Światełko dla żołnierza: Wytwórnia materiałów wybuchowych 'Kinga'

/ 1 komentarzy / 17 zdjęć


Światełko dla żołnierza to akcja, dzięki której odwiedzane są groby żołnierskie i te znane i te zapomniane. Co roku staram się by, choć w małym stopniu dołączyć do tej akcji i wybieram miejsca, w których chcę oddać hołd tym, którzy walczyli z Polskę i o to bym żył w wolnym kraju.
Ponieważ los osadził mnie na warszawskiej Pradze, więc miejsca pamięci wyszukuję w tej części miasta. Dodatkowo zwracam uwagę na te związane z Powstaniem Warszawskim gdyż były lata, w których powstanie sierpniowe traktowane było po macoszemu a tu przecież też wybuchło, chociaż zostało szybko stłumione. Co było tego przyczyną? Kto pamięta o jednej z największych bitew pancernych (po Kursku i Falaise) stoczonych na przedpolach Warszawy w dniach 27 lipca do 6 sierpnia (w różnych źródłach różne daty) a która spowodowała ściągnięcie przez Niemców znacznych posiłków.
W moich poszukiwaniach natrafiłem na adres: „Grochowska 138. Tablica na ścianie budynku, w którym w latach 1943-1944 była wytwórnia broni 6-XXVI Obwodu AK Praga”. Jednak nic tu nie ma o tragicznych losach tej placówki.
Przypomniałem sobie jak szykowałem się do opisania tragicznych losów załogi wytwórni materiałów wybuchowych o kryptonimie „Kinga” mieszczącej się przy ul. Solec 103. Co mnie przekonałoby odejść od kultywowania tradycji? Moje miejsca zamieszkania znajdowały się na ulicach, na których mieściły się wytwórnie środków bojowych dla żołnierzy AK.
 
1 listopada wracając z cmentarza na Woli oraz Pawiaka zatrzymałem się na ul. Solec 103. Pomnik upamiętniający tragedię, jaka tu się rozegrała się 6 czerwca 1944r. to mur z cegły, na którym umocowana została tablica z inskrypcją:
W TYM MIEJSCU 6 IV 1944r. ZGINĘLI BOHATERSKĄ ŚMIERCIĄ Z RĄK HITLEROWCÓW CZŁONKOWIE ZAŁOGI WYTWÓRNI MATERIAŁÓW WYBUCHOWYCH AK ”KINGA”
Teren w formie prostokąta obramowany jest kamiennymi kwietnikami z kwiatami oraz metalowym niskim płotkiem. Do pomnika prowadzi alejka wyłożona płytami chodnikowymi.
 
Poszukałem wiadomości na temat wytwórni jak też okoliczności jej likwidacji przez Niemców a zbiegiem czasu znajdowałem nowe informacje zmieniające najczęściej przedstawiane fakty.
 
