Rekonstruktorzy na łamach Wyborczej

/ 13 komentarzy

Niedawno wpadł mi w ręce egzemplarz pewnej gazety. Numer nie był najnowszy bo pochodził z 14 sierpnia br. Pewien artykuł mnie bardzo zainteresował. Dotyczył tego co robię od prawie 10 lat. Był o rekonstrukcjach historycznych. Gazeta codzienna, którą dorwałem to Wyborcza. Autor artykułu to Krzysztof Varga.

W zasadzie żadne novum bo felietony w Wyborczej nt. rekonstrukcji zawsze są nieprzychylne. Ale po przeczytaniu po prostu się wkurzyłem. Autor artykułu jako myśl przewodnią swojego dzieła literackiego podnosi to, że faceci przebrani w mundury sławią krwawą historię pełną brutalności. Krew, flaki, mundury a ponad tym bitewna pieśń a nad wszystkim góruje źle pojęty patriotyzm umazany tą że krwią. Generalnie niepotrzebna szopka podlana bogoojczyźnianym sosem rodem ze skrajnej prawicy.
Od zawsze w GW lansowana jest teza, że rekonstruktorzy to niemal fanatyczni polonofile, zamknięci na cokolwiek innego. Zarzuca się nam, że lansujemy pożogę, brutalność i krwawe boje, które zakończyły się klęską. Każdy ma prawo do oceny z zewnątrz ale niestety wszystkim autorom artykułów tego typu brakuje elementarnej wiedzy. I to nie chodzi o wiedzę historyczną ale o wiedzę na temat środowiska rekonstruktorów.

Po pierwsze wskazać należy, że dla wielu rekonstruktorów „bieganie z bronią” nie jest samo w sobie atrakcją. Wchodząc na pole rekonstrukcji wchodzimy w rolę. Dobry kolega staje się przełożonym, Wielkopolanin Lwowiakiem, Polak Rosjaninem lub Niemcem. Zaczyna się mówiąc krótko gra aktorska. Skoro więc odgrywanie bitew jest bez sensu jak twierdzi pan Varga to należy się zastanowić nad zasadnością istnienia teatrów. Po co odgrywać przedstawienia, te wszystkie Makbety, Balladyny, Kordiany, Dziady i tym podobne. Przecież to ponure wizje świata, przesiąknięte smutkiem, krwią, zbrodnią i wyrzutami sumienia.

Autor artykułu z GW stawia tezę, że wojna stała się popkulturą. Zgadza się. Wojna zawsze była popkulturą bo dotyczyła każdego. Wojna zawsze odwraca stosunki społeczne, zakorzenia się w życiu codziennym. I tak na przykład II Wojna Światowa była częścią popkultury od 1 września 1939 roku i jest nią do dziś. Miała wpływ na sztukę, naukę, architekturę, na całą naszą rzeczywistość. Ale nie ma kultu wojny. Wielu z nas zanim wrosło w środowisko rekonstruktorów miało blade pojęcie o tym czym jest wojna. Myślę, że udział w rekonstrukcjach nigdy nie da pełnego pojęcia o tym czym wojna jest naprawdę ale może przynajmniej w tym jednym procencie udało nam się to odgadnąć. Moja przynajmniej konkluzja jest taka, że wojna jest najstraszniejszą rzeczą jaka może być. My odgrywamy nasze role w okopach a potem spokojnie możemy iść na piwo (po zdaniu broni rzecz jasna). W czasie prawdziwej wojny nie ma przyjacielskich spotkań i wymiany doświadczeń. Jest tylko wymiana ciosów i śmierć.

Po drugie chciałbym zauważyć, że samo hobby rekonstruktorskie jest niesamowicie rozwijające. To nie tylko kolekcjonerstwo, to nie tylko teatr. Wielu z Was dzięki rekonstrukcji nauczyło się wielu nowych rzeczy. O życiu codziennym sprzed wielu lat, o zwyczajach a w końcu o historii. Ale mało tego! Ile osób dzięki rekonstrukcyjnej pasji posiadło praktyczne umiejętności! Mówię tu o rymarstwie, krawiectwie, rusznikarstwie, strzelectwie, szermierce itp. Dzięki rekonstruktorom utrzymują się ginące zawody a przedmioty, które bezpowrotnie by przepadły odzyskują swój dawny blask. Czy naprawdę tak kłują w oczy prywatne muzea, pasjonaci, którzy zamiast oglądać telewizyjną papkę odnawiają hełmy, które za 10 lat przestałyby istnieć? To też źle?

