Rowerem na Strefę Militarną 2013

/ 16 komentarzy / 7 zdjęć


Podczas V edycji Strefy Militarnej po raz pierwszy pojawił się na naszej dioramie rower stylizowany jako wyposażenie Wojska Polskiego z 1939 roku. Wtedy też siedząc przy ognisku pomyślałem sobie: Warto by było go przetestować na dłuższym dystansie. Może za rok przyjadę nim na strefę w mundurze?


Temat troszkę się tlił i po jakimś czasie umarł śmiercią naturalną. Odrodził się wraz z zapisami na VI edycję Strefy Militarnej. Dużo osób odradzało mi tę zabawę, bo przejazd 'starym złomem' przez pół województwa nie należy do najbardziej odpowiedzialnych pomysłów, tym bardziej, jeśli jedzie się samemu. Postanowiłem jednak wytrwać przy swoim zdaniu, bo będę żałował, jeśli w ogóle nie spróbuję.


Wyjazd z mojego rodzinnego Gołuchowa zaplanowałem na czwartek 11.07, o godzinie 04:00. Odległość, jaką przyszło mi pokonać wynosiła około 70 kilometrów. Według danych na stronie odleglosci.pl jest to 68,86 km w linii prostej.


Nadszedł wyczekiwany przeze mnie czwartek. Kapkę zaspałem i biorąc pod uwagę, że nie przygotowałem wcześniej roweru, wyjechałem ostatecznie o godzinie 04:55. Pierwsze trzy kilometry przejechałem nucąc pod nosem 'I'm on a highway to hell', jednak jazda na rowerze bez przerzutek, będąc ubranym w mundur i mając przy sobie kilka kilogramów wyposażenia nie jest wygodna na dłuższą metę. Pod pierwszą większą górkę podjechałem jeszcze z w miarę wysokim morale. Ale z kilometra na kilometr było coraz gorzej. O ile po 10 kilometrach byłem tylko na przemian spocony i zmarznięty (pod górkę się pociłem a z górki wiało we mnie porannym chłodem), to po 20 kilometrach zaczęło się dziać niewesoło. Za Dobrzycą zrobiłem sobie pierwszy postój. Usiadłem pod drzewem, przestudiowałem mapę i przesiedziałem tak kilkanaście minut. Niestety byłem na tyle niewyspany, że po pięciu kilometrach zatrzymałem się jeszcze raz. Postanowiłem jednak, że twardo dojadę do Koźmina, tam odwiedzę sklep spożywczy i za miastem zrobię sobie postój połączony z jakąś strawą. Pani w sklepie nieco się zdziwiła widząc cudaka w mundurze, który przyjechał do niej na zakupy, ale wprawiłem ją w bardzo dobry nastrój, bo wciąż się śmiała.


Wyjechałem z miasta i zrobiłem sobie ten upragniony od dawna postój. W chwili kiedy zsiadłem z roweru, nogi ugięły się pode mną ze zmęczenia. Odszedłem nieco od drogi, zjadłem drugie śniadanie i.... zasnąłem. Nie dane było mi jednak cieszyć się błogim snem, bowiem przejeżdżające samochody robiły sporo hałasu i co chwilę się budziłem. Był to najgorszy moment w czasie całej mojej podróży. Poważnie rozważałem myśl, by zatrzymać jakiś większy samochód i poprosić, żeby mnie podwieźli chociaż kilka kilometrów. Podjąłem jednak decyzję, że szkoda by było czaić się rok na taką wyprawę, a potem tak łatwo zrezygnować. Ostatecznie można przecież robić więcej postojów. Po około godzinnym odpoczynku ruszyłem dalej. Najmniejsze wzniesienie było już bardzo dużym wyzwaniem, a w głowie pojawiała się myśl, że wszystkich nas okłamano w szkołach. To nie Rysy są największym szczytem w Polsce, a folwark w Podrzeczu i powinien zostać zakwalifikowany jako kolejny ośmiotysięcznik.