Wytwórnia materiałów wybuchowych, mieszcząca się na ul. Solec 103 nosiła kryptonim „Kinga”. Została zorganizowana przez inż. Janinę Szabatowską ps. „Janka”. Od połowy stycznia zastąpiła ją mgr Eleonora Herdegen ps. „Magda”.
Od listopada 1943r. nadzór nad „Kingą” sprawował kpt. inż. Czesław Sudlitz ps. „Kalina”, który dla lepszego jej zamaskowania ”, zorganizował na parterze („Kinga” mieściła się w piwnicy) wytwórnię środków piorących. Załogę stanowiło 17–19 osób. Do momentu likwidacji jej przez Niemców wyprodukowano ok. 4 t amonitu (materiał wybuchowy, w którym głównym składnikiem jest azotan amonu). 6 kwietnia 1944r. Teren wytwórni został otoczony a członkowie załogi zginęli lub zostali aresztowani.
Jak Niemcy zlokalizowali „Kingę”? Była to zdrada jednego z członków załogi, lecz o tym później.
Chciałbym przytoczyć artykuł zamieszczony w Biuletynie Urzędu do spraw kombatantów i osób represjonowanych „KOMBATANT” NR 2 (218) LUTY 2009:
„Tragedia „Kingi”
Sytuacja załogi była beznadziejna. Eleonora Herdegen „Magda”, która parę minut przed napadem wyszła z „Kingi” po termometry do fabryki termometrów położonej po drugiej stronie rozległego podwórza, zaalarmowała Czesława Sudlitza „Kalinę”. W Wielki Czwartek, 6 kwietnia 1944 r., ok. godz. 10, cały teren od Tamki do ul. Czerwonego Krzyża został otoczony przez oddziały policji niemieckiej. „Nowicki” (Stanisław Kowalewski), znajdujący się wraz z „Janem” (Antonim Audyckim) w górnym pomieszczeniu (obaj czuwali nad bezpieczeństwem wytwórni, a pomieszczenie było punktem obserwacyjnym zaopatrzonym w sygnalizację świetlną), zdążył zaalarmować załogę w podziemiu. Jednak wyjście z podziemia przez wykop było również obsadzone. Usiłował on zorganizować odsiecz, ale jakakolwiek pomoc oddziałów Armii Krajowej z zewnątrz w tak krótkim czasie była niemożliwa. Niemcy, bojąc się wejść do podziemia, postanowili je zatopić. Straż Pożarna najpierw na rozkaz Niemców nawoływała do poddania się, a następnie rozpoczęła zatapianie „Kingi”. Jedynym świadkiem prawie całego tragicznego wydarzenia był jeden z pracowników, Jerzy Dziudzi „ Jurek”, który w wyniku postrzału przed końcem walk stracił przytomność. Dlatego nieznany jest przebieg zajęcia podziemia przez Niemców. Wiadomo, że nastąpiło to między godz. 16 a 17. Jerzy Dziudzi tak zrelacjonował w 1974 r. swoje przeżycia1: „Gdy zobaczyliśmy czerwone światło alarmowe, wszyscy pobiegliśmy wykopem do wyjścia prowadzącego do ogrodu ss. Szarytek. Po odsunięciu gruzu, komendant załogi, Mieczysław Zawadzki, gdy odsunął klapę i wychylił głowę ponad ziemię, dostał serię z karabinu maszynowego. Odciągnęliśmy jego zwłoki i zamknęliśmy wyjście. Gestapo wybiło bardzo duży otwór w suficie, przez który zaczęło zatapiać „Kingę”. Przez ten otwór rzucano do nas granaty. Jeden z nich, wybuchając w wodzie z wielką siłą, wyrwał ogromny kawał ściany. My do obrony mieliśmy jedno parabellum, bo drugie było zagwożdżone kulką, oraz dwie skrzynki filipinek. Na zmianę, kryjąc się za kolumnami „Kingi” i wykorzystując odpowiedni moment, rzucaliśmy do nich filipinki. Nikt nie chciał poddać się. Walka trwała parę godzin. Wody wciąż przybywało, mieliśmy jej powyżej pasa, ale od jakiegoś czasu przestało jej przybywać, nie wiem dlaczego, widać znalazła sobie jakieś ujście. W pewnej chwili dostałem czymś w głowę i straciłem przytomność, którą odzyskałem dopiero na Szucha”. W „Kindze” śmiercią bohaterską zginęli: Mieczysław Zawadzki „Lotnik „ – komendant załogi, Stanisław Żygnierski „Rom” – zastępca komendanta załogi, Marianna Wiśniewska „Marta”, Edward Blechowski „Eddy”, Eugeniusz Dąbrowski „Dąb”, Zdzisław Dziudzi „Czekalewski”, Aleksander Załęski „Kindzior”. Aresztowani zostali: Stanisław Kowalewski „Nowicki”, Antoni Audycki „ Jasio”, Jerzy Dziudzi „ Jurek” i „Generał”. Po ciężkim śledztwie w gestapo, uwięzieni zostali na Pawiaku, skąd 21 maja 1944 r. wywieziono ich do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Obóz przeżyli „ Jasio”, „ Jurek” i „Generał”. „Nowicki” prawdopodobnie zginał w czasie ewakuacji obozu. Ocaleli ponadto: Zygmunt Wiśniewski „Kozioł”, mąż „Marty”, jego syn Jerzy, i Stefan Szablewski, którzy mieli pracować na nocnej zmianie. Zwłoki pomordowanych Niemcy przewieźli do Zakładu Medycyny Sądowej przy ul. Oczki, skąd zostały przez Zygmunta Wiśniewskiego (z „Kingi”) i Józefę Ciećko „Lukrecję” (z „Farbiarni”) wykradzione przy pomocy pracowników zakładu. Ofiary spoczywają na Cmentarzu Bródnowskim w kwaterze 37 D.Polegli członkowie załogi „Kingi” pośmiertnie zostali odznaczeni przez Komendę Główną Armii Krajowej Krzyżami Walecznych po raz pierwszy i po raz drugi.
 