Po trzecie zarzuca nam się krzewienie brutalności. Jak mamy pokazać wojnę bez krwi, brutalności i tym podobnych? Przemoc obecna jest wszędzie. W mediach, filmach itp. Media aspirujące do miana opiniotwórczych grzmią na temat lansowania przemocy na rekonstrukcjach a na swojej pierwszej stronie zamieszczają artykuł zatytułowany „SARIN ZABIJA W SYRII” okraszony zdjęciami martwych dzieci (GW z 22 sierpnia 2013).

W założeniach scenariuszy widowisk historycznych jest to aby nie epatować zbytnio przemocą. Moglibyśmy, bo mamy takie możliwości techniczne – zrobić spektakl w którym główną rolę gra krew, przemoc i gwałt. Moglibyśmy ale tego nie robimy. Przywoływane przedstawienie Rzezi Wołyńskiej to było by nic z tym co jest możliwe do zrobienia. Od lat wypracowaliśmy odpowiednie standardy i ramy w których poruszamy się tworząc inscenizacje.

Jeśli komuś się nie podoba nasza inscenizacja jest na to bardzo prosta rada. Ja gdy włączyłem film „KAC WAWA” to po 5 minutach zrezygnowałem z oglądania. Nie podobał mi się. I jeśli komuś nie podoba się rekonstrukcja wystarczy aby jej nie oglądał. Oszczędzi sobie scen przemocy i wybuchów. Jego sprawa.
Myślę, że gdyby nie ruch odtwórstwa historycznego to przynajmniej część rekonstruktorów była by kibolami tej czy innej drużyny. A tak w wieku 15, 16 lat trafia się na dobre towarzystwo i wie wszystko na temat swojej ulubionej epoki. I czy to źle?

Po czwarte mamy pewien problem. Problemem tym jest polityka. Wobec tego, że nosimy czapki z orłami i maszerujemy w rytm Warszawianki to pewne osoby kojarzą nas z prawicą. Czasami słychać wręcz głosy na temat zbrojnego ramienia tej czy innej opcji politycznej. Absurd totalny. Z drugiej strony ci którzy rekonstruują Wehrmacht czy Armię Czerwoną muszą bronić się przed oskarżeniami o komunizm i nazizm. Kolejna bujda na resorach. Dlaczego? A no może dlatego, że w środowisku rekonstruktorów lansowanie ideologii totalitarnych jest zabronione. Bo gdy mamy do czynienia z kimś kto sławi bohaterskie czyny SS w walce z cywilną ludnością to spotyka go afront towarzyski. Bo komunizm i nazizm to najgorsze ustroje na świecie. Pasja historyczna wielu z nas rozpoczęła się od słuchania opowieści babci czy dziadka o tym jak traktowali nas okupanci.

Jeśli chodzi o rekonstrukcję to jest ona dla każdego. Wiele jest różnych osób, które mając wyraziste poglądy np. prawicowe uczestniczą w ruchu rekonstrukcyjnym jako odtwórcy NSZ. To ich kręci i najbardziej interesuje. To dobrze, że mają swoje miejsce. Są tacy, którzy mają dziadków generałów LWP i tym samym zakładają grupę WP na Wschodzie. Ale i są tacy, którzy mają poglądy iście prawicowe ale ich pasją jest Armia Czerwona. Nie ważne są aż tak przekonania polityczne o ile nie są skrajne. W naszym ruchu są i lekarze, i robotnicy, prawnicy, studenci, emeryci. Cały przekrój społeczny. Dokładnie tak samo jak w środowiskach żeglarskich czy motorowych. To też źle, że faceci w przykrótkich spodenkach i w marynarskich czapkach czekają na dobry wiatr aby popływać na żaglówce? Można by powiedzieć, że dziecinada bo to ci którym marzyły się morskie podboje ale nie byli zbyt dobrzy aby załapać się do marynarki wojennej. Ale to oczywiście teza fałszywa jak ta, że rekonstruktorzy tęsknią do wojny. Nie panie Varga nie tęsknimy!