Morale uległo gwałtownemu polepszeniu, gdy ujrzałem drogowskaz, na którym widniał napis 'Piaski 22'. Podróż choć ciężka przebiegała mi już o wiele łatwiej. Każdy kilometr okupiony hektolitrami potu sprawiał, że byłem bliżej celu i tak naprawdę wcale nie mam daleko do swojego celu. Minąwszy Pogorzelę wciąż jechałem w dobrym nastroju, chociaż nogi odmawiały posłuszeństwa. W Piaskach 'tubylcy' powiedzieli mi o dwóch możliwościach dojazdu do Podrzecza. Albo pojadę główną drogą ze śmigającymi obok tirami, albo skrótem, który jednak będzie jakościowo gorszy od asfaltu. Wybrałem skrót. Wyobrażałem sobie jakąś kostkę brukową, czy podobną nawierzchnię, jednak przyszło mi jechać po drodze składającej się z jakiegoś żwiru, który raz, że znacznie mnie spowolnił, to jeszcze wymęczył. Nie sposób wyrazić radości, która wstąpiła we mnie, gdy ujrzałem klasztor przed Gostyniem. Wiedziałem, że to już prawie to! Jeszcze kilka kilometrów!

Ostatnia prosta, to była już sama przyjemność. Najpierw ujrzałem w oddali ogrodzenie z folwarku, a chwilę później dużą arenę. Byłem na miejscu. Zdjęcie obok recepcji wykonane zostało o godzinie 11:51.


Podróż ta miała dla mnie być ciekawym przeżyciem, chciałem sprawdzić swoje możliwości, zrobić coś, czego jeszcze nie dokonał żaden rekonstruktor i przeżyć niezapomnianą przygodę. Mimo pewnych błędów, które popełniłem (nie do końca dobre przygotowanie fizyczne, złe umieszczenie elementów wyposażenia na rowerze), jestem w pełni zadowolony z tego co udało mi się osiągnąć. Polecam wszystkim tę formę sprawdzianu. Po takiej wycieczce naprawdę jest się z czego cieszyć.

Czołem!
Kurkow

 


 

5
Oceń (18 głosów)

 

 

Rowerem na Strefę Militarną 2013 - opinie i komentarze

mag68mag68
0
Gratuluję pomysłu i wytrwałości w postanowieniu. Fajnie, że się nie poddałeś! (2013-07-14 00:00)
pchorpchor
0
Pełen szacunek! Gratulacje! (2013-07-14 00:00)
canti80canti80
0
Kto mógł tego dokonać jeżeli nie Ty Michale ... wielkie uznanie i życzenia realizacji kolejnych, nie tylko "bicyklowych" projektów:) (2013-07-15 00:00)
SnimkaSnimka
0
Gratulacje Michał. Kiedyś pokonałem podobny odcinek jadąc nad jeziora z namiotem itp. na sławnym rowerze Ukraina znam ten bul pozdrawiam świetny pomysł. (2013-07-15 00:00)
dardadarda
0
Świetna relacja i spory wyczyn, ale jednak nie pierwszy ;-) Bywalcy dawnych "Bzur" pamiętają kolegę, który pokonując zbliżony dystans przejeżdżał regularnie rowerem we wrześniowym sukiennym mundurze pod Brochów z Płocka. W tym roku również jeden z kolegów przyjechał rowerem - w pierwszowojennym niemieckim mundurze i w pikielhaubie) - ze Skierniewic do Tułowic. W niczym to oczywiście nie umniejsza wartości Twojego wyczynu! (2013-07-15 00:00)
agrestagrest
0
Jesteśmy pełni uznania dla naszego kolegi. Michał opowiadał nam w Podrzeczu przy ognisku o wrażeniach z wyprawy. Gdyby jeszcze w czasie jazdy miał na plecach replikę mausera, dopiero byłoby wrażenie... Ale rozumiem, że to cholernie niewygodne... Pełen szacun (2013-07-15 00:00)
kapitankapitan
0
No chłopie gratuluję ci wytrwałości. Mój pomysł (tak, tak - taki sam) spalił na panewce bo mam zwyczajnie za daleko. Ale może na przyszły rok uda się. Jeszcze raz gratuluję.

