Tajemnica zapomnianej rocznicy w 1944 roku

/ 4 komentarzy

     

Konkurenci POPiSowo pasożytniczego autoryzowania historii zlekceważyli rocznicę rozpoczęcia kilkudniowej działalności Delegatury Rządu RP w Lublinie.
Historia bez weteranów nieprzydatna do pasożytniczego autoryzowania w POPiSowej konkurencji
23 lipca 1944r. Delegat Rządu RP Władysław Cholewa jeszcze w czasie walk w Lublinie wydal Odezwę podporządkowującą kierowanej przez siebie Delegaturze wszelkie instytucje i organizacje w zakresie działalności prawowitej władzy państwowej. Stwierdzając kompetencje AK w zakresie spraw militarnych rozpoczął działalność Delegatury w budynku przy ul Krakowskie Przedmieście Nr 43 (obecnie Sąd Rejonowy) zajętym przez zorganizowany w ciągu niewielu dni Państwowy Korpus Bezpieczeństwa (jakby milicja przy Delegacie nie podlegająca dowództwo AK, które w tych dniach było w Qsmolicach poza Lublinem).
Dowództwa Okręgu i Rejon AK ("Inspektoraty") znały wiele aspektów antypolskości polityki ZSRR gdyż np. Lubelski Oddział PCK brał udział w niemieckich ekshumacjach w Katyniu, upolitycznieni zbrodniarze jako dowódcy AL podstępnie mordowali żołnierzy AK i NSZ a radiostacja Okręgu AK mieściła się w domu zakupionym przed wojną od fanatycznego komunisty i masona Jana Hempla, który został zlikwidowany w czystce stalinowskiej przed 1939r (uwieczniony w wierszu Broniewskiego ""Piece Magnitogorska"- wyjechał do ZSRR nielegalnie przed wojną).
Lublin podobnie jak Zamość był kolonizowany przez reichswer i volksdeutschy przybyszy lub miejscowych nazywanych "lubelskimi Niemcami" pod specjalnym protektoratem samego Himmlera i na rok 1944 zapowiadane było ogłoszenie Lublina miastem nie tylko historyczne ale i etnicznie niemieckim, co mogło nastąpić w ciągu jednego miesiąca gdyż po "Akcji Erntefest" ("dożynki"), w kro rej w ciągu jednego dnia w rowach labiryntowych zabito z broni strzeleckiej 43 tysiące żydowskich robotników przymusowych kompleksu gett i obozów pracy Majdanka (zwanego "imperium ekonomicznym SS Odillo Globocnika) zbudowano w obozie na Majdanku krematoria o wydajności ponad 2000 zwłok na dobę.
Dowództwo AK znało także potworną zbrodniczość dowództwa SS i Gestapo pod wodzą Odillo Globocnika, który zbrodniczość i bezwzględność spektakularnie demonstrował nieco sugerując możliwości jakby korupcyjnej ochrony szczególnie Żydom ("Akcja Erntefest" nastąpiła po jego odwołaniu z Dystryktu i długiej propagandzie informacji, że w Dystrykcie już nie ma żadnego Żyda)
Po przełamaniu frontu na Dnieprze rozbite wojski niemieckie na kierunku berlińskim decydującym o czasie trwania wojny nie stanowiły już siły zdolnej do oporu a nawet zapewnienia swego wycofania na "upatrzone pozycje", których rozkazy Hitlera właściwie zabraniały budować.
Dowództwo SS i Gestapo Obocznika oraz lubelska administracja GG Hansa Fanka nie rozumiały przyczyny zatrzymania frontu sowieckiego przed Bugiem i w marcu 1944r rozpoczęły gorączkową swoja ewakuacja- dowództwa SS do Radomia a administracji Dystryktu Lubelskiego do Częstochowy skąd rządziły swymi lubelskimi podwładnymi do 23 lipca roku 1944.
Sytuacja taka nadal niezrozumiała dla historyków i polityków (a nami rządzą głównie wstydliwi historycy i inwersyjni prawnicy) była też raczej niezrozumiała dla dowództwa AK, które już w 1943r znalazło, się przypadkowo w posiadaniu "Zarządzenia Obrony Nr 1427" ukradzionego niemieckiemu szoferowi przez członka AK.
Zarządzenie to było właściwie sensacyjnym scenariuszem przekazywania Lublina wojskom sowieckim a jego prawdziwości dowodziły dokładne dane o rozmieszczeniu i uzbrojeniu posterunków okupacyjnych policji w Lublinie. Grupa hitlerowców "trzymających władze" w dystrykcie lubelskim GG nakazywała wysadzenie 22 obiektów między inn. Elektrowni, gazowni, dworca, cukrowni, mostków na rzeczkach i ŚRÓDMIEŚCIE ORAZ SZPITAL BOBOLANUM (wówczas niemiecki szpital wojskowy) a także spalenie obozu na Majdanku.