1. Relacja nagrana 6 kwietnia 1974 r. dla Polskiego Radia przez red. A. Dąbkowskiego. Cytuję według relacji Janiny Szabatowskiej. Przyczynek do badań nad historią produkcji materiałów wybuchowych w wytwórniach Wydziału Saperów KG AK w Warszawie 1942-1944
WITOLD ŚMIŚNIEWICZ, syn kpt. inż. Tadeusza Śmiśniewicza, autor publikowanych opracowań o produkcji materiałów wybuchowych w wytwórniach AK”

W opracowaniach możemy spotkać powtarzające się przypuszczenia, iż Niemcy dowiedzieli się o lokalizacji wytwórni w wyniku zdrady. Taką osobą, która wyjaśnia tą sytuację jest pani Beata. Chociaż w jej artykule z 21 marca 2016r. czytamy: „Prawdopodobnie w wyniku zdrady (tajemnicy nigdy nie wyjaśniono)” to na jednym forum zamieszczona została taka oto wypowiedź:
02 lis, 2014 
„Hej hej.
Tak. Była zdrada. Edward Blechowski "Eddy" to mój stryjeczny wuj. Z tego co wiadomo, a jego matka nie chciała o tym wspominać, więc info od jego siostry - zdradził jeden z kolegów. Nie powiem w tej chwili który, nazwisko jego zostało wymazane z nagrobka na Bródnie. Można je odczytać ale niemalże Braile'm.
Jeśli Cię to interesuje przy najbliższej okazji podejdę na grób i spróbuję.
Pzdrw.
 
Witam,
swego czasu pisałam, o usuniętym na nagrobku, nazwisku domniemanego zdrajcy.
otóz było to nazwisko Stanisława Kowalewskiego ps. „Nowicki”.Na zbiorowym nagrobku widnieją nazwiska :
Aleksander Załęski "Kindzior", Eugeniusz Dąbrowski "Dąb", Stanisław Żygnierski „Rom”, Edward Blechowski „Eddy”, Mieczysław Zawadzki „Lotnik", Marianna Wiśniewska „Marta”,Zdzisław Dziudzi „Czekalewski”.
Nazwisko Mieczysława Zawadzkiego wyryte jest dwukrotnie- własnie na zamazanym obecnie kawałku gdzie niedawno wyryte było nazwisko "Nowickiego".
Podwójna tablica pośrodku nagrobka zawiera pseudonimy 8 osób które wtedy zginęły.
Skontaktowałam się z moja ciotką, siostra "Eddy'ego". Potwierdziła, że wymazane zostało nazwisko "Nowickiego". Istniało domniemanie, że zginął podczas ewakuacji obozu, Jednakowoż po wojnie ponoć ktoś go gdzieś w Polsce widział i poznał. Zaczęto dochodzić co, kto... Wyszło, że poszedł na współpracę z Gestapo.
Tyle wieści rodzinne.
pozdrawiam
Beata”
 
Istotnie na moich zdjęciach z 2012r. (w tym roku tak padało, że nie miałem serca ciągnąć rodzinę w drugą część cmentarza, który powierzchniowo jest dość rozległy), chociaż litery są zatarte po zbliżeniu można przeczytać nazwisko Mieczysława Zawadzkiego (na zdjęciach z innych opracowań widać już  litery poprawione farbą). Można, więc zastanawiać się, czemu dwukrotnie nazwisko to zostało umieszczone na pomniku.
Można też zastanawiać się nad tym, iż w wytwórni zginęło siedmioro członków załogi a ich ciała zostały wykradzione i na cmentarzu bródnowskim złożone do grobu to, czemu na pomniku jest umieszczonych osiem pseudonimów. Tak wiem, powiecie, iż dla jednej osoby to grób symboliczny. Nie wiem, w jakim okresie powstał ten pomnik, jednak jego wygląd jest też dziwny. Na jednolicie wyglądających płytach znalazło się miejsce na sześć nazwisk (gdzie jedno wpisane jest podwójnie natomiast dla Zdzisława Dziudzi nie było miejsca) po bokach są ustawione płyty nagrobne jak gdyby zostały wykonane indywidualnie przez rodziny pogrzebanych w innym okresie czasu.
 
