Ósmy piknik militarny w Wodzisławiu Śląskim

/ 1 komentarzy / 12 zdjęć


Kierowca jechał dość szybko i okoliczne pola ustąpiły wkrótce miejsca pierwszym zabudowaniom miasteczka. W przeciwieństwie do większości miejscowości, które mieli okazję zobaczyć w Polsce, to wyglądało na niemal nietknięte przez działania wojenne. Major Mikitczuk pamiętał z raportów, że akurat w tej okolicy obyło się bez większych walk. Tym trudniej było mu zrozumieć, dlaczego akurat po wyzwoleniu uaktywniła się tutaj lokalna partyzantka. Co innego na jego rodzinnej Ukrainie – tam spora część podziemia postrzegała Niemców – nierzadko z wzajemnością – jako partnerów do walki z władzą radziecką. Tutaj jednak nic nie wskazywało na jakąś szeroką współpracę podziemia z okupantem. Z drugiej strony, chociaż meldunki wskazywały, że w okolicy czają się hordy antyradzieckich partyzantów, to ich działalność była praktycznie niezauważalna. Zresztą – gdzie mieliby się kryć, skoro tu wokoło tylko pola i pastwiska? Niby gdzieś rozrzucili ulotki, gdzieś tam obili chłopów za wypas na „pańskiej” ziemi, czy napadli jakąś grupę propagandową. Obecna sprawa też nie pasowała…

- Kuda tiepier’? – pytanie kierowcy, choć nie do niego adresowane, wybiło go na chwilę z zamyślenia. Samochód stanął przed skrzyżowaniem a sierżant Iwanow dał sygnał do zatrzymania kierowcy dodgea z obstawą i pochylił się nad mapą. Mikitczuk rozejrzał się. Miasto wyglądało spokojnie, nic w zachowaniu miejscowych nie wskazywało na to, że kilka dni temu działo się tu coś niezwykłego. Może po prostu po latach okupacji widok strzelaniny w środku miasta nie robił już na nich żadnego wrażenia?

- Pojechali! Krzyknął w końcu Iwanow, a Mikitczuk wrócił do przerwanych rozmyślań. Ciekawe, czy miejscowe podziemie rzeczywiście posłało by dwóch partyzantów, dobrze zakonspirowanych jako żołnierze Wojska Polskiego do antyradzieckiej akcji zbrojnej, w dodatku przeprowadzonej tak głupio, że ci niemal od razu dali się złapać? Czy też może znowu ktoś narobił bałaganu i teraz trzeba tu sprzątać? Jeśli to znowu jakiś bałwan z miejscowej komendantury się schlał i narozrabiał, to jak tylko zazakończy sprawę tych Polaków, załatwi temu idiocie wakacje na dalekiej północy...

- Kuda idiosz, durak?!

Okrzyk Iwanowa znów przywrócił go do rzeczywistości. Wjechali na jakieś targowisko i właśnie jakiś kaleki żebrak kuśtykał im prosto pod maskę. Samochód zwolnił, a potem zatrzymał się przed kaleką.

- Uchodi z dorogi, sirota kazanskaja! – dołączył się do okrzyków Mikitczuk. Dopiero kiedy żebrak odrzucił kulę, zaczęło do niego docierać, że coś jest nie tak…



Jak co roku, 3 maja w Wodzisławiu Śląskim odbył się piknik historyczno-militarny. Rok-rocznie GRH „Osiemnasty Kołobrzeski” bierze udział w tym wydarzeniu wystawiając dioramy i uczestnicząc w inscenizacjach. W tym roku jednak przypadło nam zadanie szczególne – zorganizowania od początku do końca drugiej inscenizacji.

  

Ponieważ pierwsza inscenizacja pokazywać miała wydarzenia z września 1939r, my zdecydowaliśmy się inscenizację bez udziału strony niemieckiej. O takim wyborze decydował też spodziewany brak ciężkiego sprzętu i pirotechniki. Ograniczenia narzucał także teren inscenizacji – środek rynku miejskiego. Nasz wybór padł zatem na sceny z rzeczywistości powojennej, co pozwoliło nam wystąpić w nietypowych dla nas rolach – partyzantów i pracowników radzieckiego aparatu bezpieczeństwa a także maruderów z szeregów Armii Czerwonej. Mając takie założenia postanowiliśmy postawić na dopracowany scenariusz, który wymaga raczej zaangażowania uczestników niż dużych ilości broni i amunicji.

