Prywatna i subiektywna reakcja na pewną wypowiedź.

/ 12 komentarzy

Opinie wyrażone w niniejszym artykule są prywatnymi opiniami autora. W żadnym razie nie należy traktować tej wypowiedzi jako oficjalnego stanowiska GRH „Osiemnasty Kołobrzeski” ani żadnej innej instytucji, z którą autor jest lub był kiedykolwiek związany.  Artykuł powstał wyłącznie z własnej inicjatywy autora i nie był z nikim konsultowany.

W mediach w ostatnim czasie pewnym echem odbiła się zapowiedź pośmiertnej degradacji generała Jaruzelskiego. Jest to element obecnej polityki i, jako taki, nie powinien być komentowany na tym portalu. Ale moją uwagę przykuła uzasadniająca tę decyzję wypowiedź Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów RP:


„Jaruzelski przysłużył się jak najgorzej nie tylko Wojsku Polskiemu, ale i Polsce, więc pewną koniecznością historyczną jest zamknięcie tego tematu, jakim jest odebranie stopnia generalskiego”


Nie jest moją intencją rozpętywanie politycznych dyskusji na platformie do tego nie przeznaczonej, jaką jest dobroni.pl. Rozumiem, że działalność polityczną generała Jaruzelskiego i jego decyzje jako przedstawiciela najwyższych władz PRL i RP mogą być różnie oceniane, a kwestia stanu wojennego budzi skrajne emocje. Nie o tym jednak chcę się wypowiedzieć. Chciałbym się jedynie odnieść do twierdzenia, które zacytowałem powyżej w kontekście tej postaci jako żołnierza frontowego, który walczył w ostatniej wojnie w imię uwolnienia Polski spod okupacji niemieckiej, a także jako oficera powojennego WP.
Jak ma się „przysłużenie się jak najgorzej Wojsku Polskiemu i Polsce” do faktu, że w ciągu trzech lat, za czynny udział w wojnie został Jaruzelski odznaczony aż sześcioma odznaczeniami bojowymi? Oczywiście, nie raz już pojawiły się twierdzenia o masowym nadawaniu odznaczeń bojowych za „zasługi polityczne”. Trudno jednak przyłożyć tę miarę do postaci przyszłego generała, który w politykę zaangażował się dopiero w 1947r. Możemy natomiast bez większego wysiłku (i może to zrobić we własnym zakresie każdy, kto ma dostęp do jakiejkolwiek poważniejszej biblioteki) przekonać się za co owe odznaczenia przyznano. 
Pierwszym z tych odznaczeń był srebrny medal „Zasłużonym na Polu Chwały”. Za co został przyznany? We wniosku, oprócz ogólnej, dobrej oceny jego pracy na stanowisku dowódcy plutonu zwiadu konnego mowa jest o bezpośrednim udziale wykonywaniu działań zwiadowczych:


 „wykazywał zimną krew i odwagę, osobiście wysuwając się w najbardziej niebezpieczne punkty obserwacyjne, dając przykład żołnierzom.” 


I dalej: 


„W momencie przerzucania pułku na lewy brzeg Wisły, podczas ofensywy w dniach 16 i 17 stycznia na czele swego oddziału, jako jeden z pierwszych rozpoznał przedpole marszu pułku.”


Drugim odznaczeniem bojowym był również srebrny medal „Zasłużonym na Polu Chwały”, choć pierwotnie dowództwo pułku wnioskowało o przyznanie medalu złotego. Za co?


 „Ppor. Jaruzelski nie tracąc zimnej krwi, rzutami trzech granatów zmusił niemiecki CKM do zamilknięcia, czym umożliwił bezstratny odwrót naszych zwiadowców.”


Również trzecie odznaczenie bojowe – Krzyż Walecznych – nadane zostało za zasługi w dowodzeniu zwiadem: 


„Podporucznik Jaruzelski skierowany został na czele plutonu zwiadowców dla wyjaśnienia okoliczności i rozpoznania nieprzyjaciela. Nocą wraz ze zwiadowcami podkradł się pod osiedle stacji Alt-Reetz, zlikwidował grupę Niemców. Wysłał gońca do nacierającego batalionu, który atakiem opanował stację, po śladach rozpoznanego przez por. Jaruzelskiego słabego miejsca wroga”


Drugi Krzyż Walecznych otrzymał Jaruzelski dopiero w czerwcu 1945r., ale za działania z 1 maja z rejonu wsi Rinow: 


„Wyczuwszy dostateczną siłę Niemców, por. Jaruzelski zadecydował, że jedynie szybkim i nagłym uderzeniem zdoła uskutecznić zwiad względnie opanować jakieś wygodne miejsce dla obserwacji. Rozrzuciwszy 12 ludzi ze zwiadu konnego, znajdując się również na koniu, rzuca się wraz z ludźmi do ataku oraz śmiałą i brawurową szarżą nie tylko dokonują zwiadu, ale biorą do niewoli 2 Oficerów i 5 żołnierzy Niemieckich, wielu kładąc trupem, a reszta w panice ucieka z wioski. Cała wioska jeszcze do przyjścia piechoty zajęta została przez pluton konnych i pieszych zwiadowców pod dowództwem Pomocnika Szefa Sztabu do spraw zwiadu porucznika Jaruzelskiego.”


Najwyższym odznaczeniem za udział w wojnie, które otrzymał Jaruzelski, był nadany we wrześniu 1945r. Order Krzyża Grunwaldu III Klasy. Przyznany mu został za ogólną postawę w czasie wojny, ale także za zasługi bardzo konkretne – m. in. związane również z walkami na terenie Niemiec: 


„W walkach pod Alt-Reetz i Wustrow pierwszy wpada do okopów wroga i jeszcze przed nadejściem głównych sił zajął mocny i silnie broniony plac Darm [efekt nieporozumienia językowego typowego dla 1AWP – chodzi tu o przyczółek, po rosyjsku „płacdarm”]. Stale i wszędzie w czasie bojów na swym stanowisku, nie zwracał uwagi na zmęczenie, gdy cały pułk odpoczywał, on szukał dalszych dróg, rozpoznawał teren.”