Pomimo przeniesienia a właściwie ucieczki wyższego dowództwa niemieckiego do Radomia i Częstochowy Gestapo, SS i inne policje oraz administracja okupacyjna do niemal ostatnich godzin okupacji działały w lublinie sprawnie a liczba więźniów Na Zamku powiększała się mimo rozpoczęcia 19 lipca akcji masowych egzekucji w celu ich zupełnego wymordowania, Na Majdanku ukończono w 1944r budowę krematorium i komór gazowych i spalano głownie sowieckich jeńców oraz zwłoki z rowów "Akcji Erntefest" (Na samym Majdanku ponad 18 tysięcy przysypanych zbyt małą ilością ziemi).
W 1944r smród z komina krematorium istotnie wpływał na atmosferę miasta jak wcześniej ze stosów i rusztów na których spalano zmarłych i zamordowanych w obozie jeszcze koncentracyjnym i pracy dla Żydów.
Dowództwu AK w Lublinie znana była zarówno zbrodniczość jak i rosnące poczucie beznadziejności wśród Niemców gdyż funkcje "Dowódcy Powstania" (oddziałów pomocniczych, słabo uzbrojonych i niepełnosprawnych) w Inspektoracie Okręgu AK pełnił por Marian Zawidzki były oficer pruski odznaczony orderem Gwiazdy Śląska za działalność plebiscytową i były kurator oświaty w Województwie Śląskim, który zorganizował wśród Niemców siatkę wywiadu AK działającą także na terenach Reichu (w 1945r jako były zastępca Szefa Biura Propagandy Inspektoratu AK mimo ujawnienia i oferowania nowej władzy współpracy w zakresie organizacji administracji skazany zaostał na śmierć przez sąd wojskowy Na Zamku gdyż według uzasadnienia wyroku jako człowiek wykształcony powinien wiedzieć, że AK była organizacją zbrodniczą dążącą do obalenia demokratycznego państwa).
Mimo, że Okręg AK w Lublinie formalnie był poza Warszawskim i Wileńskim najliczniejszym i najsilniejszym, to w samym mieście dowództwo AK raczej nie przeceniało siły organizacji gnębionej "wsypami". Zbiorowymi egzekucjami zakładników i przewagą sprawnych i zbrodniczych sil okupacyjnych. Opracowano dwa plany Akcji Burza na wypadek powodzenia masowych dywersji i braku takiego powodzenia a dowodowa AK po próbach nakłonienia miejscowych dowództw niemieckich do zaprzestania zbrodniczych represji i ewentualnego opuszczenia miasta w czasie wkraczania frontu udało się do Osmolic do swych względnie silniejszych i powiększanych oddziałów terenowych ,z którymi w ramach Akcji Burza miało wkraczać do miasta. Oddziały te nie miały ani uzbrojenia ani doświadczenia niezbędnego do walki nawet z uciekającymi znad Bugu kolumnami niemieckimi ani ze specjalną grupą uformowaną już wcześniej pod dowództwem gen. Hialmara Mozera (4300 żolnierzy w tym wielu policjantów, 47 czołgów i samobieżnych armat) formalnie do "obrony Lublina" a realnie do wykonania "zarządzenia obrony nr 1427" a szczególnie niszczeń i "wysadzenia śródmieścia" oraz możliwie zaciekłych walk na terenie obozu Majdanek.
General Melzer wydawał "lubelskim Niemcom" uspokajające komunikaty o "wdarciu się grupki małych czołgów,które zostały wyparte" itp i tak opóźnił ich ewakuację, że kolumny "uchodźców" na szosie do Puław zostały przerwane pod Jastkowem przez sowieckie czołgi, które w ciągu właściwie jednego dnia dojechały znad Bugu i kilka z nich z jadąc z Jastkowa do Lublina masakrowały spóźnialskich. Po kilka czołgów bez piechoty wjechało wieczorem22 lipca od strony Warszawy i Lubartowa do śródmieścia opuszczonego przez główne siły gen Mozera,które zostały rozlokowane na Majdanku i za rzeczką Bystrzycą. Po krótkiej walce z samobieżnymi armatami niemieckimi sowieckie czołgi wyjechały z miasta gdzie walkę z Niemcami broniącymi się w kilku budynkach prowadziły w dniu 23 lipca drużyny ochotników pod