Nietypowy projekt rekonstrukcyjny, albo jak zostałem radzieckim oficerem

/ 4 komentarzy / 3 zdjęć


Na początku marca tego roku dostałem dość nietypową prośbę ze strony zastępcy dyrektora zaprzyjaźnionego z naszą grupą Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku w Jaworzynie Śląskiej. Dla celów promocyjnych oraz jako urozmaicenie spotkania grupy instagramerów „Wroclovers” pojawił się pomysł nietypowej prezentacji cześci obiektów Fundacji Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska, w tym Młyna Hilberta w Dzierżoniowie. Jako że muzeum dysponuje egzemplarzem protokołu przekazania młyna władzom polskim przez Północną Grupę Wojsk Armii Radzieckiej, pomysł polegał na odtworzeniu tego wydarzenia. Prośba brzmiała więc: załatw mundury dla strony radzieckiej na 25 marca. 


Na codzień nie zajmuję się odtwarzaniem radzieckich formacji, ale lata kolekcjonowania radzieckich mundurów pozostawiły mi spory zasób „kostiumologiczny”. Potraktowałem więc tę prośbę jako lekkie wyzwanie.
Wspomniany już protokół stanowił dobre źródło podstawowych informacji. Przekazanie młyna miało miejsce 26 lipca 1951r., do tego czasu obiektem zarządzała jednostka wojskowa nr 08617, którą dowodził pułkownik słuzby kwatermistrzowskiej Nacwałow, sam jednak, jak wynikało z dokumentu, przy przekazaniu obecny nie był. Obecnych za to było trzech oficerów z jednostki, którzy złożyli pod protokołem swoje podpisy: podpułkownik służby kwatermistrzowskiej M. I. Kuźmin, kapitan gwardii S. A. Gaszunin i młodszy lejtnant służby kwatermistrzowskiej M. S. Miercałow. Potrzeba było więc odtworzyć sylwetki trzech konkretnych oficerów Armii Radzieckiej z połowy roku 1951.


