Relacje pomiędzy ludnością polską a Wehrmachtem- przełom 1944-1945 r

/ 20 komentarzy

Zbierając informacje dotyczących II wojny światowej pytałem osoby pamiętające tamte dni o stacjonujące wojska niemieckie, o to jakie były relacje między nimi. Przede wszystkim ustalić, jakie faktycznie mieli oni odczucia w stosunku do nich i odwrotnie, jaki był stosunek wojsk niemieckich do ludności, u której stacjonowali. Sytuacja na przełomie lat 1944/45 nie była dla Wehrmahtu zbyt korzystna, braki w żywności, uzbrojeniu ponadto wzrost działalności podziemia, co stawiało wojska te w pewnym stopniu bezradnymi.
Przytoczę kilka fragmentów wspomnień osób pamiętających wojnę, z którymi prowadzę częste rozmowy by to, czego byli świadkami nie uległo zapomnieniu tym bardziej, że są oni moimi bliskimi krewnymi. Z racji tego, że już wcześniej publikowałem ich wspomnienia użyję ich inicjałów.

Zapraszam.
.
J.K.

(....) pamiętam żołnierzy niemieckich, maszerowali drogą przez Śmiłowice w kierunku Krakowa. Myśmy miały po kilkanaście lat, szłyśmy ze szkoły. Stałyśmy przy drodze i patrzyłyśmy na nich. Rzucali nam konserwy, myśląc pewnie że jesteśmy głodne a my liczyłyśmy na to, że coś nam do jedzenia dadzą. Zbieraliśmy je z ziemi i zaniosłyśmy je do domu. Tam zamiast zjeść rodzice byli na nas źli. Okrzyczeli nas a konserwy zostały wyrzucone. Nie pozwolili nam ich nawet dotykać. Tłumaczyli nam, że mogły być one zatrute (....)

P.Z.

(...) gotowałam Niemcom. Przychodzili do nas do domu stołować się. Mówili, że jak znajdą muchę w talerzu to może ona tam być, bo jest ciepło jak wpadnie to ją usuną, ale jak znajdą włosa to mi głowę opalą (....) byli spokojni raczej, nie byli złośliwi wobec nas.
W trakcie kopania okopów pilnował ludzi około sześćdziesięcioletni Niemiec. Poszedł za potrzebą do lasku. Po chwili gdy wrócił zaczął wygrażać coś ludziom kopiącym rowy strzeleckie i straszył ze ich zabije. Przyszli do mnie, bo wiedzieli, że Niemcom gotuję i coś ich mowę rozumiem. Niemiec oskarżał ich, że ukradli mu granat, który miał przy pasie. Ludzie przysięgali ze nie mają nic z tym wspólnego. Jeden z ludzi powiedział ze Niemiec chyba sobie o nim zapomniał jak był w lasku. Poszliśmy wszyscy do lasku i obok miejsca gdzie był na stronie leżał granat. Niemiec nas przeprosił i sytuacja się rozładowała.(..)


Fragment rozmowy z moim wujkiem przeprowadzonej kilka miesięcy temu.


R.P. Gdzie oni nocowali?
S.B. No u ludzi byli rozlokowani, u nas też spali.
R.P. A jak się zachowywali w stosunku do Was?
S.B. Byli innymi ludźmi niż Ukraińcy. Niemcy byli lepszymi ludźmi, bardziej kulturalni. Nigdy nam nic nie zabrali. Kupowali, dawali zastaw, ale nic nie zabrali. Jak nie mieli pieniędzy to dawali różne rzeczy. Miałem dziewczynę w Gruszowie. Do jej siostry chodził jeden z żołnierzy niemieckich. Ojciec tych dziewczyn pędził bimber, tak że wieczorami, jesienią i zimą siadywaliśmy w domu i piliśmy go razem z Niemcami. Nie było nigdy jakiejś nienawiści. Dużo złego w Polsce zrobili, ale wobec nas nigdy. Zawsze rozmawialiśmy w zgodzie, choć wiedzieliśmy, że to okupant. Oni nigdy się nie zorientowali, iż ja działałem w konspiracji, wiedziałem o nich wszystko. Nie jeden z nich był żonaty. Często płakali i mówili, że w Niemczech maja dzieci, maja żony a teraz są na wojnie, choć tego nie chcą a co mają zrobić jak ich przymuszono. Rozumiałem ich doskonale.