dowództwem podchorążych AK organizujących się czasem wprost z ulic. Jeden pluton BCH/AK "Merkurego" (Filipowicza) po zaatakowaniu i zorganizowaniu zasadzki na uciekinierów na szosie warszawskiej przyłączył się do jednego czołgu sowieckiego jadącego z Jastkowa do Lublina i towarzyszył mu w likwidacji Niemców na terenie koszar (prawdopodobnie zaopatrujących saperów przygotowujących wysadzanie śródmieścia w miny i amunicję artyleryjską) a następnie w ataku na broniących się w budynku prawdopodobnie przy ul. Piłsudskiego. Było chyba jedyny przypadek uczestnictwa oddziału zorganizowanego wcześniej w czasie okupacji w walkach o Lublin. W ramach tworzenia mitu braterstwa broni AK i Armii Czerwonej propagowany był jako zdobywanie budynku gimnazjum Unii Lubelskiej przy ul Narutowicza nie tylko przez przybyłe w następnym dniu dowództwo AK ale później w publikacji o charakterze historii PRLowskiej autorstwa brata popularnego aktora Siemiona (w budynku Gimnazjum przy Narutowicza MIEŚCIŁ SIĘ NIEMIECKI SZPITAL WOJSKOWY ZAJĘTY PRZEZ PCHOR AK Mirosława Piaseckiego i jego drużynę (prawdopodobnie nieformalnie /formalnie Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa zorganizowaną w ciągu jednego dnia z przypadkowych ochotników).Również w oddalonym bardziej w kierunku Puław Kurowie miejscowe oddziały AK zdążyły zaatakować wycofujące się oddziały niemieckie i opanować miejscowość przed wkroczeniem sowietów.
Jedynym autorem wspomnień z walk 23/24 lipca w Lublinie był pchor AK Mirosław Piasecki, który jednak nie chciał przyjąć do wiadomości, że w tym dniu mógł walczyć nie pod dowództwem AK (z której prawdopodobnie pochodziła większość dowódców PKB podległego Delegatowi Rządu Cholewie i kpt, Bolesław Kapica-przełożony drużyn ochotników walczących z Niemcami w tym dniu).. Będąc bardzo ciężko ranny dowiedział się, że jego drużyna i okolu 200 żołnierzy biorących odział w walkach zostało zdemobilizowanych z powodu stwierdzenia, że żołnierze sowieccy mordują podchorążych AK. Powiedziano im, że lepiej niech się nie chwalą przynależnością do AK i odziałem w walkach a broń mogą sobie wziąć ale muszą wiedzieć o grożącej im odpowiedzialności. Pchor M. Piasecki sam został nieskutecznie zamordowany serią z pepeszy oddaną przez sowieckiego żołnierza z grupy, która podjechała wyllisem i po podejściu do niego pytając o jakąś ulicę chwycili go za ręce (jedna była wcześniej przestrzelona przez Niemców) i zastrzelili go nieskutecznie po ściągnięciu zegarka, odddali także drugą serię do idącego kilkanaście metrów za nim drugiego podchorążego AK. Prawdopodobnie zdemilitaryzowane zostały drużyny prowadzące walkę z grupkami Niemców w przeświadczeniu , że należą do AK a dalej działały drużyny PKB prowadzące działania , wartownicze i bardziej "milicyjne", które mogły być uważane za mniej drażniące dla sowietów.
O pasożytniczym zdemoralizowaniu i właściwie nikczemności "działaczy kombatanckich" (przeważnie z "leśnej braci"), biurokratów "ochrony pamięci walk i męczeństwa", historyków i polityków oraz dziennikarzy lubelskich zafascynowanych stosowaniem stereotypowych sposobów korzystania z historii i autoryzacji "ochrony pamięci walk i męczeństwa" może świadczyć właściwie ignorowanie graniczące z dyskryminacją wspomnień i osoby por M. Piaseckiego- jedynego pchor AK biorącego udział w walkach 23 lipca 1944r w Lublinie i chociaż z wielu względów dopiero po odejściu na emeryturę ale jedynego opisującego wspomnienia z tych walk (umarł jako por AK gdy wielu weteranów lub beneficjentów poświadczeń o działalności kombatanckiej zgodnie z regułami byłego szefa ZBOWID fałszywego "komendanta czerwonych gdyńskich kosynierów" a przyjaciela Cyrankiewicza awansowało w swych związkach do stopni nawet pułkowników także AK).