Oczywiście można tu powiedzieć, że sama odwaga to nie wszystko, wszak w wojsku liczy się także dyscyplina, a wielu „chojraków” w historii naraziło swą brawurą powodzenie całych operacji. Może zatem przyszły generał „przysłużył się jak najgorzej Polsce” będąc niezdyscyplinowanym, wiecznie pijanym bohaterem, niezdolnym do realistycznej oceny sytuacji, tylko szczęściu zawdzięczającym swe sukcesy? To też możemy sprawdzić zaglądając do pierwszej z brzegu charakterystyki służbowej:


„Porucznik Jaruzelski jest wysoce zdyscyplinowanym i karnym oficerem. Obowiązki swe wypełnia bezwzględnie sumiennie i z honorem.
Prace swą zna doskonale, dał tego dowód, tak w czasie bojów, podczas których oprócz bohaterstwa i odwagi wykazał doskonałe znajomości pracy zwiadowczej, jak też pilność i oddanie. Cieszy się mimo młodego wieku wielkim autorytetem wśród kolegów, przełożonych i podwładnych.
Inteligentny i wykształcony. Prezentuje się bardzo dobrze.”


Czy powyższe dokumenty świadczą o „przysłużeniu się jak najgorzej” Polsce i Wojsku Polskiemu?  Jeżeli tak, musielibyśmy uznać, ze znacząca większość polskich weteranów drugiej wojny światowej także działała na szkodę Polski i jej Sił Zbrojnych. Być może takie właśnie jest zdanie pana Dworczyka, ja jednak osobiście uważam inaczej.
Może zatem dalsza służba Jaruzelskiego prowadziła do osłabienia Wojska Polskiego, paraliżu Sił Zbrojnych albo wywołała, dajmy na to, masowe odejście z wojska doświadczonych dowódców? Może to właśnie po wojnie działał na szkodę polskiej armii?
Dalsze cytowanie dokumentów z archiwów wojskowych zajęłoby przesadnie dużo miejsca, dlatego też w kwestii powojennej działalności wojskowej generała pozwolę sobie tylko na przytoczenie kliku fragmentów z raportów Kuklińskiego dla CIA na temat tej właśnie postaci.


"Na początku kryzysu, stosunki na poziomie ministerialnym były o wiele trudniejsze, gdyż Minister Spraw Wewnętrznych {Milewski} był o wiele bardziej skłonny do współpracy ze stroną Radziecką niż Wojciech {{Jaruzelski}} jako Minister Obrony Narodowej
[...]
Milewski przyjął radzieckich doradców {KGB} do MSW i dopuścił ich do wszystkich stadiów działań MSW. W pewnym momencie MON dowiedział się, ze MSW przekazało kilka tysięcy teczek na temat polskich obywateli do Związku Radzieckiego, poprzez radzieckich obywateli na służbie w MSW. Ta współpraca MSW ze stroną radziecką komplikowała położenie Jaruzelskiego i czyniła je trudniejszym, gdyż sam opierał się radzieckim żądaniom dostępu tego samego rodzaju w MON."


I dalej:


"Jaruzelski w dalszym ciągu opierał się "penetracji" MON przez oficerów radzieckich. Od 1956[r.], radziecka obecność w polskiej armii była ograniczona do biura "Reprezentanta Głównodowodzącego Połączonych Sił Zbrojnych przy Polskich Siłach Zbrojnych[...]
Latem 1981[r.] Jaruzelski odrzucił żądanie dowódcy Układu Warszawskiego W. I. Kulikowa aby rozszerzyć tę reprezentację o dodatkowych 11 oficerów, aby, wbrew poprzedniej praktyce, oddelegować radzieckich oficerów do pracy w biurach polskiego Sztabu Generalnego i bezpośrednio w sztabach polskich Okręgów Wojskowych."


Zapewne odmowa dopuszczenia oficerów armii – wówczas mimo wszystko – sojuszniczej można by uznać za działanie na szkodę Polski i Wojska Polskiego, mam jednak wrażenie że taki pomysł w głowie Szefa Kancelarii Premiera chyba nie powstał i nie o to mu chodziło.
To nie koniec:


"Jaruzelski był wielką osobowością, która wyraźnie wyróżniała się w tym beznadziejnie prymitywnym otoczeniu. Pewne jego cechy osobiste rzeczywiście wywierały na mnie wrażenie, szczególnie w sferze moralnej i etycznej, gdzie zawsze istniała spójność pomiędzy jego słowami a czynami. Wrażenie robiła również jego niezwykła uwaga w pracy połączona z niespotykaną otwartością intelektualną (ciągły głód wiedzy), rzadko spotykane zdolności analityczne i syntetyczne, oryginalność myśli, wysoki stopień kultury w języku, tak mówionym, jak i pisanym, jak również najwyższe wymagania jakie stawiał sobie i wszystkim w swoim najbliższym otoczeniu.
[...]
Wykazując się niemalże maniakalnym szacunkiem dla władzy, nigdy nie starał się jej zdobywać "tylnym wejściem" poprzez udział w gierkach politycznych czy "rozpychanie się łokciami” w parciu naprzód."

I dalej:

"Jaruzelski był typem dowódcy, który sprawiał wrażenie, że wychodzi wszystkim wyzwaniom naprzeciw i ma nie tylko ściśle określone, kształtowane doświadczeniem podejście do wszystkich problemów branych pod uwagę, ale także gotowe rozwiązania. [...] W rzeczywistości był niezwykle ostrożny w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji, wielkich czy małych. Nigdy nie podejmował decyzji gwałtownie, szczególnie pod wpływem emocji czy gniewu.
[...]
Odżegnywał się od decyzji prostych i schematycznych. Rzadko, jeśli kiedykolwiek, widział tylko jedno rozwiązanie. Przeciwnie, było to niemal zasadą, że wskazywał różne rozwiązania alternatywne lub tylko określał pewne kierunki ważnych działań, pozostawiając sobie margines wolności dla późniejszych zmian, zależnych od rozwoju sytuacji."