Pierwszą zatem rzeczą, którą należało było zrobić, było przygotowanie odpowiednich mundurów. W 1951r. w zasadzie poza wojskami lotniczymi i pancernymi obowiązywały mundury wz.43. Tu mieliśmy do czynienia z jednostką gospodarczą, toteż nie trzeba się było przejmować wyjątkami, ale powstawał nowy problem – w służbie kwatermistrzowskiej funkcjonowały węższe pagony niż w jednostkach wypowo bojowych.Gaszunin nie miał w dokumencie zapisanego stopnia kwatermistrzowskiego, więc mógł posiadać normalne, szerokie pagony, w dalszym ciągu jednak potrzebne były dwa mundury zaopatrzona w węższe naramienniki. Fakt, że przekazanie było sprawą oficjalną (ale niekoniecznie uroczystą) wskazywał, że prawidłowe będzie użycie mundurów służbowych. Zasadniczo mundur służbowy oficera w owym czasie składał się z kurtki mundurowej (ros. kitiel) ze stójką wz.43 lub gimnastiorki oficerskiej wz.43 z pagonami w pełnych barwach i z baretkami odznaczeń, granatowych bryczesów z oficerkami oraz czapki okrągłej w pełnych barwach. Analiza zdjęć pokazuje jednak, że częste były odejścia od normy – używanie polowych bryczesów w „kolorze ochronnym”, stosowanie polowych pagonów i czapek oraz noszenie na mundurze odznaczeń zamiast baretek. Dysponowałem akurat trzema kurtkami wz.43, jednak był problem z dopasowaniem rozmiarów do modeli. Miało nas być trzech: pan Arnold Kordasiewicz z Muzeum Miejskiego w Dzierżoniowie w roli podpułkownika Kuźmina, pan Maciej Mądry, zastępca dyrektora Muzeum w Jaworzynie Śląskiej w roli kapitana gwardii Gaszunina i ja jako najmłodszy stopniem młodszy lejtnant Miercałow. Niestety, dopasowane kurtki były tylko dwie – dla „podpułkownika” i „młodszego lejtnanta”. Uznałem zatem, że skoro kapitan będzie występował w gimnastiorce (akurat dysponował własnym radzieckim mundurem młodszego oficera), to i młodszemu lejtnantowi nie wypada świecić wielkimi złotymi guzikami. W efekcie oficer starszy wystąpił w bardziej eleganckim mundurze, a oficerowie młodsi zadowolić się musieli mniej „wyjściowymi” gimnastiorkami. Na podpułkownika udało się dopasować kurtkę starszego oficera służby sprawiedliwości, w związku z czym nie było potrzeby wymiany pagonów (były identyczne jak w służbie kwatermistrzowskiej) oraz granatowe bryczesy oficerskie. Trochę większy problem był z czapką, gdyż oryginalna wojenna czapka z „łopatokształtnym” daszkiem okazała się za mała, udało się jednak dopasować czapkę z końca lat 50. Z daszkiem okrągłym, która zresztą była bardziej prawdopodobna w 1951r., kiedy to daszki „łopatokształtne” widywało się już dość rzadko. Całości dopełnił pas oficerski i pamiętające lata 50. oficerki z lakierowanej skóry (co prawda w służbach tyłowych raczej wydawano jedynie oficerki juchtowe, ale oficer miał prawo sobie zakupić buty za własne pieniadze) Dla siebie dobrałem gimnastiorkę oficerską z lat 50. Z mosiężnymi guzikami, dopasowane kolorystycznie bryczesy i czapkę już wprawdzie z lat 60., ale nieróżniącą sie od stosowanych wówczas. Trochę problemów sprawiło mi znalezienie właściwych pagonów, przypomniałem sobie jednak o kupionych pod kątem innego projektu replikach pagonów młoszego oficera milicji wz.44. Wymiary miały odpowiednie, kolor pola również, uznałem zaś, że na zdjęciach czarno-białych nie bedzie widać, że lamówki i prześwity są granatowe.
Drugim etapem przygotowań był dobór odpowiednich baretek i odznak. Na zrobienie dokładnych badań na temat tych trzech oficerów nie starczyło czasu ani... pieniędzy, cały projekt bowiem przygotowywałem nieodpłatnie. Udało mi się jednak przeprowadzić skrócone badania na bazie wojennego materiału odznaczeniowego, które przyniosły garść informacji o dwóch spośród trzech oficerów.