Kolejna rozmowa:

J.K. Pamiętam jak Niemcy jedli koty. Po ich odejściu we wsi nie było żadnych kotów. Było drzewo, grusza u nas na podwórku, pamiętam jak wieszali je na gałęziach jak króliki i obdzierali ze skóry. Następnie kazali je nam smażyć. My się tym brzydziliśmy a oni uważali to za rarytas. Później jak odeszli to mieliśmy problem, bo nie chcieliśmy gotować na tych naczyniach, bo brzydziliśmy się. Nie mieliśmy, na czym jeść.
Pamiętam jak mówili, że to jest ich przysmak. Jedząc je bardzo się delektowali.

R.P. Może to byli Rosjanie?
J.K. Nie, nie to byli Niemcy.


Dziękuję i pozdrawiam.
Rafał Podsiadło

 


 

4.5
Oceń (14 głosów)

 

 

Relacje pomiędzy ludnością polską a Wehrmachtem- przełom 1944-1945 r - opinie i komentarze

marekjgmarekjg
0

Bardzo ciekawe Rafał to co napisałeś. To dowód na prawdziwość tezy na stronie Naszej GHR - zresztą Twojego autorstwa:)

Pozwól, że zacytuję: "...Jesteśmy grupą osób, które za cel obrały sobie rzetelne przedstawienie niemieckiego piechura walczącego w II wojnie światowej. Naszym zadaniem nie jest przedstawienie generałów, oficerów, lecz skupiamy się przede wszystkim na przedstawieniu zwykłego prostego żołnierza, który musiał podczas wojny walczyć z przeciwnościami losu. Pamiętając, że żołnierz niemiecki to nie tylko zagorzały nazista, fanatyk, lecz także zwykły, prosty człowiek, który został powołany do wojska a po okresie szkolenia czy mu to odpowiadało czy też nie, został wysłany w bój i takiego żołnierza mamy zamiar przedstawić."

