Odwrót na Linię Pilicy... V edycja marszu zimowego

/ 1 komentarzy / 29 zdjęć


W dniach 18-20 stycznia odbyła się już V edycja marszu zimowego pt ' Odwrót na linię Pilicy'.
Jak co roku SRH Batalion Tomaszów organizuje tą imprezę, która jest imprezą niekomercyjną, wyszukaną,i specyficzną. Jest zarówno wydarzeniem historycznym ale także i integracyjnym, i ciekawą inicjatywą prywatną, która może nie jest tak nagłośniona medialnie jak inne imprezy, ale często jest o wiele bardziej wartościowa.
Opowiem Wam jak wyglądało to z mojej obserwacji.
Pierwsza zasada to zero współczesności...
Zamieszkaliśmy w bunkrze technicznym w kompleksie Anlage Mitte w Konewce. Bunkier techniczny był kiedyś hydrofornią która zasilała cały kompleks schronów w wodę. Całkiem wygodne i fajne miejsce do spędzenia nocy... w lesie. Gdyby nie to że złomiarze trochę ukradli, to może i by były drzwi i jedno okno.Nie licząc kilku dziur w ścianach żelbetonowego schronu to schron był w całości. Niestety przez te dziury wchodził mróz, zmieniając temperaturę w schronie z przyzwoitej na co najmniej kontrowersyjna:)
Na zewnątrz piękna okolica,lasy Spalskie, dużo śniegu (do 0,5m), okoliczne fortyfikacje. Teren piękny i malowniczy.
Marsz zaczyna sie w sobotę w byłych zakładach WISTOM w Tomaszowie Mazowieckim. Tam dostaliśmy sie busami na tzw. 'desancie'. Jak zawsze jest to fajna sprawa, taki przejazd. W zakładach, zrujnowanych, ograbionych ze złomu,jest możliwość zrobienia kilku zdjęć. Bo podczas marszu to nie ma za bardzo takich możliwości. Fotograf chcący zrobić zdjęcie a maszerujący w kolumnie 50 ciu chłopa. Przy zrobieniu 2-4 zdjęć zostaje w tyle i potem musi biec żeby nadgonić, a to po przejściu paru kilometrów w trudnym ośniezonym terenie jest już dosyć trudne. Jako że robiłęm zdjęcia to wiem o czym mówię.Ledwo stanąłem na chwilkę żeby choć kilkoma zdjęciami udokumentować marsz zdjeciami, to zaraz musiałem biec żeby zdążyć do oddalającej sie kolumny. Po kilku kilometrach marszu to nawet aparatu nie chciało mi sie wyciągać, to po prostu bolało, a po 10 km to patrzyłem czy nogi mi jeszcze idą czy już może ich nie mam. Niestety dupa przyrosła do fotela i siedzenia samochodu, i kondycji nie ma. Droga do przejścia to ok 13 km,ale w trudnym terenie ,brnąc przez lasy, torowisko w głębokim śniegu to wydaje sie jakby to było z pięćdziesiąt. Te tory to było przekleństwo, nic holery nie było widać czy stąpa sie na szynę podkład, czy też przestrzeń pomiędzy podkładami kolejowymi. Co chwila padali ludziska z jękiem,a przystanki na odpoczynek były coraz częstsze. Co roku mówię sobie nie idę!!! będę pilnował ogniska, i nigdy mi się to nie udaje. Mniej więcej w środku trasy mieliśmy posiłek. Kromka chleba 4 plastry szpeku (słoniny) i pół cebuli. Jeju jakie to pyszne jest. Woda w manierkach zamarzła, najpierw był sorbet lodowy, a potem przestało w ogóle coś lecieć z tej manierki. Było -11 stopni C. Dzieki temu że był śnieg przynajmniej było jaśniej i widać było wiecej w lesie niż w poprzednich edycjach marszu. To kilkanaście kilometrów do przejścia, zajęło nam 4 godziny. Wracaliśmy do naszej miłej kwatery, każdy z nadzieją że wreszcie walnie się na żelbetonowej posadzce i poleży. W schronie przywitała nas zupa z ogniska, szpek, boczek. Temperatura w środku -4. To zasługa piecyka' kozy' ogrzewającego cały schron. Potem rozmowy z kumplami, ognisko,plany na przyszłość.Fajnie było ekstra super star. Poranek: jajecznica z ogniska, herbata z ogniska itd. Warto to przeżyć i zobaczyć.
A zorganizować to wszystko to kawał pracy i zaangażowania, serca i wysiłku.
Zerknijcie na kilka zdjęć mojego autorstwa,

 


 

5
Oceń (10 głosów)

 

 

Odwrót na Linię Pilicy... V edycja marszu zimowego - opinie i komentarze

ForelForel
0
Najlepsza była mina sklepikarki w pseudogiesowym sklepie jak 50 chłopa z bronią-(atrapą w ręku) zaczęło na koniec marszu "zaopatrywać się w prowiant" Ubaw był niezły!Fajnie było.... (2013-02-11 00:00)

skomentuj ten artykuł