  

Inscenizacja została luźno oparta na wydarzeniach, które miały miejsce w Lesznie w maju 1947r., gdzie w obronie Polki sprzedanej czerwonoarmistom przez męża za wódkę stanęli polscy kolejarze i  funkcjonariusz MO, ostatecznie wsparci przez żołnierzy WP. W toku potyczki zbrojnej polscy żołnierze pod dowództwem ppor. Jerzego Przerwy zastrzelili szeregowca i dwóch oficerów Armii Czerwonej oraz ranili pięciu czerwonoarmistów, co jednak zakończyło się dla nich sądem wojskowym i drakońskimi karami – w trzech przypadkach także wyrokami śmierci. Ze względu na pewne ograniczenia, zdecydowaliśmy się naszą historię osadzić w lecie roku 1945. W centrum wodzisławskiego rynku, z pomocą Wodzisławskiego Teatru Ulicy powstał powojenny szaberplac, który zapełnił się miejscową ludnością.

  

Na targu toczy się normalne życie – ludzie handlują, wymieniają się wieściami… Wśród cywilów przechadza się też dwóch żołnierzy WP – frontowców cieszących się z pierwszej od bardzo dawna przepustki. Porządku pilnuje milicjant. W pewnym momencie na teren targowiska wkracza trzech radzieckich maruderów – najwyraźniej podpici, szukają zwady, towary ze straganów traktują jak swoje. Zastraszeni ludzie nie reagują. Próba interwencji ze strony milicjanta kończy się niepowodzeniem – jeden przeciwko trzem nie ma szansy by ich powstrzymać. Dopiero, gdy czerwonoarmiści zaczynają „dobierać się” do jednej z kobiet, interweniują żołnierze Wojska Polskiego. Dochodzi do potyczki, w wyniku której śmierć ponosi jeden z maruderów. Jego koledzy odciągają go i wygrażając Polakom wycofują się. Żołnierze wahają się pomiędzy pozostaniem na miejscu, powrotem do jednostki i doradzaną przez milicjanta ucieczką. Zanim jednak podejmą jakąkolwiek decyzję zostają zatrzymani przez oddział radziecki, który przybył, by aresztować „bandytów, którzy napadli radzieckich żołnierzy na przepustce”.

  

Druga część inscenizacji przenosi akcję kilka dni do przodu – Z incydentu zrobiła się wielka afera – aresztowanych żołnierzy oskarżono o to, że jako agenci reakcji podstępnie zinfiltrowali Wojsko Polskie by prowadzić działalność antyradziecką – choć zaczęło się to jako małe oszustwo w raportach, sprawa zaszła już na tyle daleko, że dla zbadania owej „działalności antyradzieckiej” do miasta przyjeżdżają śledczy z NKGB z obstawą złożoną z zebranych na szybko żołnierzy Wojsk Pogranicznych. Oczywiście takiej okazji nie może przepuścić miejscowe podziemie. Na targowisku przed willysa ze śledczymi wychodzi „kaleki weteran”. Nie zważając na okrzyki złości pracowników bezpieki blokuje ich samochód po czym wyciąga pistolet i trzema dubletami zabija śledczych i kierowcę, po czym odrzucając kulę czym prędzej ucieka. W międzyczasie ukryty w tłumie partyzant ostrzeliwuje ciężarówkę z obstawą z pistoletu maszynowego. Zanim zaskoczeni atakiem pogranicznicy reagują, partyzanci zaczynają odwrót ostrzeliwując się gęsto. Ze względu na zamieszanie i panikę, jakie powstają na targu, żołnierze radzieccy nie są w stanie skutecznie prowadzić ostrzału. Po krótkiej potyczce partyzantom udaje się wycofać bez strat.

  

Pomimo dużych obaw, spowodowanych również niepewnością co do ostatecznej ilości uczestników, inscenizację uznać możemy za udaną. Oprócz możliwości sprawdzenia się w roli organizatorów, pozwoliła nam przyjąć role dla nas nietypowe, a także wykorzystać w praktyce teorię wyłożoną uprzednio w artykule https://dobroni.pl/n/niebieskich-czapek/19546  

 

 

W inscenizacji udział wzięły następujące grupy:

GRH „Osiemnasty Kołobrzeski”

Wodzisławski Teatr Ulicy

GRH „Breda”

GRH 1 PSP AK

GRH 34 Pułk Strzelecki Gwardii

Stowarzyszenie Tradycji  NVA


Zdjęcia: Internet.

 


 

5
Oceń (2 głosów)

 

 

Ósmy piknik militarny w Wodzisławiu Śląskim - opinie i komentarze

Stary KojotStary Kojot
0
Fajny i ciekawy temat. Swojego rodzaju "teatralność" inscenizacji jest dużo trudniejsza i wymaga większego dopracowania niż standardowa "strzelanka" typu "wjeżdża zwiad niemiecki na motorach, wycofują się, potem wjeżdża czołg...". Rozpisanie widowiska na sceny, na role na dialogi, to już coś więcej. Brawo!!! (2018-07-07 06:37)

skomentuj ten artykuł