Nic dodać, nic ująć. Pozdrawiam wszystkich

(2010-03-13 00:00)
mauser98kmauser98k
0
Jeśli chodzi o zachowanie frontowych żołnierzy niemieckich kwaterujących w polskich domach to rzeczywiscie ,według wspomnien członkow mojej rodziny a przede wszystkim Ojca, było na ogół poprawne. Dotyczyło to zwłaszcza starszych wiekiem żolnierzy oraz tych którzy mieli długi staż frontowy zwlaszcza na Wschodzie ( krótko mowiąc którzy dostali niezle po d...e ). Najgorsi , według wspomnień, byli mlodzi wiekiem , często 17-18 letni ze świeżych uzupełnien. Tu , jak to określił mój Ojciec, widać było Hitlerjugend , czyli jak rozumiem wychowanie w duchu nazistowskim.Ci bywali często grozni i jak znowu wspomina Ojciec za byle co rwali się do karabinu by strzelać ludzi.Wymagali bezwzględnego posłuszeństwa i za byle przewinienie gospodarzy u których kwaterowali mogli zabic.W domu u sąsiada moich dziadkow stacjonowało 5 wermahtowców, niestety tych mlodych-gorszych.Było to na przełomie 44/45 , zima była okropnie surowa.Całą rodzine sąsiada wyrzucili do stajni natomiast oni kwaterowali w domu,musieli mieć szykowane jedzenie (z ich zapasów ) oraz musiało być ciepło. Sąsiad nie miał już żadnego opału , sami zresztą spali w stajni.Powiedział więc Niemcom ,ze nie ma już czym im napalić ,że może oni przywiezli by coś do palenia.Natychmiast jeden z nich wyciągnąl karabin i powiedział,że jesli za pół godziny nie bedzie ciepło to zastrzeli go i jego żonę ( a wcześniej wydawali się byc zupełnie przyzwoici).Wystraszona żona sąsiada przyleciała do moich dziadków wołając by ich ratować.Dziadek by ich ocalić od śmierci rozebrał kawałek stodoły i dał deski by tym szwabom napalic.Sąsiedzi nie mieli stodoły bo Niemcy spalili im w 1944 w czasie pacyfikacji wsi.W ten sposób do ofensywy styczniowej , zanim Niemcy uciekli, dziadek stracił ponad połowe stodoły ale uratował życie sąsiadom. (2010-03-13 00:00)
mauser98kmauser98k
0
Jeszcze jedne wspomnienie Ojca dotyczące zachowania się zolnierzy niemieckich , tym razem w 1939 r. Otóż ok. 9 września , po zaciekłej walce z 7 na 8.09 o tzw linię Nidy ( po stronie Niemieckiej głównie VII korpus armijny , 27DP i 68 DP a po stronie Polskiej GO " Jagmin", 22 DP i częsciowo 23 DP i 55 DP ) przez jego wieś calą dobę przesuwała się nieprzerwanie kolumna wojsk niemieckich .Ojciec mówił,że nigdy już nie widział takiej ilości sprzętu wojskowego , nawet w trakcie walk w 1945 w czasie ofensywy styczniowej. Na samochodach , transporterach jechala masa zołnierzy Wermachtu.Kiwali radośnie do ludzi , rzucali dzieciom cukierki,coś wołali. Ojciec ,który mial wtedy 17 lat i był uczniem gimnazjum w Krakowie wyszedł na droge ,gdzie stała gromada ludzi, by zobaczyć  kolumne wojskową. Na swoje nieszczęście , sam nie wie po co , włożył na głowe czapkę gimnazjalną ( wtedy uczniowie nosili obowiązkowo mundurki ). Gdy stanął przy drodze natychmiast zatrzymal się jeden z samochodów , z tymi rzucającymi przed chwilą cukierki przyjacielskimi żolnierzami .Wyskoczyło ich kilku , jednym ciosem powalili na ziemie 17 letniego chłopca i zaczęli go okrutnie katować. Jeden z nich zdjął karabin i po przeładowanie zamierzal zstrzelic Ojca. Uratowalo go tylko to,że w gmnazjum uczył się niemieckiego i zaczął  w łamanej niemczyznie prosić o darowanie życia.Zostawili go więc okrutnie pobitego (byli przyzwoici bo mogli przecież ot tak sobie zastrzelić a tylko go pobili). wsiedli na samochód , ruszyli i jak opowiadali potem ludzie, znowu zaczęli rzucać cukierki dzieciom.Ja myślę , że zachowywali się tak jak większośc ludzi w ZOO ktora tez rzuca dzikim zwierzętom słodycze. (2010-03-13 00:00)
mauser98kmauser98k
0
Z poprzednich moich wypowiedzi wyszło tak jakoś jakgdybym polemizował z Toba Rafale , czego wcale nie zamierzalem, ponieważ jak wiesz bardzo cenie Twoje artykuły. Dla prawdy historycznej muszę potwierdzić , ze sporo werhmachtowców zachowywalo się przyzwoicie. Jeśli czas pozwoli to wkrótce opiszę autentyczne wspomnienia  gdy jakiś nieznany żolnierz niemiecki uratował życie aresztowanemu AK-owcowi . Pozdrawiam serdecznie (2010-03-13 00:00)
WachmistrzKOPWachmistrzKOP
0
No cóż, widać tu starą prawdę, żołnierze gina na froncie w imię prawd głoszonych "na górze". Co byśmy nie mówili o Armi Czerwonej czy armi III Rzeszy, to na tym najniższym szczeblu stali ludzie, tacy jak my, młodzi, mający wtedy 20 - 30 lat (dobra odmłodziłem się pisząc tacy jak my, ale co tam) nie mający nic wspólnego z ideolgią nazistowską czy stalinowską a poprostu wykonujący rozkazy, robiący to, co każdy żołnierz ma wtłoczone do głowy. A że zdażają się ludzie i ludzie, no cóż nie tylko w wojsku. (2010-03-13 00:00)
RPRP
0