I jeszcze:

"W przeciwieństwie do problemów natury politycznej i socjalno-ekonomicznej [...] w sytuacjach sztabowych, gdy występował jako dowódca jednostek w polu, był śmiałym innowatorem, który wykraczał dalece poza schematyczne kanony i skostniałą radziecką sztukę operacyjną i taktyczną. Zawsze był dobrze poinformowany o sytuacji i reagował na nią operacyjnie, podejmując szybkie decyzje. W wypowiedziach przy każdej okazji składał hołd radzieckiej myśli wojskowej; w praktyce jednak ciągle szukał czegoś nowego, co nie zawsze odpowiadało wyobrażeniom radzieckich generałów, a czasem nawet wprawiało ich w przerażenie. [...] Na ćwiczeniach polowych udzielał pochwały dowódcom za oryginalność i działania, które zaskoczyły przeciwnika, jednocześnie zwalczając rutynowość i konwencjonalizm."

Trudno powyższe cytaty uznać za wypowiedzi jakiegoś „szalonego apologety komunizmu”, tym bardziej, że ogólnie opinie „Jacka Stronga” na temat tej postaci są dość krytyczne. Nawet on jednak nie odmawiał twórcy stanu wojennego uczciwości i inteligencji. Wynika także z powyższych wypowiedzi, że generał Jaruzelski nie tylko był bardzo zdolnym dowódcą, ale także zachęcał swoich podwładnych do poszukiwania nowych rozwiązań i działania w sposób nieszablonowy. A mówimy o człowieku, który w swojej karierze był między innymi wykładowcą taktyki i pracy sztabów, toteż podejście to niewątpliwie zaszczepił wielu przyszłym oficerom. Nie można wobec tego zgodzić się ze stwierdzeniem, że „przysłużył się Wojsku Polskiemu jak najgorzej”. Tym samym należy uznać, że wypowiedź przedstawiciela Rządu RP jest niezgodna z prawdą. Można by stwierdzenie to wytłumaczyć niewiedzą polityka, ale jako że pan Michał Dworczyk, absolwent studiów historycznych, odbył służbę wojskową i pełnił przez pewien czas funkcję sekretarza stanu w MON w czasach Antoniego Macierewicza, a także przynajmniej w latach 90. Interesował się militariami z okresu ostatniej wojny, należy przyjąć, że ignorantem w sprawach wojskowości i historii nie jest.


Nie można demokratycznie wybranym władzom odmawiać prawa do mieszczących się w polskim porządku konstytucyjnym zmian legislacyjnych. Nie można też nikomu odmawiać prawa do własnych opinii. Wypadałoby jednak, żeby przedstawiciele rządu uzasadniając swoje decyzje nie pozwalali sobie na stwierdzenia niezgodne z prawdą, bez względu na to, czy wynikają one z ignorancji czy z innych przyczyn.

Fragmenty charakterystyki okresowej i dokumentów odznaczeniowych cytuję za: Peter Raina, Jaruzelski 1923-1968, Warszawa 2001.
Raporty CIA, które we fragmentach cytuję powyżej we własnym tłumaczeniu, znaleźć można np. tutaj:
http://bi.gazeta.pl/im/7/6056/m6056507.pdf
http://bi.gazeta.pl/im/2/6056/m6056512.pdf
(dostęp, w obu przypadkach, 24.02.2018, godzina 11:52)


 

 


 

4.2
Oceń (5 głosów)

 

 