Pułkownik służby kwatermistrzowskiej Michaił Iwanowicz Kuźmin urodził sie w 1910r. i wstąpił do Armii Czerwonej w roku 1932. W czasie wojny odznaczony był medalem „Za odwagę”. Prawdopodobnie też, podobnie jak jego zwierzchnik, pułkownik Nacwałow, w czasie wojny walczył na kierunku berlińskim, zatem z braku informacji o odznaczeniu innymi medalami kampanijnymi zdecydowałem się dołożyć do zestawu baretek medale „Za zdobycie Berlina” i „Za zwycięstwo nad Niemcami”. Z okresu służby wynikałoby także, że w 1951r. służył w wojsku już 19 lat, zatem powinien dostać odpowiednie odznaczenia za wysługę lat: medal „Za zasługi bojowe” za 10 oraz Order Czerwonej Gwiazdy za 15. Całość uzupełniłem medalem „30 lat Radzieckiej Armii i Marynarki” nadawanym w 1948r., co dało zestaw sześciu baretek.
Kapitan gwardii Siergiej Afanasijewicz Gaszunin urodził się w 1918r., a w Armii Czerwonej służył od 1939r. i odznaczony został dwoma Orderami Czerwonej Gwiazdy oraz medalem „Za zasługi bojowe” (ten ostatni dogonił go z pięcioletnim opóźnieniem, w 1948r.). Brak było informacji o medalach kampanijnych, założyłem więc, ze jako wojenny oficer służby samochodowej mógł żadnego nie dostać. Całość wymagała tylko uzupełnienia baretką medalu „Za zwycięstwo nad Niemcami” i „30 lat Radzieckiej Armii i Marynarki”. Przy standardowym wówczas 1-2 letnim opóźnieniu w nadawaniu odznaczeń za wysługę lat, uznałem, że drugiego medalu „Za zasługi bojowe” mógł w 1951r. jeszcze nie otrzymać. Ponieważ Gaszunin miał stopień gwardyjski już w czasie wojny, całości dopełniła odznaka gwardyjska z lekko obtłuczoną emalią.
Z młodszym lejtnantem Miercałowem sprawa była już o wiele trudniejsza. Młodszy lejtnant to mógł być albo wyjątkowo mało zdolny absolwent szkoły oficerskiej (a takiego by raczej za granicę nie wysłano) albo wojenny szeregowiec lub podoficer, absolwent wojennych lub wczesnopowojennych kursów młodszych lejtnantów. Mając do dyspozycji jedynie dość popularne nazwisko, inicjały i stopień napewno nadany później niż jakiekolwiek odznaczenia bojowe mogłem conajwyżej zgadywać. Postanowiłem więc tę postać stworzyć niejako od zera. Zdecydowałem się na podoficera z „późnych roczników” (1925-27), który miał za sobą służbę w jednostkach tyłowych, w której wykazał się na tyle, że trafił na kursy oficerskie, ale nie na tyle, żeby go obwieszono orderami jak choinkę. Założyłem też, że jak wielu oficerów w PGW przeszedł w czasie wojny przez terytorium Polski w kierunku Niemiec. Taki zmobilizowany pod koniec wojny żołnierz nie miałby za sobą w 1951r. nawet 10 lat służby, mógłby się jednak wykazać na tyle, by najniższe odznaczenie bojowe – medal „Za zasługi bojowe” otrzymać. Dalej naturalne byłyby oczywiście medale „Za zwycięstwo nad Niemcami” i „Za zdobycie Berlina”. Niestety zabrakło mi już baretek medalu „30 lat Radzieckiej Armii i Marynarki”, jednak zdarzało się, że przyznawano je z kilkuletnim opóźnieniem, toteż uznałem – nie bezpodstawnie - że niższy oficer mógł zostać w 1948r. przeoczony. Jako „smaczek” dodałem zegarek kieszonkowy – taka „pamiątka z wojny”.
Jako ciekawostkę na koniec dodam, że szukając pagonów natknąłem sie na dnie pudła na zapomniany... portret Stalina. Cóż, nie da się ukryć, że ten „gadżet” – w 1951 roku wciąż jeszcze obowiązkowy element wystroju wnętrz wszelkich radzieckich instytucji - wzbogacił nieco zdjęcia wewnątrz budynku. 


Zdjęcia za jakiś czas będzie można zobaczyć w materiałach promocyjnych młyna, do którego zwiedzania chciałbym przy okazji gorąco zachęcić – praktycznie całe wyposażenie stanowią maszyny produkcji przedwojennej.


Więcej zdjęć można także zobaczyć na profilu facebookowym Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku w Jaworzynie Śląskiej.


Zdjęcia: Mikolajczyk Photography

 


 

5
Oceń (3 głosów)

 

 

Nietypowy projekt rekonstrukcyjny, albo jak zostałem radzieckim oficerem - opinie i komentarze

kapitan Kootkapitan Koot
0
Klasa! Takie podejście do rekonstrukcji to rozumiem ... (2017-05-30 12:37)
Stary KojotStary Kojot
0
Łooo, faktycznie, rozkminiłeś temat na drobne... Szacunek i uznanie! (2017-05-30 20:38)
canti80canti80
0
...rewelacja, wyrazy uznania już za podejście do tematu... brawo Ty:) (2017-05-31 10:59)
kuba18kuba18
0
GRATULACJE! (2017-06-07 16:04)

skomentuj ten artykuł