Niebieskich czapek czar Czyli fakty i mity o NKWD i nie tylko.

/ 10 komentarzy / 7 zdjęć



Obserwując w ostatnich latach środowisko rekonstrukcyjne, ale również czytając prasę i książki zauważyłem jedną ciekawą rzecz: Osoby, często nawet dobrze wykształcone, zajmujące się okresem wojennym i tuż powojennym zdają się nie wiedzieć jednej bardzo prostej rzeczy – co to było NKWD.
Trudno mi bowiem inaczej wyjaśnić, że na niemal każdej rekonstrukcji związanej z powojennym podziemiem antykomunistycznym musi się pojawić przynajmniej jeden „funkcjonariusz NKWD” – najczęściej w mundurze i z obstawą złożoną z żołnierzy polskich. Trudno też inaczej wyjaśnić fakt, ze duże czasopismo, tłumacząc raport amerykańskiego wywiadu na temat sytuacji w Polsce w pierwszych latach powojennych tłumaczy „MVD Interior Troops” jako „NKWD”, a skądinnąd znani historycy mówią o „działaniach NKWD” w Polsce w roku 1947… Oczywiście czasem można to uznać za skrót myślowy, czasem po prostu niechęć do wprowadzania zamętu w głowach obywateli, których wiedza historyczna jest ogólnie znikoma i ogranicza się do kilku haseł. Sytuacji nie poprawiali też sami pracownicy  „organów” i wojsk bezpieczeństwa, którzy jeszcze w latach 80. potocznie mówili o sobie „czekiści” – i nie ważne czy pracowali w resorcie Spraw Wewnętrznych czy Bezpieczeństwa Państwowego.
Stwierdziwszy powyższe, postanowiłem sprawdzić co na temat tajemniczego NKWD wiedzą osoby – wydawać by się mogło – najbardziej zainteresowane tematem, tj. osoby odtwarzające sylwetki określane potocznie jako „enkawudziści”.  Najprostszym sposobem wydało mi się zebranie wywiadów – w formie bądź to nagranych rozmów przeprowadzonych osobiście, bądź udzielenia pisemnie odpowiedzi na kilka pytań. Choć pytania rozesłałem do dość dużej liczby rekonstruktorów (każdy z nich zgodził się pierwotnie odpowiedzieć), niewielu przesłało mi odpowiedzi. Z kolei specyficzny profil imprez rekonstrukcyjnych, które w tym roku odwiedziłem, sprawił, ze okazji do porozmawiania z rekonstruktorami o właściwym profilu miałem niewiele. W związku z tym, chociaż wyniki „badania” pokrywają się z moimi obserwacjami, trudno uznać je za miarodajne. Pamiętać przy tym także należy o niskiej „profesjonalizacji” tego typu rekonstrukcji – mało kto skupia się na tej jednej formacji. Z uzyskanych odpowiedzi wynika mi, że większość osób, które odtwarzają formacje „okołoenkawudowskie” zajęło się tematem tylko dlatego, że na takie sylwetki było zapotrzebowanie. Niewielu rekonstruktorów przyciągnął „czar niebieskich czapek”. Nie znalazłem też informacji o jakiejkolwiek grupie, która zajmowałaby się wyłącznie odtwarzaniem wojsk/służb podległych NKWD, lub takich, które miałyby NKWD w swojej nazwie.
Jak wskazałem wyżej - istnieje jednak zapotrzebowanie na odtwarzanie sylwetek tego typu – świadczy o tym fakt, że szeroko rozumiani „enkawudziści” – nie zawsze z sensem i rzadko kiedy zgodnie z prawdą historyczną – są obowiązkowym elementem wszystkich inscenizacji związanych z powojennym podziemiem antykomunistycznym a także pojawiają się na inscenizacjach walk na Froncie Wschodnim. Tym artykułem chciałbym chociaż minimalnie poprawić poziom wiedzy historycznej rekonstruktorów i organizatorów inscenizacji. Dlatego też nie będzie to historia typu „od WCzK do FSB” – w artykule skupię się na okresie wojennym i wczesnym okresie powojennym, w związku z tym, oprócz NKWD, w artykule pojawią się takie resorty  jak NKGB, MWD i MGB a także – ze względu na  czasowo wyłączane ze struktur resortów SW i BP UOO/UK „SMIERSZ” – NKO, NKWMF i MO. Zacząć jednak należy od podstaw, a zatem…


Co to właściwie było NKWD?


Najczęstsze odpowiedzi na to pytanie z jakimi można się zetknąć, to „tajna policja”, „specjalne oddziały wojskowe do zwalczania partyzantki”, „policja polityczna” itp. Każda z tych odpowiedzi zawiera w sobie mniejszą lub większą cząstkę prawdy, ale żadnej nie można uznać za prawidłową. Aby odpowiedzieć na pytanie, należy na początek rozszyfrować skrót. NKWD to Narodnyj Komisariat Wnutriennych Dieł, czyli po polsku Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych. Ponieważ określenie „Ludowy Komisariat” (w skrócie „narkomat”) bywa mylące (pamiętam, że swego czasu przy okazji filmu o Tewje Bielskim jakiś krytyk filmowy napisał, że to postać kontrowersyjna, bo przed wojną był komisarzem – pracował w Ludowym Komisariacie Rolnictwa…), wypada wyjaśnić co ono oznacza. Otóż po Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej (lub, jak kto woli: Małym Komunistycznym Buncie Listopadowym) uznano, że trzeba stworzyć rząd całkiem nowy, którego nawet nazewnictwo będzie odróżniać od poprzedniego systemu. W związku z tym za burżuazyjny przeżytek uznano na przykład… Ministerstwo. I w rządzie RSFRR nie było już rady ministrów, a rada Komisarzy Ludowych, z których każdy stał na czele odpowiedniego Komisariatu Ludowego. A zatem możemy w uproszczeniu powiedzieć, że NKWD to miej więcej tyle co MSW. I, jak to zwykle z resortami Spraw Wewnętrznych bywa, podlegały mu różne służby. Takie jak na przykład milicja, urząd stanu cywilnego, straż pożarna, wojska ochrony pogranicznej i wewnętrznej, więzienia (a właściwie obozy i kolonie karne – więzień w ZSRR nigdy nie było dużo…  A co z „tajną policją”? No cóż, ta raz była częścią NKWD, a raz nie. Zaczęło się w 1934r., kiedy to NKWD ZSRR stworzono łącząc NKWD RSFRR i OGPU ZSRR – ta druga instytucja, w prostej linii spadkobierca CzeKa, weszła jako Główny Zarząd Bezpieczeństwa Państwowego (GUGB), jednak w lutym 1941r. instytucję tę powtórnie wydzielono tworząc NKGB (Ludowy Komisariat Bezpieczeństwa Państwowego) tylko po to, by 20 lipca tego roku ponownie scalić je w jeden Narkomat Spraw Wewnętrznych. Do pomysłu osobnego resortu powrócono w kwietniu 1943r. i tak już zostało, choć funkcje tych dwóch resortów często się zmieniały. 
A teraz mały szok dla wszystkich, którzy krzyczą, ze NKWD działało w Polsce jeszcze na przełomie lat 40. I 50.: Otóż NKWD przestało istnieć w 1946r. I nie, nie zmieniło się magicznie w KGB, jak twierdzą niektórzy. Co więcej w tym samym roku przestało też istnieć NKGB… Zanim podniesie się krzyk, spieszę uściślić – istnieć przestały też wszystkie inne narkomaty, bowiem w tym właśnie roku do łask wróciło słowo „ministerstwo”. W miejsce interesujących nas resortów powstały więc MWD i MGB, czyli odpowiednio Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego.
A zatem, wracając do przytoczonych na początku odpowiedzi:
NKWD to tajna policja polityczna – trochę na odwrót. Tajna policja polityczna bywała częścią NKWD, ale w interesującym nas okresie trwało to krótko – od roku 1939 (to data początkowa wojny, a więc w/w okresu, nie istnienia tego stanu) do lutego 1941r. i od lipca 1941r. do kwietnia 1943r. Natomiast NKWD podlegała cały czas „zwykła” siła policyjna – tj. milicja.
NKWD to specjalne oddziały wojskowe do zwalczania partyzantki – również na odwrót, ale tym razem już w dłuższym okresie czasu. Walka z wrogą partyzantką była jednym z zadań Wojsk Wewnętrznych NKWD, które istniały do 1946r. 
Może się po prostu czepiam, ale gdyby uznać powyższe odpowiedzi za prawdziwe, to należałoby uznać także prawdziwość takich twierdzeń:
NKWD to zawodowa straż pożarna.
NKWD to urząd stanu cywilnego.
I tak dalej.  Widać już o co mi chodzi? A zatem – bądźmy precyzyjni i kiedy następnym razem znajdziemy stary akt urodzenia z nagłówkiem „NKWD” to nie krzyczmy o wszechwładzy radzieckiej tajnej policji, tylko pamiętajmy o tym, że podległość rejestru urodeń Resortowi Spraw Wewnętrznych nie jest niczym niezwykłym. 
Zamieszałem? No to teraz przejdźmy do drugiej ważnej sprawy – skoro NKWD to cały resort, to…