Nie wychwalam żołnierzy WH, zrobili oni przecież tyle złego. Słucham jak wiesz wypowiedzi osób, które to pamiętały. Od czasu kopania okopów w sierpniu 1944 do dnia wyzwolenia nie słyszałem, żeby kogokolwiek zabili w tym rejonie. W domu moich dziadków stacjonowali całą zimę. Faktycznie dziadkowie przenieśli się do piwnicy ale gdy szli do prac polowych żołnierze pilnowali dziecka co może być odebrane jako coś nieprawdopodobnego. Dziadkowie opowiadali mi że często plakali patrząc na roczne dziecko ze takie samo zostwili w Niemczech.  Dowódca oddziału stacjonującego w tym miejscu ostrzegał dziadków przed nadchodzącą ofensywą. W trakcie walk przynieśli do dziadków do piwnicy jednego żołnierza z urwanymi nogami. Dziadkowie się nim opiekowali do czasu jego śmierci. Zabrali go po śmieci i pochowali ale gdzie, nie wiadomo.  Ciotka ostatnio mowiła mi że wrzucano żołnierzy niemieckich do okopów i zasypywano a część wywieziono. Takie to były relacje w latach 1944/45. Wcześniej było dużo gorzej ale to już inna historia.

Dziękuję za komentarze.

(2010-03-13 00:00)
marekjgmarekjg
0

Zgadzam się z Andrzejem... Dzisiaj też to cały czas widac- gnojiki i gówniarze są zawsze najgorsi...

Mają giwerę i myślą że wiedzą wszystko i są najsilniejsi... Gorzej z odwagą. Coż w cywilu to się nazywa "damski bokser"

Podczas dwudziestokilkuletniej służby wojskowej nauczyłem się kilku prawd:

1. Unikaj DZIAŁACZY.

2. Unikaj dekowników i urzędasów.

3. Normalni są przeważnie ci w środku, czasem "ostatni".

Przepraszam za te wynużenia, tylko zwróccie uwagę jak łatwo od lenistwa do wynaturzenia... dzisiaj też..,

Pozdrawiam

 

(2010-03-13 00:00)
WrotyczWrotycz
0
Nie zapomnijmy że dla Niemców Polacy, Żydzi, Cyganie, Rosjanie i inni przedstawiciele Słowian to
Untermenschen - podludzie więc nie dziwmy się że rzucali cukierki.

Co do zachowania zwykłych żołnierzy to obok mojej wsi za rzeka w po kapitulacji 29.IX.1939 rozstrzelano 590 żołnierzy i 108 cywili i dokonały to zwykła oddziały frontowe wehrmachtu a nie zadne SS.
A wszystko działo się już po wygraniu wojny dla Niemców.
Dadam że kliku dzięsięcu żołnierzy zostało rostrzelanych miotaczami płomieni, to tak w ramach ćwiczeń.

(2010-03-14 00:00)
kilerkiler
0
Dzięki za kolejne świetne teksty Rafał. Relacje z pierwszej ręki to zwykle najlepsze źródło wiedzy, a niedługo nie będzie już niestety od kogo ich zbierać. (2010-03-14 00:00)
Hartmann39Hartmann39
0
Wrotycz ---jak juz to spalonych żywcem za pomoca miotaczy płomienia , zeby nikt nie pomyslał ze miotacz strzela kulami , a wiadomo ze zdarzały sie zarówno sytuacje skrajne i w jedna i w druga strone, w licznych wspomnieniach niemieccy Zołnierze wspominaja ze byli mamieni wizją ratowania niemieckich rodaków mordowanych przez Polaków
(2010-03-14 00:00)
marekjgmarekjg
0

Czyli poprostu manipulowani!