Prywatna i subiektywna reakcja na pewną wypowiedź. - opinie i komentarze

Stary KojotStary Kojot
+1
Poruszyłeś bardzo ciekawy temat, z punktu widzenia właśnie "wojskowego". Ciekawe jest też, ile z tych uzasadnień jest prawdziwych, a ile podkolorowanych na potrzeby, jak by to dziś powiedzieć, "wizerunkowe". Czy to postać dobra czy zła, pewnie ocena jeszcze sie nie skończyła i może będą kolejne "zwroty akcji". Ale na pewno jest to postać ciekawa z wojskowego punktu widzenia. (2018-02-25 16:44)
al-Muellal-Muell
-1
Niestety, nie widziałem wniosków w oryginale, jedynie odpisy w książce Rainy. Zakładam jednak, że wnioski są przepisane wiernie. Falsyfikaty z późniejszego okresu, wbrew pewnym sugestiom, raczej nie wchodzą w grę. Choć sam nie miałem możliwości weryfikacji źródeł w tak krótkim czasie, to muszę ufać, że zrobił to Raina. A co do tego ile mają wspólnego z rzeczywistością... Trudno jednoznacznie określić. Według radzickich wzorców powinien każdy wniosek być weryfikowany na każdym szczeblu akceptacji - w przypadku np. KW - do dowódcy dywizji włacznie. W praktyce to nierealne, ale wiem, że weryfikacją zajmował się - często skrupulatnie, a czasem tylko na piśmie - zastępca d/s. ewidencji. Z drugiej strony - znane są przypadki generalskich kochanek dostających wysokie odznaczenia za zasługi, których nikt nie potwierdzał. Choć liczba odznaczeń naprawdę robi wrażenie (mam zestaw pamiątek po dowódcy plutonu zwiadu w pułku artylerii i za lata 1943-45 dostał raptem jeden brązowy ZnPCh), to weryfikacja ich treści wymagałaby pogrzebania w archiwach (dzienniki, rozkazy...). Tu akurat w każdym niemal przypadku mamy dokładne dane geograficzne i/lub czasowe, więc dałoby się to sprawdzić przy odpowiednim zapasie czasu,pieniędzy i cierpliwości. Co innego charakterystyki okresowe - a te wszystkie bez wyjątku są bardzo pozytywne (choć w szkole w Riazaniu miał wyniki przeciętne). Tymczasem porównując z analogicznymi dokumentami radzieckimi wiem, że tu kontrola była bezwzględna i bezlitosna - jeśli nawet bezpośredni przełożony lubił danego oficera, to osoba wyżej to weryfikowała. Może w czasie wojny pomijano np. grubiaństwo wobec podwładnych czy przymykano oko na nadużywanie alkoholu, ale niekompetentny oficer łapał niepochlebne opinie i nie awansował. Biorąc pod uwagę, ze większość oficerów starszych wywodziła się z Armii Czerwonej, a cały system prowadzenia akt osobowych był oparty na radzieckim, myślę, że nie było w 1AWP jakoś inaczej. (2018-02-26 22:09)
Darth SimbaDarth Simba
+2
A ja myślę, że będzie "i śmiszno i straszno", jak dowiem się 13 grudnia 2018, że stan wojenny wprowadził "szeregowy" Wojciech Jaruzelski... (2018-03-01 13:09)
kilerkiler
+1
Dla równowagi o frontowej służbie Jaruzelskiego z innego źródła: "Szczególnie interesujące dla mnie było "rozprawienie się" z karierą frontową Wojciecha Jaruzelskiego, gdzie miał on jawić się jako wyróżniający się, odważny oficer zwiadu, co zaświadczają różnorakie jego biografie. Wojciech Jaruzelski był już przedstawiany jako prymus szkoły oficerskiej w Riazaniu. Budziło to wręcz zażenowanie jego kolegów, szczególnie gdy ogłoszono oficjalną tablicę przedstawiającą jej prymusów, na której widniał również Wojciech Jaruzelski. Szkoła Riazańska była taką "kompanią kadrową" z której wywodziły się elity wojskowe PRL. Tymczasem okazuje się, że Wojciech Jaruzelski ukończył ją z lokatą niższą niż przeciętna. Podobnież podczas kariery frontowej liczne relacje o akcjach porucznika Jaruzelskiego nie znalazły potwierdzenia w dokumentach - po prostu nie miały one nigdy miejsca. Natomiast już wtedy Wojciech Jaruzelski tworzył własną legendę pisząc m.in do matki i siostry, że "jako pierwszy Polak napoił swojego konia w Bałtyku, co odnotowały 2 gazety". Nie tylko była to nieprawda, ale też (jakoś dr Kowalski nie zwrócił na to uwagi) konie niechętnie pijają wodę morską. W zwiadzie odwagą wyróżniali się inni oficerowie, okazało się jednak że młody Jaruzelski pisze bardzo staranne, opatrzone estetycznymi rysunkami raporty, podczas gdy frontowcy - wyjadacze oddawali je paskudnie nagryzmolone. To zadecydowało, że został ich przełożonym i .... zajeżdżał ich wysyłając nieustannie na zwiad, sam już niechętnie wyjeżdżając na front. Później powstały różne kolorujące żywot Jaruzelskiego frontowe hagiografie, a sam Jaruzelski wpływał na Berlinga, aby dodać kilka stron w jego książce o "wyróżniającym się młodym oficerze". Berling odmówił i wspomnienia nie ukazały się." Źródło: https://www.salon24.pl/u/lukaszrzepinski/423213,jaruzelski-general-ze-skaza-troche-polemiki Opis nawiązuje do publikacji płk dr Lecha Kowalskiego, którego uważam za dość wiarygodne źródło jeśli chodzi o korpus oficerski LWP. (2018-03-02 08:38)
kilerkiler
+1
I jeszcze: "Piotr Gontarczyk dokładnie przejrzał akta IPN, dotyczące Wojciecha Jaruzelskiego. Jego zdaniem, są w nich dowody na fałszerstwa w dokumentach - pisze w tygodniku "wSieci". Najpierw przyjrzał się "zeszytowi ewidencyjnemu". Dokument ten zawierał dane osobowe właściciela teczki, losy jego rodziny i informacje o wykształceniu. W drugiej części znajdowały się wpisy dotyczące kariery wojskowej. W teczkach oficerów wpisy są zanotowane różnym charakterem pisma i różnymi atramentami. W teczce Jaruzelskiego jest inaczej - druk zeszytu pochodzi z 1979 i został wypełniony jedną ręką. Ostatnich poprawek dokonano po czerwcu 1989 - pisze Gontarczyk. Jego zdaniem, z "zeszytu ewidencyjnego" usunięto najbardziej kompromitujące wpisy. Na przykład, w jednej z rubryk, gdzie oprócz akcji bojowych można też było wpisać udział w walkach z bandami, jest tylko wpis o służbie na Wale Pomorskim od lipca 1944 do maja 1945. Tymczasem, jak wiadomo, w latach 1945-1947 Jaruzelski walczył z polskim podziemiem na Lubelszczyźnie.