Kim byli eksponowani wszędzie „enkawudziści”, czyli „żołnierze w niebieskich czapkach”?


Czapki z granatowym denkiem pojawiły się pierwszy raz jako nakrycia głowy dla organów i wojsk (z wyjątkiem Wojsk Pogranicznych) OGPU pod koniec 1924r., kiedy zorientowano się, że zaproponowany w sierpniu wzór - z otokiem granatowym a denkiem czerwonym – za bardzo przypominał czapki dyżurnego/komendanta stacji w WOSO. W 1934r., po wcieleniu OGPU do NKWD czapki te pozostały obowiązującym nakryciem głowy Wojsk Wewnętrznych i organów GB (czyli de facto używane były w dwóch Zarządach Głównych NKWD – GUGB i GU PiWO). Ponieważ Narkom Spraw Wewnętrznych był jednocześnie głównym dowódcą Wojsk NKWD, najczęściej przysługiwał mu mundur w kolorystyce Wojsk Wewnętrznych.
Aby nie wdawać się zbytnio w zawiłości umundurowania przed 1939r., wspomnę tylko jeszcze o reformie roku 1935, która nadała czapkom wygląd, który praktycznie nie zmienił się do roku 1954. Wróćmy jednak do podstawowego pytania – kto nosił takie czapki. Jak już wspomniano, byli to funkcjonariusze GB (Bezpieczeństwa Państwowego) i żołnierze  Wojsk Wewnętrznych. 
Ci pierwsi to właśnie owa „tajna policja” a także wywiad, kontrwywiad i ochrona osób ważnych (członkowie rządu, kierownictwo partii itp.).  Od wojsk NKWD odróżniały ich charakterystyczne naszywki w postaci czerwonego owalu z wyhaftowanym mieczem, sierpem i młotem, od 1937r. noszone na obu rękawach. 
Druga instytucja to jednostki podległe GU PiWO, należące do Wojsk Wewnętrznych – a zatem żołnierze Wojsk Konwojowych (zajmujących się transportem więźniów, pilnowaniem ich poza miejscem uwięzienia, a przed 1939r. i po 1956r. – pilnowaniem samych więzień), Wojsk Zabezpieczenia Tyłów (niesławne Zagradotriady, czyli oddziały zaporowe), Wojsk Operacyjnych, Wojsk Ochrony Szczególnie Ważnych Obiektów oraz Wojsk Ochrony Linii Kolejowych. Wspomnieć należy także o specjalnych jednostkach przewidzianych do akcji dywersyjnych na tyłach wroga, z których wywodziła się również część radzieckich partyzantów (podległych NKWD, a nie republikańskim Sztabom Partyzanckim). Podlegające temu samemu Zarządowi Głównemu Wojska Pograniczne w tym miejscu interesują nas trochę mniej, gdyż żołnierze PW nosili czapki zielone.
Warto przy okazji także wspomnieć, że, wbrew pokutującym opiniom,  żołnierze WW NKWD czasem brali także normalny udział w walkach – np. w obronie Moskwy czy szturmie Berlina. O technicznych jednostkach Wojsk Wewnętrznych można też trochę dowiedzieć się ze wspomnień oficera tychże, które zamieszczałem swego czasu na tym portalu.
W dużym skrócie – Zarówno funkcjonariusze GB jak i żołnierze Wojsk NKWD nosili praktycznie identyczne mundury. Jedyne różnice to: naszywki funkcjonariuszy GB przed 1943r. oraz Mundury galowe po 1943r. (dla GB – jednorzędowe, dla Wojsk NKWD – dwurzędowe). Takie mundury utrzymywały się zarówno w okresie jedności NKWD jak i w okresach samodzielności NKGB. Również po przekształceniu narkomanów w ministerstwa oba resorty zachowały (z niewielkimi wyjątkami dla jednostek lotniczych i pancernych) mundury niezmienione – w tym także niebieskie czapki - aż do 1954r.
Warto jeszcze wspomnieć, że niebieskie czapki miała także milicja. Te jednak miały otok jasnoniebieski a lamówki czerwone.
Coś już wiemy, przejdźmy zatem do haseł, które najczęściej słychać. Pytanie brzmi...


Czy NKWD to organizacja zbrodnicza?