Bylismy i podludźmi i polskimi ś... (wiecie kim) i polaczkami i pomiotem bolszewickim i diabli wiedzą kim jeszcze.

A tak naprawdę terytorium Polski to most łączący wschód z zachodem euopy:) Wcale się nie dziwię, że nacje żyjące na jego przyczółkch chciały tym mostem zawładnąć

(2010-03-14 00:00)
WrotyczWrotycz
0

„(…)a wiadomo ze zdarzały sie zarówno sytuacje skrajne i w jedna i w druga strone,”

Nie jest mi znany zupełnie fakt w 1939 rozstrzeliwania, grupowo jeńców niemieckich przez żołnierzy WP ?

 „licznych wspomnieniach niemieccy Zołnierze wspominaja ze byli mamieni wizją ratowania niemieckich rodaków mordowanych przez Polaków”

Co innego fakt a zupełnie co innego propaganda.

(2010-03-14 00:00)
RPRP
0

Dziękuję Panowie za komentarze. Zmusiliście mnie do napisania kolejnego artukułu, tym razem dotyczącego prześladowania ludności polskiej.

Jeszcze raz podkreślam że powyższe wspomnienia, które zebrałem dotyczą lat 1944/45 a  w tym okresie sytuacje była  zupelnie inna niż w latach wcześniejszych.

Pozdrawiam

(2010-03-14 00:00)
kwiskwis
0
Rafał, gratuluje świetnego pióra, tylko dlaczego tak trudno namówić Ciebie do kolejnego tekstu? Uwierz w siebie!! (2010-03-14 00:00)
Hartmann39Hartmann39
0

re WROTYCZ

„(…)a wiadomo ze zdarzały sie zarówno sytuacje skrajne i w jedna i w druga strone,”

Nie jest mi znany zupełnie fakt w 1939 rozstrzeliwania, grupowo jeńców niemieckich przez żołnierzy WP ?

przepraszam
użyłem niefortunnego sformułowania chodziło mi o skrajne sytuacje posród niemców, gdzie zdarzali sie prosci żołnierze wolni od uprzedzen jak i fanatyczni zbrodniarze
(2010-03-15 00:00)
WrotyczWrotycz
0
ok. rozumiem.
(2010-03-15 00:00)
mausermauser
0
Mam wrażenie że zaczynacie dzielić wroga na dobrego i złego. Winni byli gnoje po 18-19 lat... żenada.
(2010-03-15 00:00)
danmal2777danmal2777
0
A pro po kiedyś słyszałem że w roku 1939 pewien dowódca artylerii. Zastosował nieczyste zagranie, a mianowicie wywiesił białą flagę armaty miał wycelowane na wprost na Niemców. I czekał aż podejdą bliżej. Zaskoczenie się udało. A szczegółów odnośnie nazw i dat nie pamiętam.
(2010-03-15 00:00)
mausermauser
0
Zapraszam do lektury.

http://dobroni.pl/rekonstrukcje,zbrodnie-wehrmachtu-na-ziemi-sochaczewskiej-wrzesien-1939-r,3767



(2010-03-15 00:00)
marekjgmarekjg
0

Szanowni Koledzy...

Każdy jest winien, kto zabija niewinnych i bezbronnych ludzi!

Nie zamierzam bawić sie w podziały i wyliczać, kto kogo itd - zabił i jest zwykłym mordercą - widział oczy ofiar i nie byli oni dla niego kukiełkami, czy maszynami..., a więc jest zwykłym moredercą zasługującym na czapę bez okresu przedawnienia!

Bardzo sie cieszę, że szlak trafił Hitlera i Stalina i wszytskich ich popleczników oraz naśladowców i życzę sobie żeby tak było zawsze...!:)

Panowie, tak jak na wstępie odsyłam do lektury! Każdy żołnierz jest dużo mniej pewny siebie jak mu pod nogami się pali... Myśle, że właśnie to miał na myśli autor tego artykułu!

Pozdrawiam wszystkich serdecznie

 

(2010-03-15 00:00)

skomentuj ten artykuł