Problemem też są oficjalne uroczystości w których bierzemy udział. A to spektakl ku czci prezesa pewnej partii, albo stołeczna szopka dla podniesienia sondaży. Tak się często określa nasz udział w defiladach, akademiach itp. Dla mnie i dla wielu moich kolegów nie ma znaczenia opcja polityczna, która organizuje uroczystość. Mogę nie popierać ale wyraz temu dam przy urnie wyborczej. Idę zawsze chętnie na państwowe obchody świąt narodowych niezależnie od tego kto jest na trybunie. I będę chodził zawsze chyba że władza na trybunie będzie zasługiwała na miano totalitarnej. Moje prawo maszerować przed trybuną a pana Vargi prawo nie brać w tym udziału.

Po co pławić się w krwawej przeszłości pyta pan Varga? Trzeba myśleć o przyszłości. Tak samo można zapytać po co pisać powieści? Po co autor komentowanego artykułu pisze swoje książki? Może dlatego, że tworzy kulturę. Tak samo robią to rekonstruktorzy i każdemu wolno robić to na swój sposób. W swoich książkach pisarz może opisywać beznadzieję i szarzyznę Polski, a my rekonstruktorzy w swoich przedstawieniach pokazać możemy tragedię wojny. Każdy ma wszak swoje poletko i na nim robi swoje.

 


 

4.9
Oceń (28 głosów)

 

 