(...) Kolejnym fałszerstwem w dokumentach jest sprawa Krzyża Walecznych. Jaruzelski tłumaczy, że dostał go za wojenne zasługi w grudniu 1945, tymczasem w innych dokumentach znaleziono informację, że odznaczenie otrzymał 22 października 1948 za zwalczanie bandytyzmu. Twierdzi też, że za udział w wojnie dostał Virtuti Militari, tymczasem order przyznano mu dopiero w 1966, gdy był szefem Sztabu Generalnego. (...) Zdaniem Gontarczyka generał kłamał też w sprawie ran. "Bohatersko" odniósł on obrażenia na froncie, o czym pisał w "uwagach do zawartości akt", włożonych do teczki w 1990, choć w ankiecie z 1948 napisał, że nigdy nie był ranny. (...) Wydłużył też czas służby bojowej. W oryginalnym tekście dokumentu wpisano, że na froncie był od lipca 1944 do maja 1945. Poprawka głosiła, że przeszedł cały szlak Ludowego WP od Oki do Łaby, czyli drogę pierwszej dywizji WP, podczas gdy on służył w drugiej dywizji. W ten sposób czas służby frontowej wzrósł z 9 do 19 miesięcy. (...)". Źródło: http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/ludzie/artykuly/458591,wojciech-jaruzelski-falszowal-swoja-teczke-rewelacje-historyka-ipn.html (2018-03-02 09:04)
kilerkiler
0
Dokładny link do badań dr Gontarczyka ze skanami oryginalnych dokumentów: http://pamiec.pl/pa/tylko-u-nas/13755,FALSZERSTWO-NIEDOSKONALE-CZYLI-TECZKA-JARUZELSKIEGO-artykul-dr-Piotra-Gontarczyk.html. (2018-03-02 09:08)
al-Muellal-Muell
-1
Serio? Spodziewałem się polemiki, spodziewałem się, że będzie zwrócona uwaga na "średnie" wyniki chorążego Jaruzelskiego w Riazaniu (bodaj setna lokata?), a nawet, że będzie kwestionowanie prawdziwości wniosków w oparciu o jakieś materiały/literaturę i to bym zrozumiał. Ale myślałem, że tego pokazu ignorancji w sprawach archiwistyki wojskowej ze strony UZNANEGO HISTORYKA nikt tu nie da. Ale skoro tak - jutro pozwolę sobie tu na dłuższy komentarz na temat tego, co pan Gontarczyk wymodził. (2018-03-02 11:41)
al-Muellal-Muell
0
Zacznijmy od początku - czyli od tego na której kopii teczki opierał się Gontarczyk - to wbrew pozorom także ważne. W tekście mowa jest o aktach znajdujących się w archiwach IPN. Na jakiej podstawie znalazła się w IPN? Trudno zrozumieć. Zakładam jednak, że oryginał, zgodnie z przepisami, jest w CAW... przepraszam - WBH. A zatem - jest to zapewne kopia - jedna z kilku. Ważne jest to, ze Autor kilkukrotnie pisze, ze w teczce dokonywano zmian – raz, że robił to sam generał, kiedy indziej – że ktoś na jego zlecenie. Nigdzie jednak nie podał – o czym za chwilę – dowodu na którąkolwiek z tych sytuacji No, to jedziemy- "jeden długopis przez 30 lat i najwcześniejsza data wydruku zeszytu ewidencyjnego: 1979"... W „dziełku”Gontarczyka czytamy: "W ciągu kilkudziesięciu lat służby rubryki te wypełniały różne osoby, różnymi – mówiąc językiem fachowym – materiałami kryjącymi (pióra, flamastry, długopisy) o różnych odcieniach i kolorach. Inny pracownik Biura Kadr MON uzupełniał dane o odznaczeniu w 1950 roku, inny 35 lat później wpisywał informację o kolejnym awansie." - To twierdzenie można uznać za jedno z dwojga: albo brak podstawowej wiedzy z tematu, na który p. Gontarczyk się wypowiada, albo celowe kłamstwo. Nie mnie oceniać. W jakichkolwiek aktach osobowych epoki PRL kwestionariusz osobowy, w przypadku wojskowych akt osobowych - zeszyt ewidencyjny, co pewien czas wymieniano. O ile np. w aktach osobowych pracowników PZPR kolejne kwestionariusze zwykle dodawano do teczki (Można przykład takiego działania znaleźć np. w moim artykule o archiwach partyjnych na tym portalu - taka właśnie sytuacja była w teczce W.: https://dobroni.pl/n/o-kolekcjonowaniu-od/10299), o tyle w aktach wojskowych zeszyty ewidencyjne były sukcesywnie wymieniane. Ale nie to jest najważniejsze. Ktokolwiek zatrudniał sie w państwowych instytucjach, pamięta zapewne, że na początku wypełniał stertę dokumentów - w tym kwestionariusz osobowy. Nie inaczej było tutaj - Zeszyt ewidencyjny, o ile nie był odtwarzany, najczęściej był wypełniany przez osobę, której dotyczył! Zainteresowanym polecam przyjrzenie się zeszytom ewidencyjnym w teczkach radzieckich, których zdjęcia wrzucałem w artykule o radzieckich aktach osobowych (https://dobroni.pl/n/akta-osobowe-oficera/17111). Na życzenie mogę dosłać takich zdjęć więcej. Zainteresowani mogą także przejrzeć na chybił-trafił dowolną teczkę akt osobowych WBH - zapewniam, że 90% przypadków zeszyty ewidencyjne będą wypełnione jednym długopisem za okres kilku-kilkudziesięciu lat i rzadko trafią się jakieś uzupełnienia czy poprawki. Dlatego, że każdy zeszyt ewidencyjny jest ważny tylko na moment złożenia podpisu przez oficera. Niektóre zeszyty ewidencyjne miały dodatkowo możliwość uzupełnienia i miały rubryki na podpis potwierdzający zgodność ze stanem faktycznym wprowadzonych zmian, ale przy częstych zmianach miejsce na kolejne podpisy szybko się kończyło. Jak wskazuje powyższe, twierdzenie " Nie jest to więc autentyczny zeszyt ewidencyjny Jaruzelskiego, który powstał w latach pięćdziesiątych, lecz falsyfikat, którym zastąpiono usunięty oryginał." jest kłamstwem lub dowodem na brak wiedzy - dziwny u pracownika IPN, który pewnie niejedną teczkę osobową pracownika PRLowskich specsłużb już oglądał. Dalej: "Na stronie 6 zeszytu ewidencyjnego, po danych personalnych i przeszłości oficera oraz jego rodziny, jest miejsce, w którym swoim podpisem z datą potwierdzał on prawdziwość danych wpisanych po założeniu dokumentu. Obok autentyczność podpisu potwierdzał (z pieczęcią) dowódca jednostki, w której