Jak już napisałem, NKWD podlegał cały szereg instytucji. Wprawdzie ktoś mógłby powiedzieć, że każdą z nich obciąża coś – np. straż pożarna dopuszczała się zbrodni komunistycznych polegającej na ochronie przeciwpożarowej mienia państwa komunistycznego, w tym budynków partyjnych, w urzędach stanu cywilnego dopuszczano się zbrodni komunistycznych polegających na łączeniu w pary komunistów, a do tego gromadzono dane osobowe na potrzeby państwa totalitarnego itd. Jednak póki co prawo międzynarodowe nie uznaje pojęcia zbrodni komunistycznej a nawet gdyby uznawało, jej definicja nie pozwalałaby na takie absurdy.
Zajmijmy się więc tymi instytucjami, w stosunku do których można postawić sensowne zarzuty. Zacznijmy – trochę pro forma – od góry. Przez cały okres wojenny Ludowym Komisarzem Spraw Wewnętrznych był Ławrientij Beria. Na portalu pasjonatów historii, jak sądzę, postaci tej nie trzeba przedstawiać, nie trzeba też dowodzić, że był to człowiek odpowiedzialny za bardzo liczne zbrodnie, a prawdopodobnie również na przestępstwa pospolite (i to głównie za te ostatnie został skazany na śmierć, o ile oczywiście jego proces faktycznie się odbył). Ale w grudniu 1945r. na tym stanowisku zastąpił go Siergiej Krugłow. I tu sprawa już nie jest taka oczywista. Choć Krugłow zaczynał karierę (jako protegowany Berii) w organach Bezpieczeństwa Państwowego, odpowiadał tam głównie za postępowania dyscyplinarne wobec funkcjonariuszy i żołnierzy NKWD, następnie zaś kierował działem kadr. Będąc zastępcą Berii, oprócz spraw kadrowych, jednocześnie był na froncie jako członek rad wojennych frontów, oraz szef zarządu odpowiedzialnego za budowę umocnień. Zarzucać mu można udział w fałszowaniu prawdy o zbrodni katyńskiej, miał też swój udział w radzieckim projekcie broni jądrowej, ale trudno właściwie przypiąć mu coś konkretnego.
Jeśli spojrzymy na represje względem ludności na terenach zajętych przez ZSRR po 17 września 1939r., to niewątpliwie odpowiadają za nie funkcjonariusze GUGB NKWD, żołnierze Wojsk Wewnętrznych NKWD oraz, w ograniczonym stopniu, funkcjonariusze milicji.
Sprawa komplikuje się nieco w przypadku zbrodni katyńskiej – sprawstwo kierownicze tej zbrodni to rzecz dobrze opisana, ale sprawstwo bezpośrednie w dalszym ciągu jest słabo rozpoznane. Teoretycznie jeńcami od początku do końca powinni się „opiekować” żołnierze WW NKWD i oni też powinni byli dokonywać egzekucji. Kłóci się to jednak z przebiegiem egzekucji (strzały z pistoletu w tył głowy) – ten wskazuje raczej, że bezpośrednimi wykonawcami byli tu oficerowie WW, lub, co znacznie bardziej prawdopodobne – funkcjonariusze GUGB NKWD.
Sprawa jest nieco trudniejsza jeśli idzie o represje z lat 1944-1945, bowiem wbrew pokutującym opiniom, NKWD miało niewielki udział w tej działalności (ograniczając się zwykle do transportu aresztowanych i prowadzenia obozów do których aresztowani ostatecznie trafiali). Tymczasem śledztwa, tortury i aresztowania były w tym czasie domeną NKGB. Toteż mówienie o zbrodniach NKWD w Polsce od 1944r. jest mało precyzyjne.
Odpowiadając zatem na pytanie – zdanie „NKWD był instytucją zbrodniczą” nie jest błędne, ale jest nieprecyzyjne. Za zbrodnicze można uznać poszczególne instytucje podległe temu resortowi.
Znacznie bliższe prawdy będzie natomiast twierdzenie „NKGB był instytucją zbrodniczą”, choć trzeba pamiętać, że i w tym resorcie działały całe wydziały, które z wyżej wspomnianymi represjami nie miały nic wspólnego.
Czy zatem osoba, która opowiada, że w 1944 roku torturował ją enkawudzista mówi nieprawdę? Nie. Po prostu została wprowadzona w błąd przez funkcjonujące w powszechnej świadomości skróty myślowe oraz przez to, że w tamtym okresie funkcjonariusze GB i żołnierze Wojsk NKWD nosili praktycznie identyczne mundury. Osoba taka zapewne opowiada o prawdziwych wydarzeniach, ale myli instytucje. I tyle.
A pozostając jeszcze przy temacie zbrodni NKWD i NKGB – swego czasu, po tym jak napisałem, że szeroko rozumiane próby gwałtu na cywilach (w miejscu publicznym)  ze strony oficerów NKWD są całkowicie nieprawdopodobne dostałem odpowiedź: „Przedstawienie NKWD-zistów jako formacji o wysokim morale (…) i samodyscyplinie to kuriozum”. Przyjrzyjmy się więc kwestii
Jak to było z tym poziomem moralnym „enkawudzistów”?
Przy czym od razu zaznaczmy, że chodzi tu o „enkawudzistów” szeroko rozumianych czyli żołnierzy wojsk NKWD i funkcjonariuszy GB.
Zadajmy sobie pytanie, kto szedł do pracy w resortach BP i SW w ZSRR. Dzierżyński jako cechy idealnego czekisty wymieniał „Serce gorące, głowa chłodna i czyste ręce”. Czekista zatem powinien być ideowym i pełnym zapału komunistą, potrafiącym trzeźwo myśleć i do tego uczciwym. Czy tacy ludzie pracowali w tych resortach? Zapewne byli i tacy. Z kolei w potocznym rozumieniu „enkawudzista” to pozbawiony hamulców psychopata o sadystycznych skłonnościach. Czy tacy ludzie pracowali w tych resortach? Zapewne byli i tacy. Oprócz tego było sporo karierowiczów i oportunistów, trochę ludzi uczciwych, sporo zwyrodnialców i całe mnóstwo typów pośrednich – jak wszędzie, choć akurat tutaj trudno było zachować czyste sumienie. Ale cechy osobiste w małym stopniu decydowały o tym, jak „prowadził się” i jak zachowywał się publicznie „enkawudzista”.
Warto zaznaczyć, że do pracy w resortach starano się brać ludzi oddanych sprawie (a więc członków partii lub chociaż komsomołu), o nieposzlakowanej opinii, nie posiadających „obciążeń genetycznych” (tj. mających właściwe pochodzenie) ani biograficznych (tj. nie skazani za przestępstwa pospolite i polityczne) i posiadających przydatne wykształcenie (np. prawnicze). Podobne kryteria starano się stosować wobec szeregowych WW – pochodzili oni z ogólnego poboru wojskowego, ale NKWD miał pierwszeństwo wyboru poborowych.
Musimy też pamiętać, że mówimy tu o jednych z kluczowych resortów w państwie totalitarnym, gdzie kontrola wewnętrzna stała na wysokim poziomie. Po pierwsze, władza musiała dbać, by w resortach siłowych nie zrodził się jakiś bunt. Po drugie, osoby z wiedzą niekoniecznie dla władzy wygodną musiały być godne zaufania i niepodatne na działania obcych wywiadów. Po trzecie całkiem serio obawiano się obcych agentów. I wreszcie po czwarte – najszybszą drogą awansu w strukturach, było „wykazanie się rewolucyjną czujnością”. O ile walka ze szpiegami czy wrogami ludu była dość ryzykowna (nigdy nie było wiadomo czy za chwilę „wróg ludu” nie okaże się jednak „uczciwym komunistą, który padł ofiarą spisku trockistowskiej kliki w organach bezpieczeństwa”, co dla owej kliki skończy się bardzo źle), o tyle niezbyt ryzykowne było donoszenie na kolegów. Jeśli któryś funkcjonariusz miał słabość do kobiet, alkoholu, lub hazardu, albo dopuszczał się przestępstw pospolitych, to zgłoszenie tego władzom zwierzchnim było nie tylko obowiązkiem każdego „enkawudzisty”, ale również prostą drogą do „wykazania się” i awansów. Co więcej, jeżeli oficerowi udowodniono, że wiedział o nagannym zachowaniu kolegi, podwładnego lub zwierzchnika, a nie zgłosił tego wyżej, to oficer ten w najlepszym wypadku dostawał naganę, a w najgorszym zarzuty o współudział w procederze. Dlatego też, o ile taki oficer nie był Berią lub jego najbliższym współpracownikiem, to musiał „prowadzić się moralnie”, a jeśli chciał dopuścić się czynu przestępczego, to musiał to robić bardzo dyskretnie, dbając o to, żeby nikt nigdy się o tym nie dowiedział. Oczywiście, nie oznacza to, ze prowadzący śledztwo funkcjonariusz GB nie wymuszał nieprawdziwych zeznań, nie fabrykował dowodów itp., ale była to już uznana metoda pracy podczas oficjalnego śledztwa, zwykle zresztą śledztwa na zamówienie z góry. Stąd lekki paradoks – funkcjonariusz mógł być sadystycznym bydlakiem, ale jednocześnie musiał się prowadzić nienagannie i poza pracą nie wolno mu było łamać prawa.
Ponadto to Wojska Wewnętrzne odpowiedzialne były za utrzymanie porządku na tyłach frontu, w związku z czym, o ile w Armii Czerwonej zarządzenie o ściganiu gwałtów, morderstw, rabunków itp. przestępstw na ludności cywilnej zostało w większości zignorowane, o tyle żołnierze WW musieli przyjąć to do wiadomości i stosowania, co oznacza, że po pierwsze sami nie mogli sobie na takie wybryki pozwalać, a po drugie musieli ścigać czerwonoarmistów odpowiedzialnych za takie działania. 
Ponadto w Wojskach NKWD poziom wyszkolenia był zdecydowanie wyższy niż w Armii Czerwonej, a to przekładało się również na wyższy poziom dyscypliny w oddziałach.
Podobnie rzecz wygląda z rozstrzeliwaniem jeńców – podczas rekonstrukcji często zdarza się, że robią to właśnie „enkawudziści”. Tymczasem to właśnie oni mieli na to najmniejsze szanse – bo najlepiej wiedzieli, że jeniec oznacza informacje (a później może także siłę roboczą) i to oni dostawali zawsze rozkaz zabezpieczania wszelkich schwytanych żołnierzy wroga. Jeśli kogoś rozstrzeliwali to najczęściej dezerterów.
Skoro już wspomniałem rekonstrukcje, to ostatnio najczęściej „enkawudzistów” możemy oglądać podczas inscenizacji związanych z działalnością powojennej partyzantki. Odpowiedzmy sobie zatem na pytanie:


Jaki był udział Wojsk NKWD i organów NKGB w walce z podziemiem?


Aż do zakończenia wojny główny ciężar walk podziemiem (polskim, ukraińskim i niemieckim) na Ziemiach Polskich spadał na wojska NKWD . Wykorzystywano w tym celu zarówno Wojska Wewnętrzne jak i Wojska Pograniczne, przy czym rola Wojsk NKWD była tutaj głównie ofensywna. Odpowiednie oddziały wojsk NKWD zajmowały się także ochroną linii kolejowych. Oprócz tego to oddziały Wojsk Konwojowych zajmowały się transportem więźniów do ZSRR lub obozów na terenie Polski. 
Ponieważ większość partyzantów była łapana lub aresztowana przez oddziały radzieckie, ich przesłuchiwaniem zajmowali się głównie funkcjonariusze GB. Zdarzało się także, że NKGB przydzielało łączników do rejonowych UBP, zwłaszcza na terenach wzmożonej aktywności partyzantki, jednak większość zatrzymanych przez Urzędy Bezpieczeństwa pozostawała w gestii polskich władz, a obecność funkcjonariuszy GB w placówkach UBP i MO już wtedy była dość rzadka, ale trzeba też pamiętać, że spora część kierownictwa Resortu Bezpieczeństwa oraz wyższej i średniej kadry oficerskiej MBP stanowili oddelegowani oficerowie NKGB i NKWD.
Pomimo że KBW osiągnął pełną gotowość do działań dopiero jesienią 1945r. już od wiosny aktywność Wojsk NKWD w walce z podziemiem była znacząco ograniczana (wiązało się to ze stopniowym wycofywaniem jednostek WP do Polski). Kierownictwo resortu przyjęło założenie, że od teraz to już sprawy polskie. Zgoda w tej kwestii była na tyle powszechna, że aresztowanie przywódców podziemia przez Sierowa całkowicie zaskoczyło polskie władze.
Oczywiście można tu przypomnieć, że największa bitwa podziemia antykomunistycznego po wojnie miała miejsce w Hucie w czerwcu 1945r. i że oddział „Szarego” rozbity został właśnie przez grupę z 98. pułku radzieckich Wojsk Pogranicznych. Tylko trzeba pamiętać, że wbrew przekazowi propagandowemu rajd pograniczników nie był odwetem za zbrodnię w Wierzchowinach (tę uważano za typowo polską sprawę) i nawet po zdobyciu przez „Szarego” samochodu pancernego na grupie pościgowej MO Wojska NKWD nie kiwnęłyby palcem w tej sprawie. Radziecki oddział został wysłany w pogoń za eneszetowcami w odwecie za polowe lotnisko radzieckie, które ci spalili po drodze do Wierzchowin, zabijając całą załogę, niszcząc sprzęt i samoloty. To też tłumaczy, dlaczego w wyniku akcji nie było żadnych jeńców – w normalnych warunkach żołnierze Wojsk NKWD nie przegapiliby szansy na złapanie „języka”.  Przypadek ten dobrze też pokazuje stopień wyszkolenia PW. Dwustuosobowy oddział, według niektórych źródeł mający swoim składzie również sporą grupę weteranów 27 Dywizji AK dał radę zniszczyć lotnisko Armii Czerwonej a także wybić dobrze uzbrojony i wsparty podchorążymi WP oddział MO wysłany w pościg, ale mimo zdobycia działek lotniczych i samochodu pancernego oraz nieznacznej przewagi liczebnej (radziecka grupa liczyła ok. 160 żołnierzy)  nie zdołał nawet zadać pogranicznikom poważniejszych strat – po stronie radzieckiej zginął jeden żołnierz, 4 kolejnych zmarło od ran.
Nieco więcej aktywności wykazywały Wojska NKWD/MWD w Walce z UPA, ale brało się to z faktu, że podziemie ukraińskie ZSRR uznawał także za swój problem, pomimo tego jednak począwszy od drugiej połowy 1945r. działalność przeciwpartyzancka tych wojsk na ziemiach polskich to naprawdę rzadkie przypadki i to wyłącznie w odpowiedzi na działania podziemia przeciw radzieckim instytucjom. I chociaż niebieskie czapki widać było coraz rzadziej, to NKGB/MGB było po wojnie aktywne jeszcze do końca dekady. Również w strukturach MBP a także wywiadu i kontrwywiadu wojskowego pełniła służbę znaczna liczba oficerów delegowanych z ZSRR i to z nimi mogli mieć do czynienia schwytani członkowie oddziałów podziemia.
Czyli w skrócie: do wiosny 1945 roku z podziemiem walczyły głównie oddziały Wojsk NKWD, później ciężar walki przejęły na siebie WP i KBW. Do połowy 1945r. funkcjonariusze NKGB czuli się w Polsce jak u siebie, potem stali się praktycznie niewidoczni.
Warto wspomnieć o jednym jeszcze haśle, które zwykle pojawiało się wypowiedziach dotyczących NKWD.


