynieśli ostatni pozostali przy życiu żołnierze. Po bitwie na stół chirurga trafił ranny żołnierz, niestety zranioną nogę trzeba było amputować, pacjent miał dużo szczęścia, przeżył. Po walce zgłodniałymi wojakami zaopiekowały się kolonistki i Indianki. Serwowano potrawy rodem z osiemnastowiecznej Ameryki. Wczesnym popołudniem obóz przeniósł się w czasie do roku 1781. Na polu bitwy w trzech liniach ustawiła się milicja patriotów i piechota kontynentalna pod dowództwem Daniela Morgana. Na dole wzgórza szykowały się do ataku oddziały brytyjskie pod dowództwem pułkownika Tarletona. Flanki osłaniali Indianie. Brytyjczycy widząc milicje śmiało natarli na pierwsza jej linię. Ta wytrzymała pierwsze natarcie i wycofała się na lewa flankę, druga podobnie, po oddaniu dwóch strzałów uciekła kierunku piechoty kontynentalnej. Połączywszy się z nią uderzyła na żołnierzy króla, których równocześnie otoczyła pierwsza linia milicji. Brytyjczycy w panice rzucili się do ucieczki. /nie obyło się też bez pojedynku oficerów godnego najlepszych hollywoodzkich produkcji ;) Wieczorem przy ogniskach iw gospodzie popłynęły opowieści o minionych bitwach, hazardziści grali w kości, snuły się pieśni i ponownie padał deszcz… Tegoroczna impreza konfederacji przeszła do historii. Powoli zaczyna obrastać w legendy a my czekamy na kolejne spotkania.

Fotorelacja Moniki Rybicki

 


 

5
Oceń (2 głosów)

 

 

Tomahawki i muszkiety 2017 - opinie i komentarze

Stary KojotStary Kojot
+1
Bardzo ciekawa relacja. Temat jest tak barwny i egzotyczny, że faktycznie, stają przed oczami hollywoodzkie produkcje... :) (2017-07-10 06:03)
dabwoj1dabwoj1
+1
Dzięki za jakże ciekawą barwną relację. (2017-07-11 08:40)

skomentuj ten artykuł