służył oficer. Rubryki te w teczce Jaruzelskiego są puste, co jest niespotykane i sprzeczne z rygorystycznymi przepisami. Zapewne w oryginalnym zeszycie takie podpisy były. Ale ich uzupełnienie w latach osiemdziesiątych, a szczególnie w 1990 roku było trudne: skąd wziąć podpis dowódcy Jaruzelskiego i pieczęć jego jednostki z lat pięćdziesiątych? Nie można też wykluczyć, że w czasie „rekonstrukcji” teczki sprawę tej rubryki zwyczajnie przeoczono." Autor słusznie zauważył, że zeszyt ewidencyjny, nad którym się pochylił powstał prawdopodobnie w latach 80. lub w 1990r. Nie potrafi jednak wyciągnąć z tego podstawowego wniosku - takiego, że w tym czasie nie istniał dowódca jednostki, w której oficer służył. Wystarczy spojrzeć na piastowane wówczas przez generała stanowiska, by wiedzieć, ze nie miał kto tego zeszytu podpisać. Generał po prostu nie miał nikogo nad sobą. Taka sytuacja dotyczy niewielu przypadków w historii, ale się zdarza. Warto też dodać, ze w przypadku oficerów rezerwy i w stanie spoczynku, potwierdzał to nie dowódca jednostki, a oficer odpowiedniej WKU. "Wymiana zeszytu ewidencyjnego umożliwiła usunięcie informacji całkowicie niepożądanych albo zastąpienie ich nowymi." - Nie. Wymiana była całkiem zwyczajnym działaniem. Być może brak kontroli "wyższej instancji" pozwolił na wpisanie "czegokolwiek" i pominiecie jakichś niewygodnych informacji, ale warto by taki wniosek podeprzeć jakimiś badaniami. "Informacja o „walce z bandami” lub „zwalczaniu reakcyjnego podziemia” była w PRL ważnym elementem jego biografii. A tymczasem tutaj mamy tylko: „Puławy, Warszawa, Wał Pomorski 27.07.1944 – 9.05.1945”. Ani słowa o walkach z podziemiem." - Nie bardzo rozumiem w czym autor widzi tu problem? Generał Jaruzelski nigdy, do ostatnich chwil życia (polecam zapoznanie się z treścia wywiadów, choćby tych w telewizji) nie zaprzeczał swojemu udziałowi w walkach z podziemiem. Powiem więcej – myślę (tak, to tylko subiektywna opinia – ja jednak umiem odróżnić ją od faktu), że choćby we własnej subiektywnej ocenie nigdy nie uważał walk z podziemiem za coś, czego trzeba się wstydzić. Brak informacji o tym trudno wyjaśnić, choć przypominam, że nowe zaszyty ewidencyjne wypełniano zwykle większość informacji przepisując ze starszych dokumentów tego typu. Zaś zarówno w czasie wojny, jak i dobrych kilka lat po niej w rubryce miał się znaleźć "udział w wojnie i innych konflikatach zbrojnych". Walki z podziemiem zwyczajnie tam nie umieszczano, ponieważ nie był to udział w działaniach wojennych. " Nie ma wątpliwości, że dokładniejsze informacje o udziale w zwalczaniu podziemia znajdowały się w oryginalnym zeszycie ewidencyjnym Jaruzelskiego. Jednak podczas przerabiania teczki po przełomie 1989 roku zostały pominięte." - otóż z powodów, o których pisałem powyżej, są wątpliwości i to spore. Pierwsze zeszyty oparte były o podobną dokumentację radziecką i miejsca na wpisanie tam "walki z bandami" zwyczajnie nie przewidziano. Myślę, ze pan Gontarczyk ma tego świadomość, podanie takiego wątpliwego stwierdzenia jako prawdy oczywistej służy wyłącznie wywołaniu efektu, który przykrywa nieco brak dowodów na poparcie tezy. "Kolejna wątpliwa kwestia w zeszycie ewidencyjnym dotyczy losów ojca Jaruzelskiego. Po bezskutecznej próbie uzyskania sowieckiego obywatelstwa całą rodzinę – rodziców: Wandę i Władysława oraz dzieci: Teresę i Wojciecha – deportowano 14 czerwca 1941 roku na Syberię. Władysława Jaruzelskiego wywieziono do łagru, a Wojciecha jako niepełnoletniego (do skończenia 18 lat brakowało mu trzech tygodni) wiosną 1943 roku zmobilizowano do 5. pułku piechoty 2. Dywizji Piechoty I Armii WP. Po wojnie sowieckie represje były sprawą drażliwą, obowiązywał niepisany zakaz używania słów „deportacje”, „wywózki” czy „obozy”. Zamiast tego pisano: „wyjazd”, „wysiedlenie” lub „ewakuacja”. Więźniowie łagrów stawali się zaś „robotnikami”. Co ciekawe, w zeszycie ewidencyjnym Jaruzelskiego w sprawie ojca najpierw wpisano słowo „urzędnik”, (co było pomyłką, bo dotyczyło innego okresu). Ale wkrótce tą samą ręką przekreślono urzędnika i wpisano „obóz-robotnik”. Z przyczyn wyłożonych powyżej jest wykluczone, by zapis ten powstał w czasach PRL. To kolejny dowód, że teczkę Jaruzelskiego spreparowano nie wcześniej niż w okolicach przełomu politycznego 1989 roku." - W dokumentach wojskowych wszelkie kary należało wpisywać (polecam mój artykuł z tego portalu o polskich wojskowych aktach personalnych: https://dobroni.pl/n/akta-osobowe-podofic/16887). W związku radzieckim trzeba było nawet podać czy rodzice oficera w czasie wojny byli na terenach okupowanych. Niepodanie tu faktu, że ojciec oficera był w obozie byłby poświadczeniem nieprawdy. Z drugiej strony - we wcześniejszych zeszytach zapewne znalazł się zapis "urzędnik", ponieważ w chwili, gdy Jaruzelski został oficerem taki zawód musiał podać - po pierwsze dlatego, że w tamtym czasie mógł się obawiać nieprzyjemności z racji ojca w obozie, po drugie dlatego, ze młody chłopak był raczej dumny z ojca-urzędnika niż z ojca - zesłańca. Nie wiem ile zeszytów ewidencyjnych przewinęło się przez teczkę przyszłego generała, ale najwyraźniej pierwotny zapis powielony został kilkukrotnie. "Rubryki dotyczące zawodu, losów jej rodziców w czasie wojny, a nawet te, gdzie powinny być ich imiona i daty urodzenia, są puste. Co więcej, obie informacje o żonie bohatera (imię i data urodzenia) są niedokładne. Z teczki zniknął też akt ślubu Jaruzelskich, który według przepisów musiał się tam znajdować. Dlaczego tak starannie zacierano tu ślady? To na razie zagadka." - Trudno mi zgadywać dlaczego informacje na temat żony generała są