Co to był SMIERSZ i co miał wspólnego z NKWD?


Spotkałem się ze stwierdzeniem, że była to „akcja radzieckiego wywiadu w czasach stalinowskich mająca na celu likwidację obcych szpiegów”. Nie jestem pewny, ale do powszechnej świadomości określenie „akcja” w stosunku do SMIERSZu ma swoje źródło albo w którymś z filmów o przygodach agenta 007 albo po prostu to nieporozumienie wynikając z nieco mylącej nazwy – „Smiert’ Szpionam”, czyli „śmierć szpiegom”. Wyjaśnijmy zatem co to był ten SMIERSZ i skąd się wziął.
Nie zagłębiając się zbytnio w historię – w 1918 we wszystkich jednostkach wojskowych powołano do życia tzw. Wydziały Specjalne (Osobyje Otdieły), które stanowiły organ kontroli kontrwywiadowczej w wojsku. Praktycznie cały czas, aż do 1943r. podlegały one resortowi Bezpieczeństwa Państwowego lub GUGB w czasie podległości tegoż względem NKWD. Jednak w 1943r. Wydziały Specjalne wydzielono z NKWD (pozostawiając tam jedynie te działające w Wojskach NKWD) i podporządkowano je odpowiednim narkomatom – Obrony (NKO) i Marynarki Wojennej (NK WMF), pozostawiając jednak dotychczasowych pracowników (zmieniając ich stopnie z GB na ogólno wojskowe, tj. major GB stawał się majorem itd.), a co ważniejsze, Wydziały Specjalne przemianowano na Wydziały Kontrwywiadu (OKR) „SMIERSZ”.  Warto nadmienić, że OKR „SMIERSZ” podlegały bezpośrednio odpowiednim komisarzom ludowym, czyli… Stalinowi i admirałowi Kuzniecowowi.
Zatem najprościej – „SMIERSZ” był instytucją wojskową o „bezpieczniackim” rodowodzie zajmującą się działalnością kontrwywiadowczą. Nie był żadną akcją.
Co ciekawe, początkowo nazwa miała brzmieć „SMIERNIESZ” – skrót od „ Smiert’ Niemieckim Szpionam”, Śmierć Szpiegom Niemieckim – ale nazwa ta nie przypadła do gustu Stalinowi, który stwierdził, że nie tylko o niemieckich szpiegów tu chodzi, że w ZSRR panoszą się szpiedzy różnych państw i kazał skrócić nazwę do „SMIERSZ”. Nie da się ukryć, że nazwa „SMIERNIESZ” brzmi nieco komicznie.
Jak więc widzimy, SMIERSZ nie był częścią NKWD, choć jego pracownicy wywodzili się właśnie stamtąd. Oficerowie SMIERSZU mieli nie odróżniać się od pozostałych oficerów jednostki do której byli przydzieleni, toteż „smierszowcy” nie tylko nie nosili specjalnych odznak ale musieli nosić mundury odpowiednie do jednostki – np. pancerne - i nie miało znaczenia, że taki oficer o czołgach nie miał pojęcia. Trzeba jednak powiedzieć, że ponieważ pracownicy OO zwykle byli absolwentami ogólno wojskowych szkół oficerskich, starano się ich przydzielać do jednostek, które miały jakikolwiek związek z ich specjalizacją.
Pozostaje jeszcze jedna sprawa:


Jak wyglądał „ekawudzisa”?


