Panasówka 1863 - 2013

/ 3 komentarzy / 57 zdjęć


W czasie imprezy w Sudole (5 maja) GRH „9 Rota 1863” otrzymała zaproszenie do udziału w inscenizacji bitwy pod Panasówką (3 września 1863). Jako, że była to jedna z największych bitew Powstania Styczniowego, na dodatek zwycięska, propozycja była wielce kusząca. Inscenizacja miała się odbyć w miejscu bitwy, co jeszcze bardziej rozpalało wyobraźnię. Dodatkowy argument 150 rocznicy Powstania spowodował, że te 600 km (w jedną stronę) jakby się skurczyło. Ciekawostką była informacja, że w inscenizacji chcą wziąć udział węgierscy rekonstruktorzy, by uczcić udział w tej bitwie swojego majora Edwarda Nyáry (ranny zmarł nazajutrz po bitwie) i węgierskich ochotników. Honorowy patronat nad imprezą objął ambasador Węgier dr Ivan Gyurcsik.
Rano 7 września pod Wzgórzem Polak, na którym znajduje tablica upamiętniająca Marcina „Lelewela” Borelowskiego i obelisk na cześć powstańców, rekonstruktorzy rozpoczęli przygotowania do inscenizacji. Najwięcej pracy mieli Węgrzy, którzy musieli oswoić polskie konie. Jeden był szczególnie oporny na język naszych bratanków, co nawet zaowocowało popisem akrobatycznym. W tym samym czasie dowódcy grup omawiali scenariusz z jego autorem Przemysławem Bednarczykiem (reżyserem filmu dokumentalnego „Rok 1863”).
W samo południe rozpoczęto widowisko, które składało się z czterech epizodów.
W pierwszym na powracający mały oddział powstańczy uderza patrol kozacki. Zaskoczeni powstańcy zostają wycięci w pień. Ich ciała zbierają chłopi, a właściwie wiejskie kobiety i odwożą do wsi na autentycznych, konnych wozach z drewnianymi kołami.
W drugim epizodzie na scenę wkracza duży oddział powstańczy pod dowództwem Marcina „Lelewela” Borelowskiego (świetna rola Wojtka Bryknera), w skład którego wchodzi jazda (z Węgrami), strzelcy i kosynierzy. Oddział po paradzie przed widownią wkracza do wsi, a „Borelowski” osobiście całuje dłonie pań we „dworku”. Na biwakujący oddział najeżdżają Kozacy. Pierwsi na atak odpowiadają strzelcy. Polska jazda kontratakuje i wywiązuje się duża konna bitwa. Wtedy zjawia się rosyjska piechota. Formuje tyralierę i systematycznie zbliża się do wsi. Powstańczy konni próbują rozbić jej szyki, ale piechurzy formują „kuczki” (jeże). Do ataku ruszają kosynierzy. Dystans do Rosjan jest zbyt duży i salwa ścina większość z nich. Nieliczni dobiegają do piechurów i wdają się w walkę wręcz. Polska jazda się wycofuje a wróg jest coraz bliżej wsi. Powstańcy ponoszą coraz większe straty i wieś jest już w rękach Rosjan. Ci plądrują dworek i uganiają się za chłopkami. W ich ręce wpada także ranny powstaniec i franciszkanin. Obaj zostają rozstrzelani, a dworek spalony. Wróg pozostawia po sobie zgliszcza i trupy.
Trzeci epizod to powstańcza „msza polowa”, której głównym punktem jest błogosławieństwo z udziałem autentycznego księdza.
W czwartym epizodzie Rosjanie nadciągają całą siła na powstańców. Kozacy znów kąsają, a piechota zostaje wzmocniona przez dwie armaty. Walczący rozciągają siły na całe pole. Bitwa trwa w paru miejscach. Jazda zmaga się z Kozakami, strzelcy atakują piechotę, wykorzystując nachylenie terenu, a kosynierzy zdobywają armaty. Rosjanie są zmuszeni do całkowitego odwrotu. „Lelewel” triumfuje.
Nie wiadomo kiedy minęły 2 godziny inscenizacji. Chciało się dalej „walczyć”, patrony jeszcze były, ale wyczerpane osobiste zapasy wody dawały znać o sobie. Pogoda wybitnie dopisała organizatorom.
Czekała nas jeszcze defilada i prezentacja wszystkich uczestników oraz zasłużony obiad.
Jaka jest ocena tej imprezy ? Ze wszech miar pozytywna. Przemawia za tym wiele czynników: począwszy od idealnego umiejscowienia „bitwy” i dużej liczby rekonstruktorów, poprzez świetną organizację (nocleg i posiłki w Zwierzyńcu komfortowe), po zadbanie o personel pomocniczy z walkie-talkie (oddziały wkraczały na „pole walki” w odpowiednim momencie). Duże brawa dla konnych . Ich popisy czasem zapierały dech, a tak duża ilość galopujących koni zawsze robi wrażenie. Jedno z mocniejszych przeżyć dla piechocińca, to obrona przed atakiem kawalerii poprzez utworzenie „jeża” czy też „karo” (czworoboku).
Reasumując „Panasówkę 1863-2013” uważam za najbardziej udaną, dużą inscenizację powstańczą tego jubileuszowego roku. Wracając mieliśmy telefony od kolegów, którzy nie mogli przyjechać do Panasówki z zapytaniem: „Jak było ?”. Odpowiedź była tylko jedna: „Żałuj, że nie byłeś !!!” :)

P.S. Dziękujemy Wiesławowi Krukowi za wspaniały materiał fotograficzny oraz Mariuszowi Turkowi za użyczenie paru swoich prac :)

 


 

5
Oceń (5 głosów)

 

 

Panasówka 1863 - 2013 - opinie i komentarze

FaZaFaZa
0
Na dworku zimno!! Ale po obejrzeniu fotek robi się cieplej. Blue! Fajne wspomnienia i z tego co pamiętam część Waszej Roty walczyła w ten dzień w Różanie i Mysłowie następnego dnia. Powstanie Styczniowe jeszcze się nie zakończyło, więc do spotkania w polu!. Pozdrawiam! (2013-12-04 00:00)
dabwoj1dabwoj1
0
Dzięki Pawle za dokładny opis inscenizacji. W połączeniu ze zdjęciami daje możliwość wyobrażenia sobie jak wyglądało to w rzeczywistości. Chociaż szarżę jeźdźców powinno się oglądana na własne oczy. Pozdrowienia dla 9-ej Roty 1863. (2013-12-04 00:00)
blue savageblue savage
0
Również pozdrawiamy :) Oj tęskni się za jakąś inscenizacją, a te wspomnienia z Panasówki jeszcze bardziej wzmacniają te tesknoty :) Mariuszu, potwierdzam, że wobec "szerzącego się buntu po całym Królestwie Polskim", 9 Rota podzieliła swoja siły i także brała udział we wspomnianych imprezach :) Pokusiłem się o ocenę imprezy w Panasówce, ale myślę, że miałem do tego prawo - po rozmowach z kolegami i po osobistym udziale w tym roku w 10 (średnich i większych) inscenizacjach. Niektórzy z naszej grupy byli na 15 :) (2013-12-05 00:00)

skomentuj ten artykuł