niepełne i niedokładne (choć co to znaczy: „obie informacje o żonie bohatera (imię i data urodzenia) są niedokładne”? Gontarczyk nie wyjaśnia, czy są tam literówki, zapis nieczytelny czy dane całkowicie błędne), niech więc pozostanie to na razie zagadką. Jesli jednak chodzi o akt ślubu - odpis takowego trafiał (a i to, wbrew przepisom, nie zawsze) do teczki podstawowej. Kopie teczki przechowywano przynajmniej w dowództwie właściwego okręgu i dowództwie jednostki, w której oficer służył, często miały one pewne braki. "Taka operacja była konieczna, aby zatrzeć ślady usuwania z teczki niewygodnych dokumentów. Dowodem w sprawie są tu różne (niektóre niekompletne) paginacje. Z jednej strony widać w nich braki, z drugiej można wskazać dokumenty, które zostały dołożone do teczki z innych akt archiwalnych." - Ponieważ nie jest to teczka z CAW, balagan w numerach stron jest czymś naturalnym w przypadku teczki "aktywnej", która do ostatniego dnia służby mogła być uzupełniana. W przytoczonym przeze mnie już przykładzie teczki PZPR W. również numeracja stron jest niezgodna. Z własnego doświadczenia z praktyk w Archiwum Państwowym mogę powiedzieć, że większość akt dawnego KW PZPR (nie tylko osobowych) była paginowana po raz pierwszy dopiero przez nas, praktykantów na początku XXIw., na chwilę przed tym, jak miały być one przekazane do czytelni według zamówienia. Ta teczka raczej nie spędziła ani dnia w archiwum, gdzie mogła być udostepniana. "Innym dowodem chaosu przy „rekonstrukcji” teczki jest sprawa listu Jaruzelskiego do szefa MON gen. Mariana Spychalskiego z prośbą o odstąpienie od pomysłu mianowania go szefem Głównego Zarządu Politycznego WP (24 maja 1960 roku). Dokument zapewne trafił wówczas do teczki nadawcy, ale najprawdopodobniej omyłkowo usunięto go w czasie przerabiania teczki około 1989 roku." Ciekawe na jakiej podstawie autor wysnuł ten wniosek? "Ponieważ treść listu była korzystna dla działań wizerunkowych autora, „odnalazł się” on w 2000 roku. Został opublikowany w „Polsce Zbrojnej”, jako odnaleziony w dawnym biurku min. Spychalskiego. Ta bałamutna historia miała „zalegalizować” dokument w przestrzeni publicznej. Wszak teczka Jaruzelskiego była już zamknięta i list (jak choćby cztery dokumenty z lat 1946–1950) nie mógł już do niej wrócić." Dziwi mnie, że pan Gontarczyk nie wie, że listy tego typu (prośby o przeniesienie, przejście w stan spoczynku itp.) zawsze powstawały w kilku kopiach. Dokument więc mógł odnaleźć się w biurku marszałka Spychalskiego, a jego kopia mogła (a nawet powinna!) jednocześnie znaleźć się w aktach oficera. "Analiza teczki i znajomość biografii Jaruzelskiego pozwala na wskazanie kolejnych brakujących w niej dokumentów. To m.in. wniosek odznaczeniowy na drugi (pierwszy otrzymał w lipcu 1945 roku) Krzyż Walecznych, który Jaruzelski dostał w grudniu 1946 roku. Należy zakładać, że dokument usunięto, bo bohater otrzymał to odznaczenie za zwalczanie polskiego podziemia niepodległościowego (w języku komunistów: bandytów)." - Nie należy. Dużo wniosków nie trafiało do teczek akt osobowych (pisałem o tym w artykule o radzieckich aktach osobowych), zwłaszcza do teczek "roboczych". Ponadto według tzw. wiedzy powszechnej, przyszły generał drugi Krzyż Walecznych otrzymał 14 stycznia 1946. Za co? nie wiem, ale pan Gontarczyk mógł zadać sobie trud odnalezienia wniosku odznaczeniowego w WBH - podpowiadam, że data i numer rozkazu pozwolą go zlokalizować. "Twierdzi w nich na przykład, że za zasługi wojenne otrzymał Virtuti Militari. Z teczki wynika, że odznaczenie to dostał w dopiero w 1966 roku, kiedy był szefem Sztabu Generalnego. Nadawanie wówczas tak wysokich odznaczeń było rytuałem w kierownictwie wojska PRL i nie dotyczyło zasług frontowych." - To już prawdziwe kuriozum. VM jest odznaczeniem wojennym. Mógł być przyznany tej osobie za zasługi z czasu wojny lub okresu "walk z bandami". Nie znam uzasadnienia nadania tego odznaczenia, ale tak późne nadania miały zwykle trzy przyczyny: 1.Wniosek, który utknął w łańcuchu decyzyjnym i odnalazł się później, lub po prostu nie został wówczas zatwierdzony z róznych przyczyn. Do wniosku wrócono po latach. Nie wiem jak często zdarzały się takie przypadki w WP, ale w ZSRR były nader częste. 2.Ktoś przypomniał sobie zasługi, których wcześniej nie nagrodzono lub po prostu postanowiono docenić całokształt słuzby frontowej. 3.Na wzór radziecki było to odznaczenie wyższych oficerów z okazji jubileuszu zakończenia wojny. Byłoby to "mniej wartościowe" odznaczenie, ale i tak przyznane za zasługi bojowe. Myślę, że pan Gontarczyk nie powinien mieć problemu z dostępem do aktu prawnego, którym order ten nadano, nawet jeżeli wniosek nie jest dostępny. Z jakichś przyczyn jednak wolał tego nie robić. A jeszcze w sprawie: "Kolejnym nietypowym elementem w teczce są odręczne uwagi Jaruzelskiego do jej zawartości, sporządzone i podpisane przez niego 19 kwietnia 1990 roku. Procedura udostępnienia akt ówczesnemu prezydentowi budzi wątpliwości, a zostawienie uwag nie miało precedensu ani podstaw prawnych." – Jak pisałem, jako zwierzchnik sił zbrojnych był generał Jaruzelski swoim własnym przełożonym. Sytuacja kuriozalna i mogaca budzić szereg wątpliwości, ale jak najbardziej mająca podstawy prawne. "Po lekturze teczki Jaruzelski napisał więc w uwagach, że wprawdzie VM za zasługi wojenne nie dostał, ale miał dostać: „Wiosną 1945 roku dowódca 5. pułku poinformował, że wysyła wniosek na odznaczenie mnie Krzyżem Virtuti Militari. W rezultacie zostałem wówczas odznaczony po raz drugi Krzyżem Walecznych”." Brak wniosku na drugi KW nie pozwala stwierdzić czy wniosek ów nie był pierwotnie na