Podczas imprez rekonstrukcyjnych osadzonych w realiach lat 1943-1945 często możemy oglądać oficerów „NKWD”, którzy wyglądają w miarę dobrze. Tzn. noszą czapkę z niebieskim denkiem, często nawet prawidłową gimnastiorkę z naszytymi kieszeniami (repliki są obecnie dość  łatwo dostępne) i równie prawidłowymi pagonami (także możliwe do kupienia w Polsce)... A do tego granatowe bryczesy. Z czerwoną lamówką... No dobra, ostatnio lamówka też ma już często prawidłowy kolor. Czerwoną lamówkę też da się na upartego wytłumaczyć. Nawet te granatowe bryczesy nie były takim rzadkim widokiem na polu bitwy u oficerów radzieckich, nie tylko z GB i wojsk NKWD.  
Powiedzmy zatem, że wygląd oficera Wojsk Wewnętrznych jest sprawą dość powszechnie znaną. Gorzej natomiast z szeregowcami i podoficerami. Jeśli już widać ich na rekonstrukcjach, to zazwyczaj od oficerów odróżniają ich tylko pagony. A to już poważniejszy błąd. 
Przede wszystkim podoficerowie Wojsk Wewnętrznych raczej nie nosili na co dzień granatowych spodni (większość przed majem 1945r. nie dostała mundurów galowych, a tylko z nimi mogli takowe nosić, a nawet jeśli, to na takie odstępstwo od regulaminu raczej sobie nie pozwalano). Po drugie – podoficerom i szeregowcom przysługiwała gimnastiorka bez kieszeni – taka jak w Armii Czerwonej. Oczywiście, widać czasami na zdjęciach szeregowców w bluzach oficerskich NKWD, ale to raczej wyjątek niż reguła. W przeciwieństwie też do Armii Czerwonej, nie natknąłem się na ślad żadnego rozporządzenia w wojskach NKWD, które by regulowało wykorzystywanie gimnastiorek z naszytymi kieszeniami przez niższe szarże. Kolejnym elementem wątpliwym jest kolorowa czapka. Choć znane są zdjęcia, na których całe plutony występują w tym charakterystycznym nakryciu głowy, to jednak w pobliżu frontu częściej noszone były furażerki i hełmy, a zimą uszanki. Spowodowane było to z jednej strony względami maskowania, a z drugiej niechęcią do uszkodzenia tak ważnego elementu umundurowania. Ponadto większość żołnierzy wojsk wewnętrznych powołanych pod koniec wojny, czapek tych zwyczajnie nie dostało. Dlatego też podstawowym elementem odróżniającym żołnierzy WW od Czerwonoarmistów będą pagony. Biorąc pod uwagę jak bardzo pozwala to ograniczyć koszty rekonstrukcji jednostek WW NKWD aż dziw bierze, że widać tylko samotnych oficerów otoczonych czerwonoarmistami.
Inaczej nieco wyglądała sprawa z funkcjonariuszami NKGB. Pamiętać należy przede wszystkim o tym, że w organach Bezpieczeństwa Państwowego w ogóle nie przewidywano szeregowców. Nawet po rozwinieciu korpusu podoficerskiego w 1943r. najniższym stopniem był młodszyj sierżant specialnoj służby, a stopnie podoficerskie były tylko 4 (prócz wspomnianego młodszego sierżanta, sierżant, starszyj sierżant i starszyna specialnoj służby). Podoficerom w organach przypadały głównie funkcje pomocnicze. Śledztwo Prowadził zawsze oficer – a więc co najmniej młodszyj liejtienat gosudarstwiennoj bezopasnosti. Tak czy inaczej, zarówno podoficerowie jak i oficerowie organów nosili mundury jednego typu – oficerskiego. Mundury ich porównać można do mundurów służbowych oficerów Wojsk NKWD – tu zatem zawsze na miejscu są kolorowe czapki, granatowe bryczesy, bluzy z naszytymi kieszeniami (a nawet kurtki służbowe) i pasy z koalicyjką. I ważna uwaga – po 1943r. raczej nadawano funkcjonariuszom organów odznaczenia cywilne – jedynie za wysługę lat nadawano odznaczenia tak jak w Armii Czerwonej. Dlatego też oficer GB z dwoma Orderami Czerwonej Gwiazdy jest raczej mało prawdopodobnym przypadkiem, za to ten sam oficer z Orderem Znaku Honoru jest już bardziej na miejscu. Pamiętać należy, że oficerowie GB nie pojawiali się nigdzie sami – taki oficer był na zbyt ważną personą. Chociaż zależało to od zadania w danym miejscu, zwykle towarzyszyło mu 2-3 pomocników (np. drugi oficer i dwu podoficerów – kierowca i asystent), a nierzadko dostawali do ochrony żołnierzy wojsk NKWD. 
Powyższe opisy pasują również do żołnierzy i funkcjonariuszy MWD i MGB do końca lat 40. Praktycznie dopiero w latach 50. Zaczęły się zmiany w umundurowaniu i wyposażeniu (te ostatnie spowodowane były głównie przezbrajaniem żołnierzy najpierw w SKSy, później zaś w AK-47 i pistolety Makarowa.
Tych kilka uwag o umundurowaniu NKWD i NKGB to oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej, okres przed 1943r. wymagałby szczegółowego opracowania, podobnie jak np. kwestia mundurów galowych. Myślę jednak, że literaturę traktującą o samym umundurowaniu osoby zainteresowane rekonstrukcją tych instytucji znajdą  bez większych problemów.
Ja tymczasem chciałbym poruszyć jeszcze jedną sprawę.


Jak dobrze wykorzystać „enkawudzistów” w rekonstrukcji?


Najbardziej oczywistym  i  widowiskowym zadaniem dla „enkawudzistów” wydaje się ustawienie oddziału zaporowego Wojsk Wewnętrznych z karabinami maszynowymi za liniami nacierającej piechoty, strzelających do próbujących się wycofać czerwonoarmistów. Obrazek taki pięknie uzupełniałby obraz frontalnego szturmu na pozycje niemieckie w czasie walk na terytorium ZSRR. Tyle tylko, że taki obrazek byłby anachronizmem w przypadku rekonstrukcji praktycznie każdej potyczki na Ziemiach Polskich. Tu raczej należałoby dać Wojskom Wewnętrznym zadanie pokazania „co było dalej”. Na przykład: Po zajęciu terenu przez Armię Czerwoną lub Wojsko Polskie, wkraczają podążający za frontem „wewnętrzniacy”. Przejmują od jednostek frontowych jeńców, wyłapują maruderów i ewentualny element podejrzany wśród ludności cywilnej, formują z nich kolumnę marszową i odprowadzają na tyły. Publiczne egzekucje na miejscu nieszczególnie mają sie do prawdy historycznej.
Inna możliwość to zaskoczenie oddziału Wojsk NKWD przez niewykrytą wcześniej grupę wojsk niemieckich bądź operację oczyszczania tyłów z wojsk nieprzyjaciela przez oddziały WW – należy tu jednak pamiętać o dwu kwestiach – po pierwsze, wszelkie oddziały Armii Czerwonej mogą co najwyżej dołączyć później jako odsiecz, po drugie zaś dobrze wyszkolone oddziały wojsk NKWD miałyby raczej małe szanse na przegraną w potyczce z niedobitkami wojsk niemieckich odciętymi od głównych sił. Narzuca to więc pewne ograniczenia scenariuszowe, które nie zawsze muszą organizatorom pasować do przyjętych założeń.
O wiele łatwiej natomiast wykorzystać „enkawudzistów” w scenariuszach związanych z działaniem partyzantki antykomunistycznej w latach 1944-1945. Oddziały WW przysłane celem wykrycia i zniszczenia działających w okolicy oddziałów podziemia lub po prostu spalenia sprzyjającej partyzantom wsi to dobry początek inscenizacji, pozwalający rozwinąć scenariusz w dowolną stronę, włącznie z wysłaniem odsieczy w postaci pobliskich oddziałów Armii Czerwonej lub MO. O akcji od początku wspólnej WW i oddziałów MO/WBW, jak to czasem widać podczas inscenizacji, można jednak zapomnieć.
Można też wreszcie wykorzystać w tym okresie oficerów NKGB i to nawet w sposób, w jaki „enkawudziści” są czasem na takich inscenizacjach wykorzystywani – tzn. na posterunek MO lub do lokalnego UBP przyjeżdża śledczy z organów celem przejęcia więźniów bądź udziału w przesłuchaniu. Tyle tylko, że ów śledczy nie jedzie sam w eskorcie żołnierzy WP, jak to zwykle bywa – Powinien to być oficer w towarzystwie tłumacza (co najmniej młodszy lejtnant GB), protokolanta , kierowcy (podoficerowie SS), a jeżeli ma również wywieźć więźniów, powinien towarzyszyć mu oddział Wojsk Konwojowych NKWD, najlepiej z samochodem ciężarowym. Podstawowy problem jest jednak taki, że sylwetki funkcjonariuszy NKGB powinny być odtworzone naprawdę dobrze, a nie jak ma to zazwyczaj miejsce, na odwal się. Taka grupa byłaby wdzięcznym celem dla zasadzek ze strony podziemia, trzeba jednak scenariusz wymyślić tak, aby wyglądało to prawdopodobnie – akcja musi być przemyślana i przeprowadzona zgodnie z zasadami sztuki. Wymaga to też odpowiedniego terenu -  tego typu akcję można przeprowadzić w terenie miejskim, szczególnie przy ograniczonym miejscu lub na drodze poza miastem, natomiast nieprawdopodobnie wyglądałaby na otwartej przestrzeni, a takie tereny zwykle przeznacza się pod rekonstrukcję. Zawsze jednak można ograniczyć teren poprzez ustawienie atrap ruin/budynków – rozwiązanie takie zapewnia też części widowni, znajdującej się za tymi atrapami spojrzenie na samą inscenizację z pozycji partyzantów, czyniąc widowisko bardziej atrakcyjnym.