(2013-07-15 00:00)
jacentyjacenty
0
No 70 kilometrów na współczesnym rowerze to wyzwanie a na tym starym ciapku to wyczyn. Myślę że organizatorzy powinni przyznać Ci specjalną nagrodę zlotu. szacun (2013-07-15 00:00)
rjp71rjp71
0
Gratuluję udanej wyprawy. Może teraz mały off top , który pokaże jak jesteśmy postrzegani (posiadacze rowerów) przez część środowiska kolekcjonerów rowerów. początkowo, czyli kilkanaście lat temu, zrzucałem to na karb braku informacji i rozeznania w temacie rowerów. później, po kontakcie z jedną czy drugą grupą zauważyłem, że poziom skomplikowania i uszczegółowienia tematu wiele osób zwyczajnie przerasta i nie chcą w to za bardzo wnikać. jest też pogląd, dość mi bliski, że oryginałów nie ma co wycierać po polach i krzakach. zresztą mówimy o rekonstrukcji a nie o przebieraniu w oryginalne ciuszki. nikt w oryginalnym mundurze nie lata po polu.[/quote] A co ma powiedziec kopczynski ktory smiga po polu oryginalym TKS-em albo mueum tomasów wystawiajacy swojego Rossie lub muzeum bronii pancernej z T70? Rekonstruktorzy to fetyszysci, small dick associacion itp. Przeze mnie przeszly 3 oryginalne trupenfarrady wiem jak co powinno wyglądać a nie...wyglada... bo sie glabom nie chce studiowac i badac niczego... Jak mozna wpierdolic obrot od renaka stery od rometa i pedaly gumowe. Piekni sa tez rekostruktory luczników...kolory niewiadmo skad jakby chcieli brac tobruk a nie wizne. Malowanie na czarno zamiast oksydy. Bylem w williamsburgu....tam armia waszygtona jest brudna splowiala buty polatane a w boju nie ruszaja sie jak wały sprzed komputera lub z budzetowki tylko kazdy wie co i jak ma robic. Sorry admin ale mnie pieprzenie o krzakach i o jakich zniszczeniach na gownianych łucznikach w "oryginale" elAlamein obraza ludzi pokroju j.kopczynskiego lub mjr.ogrodniczuka u ktorych zataarcie silnika to kwota rzedu kilku kilkunastu luczników. (2013-07-15 00:00)
rjp71rjp71
0
Cytat pochodzi ze strony Starerowery. (2013-07-15 00:00)
kurkowkurkow
0
Dzięki Wam wielkie. W sumie miałem marzenie trafić w kumulacji i za rok przyjechać na strefę Sokołem, a za dwa lata TKS-em ;-) Mimo wszystko dzisiaj pomyślałem, że w końcu odtwarzam piechura i chyba wyciągnę z tego odpowiednie wnioski. Miejmy nadzieję, że starczy sił i determinacji ;) (2013-07-15 00:00)
jacbyd72jacbyd72
0
Szczere gratulacje i zasłużony szacunek. (2013-07-15 00:00)
blue savageblue savage
0
Gratulacje za wytrwałość. Wyobrażam sobie miny osób "po drodze" :) (2013-07-16 00:00)
kondzio1013kondzio1013
0
Gratulacje Michał ! ... świetny pomysł ... wielki szacun ! :D
(2013-07-16 00:00)
Kondzio123Kondzio123
0
Gratulację aby tak dalej . Ciekawe co wymyślisz za rok ... (2013-07-17 00:00)
kurkowkurkow
0
Pójdę z buta ;) (2013-07-17 00:00)

skomentuj ten artykuł