VM, nie wiadomo także kiedy wniosek ów był złożony. Zakładam jednak, że p. Gontarczyk, jako rzetelny historyk, od chwili napisania artykułu miał czas zapoznać się z treścia wniosku i zapewne podzieli się z szerszą publiką jego treścia. "Innym problemem obszernie poruszonym w uwagach były rany i kontuzje, jakie późniejszy generał miał trzykrotnie odnieść w czasie wojny. Wszystkie dokumenty w teczce podają tę samą informację: Jaruzelski nigdy ranny nie był. W uwagach jest więc wyjaśnienie, że trzykrotnie ranny był, tylko nikt tego nie odnotował w aktach. Co innego jednak Jaruzelski podawał tuż po wojnie. We wspomnianej już ankiecie z 1948 roku na pytanie, czy był ranny lub kontuzjowany, własnoręcznie napisał: „nie był”." - ta sprawa wymagałaby wyjaśnień, informacji o ranach często faktycznie nie odnotowywano, ale jeżeli w teczce głównej (ani innych aktach z CAW) nie ma wypisów ze szpitala, zaświadczeń o zranieniu ani informacji o pobycie w szpitalu, należy założyc, że ranny nie był. Jeśli jednak miały to być trzy kontuzje, nie rany, to brak informacji o nich w aktach nie jest niczym niezwykłym, nie byłoby też potwierdzeń tych faktów w postaci zaświadczeń lekarskich. Całe dwa akapity zaczynające się od "Ciekawsza niż treść owych..." oparte są na podstawowych, błędnych założeniach, które przyjął autor. To, dlaczego są błedne, wyjaśniłem już wcześniej. "Kolejna przeróbka dotyczy czasu pobytu Wojciecha Jaruzelskiego na froncie. Przed przerabianiem dokumentu przez generała wyciąg z akt osobowych podawał prawdę: od Puław w końcu lipca 1944 roku do pierwszych dni maja 1945 – czyli dziewięć miesięcy na wojnie. Jaruzelski przerobił tekst na następujący: „Przeszedł cały szlak Lud[owego] WP od Oki do Łaby”. Użycie terminu „cały szlak” i zamiana Puław na Okę są znaczące, bo taką drogę przeszli żołnierze 1. Dywizji Piechoty (a nie 2. DP, w której służył Jaruzelski), którzy zaczynali od niego prawie rok wcześniej – w październiku 1943 roku pod Lenino. Przerabiając więc oryginalny tekst, bohater wydłużył sobie szlak bojowy z dziewięciu do dziewiętnastu miesięcy." - I znów nie wiem - niewiedza, czy celowe przeinaczanie faktów? Nie tylko 1DP przeszła "cały szlak od Oki do Łaby". 1DP przeszła szlak od Oki, przez Lenino (które z Oką ma niewiele wspólnego, o tym historyk powinien wiedzieć!) do Berlina. Jaruzelski swoją przygodę z WP zaczął od obozu w Sielcach nad Oką, a zakończył nad Łabą - jego pułk dotarł nad rzekę 3 maja. Natomiast całą służbę czynną w jednostkach WP liczono jako służbę frontową. Okres od Puław - to udział w boju. Rubryki te często mylono w w różnych dokumentach, co najczęściej spowodowane było tym, że pierwotne, ściśle parte na radzieckich wojennych, formularze zamieniono później na nowsze, uwzględniające nieco inne warunki. Przepisując „na głupa”, rubryki często mulono. Tu najwyraźniej pomylono pierwotnie na którymś etapie rubryki "od kiedy w wojsku polskim" i "udział w bojach", zresztą nawet radzieccy oficerowie mieli z tym problem, często w "udział w bojach" wpisywano całą służbę. Co ważniejsze, dokument, o którego przerabianiu pisze Gontarczyk faktycznie nosi ślady zmian naniesionych przez kogoś. Nie potrafię ocenić, kogo, bo tekstu jest za mało. Jedna możliwość jest taka, ze dane zostały zastąpione zgodnymi z prawdą danymi przez osobę weryfikującą, a druga tak, że jak większość dokumentów „biograficznych”, dokument dano oficerowi do potwierdzenia danych. Jeżeli tak, widnieje pod nim zapewne podpis, tłumaczyło by to też czemu autor jest tak pewny autorstwa tych zmian. "Stan teczki Jaruzelskiego świadczy o tym, że usunięto z niej liczne dokumenty." - nawet jeżeli założymy, że tak było, autor przez cały artykuł nie podał ani jednego dowodu na takie działanie (uwagę o zaburzonej paginacji trudno uznać za jakikolwiek dowód). Mimo to podaje swoją opinię jako udowodniony fakt. Niezbyt to godne historyka. Dalej czytamy: "Działania te były chaotyczne i niekonsekwentne. Stąd liczne sprzeczności i informacje, które usunięto w jednym miejscu, a w innym jednak przeoczono. Niektóre akta wyjmowano, by potem wsadzić je z powrotem. Kuriozalna jest wspomniana tu historia listu Jaruzelskiego do gen. Spychalskiego z 24 maja 1960 roku." – Jak to się ma do tego, że krytyczny wobec generała Kukliński określił go jako skrupulatnego, inteligentnego i lubiącego planować naprzód? Czy taki człowiek, mając takie możliwości, jakie generał miał w czasie swojej prezydentury, odwaliłby taką fuszerkę? (2018-03-02 18:19)
al-Muellal-Muell
+1
Co zaś sie tyczy książki Kowalskiego... litości. JAk to dzieło zostało zrecenzowane przez historyków można sobie sprawdzić. Jako Wrocławianin polecam recenzję profesora Wrzesińskiego. A to: "Podobnież podczas kariery frontowej liczne relacje o akcjach porucznika Jaruzelskiego nie znalazły potwierdzenia w dokumentach - po prostu nie miały one nigdy miejsca."? Jedno z tego typu twierdzeń na których poparcie źródeł brak. Nie oceniam, czy uzasadnienia wnioskó były "podkolorowane" czy nie, ale sama ich obecność przeczy temu twierdzeniu. (2018-03-02 18:24)
Stary KojotStary Kojot
0
Smacznie sie czyta takie opracowania. Brawo Kolego al-Muell!!! I to n naszym portalu a nie na jakimś pedalskim fejsbuku... (2018-03-02 18:42)
kilerkiler
0
Ciekawe jest to co piszesz. Szkoda, że dr Gontarczyk nie może odnieść się do Twoich stwierdzeń. Tak czy siak tak jak pisałem wcześniej - przedstawiłem argumenty drugiej strony i każdy sam może wyciągnąć wnioski. (2018-03-04 09:00)
Darth SimbaDarth Simba
0
Bardzo przydatna lektura. Jak z tego widać, życie swoje, historia swoje, a IPN swoje... (2018-03-06 08:54)

skomentuj ten artykuł