Artykuł oczywiście nie wyczerpuje tematu. Powyżej zaoferowałem jedynie garść informacji, które, mam nadzieję, okażą się przydatne zarówno dla osób chcących odtwarzać formacje w niebieskich czapkach, jak i piszących scenariusze.
Jeżeli temat wzbudzi zainteresowanie, za jakiś czas być może rozwinę temat dorzucając w ramach cyklu „Zapomniane sylwetki...” oficera GB.
Jak zawsze, jestem otwarty na wszelkie pytania, sugestie i wytykanie błędów, których to zapewne się nie ustrzegłem.
 

 


 

5
Oceń (6 głosów)

 

 

Niebieskich czapek czar Czyli fakty i mity o NKWD i nie tylko. - opinie i komentarze

Stary KojotStary Kojot
0
No po prostu bomba wiedzy!!! Choć w tych skrótach można się trochę pogubić, co było czym i pod co podlegało. Dobrze, że opisałeś te wszystkie niuanse. Miejmy nadzieje, że ten Kaganek Oświaty pozwoli na podniesienie poziomu inscenizacji. (2017-12-10 21:01)
dabwoj1dabwoj1
0
Super artykuł. Istotnie ogrom wiedzy i wyjaśnienie kto, co i dlaczego. Zawsze warto jest wyprostować "tory wiedzy" by dotrzeć do właściwego a nie pozornego celu. (2017-12-11 22:07)
blue savageblue savage
+1
Bardzo ciekawy, obszerny artykuł z tematyki, którą GRH „Sałdaty” zgłębiają od pewnego czasu w teorii i praktyce. W artykule nie zauważyłem wyraźnego a istotnego podziału na TRZY rodzaje umundurowania oddziałów NKWD czyli polowego, służbowego i galowego. Przy czym dla rekonstrukcji najważniejsze będą polowe i służbowe mundury. I tu w zależności od wydarzeń, które występują w inscenizacji, należy dobrać ten odpowiedni rodzaj. Jeśli „obława” ma się odbywać w warunkach polowych, to szeregowi i podoficerowi wojsk wewnętrznych NKWD nie różnią się od piechoty armii czerwonej. Oprócz identycznych mundurów mają także pagony w kolorze khaki z ciemno czerwonymi wypustkami. Jedynie oficerowi mają niebieskie wypustki na pagonach khaki. Zatem „bieganie po polu” w niebieskich czapkach należy ograniczyć do minimum czyli do przypadków oficerów, którzy czasem niezbyt sztywno mogli się trzymać regulaminu albo bieg zdarzeń na nich to wymusił. Rozumiem, że takie „niebieskie” czapki oficerów mogą być ukłonem w kierunku widzów, nie do końca obeznanych z wiedzą tematyczną. Zgadzam się całkowicie do użycia „niebieskich” czapek (czytaj umundurowania służbowego) w warunkach „miejskich” i konwojowych. Druga sprawa to wydłużenie okresu (cyt. autora) „związanego z działaniem partyzantki antykomunistycznej w latach 1944-1945” na okres 1944-1946. Od połowy 1946 „niebieskie” czapki i oddziały NKWD coraz rzadziej (ale jednak) były zauważalne na terenie Polski w powojennych granicach. Wiązało się to z odgórnymi rozkazami o ich wycofywaniu lub kamuflowaniu się w mundurach polowych. Celem było pokazanie państwom zachodnim, że nowe „polskie” władze samodzielnie rządzą krajem, a wyniki wyborów w 1947 nie były osiągnięte przez „pomoc” militarną NKWD. Inscenizacje bojowe z "niebieskimi" czapkami po 1946 na tym terenie nie powinny mieć miejsca. Co innego z działaniami na terenach zagarniętych przez ZSSR. Inscenizację takowych akcji nie muszą być tak ograniczane mundurowo, jednakże przewagę powinny tu mieć „zielone” czapki. Polecam pracę J.Rutkiewicza i W.N.Kulikowa „Wojska NKWD 1917-1946” oraz „Na białych Polaków obława” G.Motyki. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia w polu. (2017-12-18 18:55)
MakarowMakarow
0
No nareszcie ! Wspaniały artykuł z ogromną ilością informacji i faktów historycznych w tym temacie ! Aż szkoda, że tylko na łamach tego Forum, bo wart przedstawienia szerszemu gronu czytelników. W ogólnym zalewie tendencyjnego i "poprawnego politycznie" bełkotu - perełka ! Pozdrawiam ! (2017-12-19 15:32)
al-Muellal-Muell
0
Dziękuję wszystkim za opinie i uwagi. Faktycznie, jak teraz patrzę na tekst, to straszny tam chaos - i widzę jeden z powodów. Mianowicie używałem zamiennie terminologii polskiej i rosyjskiej, stąd faktycznie ciężko się połapać. NA dniach dodam listę skrótów, które pojawiły się w tekście, będzie łatwiej. Widzę też, że gdzieś podczas kopiowania ucięło mi bibliografię. Co się tyczy kwestii mundurowych - mundurom poświęciłem niewiele miejsca, i to głównie tym po 1943r. Przede wszystkim dlatego, ze tekst planowałem jako krótki, a dokładne omówienie umundurowania w okresie choćby tylko 1939-1945 to temat na conajmniej osobny artykuł. Co się tyczy ram czasowych - udział Wojsk Wewnętrznych (przypominam, że w 1946r. NKWD już nie było :)) w walce z polskim podziemiem był już w połowie 1945r. znikomy, choć zgadzam się, ze inaczej wyglądało to na terenach przejętych przez ZSRR. Innym wyjątkiem będzie tu np. Szczecin (który cywilnie przypadł w końcu Polakom, ale wojskowo podlegał pod dowództwo wojsk okupacyjnych w Niemczech, a nie komendantury), ale losy tego miasta w pierwszych latach powojennych to także temat na osobne opracowanie. Warte wspomnienia jest także to, że, podobnie jak w Organach bezpieczeństwa, tak i w KBW była wówczas pewna liczba oficerów delegowanych z odpowiednich instytucji radzieckich, nie op nich jednak ten artykuł. Pozdrawiam wszystkich i cieszę się, że artykuł - nawet z zastrzeżeniami, się podobał. (2018-01-07 13:10)