Rekonstruktorzy na łamach Wyborczej - opinie i komentarze

Otto KohlOtto Kohl
0
Standardowa pseudologika "wybiórczej". Mi osobiście szkoda czasu na czytanie ich wypocin, a w toalecie wolę poczytać etykietę od Domestosa. (2013-08-23 00:00)
IharIhar
0
Takie perdolki mozna i u nas w Białorusi i Rosji przeczytać. Cóż nic nowego. Z tym trzeba walczyć przy pomocy rozpowszechniania informacji o tym czym w rzeczewistości jest wojskowo-historyczna rekonstrukcja i jaki wplyw wywiera na, niestety wyprane mozgi społeczeństwa (2013-08-23 00:00)
RumcajsRumcajs
0
Tak się stało, że wracając z Giżycka przejechałem przez Obóz Zagłady w Treblince. Było tam 5-6 ogromnych autokarów wypełnionych młodzieżą z Izraela. Skoro my jesteśmy źli bo pokazujemy historie, to po co oni przyjeżdżają do tego miejsca? Czyż nie po to, żeby kultywować pamięć o swojej, również naszej historii? Czyli wychodzi na to, że jak zwykle Kali kopać dobrze, ale Kalego kopnąć, to skandal. (2013-08-23 00:00)
agdar7agdar7
0
,,Pisać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej,, a panu z gazety złote myśli wychodzą jak wychodzą (2013-08-24 00:00)
harnasharnas
0
Niedawno słyszałem jak dwóch młodych ludzi podczas rozmowy nazwano GW nową Gadzinówką i Szmatławcem . Wiadomo czym była taka gazetka (Gadzinówka) podczas okupacji . Samo nazwanie tego pisemka tak ,a nie inaczej mówi dużo o tym co część społeczeństwa sądzi na temat artykułów w nim zamieszczanych . (2013-08-24 00:00)
figo79figo79
0
Panowie nie przesadzajcie już, tak samo jak my mamy prawo robić co chcemy tak samo panu Varga wolno wyrażać swoje opinie na ich temat. Przykre jest tylko to że artykuł jest na poziomie bloga w którym ktoś kto pretenduje do miana dziennikarza bądź co bądź liczącego się wydawnictwa przedstawia nie fakty a swoje własne przekonania. Zresztą moi drodzy, chyba nikt specjalnie się nie przejmuje takimi artykułami. Z moich doświadczeń wynika że nasi rodacy w zdecydowanej większości traktują nasze hobby jako coś ciekawego, a spotkania z nami jako okazję do poszerzenia swojej wiedzy. (2013-08-24 00:00)
toshirskijtoshirskij
0
@figo79, oczywiście że ma prawo wyrażać opinię, nawet ma prawo kłamać. (2013-08-24 00:00)
wicmannwicmann
0
Nie czytaj GW, nie będziesz się wkurzał :) (2013-08-24 00:00)
kaesowokaesowo
0
nie wiem skąd teza że GW jest jakoby "przeciwko rekonstrukcji" ? nie szukałem długo ale prosze, garść zuełnie obiektywnych relacji: http://szukaj.gazeta.pl/wyszukaj/artykul?query=rekonstrukcja+historyczna&dxx=126213 nawet w artykule dot rekonstrukcji rzezi wołyńskiej przytaczaene są opinie INNYCH, HISTORYKÓW, PRZEDSTAWICIELI ŚRODOWISK, ale można przeczytać takie zdanie: "....Rekonstruktorzy to przeważnie osoby pasjonujące się historią, wkładające w przedsięwzięcie mnóstwo serca, czasu i pieniędzy, dokładające starań, aby jak najdokładniej odtworzyć przebieg wydarzeń. Paweł Rozdżestwieński z portalu dobroni.pl, który moderuje ruch rekonstrukcji historycznych w Polsce, porównuje rekonstrukcje z produkcjami filmowymi.." albo : "..Rekonstruowanie wydarzeń historycznych samo w sobie ma długą historię. Już w roku 1687 roku król James II odtworzył oblężenie Budapesztu na polach Hunslow Heath. W okresie wojen napoleońskich oddziały wojskowe oraz milicji inscenizowały w Hyde Parku wielkie bitwy dla mieszkańców Londynu.." czyli nic takiego na rzeczy ;-)) możliwe że red. Varga próbuje jakoś sobie uporządkować świat po swojemu, ale wiekszość artukułów które znajduję to normalne relacje beż żadnych podtekstów. ale generalizowanie i pisanie sążnistych postów na forum to chyba przesada :) pozdrawiam Krzysztof. (2013-08-24 00:00)
M88M88
0
Artykuły z GW trzeba traktować jedyne jako amatorski, nieprofesjonalny tekst, który umiera śmiercią naturalną po kilku godzinach od ukazania gazety. Bojkot GW a przynajmniej negacja jej przez nasze środowisko jest oczywiste. Jest to rozpaczliwa (bo ludzie nie biorą tego na poważnie) próba ciągniecie przekazu przez GW, że nie ma kibiców są kibole, nie ma patriotów są faszyści, nie ma ludzi wierzących są katole, nie ma rekonstruktorów, pasjonatów historii są ludzie pielegnujący zapomniane, nieptorzebne, przeszłe wydarzenia, najczęście podle krwawe. Ja odtwarzając okres napoloeński jestem, a może byłem szczęśliwy że nie ma takich dywacgacji polityczno, poglądowcych jak przy II wojnie, jednak mimo iż o początku XIX wieku nie widzialem nie pochlebnych, oczerniających artykułów, relacji itp. to słyszałem je zza kulis, prywatne komentarze. (2013-08-25 00:00)
Robert SRobert S
0
Witam Kilka kwestii w sprawie: 1. Jeśli się coś robi, a z sensem czasem wychodzi to należy się spodziewać ocen krytycznych, czy wręcz szkalujących. 2. Jak większość z nas wie, rekonstrukcja, a właściwie inscenizacja bitew jest tak stara jak historia wojen. Istniała, istnieje i będzie istnieć. Pytanie, tylko w jakiej formie? 3. Pismo GW (niech każdy sobie przetłumaczy jak chce, słyszałem i takie skróty g**no warta) jest znane ze swojego stanowiska co do historii szczególnie polski. Ciekawostką jest, że to na ziemiach Piastów zainteresowaniem i jej krzewieniem jest zaściankowością! A wszyscy obywatele kraju Wisły chcą oglądać tylko M jak coś tam, czy też Max fak coś tam. Większość z was bywa w świecie, tym cywilizowanym i tym troszku mniej i widzi jak do tych tematów podchodzą inni a i przybywający na inscenizacje widzowie też świadczą coś przeciwnego. A więc po pierwsze primo (jak mawiał Henio Lermaszewski) nie dajcie się zwariować. Ci panowie z GW mają określony cel i go skrupulatnie realizują. Po drugie primo, czytajcie co chcecie i kiedy chcecie a jeśli się coś nie podoba głośno o tym mówcie, nich nie wydaje się tym panom, że mają monopol na pisanie prawdy jedynej słusznej. 4. Ciekawe, jak by opisał autor inscenizacje, gdyby dotyczyła walki w gett-cie warszawskim? Tak na marginesie! (2013-08-26 00:00)
ortograf8ortograf8
0
Nic dodać nic ująć, po prostu ta gazeta pisze wierutne kłamstwa. (2013-08-26 00:00)
sekestsekest
0
Krytyka od wroga jest komplementem:) (2013-08-28 00:00)

skomentuj ten artykuł