Niemieccy saperzy informowali mieszkańców w okolicy PL. Litewskiego, że mają rozkaz wysadzenia budynków lecz nie chcą go wykonywać i proszą by się za nimi wstawić gdy przyjdą Rosjanie. Dokonali jednego wybuchu prawdopodobnie z obawy, że dowództwo, które opuściło śródmieście może być zaniepokojone i przygotowali do wysadzenia podziemia ruin po hotelu Wiktoria, co wykryto dopiero wiele lat później gdy budowano pierwszy w Lublinie "Pedet". Ładunki zakładane w cukrowni i elektrowni przejęli pracownicy należący do AK. Właściwie wszystkie zadania "Akcji Burza" w Lublinie wykonali tego dnia ochotnicy pod dowództwem kpt. Bolesława Kapicy ale głównie pod nieformalnym dowództwem Delegata Rządu RP Cholewy.
Mimo właściwie zupełnego braku obrony lewego brzegu Wisły naczelne dowództwo sowieckie zmusiło gen Bogdanowa do ograniczenia działań i "zdobywania Lublina" względnie ogromnymi silami ponad 400 tysięcy żołnierzy w ponad 40 dywizjach, kilku korpusach i Armii Pancernej w tym 1620 czołgów ponad 1500 samolotów potężna artyleria i zaopatrzenie nie licząc NKWD, wojsk ochrony zaplecza frontu i ochrony pogranicza..
Lublin przez pewien czas był otoczony razem ze zgrupowaniem gen Mozera i wbrew zdaniu i "ostrzeżeniu wywiadu"gen Bogdanow dowodzący wojskami sowieckimi rozkazał przyśpieszyć natarcie na samo miasto, które jego zdaniem nie było bronione . Jakby protestując przeciwko zwolnieniu działań wsiadł do willysa z generałem jednego z podległych mu korpusów i wjechał do śródmieścia, gdzie przed kościołem Wizytek na ul Narutowicza spotkał pchor Piaseckiego (zalanego krwią swego zastępcy, który właśnie na jego rękach zmarł trafiony w tętnicę) i następnie prawdopodobnie na ul Peowiaków został ranny przy zniszczonym czołgu, który miał go ochraniać co opisali jego sztabowcy w gazecie "Sowieckaja Gwardiejskaja (Wojciech Kępa "Na Przedpolu Warszawy". Siemianowice Śląskie 2007).
Gen Mozer zorientowawszy się,m że jest otoczony na czele najlepszego batalionu z czołgami próbował przedrzeć się w stronę Wisły ale sowieci i na jego tyłach byli silniejsi a pozostawieni na Majdanku jego podwładni poddali się szybko . Wcześniej pociąg pancerny mający wzmocnić siły niemieckie na Majdanku został zatrzymany przez kolejarzy na wysokim nasypie między mostem na Bystrzycy i dworcem i zmasakrowany przez sowieckie czołgi strzelające ze stanowisk poniżej zasięgu luf armat pociągu. Gen Mozer może miał szczęście, że dostał się do sowieckiej niewoli gdyż „lubelscy Niemcy” , którym udało się dostać za Wisłę oskarżali go o katastrofalne opóźnianie ewakuacji a nawet udział w zamachu na Hitlera (jednak Himmler nie umieścił go w „kręgu podejrzeń”).
W następnych dniach do Lublina przybyły oddziały AK i Dowództwo Okręgu rozpoczynając zgodnie z planem "Akcji Burza" pełnienie roli gospodarza terenu (według odezwy Del. Cholewy tylko militarnego) a naprzeciw i w pobliżu budynku Delegatury Rządu Londyńskiego zakwaterowały się przybyłe także oddziały AL i inne gotowe do szybkiej rozprawy z Delegaturą a także Komitet PKWN publikujący swoje odezwy i zarządzenia konkurencyjne jak dzisiaj ustawy Sejmu dla wyroków Trybunału Konstytucyjnego i Komisji Weneckiej.
Delegatura działała kilka dni głównie dzięki stanowisku gen Berlinga, który domagał się formalnie prawnego załatwienia sprawy bez eskalowania prowokacji i wykorzystania zbrodniczości AL informacji WP, NKWD i organizowanego UB.
W ciągu tych kilku dni wojskowe i cywilne władze polityczne stalinowsko bermanowskie usiłowały pertraktować z Delegatem Cholewą i wymusić na nim uznanie rządu PKWN lecz Władysław Cholewa, mimo, że znany z poglądów bardziej "lewicowych" i :"ludowych" od Bieruta i innych jego towarzyszy i mimo oczywistej groźby męczeństwa i śmierci nie zgadzał się na żadne ignorowanie Rządu RP Londynie i innych istotnych interesów polskich pod zasłoną z inwersji praw i pojęć.