blue savageblue savage
0
Wracam jednak do tematu obecności wojsk NKWD na terenie Polski w powojennych granicach w roku 1946. Potwierdzeniem na ich obecność są opisy związane z bitwami pod Gajrowskimi 16 lutego 1946 r. W wydarzeniach brała 70-osobowa grupa pościgowa NKWD z Białegostoku, wsparta samochodem pancernym. Oficjalnie dowodził nią kpt. Makarenko. Także przy akcji uwolnienia więźniów w Radomsku 19 kwietnia 1946 r. znajdujemy informację o żołnierzach NKWD wspierających siły polskich komunistów. W trakcie tych wydarzeń oddział "Klingi" zaskoczył grupę łącznościowców NKWD (oficer i 6 żołnierzy). Oficer NKWD zginął na miejscu. A to są tylko dwa przykłady :) (2018-02-05 21:22)
al-Muellal-Muell
0
Nie neguję obecności Wojsk Wewnętrznych w Polsce (w końcu nawet z Niemiec WW wyprowadzono dopiero w latach 50.) - po prostu były mało aktywne, zwłaszcza w walce z polskim podziemiem antykomunistycznym, chyba że, tak jak w przypadku wspomnianej w tekście bitwy pod Hutą, partyzantka zalazła władzy radzieckiej za skórę (ataki na radzieckie jednostki, współpraca z UPA...) lub gdy wydarzenia na tyle wymykały się spod kontroli, że polskie jednostki sobie nie radziły. Z kolei 19 kwietnia nie mogło być żołnierzy NKWD w Polsce, bo, powtórzę to, nawet w ZSRR nie było już czegoś takiego jak NKWD. I o to głównie mi chodzi. :) Rozumiem oczywiście, ze to skrót myślowy, ale jednak grupy łącznościowców NKWD tam wówczas być nie mogło:). Pytanie natomiast (przyznaję bez bicia: nie znam szczegółów tych wydarzeń), czy ów oddział łączności był tam w celu walki z podziemiem, czy znalazł się tam z innych przyczyn? (2018-02-15 20:02)
al-Muellal-Muell
0
Obiecane z dawna objaśnienie skrótów - bo w artykule dopuściłem do chaosu, pozwalając by skróty rosyjskie mieszały się z polskimi. Wykaz nie jest alfabetyczny, a w/g kolejności wystepowania w tekście: - NKWD - Narodnyj Komisariat Wnutriennych Dieł - Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych - odpowiednik MSW. - WCzK - Wsierossijskaja Czieriezwyczajnaja Komissija po Borbie s Kontrrewoliucijej i Sabotażem - Wszechrosyjska NAdzwyczajna Komisja do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem - pierwszy radziecki organ państwowy do spraw Bezpieczeństwa Publicznego. - FSB - Fiederalnaja Służba Biezopasnosti - Federalna Służba Bezpieczeństwa - od 1995r. instytucja, która przejęławiekszość zadań dawnego KGB. - NKGB - Narodnyj Komissariat Gosudarstwiennoj Biezopasnosti - Ludowy Komisariat Bezpieczeństwa Państwowego - resort funkcjonujący w zSRR w latach 1941 i 1943-1946, sprawujący pieczę m.in.nad wywiadem i kontrwywiadem. - MWD - Ministierstwo Wnutriennych Dieł - Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, od marca 1946r. zastąpiło zlikwidowany NKWD. - MGB - Ministierstwo Gosudarstwiennoj Biezopasnosti - Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego - zastąpiło w marcu 1946r. NKGB - Resorty SW/WD i BP/GB - Resorty Spraw Wewnętrznych i Bezpieczeństwa Państwowego, Skróty SW i WD oznaczają to samo - przy czym pierwszy to skrót polski (Spraw Wewnętrznych), drugi - rosyjski (Wnutriennych Dieł), stosowanew tekście zamiennie z powodu nieogarnięcia tematu przez autora :) Analogicznie rzecz wygląda z BP/GB. UOO - Uprliewnienieje Osobych Otdiełow - Zarząd Wydziałów Specjalnych - Komórka w resortach SW/GB (podległość zmienna w zależności od okresu) odpowiedzialna za kontrwywiad w armii. UK „SMIERSZ” - Uprliewnienije Kontrrazwiedki "Smiersz" - Zarząd Kontrwywiadu "Smiersz" - instytucja wydzielonaz NKGB i podporządkowana resortom odpowiedzialnym za rodzaje Sił Zbrojnych ZSRR zajmująca się działalnością kontrwywiadowczą w tychże. Pracownicy wywodzili się zNKGB. – NKO - Narodnyj Komissariat Oborony - Ludowy Komisriat Obrony - odpowiednik części MON/MSWojsk. do 1946r. - NKWMF - Narodnyj Komissariat Morskogo Fłota - Ludowy Komissariajat MArynarki Wojennej - Resort odpowiedzialny za MArynarkę Wojenną ZSRR - MO - Ministierstwo Oborony - Ministerstwo Obrony - w 1946r. przekształcono w nie NKO. Jeśli coś pominąłem, proszę o informację. (2018-02-15 20:29)
zylkoszylkos
0
Kamil tekst artykułu można edytować i wpisać pod spodem objaśnienia,itp.Można też pogrubić lub pochylić czcionkę tekstu.Pozdrawiam (2018-02-15 21:43)
blue savageblue savage
0
Al-Muell, masz rację, że od marca 1946 nazewnictwo uległo zmianie i w różnych pracach autorzy nie są zbyt dokładni (tu np. cytowana akcja uwolnienia więźniów w Radomsku 19 kwietnia 1946 r.), więc powinno zwracać się na to uwagę. Mimo zmiany nazwy z NKWD na MWD i NKGB na MGB, byli to ci sami i tak samo umundurowani żołnierze. Szczególnie mam na myśli "sierowowską" 64. Dyw. Wojsk NKWD (potem MWD), specjalizującej się w walce z polskim podziemiem. W notatce ministra Spraw Wewnętrznych Krugowa do Stalina z dnia 27.07.1946 (czyli już lipiec 1946) czytamy: "... Obecnie na terytorium Polski rozmieszczone są: 64. Dywizja Wojsk Wewnętrznych MWD, licząca 4190 ludzi, która wykorzystywana jest do walki z bandytyzmem i wykonywania rozmaitych zadań operacyjnych; ...". Ta walka z bandytyzmem to zapewne nadal działania przeciw podziemiu. (2018-02-23 18:20)

skomentuj ten artykuł