Przytoczę jeszcze fragment wspomnień Stanisława Maliszewskiego, których całość możecie przeczytać tutaj: http://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/stanislaw-maliszewski,1635.html
... „Zginęli oczywiście, bo odbierali sobie życie, mieli dosłownie jeden pistolet. Mogliby się wysadzić w powietrze, ale na to nikt nie poszedł, bo wiadomo, że mieszkało tam bardzo dużo ludzi, nie tylko Polaków, ale i Niemcy. To była dzielnica niemiecka na tamte czasy. Nie podjęli tego ryzyka i tym pistoletem jednym wszyscy pozbawili się życia za wyjątkiem jedynej kobiety, która z nimi była, pani Wiśniewskiej. Miała czterdzieści cztery lata, żaden nie miał sumienia do niej strzelić, to przebiła się nożyczkami. To znam z opowiadania ich matki, po wojnie, bo różnie to wyglądało, bo Urząd Bezpieczeństwa chodził.”.....
 
 
Teraz muszę wskazać kilka nieścisłości. Nie podaję wieku poległych gdyż spotykałem różnice w opracowaniach i na pomnikach, więc zakładam prawidłowość tych z cmentarza.
„Cmentarzu Bródnowskim w kwaterze 37 D.” Prawidłowe oznaczenie to: kwatera 35 D
rz. IV gr. 13-19
„Przykrywką dla podziemnej wytwórni amunicji była fabryka słomianych mat ogrodniczych.”
„„Kinga” była ukryta za hałaśliwie pracującą słomiarnią” i „Dla lepszego zamaskowania zlokalizowanej w podziemiach budynku „Kingi”, na parterze w lutym 1944 r. zorganizował wytwórnię środków piorących pod kierownictwem działającego też w konspiracji dr Jana Tabeau z Pionek.”
 
 
I jeszcze kilka słów o wytwórniach zlokalizowanych na ulicach, na których mieszkałem. Ponieważ zdaję sobie sprawę, iż ulice w latach sprzed 1945r. miały inną zabudowę, która została częściowo zniszczona w czasie działań wojennych to pokusiłem się o sprawdzenie poprzedniego ich wyglądu.  
 
ul. Koszykowa.
W pobliżu ul. Natolińskiej. Laboratorium – kryptonim „Koszykowa”. Laboratorium zorganizował w 1940 r. i kierował nim dr Antoni Morawiecki „Doktor ”, związany ze Związkiem Odwetu. Laboratorium działało w pionie Wydziału Saperów Komendy Głównej Armii Krajowej i Związku Odwetu. Początkowo wytwarzano gazy łzawiące, używane m.in. do akcji dywersyjnych w kinach. Od połowy 1943 r. do maja 1944 r., po rozbudowie – produkowano azotan amonu (ze sztucznego nawozu – saletrzaku), składnik do produkcji amonitu w „Kindze”.
 
ul. Ząbkowska 40.
W połowie 1941 r. Józef Majchrzak i jego czterej bracia złożyli przysięgę konspiracyjną i rozpoczęli wyrób najpierw niektórych części do „Błyskawic” i „stenów”, a gdy zaniechano tego, skupili się na wyrobie magazynków do „stenów”. Inż. Majchrzak był właścicielem firmy Mikron, która oficjalnie zajmowała się produkcją i regeneracją części do maszyn dla Monopolu Tytoniowego w Krakowie. Do wybuchu Powstania Warszawskiego wytworzono ok. 1 tys. magazynków.
 
Opisy na podstawie „KOMBATANT” NR 2 (218) Luty 2009

 


 

5
Oceń (3 głosów)

 

 

Światełko dla żołnierza: Wytwórnia materiałów wybuchowych 'Kinga' - opinie i komentarze

mauser98kmauser98k
0
Bardzo ciekawy i nieznany artykuł o produkcji materiałów wybuchowych dla Armii Krajowej. Ciekawa jest też sprawa domniemanej zdrady , często jednak pozory mylą więc nie wiadomo czy zostało to w jakiś sposób udowodnione ? Pozdrawiam (2016-11-16 17:00)

skomentuj ten artykuł