Gen Berling jako dowódca Armii otrzymał rozkaz rozbudowy obrony na prawym brzegu między Puławami a Dęblinem lecz widząc brak obrony lewego brzegu zasugerował podwładnym dowódcom dywizji rozkaz forsowania Wisły (rozkaz dla Dywizji powinien być pisemny a takiego nie wydał. Wskutek kilkudniowego opóźnienia, braku odpowiedniego wyposażenia i bałaganu próby forsowania zakończyły się niepowodzeniem i stratami rzędu poniesionych w zupełnie dla przebiegu wojny nieistotnej bitwy o Monte Cassino (zmniejszyła prawdopodobieństwo kapitulacji wojsk Hitlera przed komunistyczną partyzantką włoską) ale podobnie jak desperacki protest gen Bogdanowa mogą być interpretowane jako dodatkowy dowód determinacji Stalina do długotrwałego zatrzymania frontu na Wiśle pomimo ogromnej przewagi a tym samym na błędność zarzutów pasożytniczych historiozofów wobec powstania warszawskiego jako sprawczej przyczyny hekatomby ludności i zabudowy Warszawy.
Na tegorocznych uroczystościach rocznicy wybuchu powstania jeden z działaaczy kombatantów powstania warszawskiego, z którymi jakoby uzgodniono apel pamięci z nazwiskami "poległych" w konkurencji z Tuskiem o autoryzacje upamiętniania Katynia (który wcześniej przegrał z Lechem Kaczyńskim konkurencję o lizbońskie społecznikostwo i warszawską ratyfikacje traktatu UE) przepraszał ludność cywilną Warszawy za cierpienia i hekatombę jaka spowodowali powstańcy mimo, że powstanie pod dowództwem AK i uzyskanie przywrócenia praw kombatanckich i konwencji Haskiej oraz Genewskiej dla ludności możliwe jedynie w warunkach jego kapitulacji było jedyną szansą na ocalenie ludności od zagłady w najlepszym wypadku z zimna i głodu i po zdominowaniu przez funkcyjnych i folksdojczów podobnie jak ludność gett i Leningradu. Zajęcie Warszawy jako przyczółku przez front sowiecki nie było możliwe jako wykazujące ogrom przewagi nad Niemcami i powstanie pod dowództwem AL lub desantowców zakończyło by się zupełną zagładą ludności podobnie jak formalny brak powstania.
Sukces powstania był nie tylko moralny chociaż być może w pewnym stopniu bardziej instynktowny niż świadomy i może dla tego powstańcy nadal stanowiący względnie liczną populację ignorowali jego zakłamywanie nawet przez uznane autorytety patriotycznego narcyzmu w rodzaju Karskiego, Bartoszewskiego lub prof. Kłoczowskiego (TW "Historyk" zasłużony w selekcjach elit lubelskich historyków pośrednio sławetnych m. Inn. Zachachmęceniem teczek księży TW i likwidacją mogił i szczątków ofiar Zamku Lubelskiego) a nawet stalinowskiego Mojżesza kandydatów na nowohebrajczykow (palestyńskich dezerterów) gen Andersa, którego faworyta wprowadzono do smoleńsko powstańczego apelu pamięci razem z Lechem Kaczyńskim jako "poległego" w Smoleńsku. Można mieć nadzieję, że weterani Gazety Wyborczej nie wprowadzą do tego apelu Bartoszewskiego, weterani WT z "Akcji Cezary" nie wprowadzą danego nam przez CIA na świętego po długim urlopie od patriotyzmu płk Kuklińskiego a weterani walki z prezesem Rzeplińskim nie wprowadzą Jarosława Kaczyńskiego jeśli Jahwe talmudycznej rasy pokarze go katastrofą za np wątpliwości jego kamaryli w sprawie Jedwabnego lub kompromisowe z "kukizem15"uznanie ludobójstwa banderowskiego.
Powstanie warszawskie według wyznawców pasożytniczej historiozofii wywołane zostało przez politykierów, którzy chcieli się znaleźć w sytuacji Delegata Rządu Władysława Cholewy jaką on osiągnął niemal w kilka dni dzięki swej odwadze i zbiegowi okoliczności względnie niewielkimi stratami.
Może głownie dla tego rocznica 23 lipca jest nieciekawa dla naszych wstydliwych historyków i prawników a nawet obrońców demokracji niestety głównie w otchłani kłamstwa Michnika i Grossa.
.

