Ocalić od zapomnienia- Wachmistrz Franciszek Jaworski cz.2

/ 5 komentarzy / 14 zdjęć


Nastaje prawie dwuroczny okres sowieckiego panowania na Kresach Wschodnich.
Życie Polaków tam zamieszkałych toczyło się między aresztowaniami, represjami wobec polskich rodzin i deportacjami na Syberię lub do Kazachstanu. Franciszek Jaworski i jego rodzina jako nieliczni uniknął złego losu.
Z chwila wkroczenia w 1941 roku kolejnego okupanta,wachmistrz podejmuje działalność konspiracyjną w szeregach Armii Krajowej.Od 1942 roku działa w Obwodzie AK Trembowla,w ramach Okregu AK Tarnopol.Jako starszy wachmistrz (w 1943 roku awansowany do stopnia chorążego) jest komendantem Armii Krajowej w Budzanowie.Kiedy w lecie 1943 roku nastąpiła pierwsza napaść banderowców,chorąży "Waligóra" (bowiem taki pseudonim wybrał sobie na czas konspiracji) organizuje samoobronę i przygotowuje do obrony domy trudne do podpalenia,obsadzając je nocami uzbrojonymi mężczyznami.

Skutecznie działająca polska samoobrona odparła napady nacjonalistycznych "rezunów", które nastąpiły na przełomie stycznia i lutego 1944 roku. Niestety, na dłuższą metę, wobec przygniatającej przewagi napastników, obrona polskiej ludności bardzo przerastała szczupłe siły samoobrony. W związku z tym obronę ograniczono do rejonu zamku, gdzie schroniły się polskie rodziny. Taki stan trwał do momentu nadejścia Sowietów.

Mieszkając w Trembowli na ulicy,która zmieniła nazwę z polskiej na "Armii Czerwonej",rodzina Jaworskich dotrwała do chwili deportacji ludności polskiej z Kresów Wschodnich. Franciszek Jaworski z żoną i synkiem pierwszym transportem kolejowym, w dniu 8 maja 1945 roku, wyjechał ze stacji kolejowej w Trembowli na zachód, do nowej Polski. Po przekroczeniu granicy, po długiej podroży dotarli do Koźla, w którym się osiedlili. Tutaj były starszy wachmistrz kawalerii, chorąży czasów okupacji, podjął pracę jako sprzedawca.

Jednocześnie rozpoczyna działalność konspiracyjną w strukturach siatki konspiracyjnej Okręgu AK- WiN Tarnopol,jako dowódca komórki,organizowanej w powiecie Kożle. Odbierał raporty od informatorów terenowych, a informacje przekazywał na punkt kontaktowy w Bytomiu. Nie na długo...


28 października 1948 roku,na skutek denuncjacji zostaje zatrzymany przez ubeków z III Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kożlu. Z domu zostaje wywieziony nocą,pod pretekstem rozpoznania jakiegoś człowieka. Przez półtora miesiąca żona wachmistrza, Michalina,na próżno próbowała się dowiedzieć o los męża. Przez te długie dni nie wiedziała co się z Nim dzieje, bowiem ubecy zbywali ją kłamstwem, że "...mąż wyszedł i pewnie poszedł z kolegami na piwo."

Tymczasem okazało się, że oprócz Niego, aresztowano na skutek prowokacji i denuncjacji kilku Jego konspiracyjnych kolegów. Przez pół roku aresztantów przetrzymywano w lochach kozielskiej siedziby UB przy ulicy Piastowskiej 19.

Aby wydobyć z nich zeznania,przesłuchujący bili ich i znęcali się psychicznie.Grozili na przykład, zabiciem całych rodzin lub aresztowaniem żon i oddaniem dzieci do domu dziecka. Jedną z ulubionych metod fizycznego znęcania oprawców nad ich ofiarami było między innymi "serwowanie" na kolację przesolonych śledzi i nie podawanie wody do picia. Bliscy obłędu z pragnienia aresztanci zlizywali wilgoć osadzającą się na ścianach celi. Podczas przesłuchań normą było natomiast systematyczne bicie.

Bili tak,aż wszystkie zęby powybijali...

Po zakończeniu śledztwa Franciszek Jaworski został osadzony w więzieniu w Koźlu. Podczas pokazowego dla młodzieży gimnazjalnej i aktywu partyjnego procesu, wyrokiem Wojskowego Sadu rejonowego w Katowicach (wówczas w Stalinogrodzie) zostaje skazany na 10 lat więzienia i utratę praw publicznych na okres 5 lat.

Wyrok odsiedział bez "taryfy ulgowej", od 28 października 1948 do 28 października 1958 roku. Karę odbywał w wiezieniu we Wronkach i Potulicach. Gdy po latach otworzyły się przed Nim wrota więzienia, zamiast energicznego, dumnego, pełnego humoru i wigoru człowieka wyszedł ku rozpaczy rodziny Jego smutny cień. Zobaczyli zniszczonego fizycznie i złamanego psychicznie Męża i Ojca, który dosłownie "bał się własnego cienia". Taki był smutny i tragiczny wynik wieloletniego preparowania przez komunistycznych siepaczy. Maltretowania człowieka, który nie dał się nigdy złamać podczas wieloletniej służby Rzeczypospolitej. Jego stan nie zmienił się do ostatnich dni Swego życia,które zakończyło się w lipcu 1967 roku.


Starszy wachmistrz Franciszek Jaworski spoczywa Snem Wiecznym na Cmentarzu Parafialnym w Koźlu.


 


 

5
Oceń (5 głosów)

 

 

Ocalić od zapomnienia- Wachmistrz Franciszek Jaworski cz.2 - opinie i komentarze

al-Muellal-Muell
0
Bardzo ciekawy materiał, ale mam jedną uwagę: Nazwę Stalinogród nadano Katowicom po śmierci Stalina - w 1953r. Z tekstu zaś wynika, że mowa o roku 1948. (2014-03-31 00:00)
formoza58formoza58
0
Dzięki za info.Napisałem tak,bowiem byłem święcie przekonany,że Katowice były "przechrzczone" znacznie wcześniej.Czyli nazwa funkcjonowała w latach 1953-1958. (2014-03-31 00:00)
alina-chalubowialina-chalubowi
0
Dziekuje Panie Krzysztofie za wspanialy artykul o moim dziadku.Ciesze sie ,ze znalazlam ta strone i Pana bloga.To niesamowite,ze sa ludzie,tacy jak Pan ,ktorzy z pasja opisuja historie,choc nei az tak odlegla.Ciesze sie ze wzgledu na rodzicow ,ktorzy podobnie jak ja sa bardzo dumni z tego Kim byl dziadek i co robil. (2014-04-12 00:00)
formoza58formoza58
0
Dziękuję pięknie,Pani Alino...Serce rośnie a dzięki takim komentarzom,wzmaga się u mnie motywacja do odkrywania losów Takich Ludzi jak choćby Pani Dziadek. Z okazji Świąt Wielkiej Nocy proszę przyjąć najserdeczniejsze życzenia Zdrowia,Szczęścia,Radości oraz Pomyślności. (2014-04-20 00:00)
formoza58formoza58
0
Śmiałek podczas karkołomnego objazdu murami zamku w Trembowli. (2019-06-16 08:22)

skomentuj ten artykuł