 


 

2.8
Oceń (5 głosów)

 

 

Tajemnica zapomnianej rocznicy w 1944 roku - opinie i komentarze

modelarzmodelarz
0
Jakiś taki niejasny ten artykuł? (2016-08-08 21:53)
andrzej tymandrzej tym
0
Jedyną chyba wzmianką o uczestnictwie AK w walkach o Lublin w 1944r w okresie PRL była wzmianka w artykule w "Sztandarze Ludu" chyba w latach 50tych, że jeden z piłkarzy w pewnym okresie wspanialej drużyny "Lublinianka" brał udział w tych walkach jako żołnierz AK. Pchor Mirosław Piasecki w swych wspomnieniach też poświęcił mu kika zdań gdyż po zdobyciu "Domu Strażaka" przy il Strażackiej przez jego drużynę uzbrojoną początkowo w jego prywatny pistolet, karabin i granaty gdy zajmujący ten dom niemieccy lotnicy przygotowujący się do wymarszu uciekli po żądaniu poddania się zostawiając względnie duże ilości broni, amunicji i wozy stwierdził, że dwu ochotników upiło się natychmiast po znalezieniu wódki w zdobytych wozach. Po krótkiej aferze z kapitanem Bolesławem Kapicą (który zażądał wezwania Niemców do poddania się przed atakiem) pijany ochotnik a późniejszy piłkarz Lublinianki już w lepiej uzbrojonej drużynie ostrzelanej przez Niemców z za rzeki Bystrzycy raczej na oślep strzelał w ich stronę z posiadanego karabinu nie chowając się za budynki. Walki o Lublin opisane zostały raczej ogólnikowo w książce Ireneusza Cabana "Lublin Lipiec 1944| (Krajowa Agencja Wydawnicza. Lublin 1984) , która podaje także informacje o skargach "lubelskich Niemców" na gen Mozera do Himmlera i innych hitlerowskich notabli (2016-08-15 15:42)
andrzej tymandrzej tym
0
Władysław Cholewa (2016-09-06 21:53)
andrzej tymandrzej tym
0
Odezwa Delegata Rządu RP w Lublinie 23.07.1944r. (2016-09-06 21:56)

skomentuj ten artykuł