Miejsca pamięci - Bitwa pod Falenicą wrzesień 1939r.

/ 3 komentarzy / 7 zdjęć


W ubiegłym roku późną jesienią będąc u znajomego, który pasjonuje się starociami (również wojskowymi i jest posiadaczem Gaz-a 69 w malowaniu MO wczesnego PRL-u) otrzymałem od niego gazetkę „Wawerskie wiadomości sąsiedzkie”, w której znajduje się artykuł - życiorys płk dypl. Władysława Kalińskiego „Zubosz”. Powiedział, iż znając moją dociekliwość, zapewne zainteresuje mnie ten artykuł a właściwie dopisek umieszczony na jego zakończenie. I nie pomylił się, gdyż mowa w nim jest o nieścisłych informacjach umieszczonych na pomniku w Falenicy. Tak więc zacząłem poszukiwania informacji.

Życiorys płk dypl. Władysława Kalińskiego przedstawiony został również w internetowym wydaniu „Wiadomości sąsiedzkich”: http://www.wiadomoscisasiedzkie.pl/news/154/n/12592 oraz na blogu Stowarzyszenia Bitwa pod Falenicą 19 IX 1939 r. na Facebooku. Jednak intrygujący dopisek znalazł się tylko w papierowym wydaniu.

Pisząc w skrócie, (cały tekst na zdjęciu) w dopisku autor stwierdza, iż tablica umieszczona na pomniku wprowadza zamęt informacyjny, a treść oparta została na artykule pt. „Falenica jak Monte Cassino”, w którym nie ma ziarna prawdy.

Zacząłem szukać, analizować i zastanawiać się.

Aby upamiętnić wydarzenia z 19 września 1939r. Towarzystwo Miłośników Falenicy wraz z grupą mieszkańców wystąpiło z inicjatywą budowy pomnika. W 1990r. na ul. Walcowniczej (d. Handlowa) ustawiono dwa głazy i umieszczono tablicę, na której widnieje treść ustalona przez Pana Tadeusza Kaczmarczyka, ówczesnego przewodniczącego koła ZBoWiD. Brzmi ona: „Bohaterskim Żołnierzom 13 Dywizji Piechoty Strzelców Kresowych 3 Lubelskiego Dywizjonu Artylerii Konnej w 51 rocznicę bitwy stoczonej w Falenicy w dniu 19 września 1939r. Wrzesień 1990. Tow. Miłośników Falenicy”. Pomnik ustawiony jest na trawniku parkingu DH Fala.

Natomiast artykuł „Falenica jak Monte Cassino” znalazłem w elektronicznej wersji tygodnika Wprost (nie wiem, czy był jeszcze gdzieś opublikowany). Link do tego artykułu: https://www.wprost.pl/172190/Falenica-jak-Monte-Cassino Treść o bitwie pod Falenicą to ledwo 1/4 całości. Sam tytuł też jakoś nie pasuje mi treści, gdyż tu żołnierze polscy bronią się, a tam zwycięsko atakują.

Również krytycznie artykuł został oceniony na portalu Odkrywca. https://forum.odkrywca.pl/topic/709605-falenica-jak-monte-cassino-skandaliczny-artyku%C5%82-d-baliszewskiego-na-temat-1939-r/

Im więcej wiadomości o bitwie pod Falenicą odnajdywałem, tym więcej błędów i niedokładności wypływało w treści.

Myślę więc, by upamiętnić zapomnianą bitwę, przedstawiając prawdziwy jej opis przytaczając artykuł zamieszczony na forum Stowarzyszenia „Bitwa pod Falenicą 19 IX 1939r.” http://www.bitwapodfalenica1939.pl/forum/viewtopic.php?t=13 (tu znajdziecie przypisy i bibliografię):

„Niniejszy artykuł ukazał się w pracy: Na z góry upatrzonych pozycjach, red.: B. Międzybrodzki, M. Gajda, K. Fudalej, M. Przeperski, Warszawa – Zabrze, Inforteditions, 2011, s. 327 – 337, będącej pokłosiem VIII Ogólnopolskiej Konferencji Studentów Historyków Wojskowości zorganizowanej w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego w dniach 19-21 listopada 2010 roku. Poniżej prezentuję nieznacznie zmienioną wersję tekstu:

Paweł Sulich, Bitwa pod Falenicą 19 września 1939 r.

Leżąca w gminie Wawer Falenica to obecnie wysunięta najdalej na południe część prawobrzeżnej Warszawy. Dawniej była miejscowością letniskową, z liczną przed wojną ludnością żydowską (1). 19 września 1939 roku w północno – wschodniej części Falenicy, na pograniczu Miedzeszyna, swój ostatni bój stoczyły resztki 13 Dywizji Piechoty Strzelców Kresowych pułkownika dyplomowanego Władysława Zubosz – Kalińskiego wsparte m. in. działami 3 Lubelskiego Dywizjonu Artylerii Konnej z Wileńskiej Brygady Kawalerii.
Między 5 a 7 września 1939 r. w bitwach pod Piotrkowem i Tomaszowem Mazowieckim niemiecki XVI Korpus Armijny rozbił Północne Zgrupowanie Armii „Prusy” (2). Tym samym polski front został ostatecznie rozerwany, a niemieckie dywizje pancerne ruszyły na północny – wschód: 4 Dywizja Pancerna na Warszawę, a 1 Dywizja Pancerna w kierunku Góry Kalwarii. Polskie jednostki spływały zdezorganizowane na wschód, ku przeprawom na Wiśle. 13 DP 10 września osiągnęła rejon Magnuszewa. Most w pobliskich Maciejowicach był spalony, płk Kaliński nakazał więc zniszczyć ciężki sprzęt i tabory oraz przeprawiać się na zaimprowizowanych środkach (3). Dowódca nie orientował się w ogólnej sytuacji, nie dotarł do niego rozkaz generała Stefana Dęba – Biernackiego ściągający jednostki Armii „Prusy” w rejon Chełma, postanowił więc – zgodnie z przechwyconym rozkazem Naczelnego Wodza – bronić linii Wisły (4). Po przeprawie wielu żołnierzy na podstawie fałszywej pogłoski odeszło jednak na południowy – wschód (5). Nad Wisłą w rejonie Samogoszczy pozostało ich mniej niż 2000. Nawiązano kontakt ze stojącym dalej w górę rzeki Oddziałem Wydzielonym Maciejowice rotmistrza Gwidona Salomona (równowartość mniej więcej batalionu piechoty oraz 1 i 3 baterie 3 DAK – u), który płk Kaliński podporządkował sobie 13 września (6). Do 16 września zgrupowanie dozorowało wschodni brzeg Wisły od Maciejowic do Tarnowa, tj. w linii powietrznej 15 km (7).
Tego dnia, po zajęciu przez Niemców Maciejowic – w obliczu zagrożenia okrążeniem od zachodu, południa i wschodu – zdecydowano się ruszyć wzdłuż Wisły na północ, z zamiarem przebicia do obleganej Warszawy (8). Maszerować można było już tylko wąskim kilkukilometrowym pasem terenu między Wisłą, a patrolowaną przez nieprzyjaciela szosą Warszawa – Lublin. Aby skryć się przed lotnictwem rozpoznawczym zgrupowanie przemieszczało się nocami, przeważnie wzdłuż leśnych piaszczystych dróg, bardzo uciążliwych dla żołnierzy. Szwankowało zaopatrzenie w żywność. Dowódca posiadał jedynie mapę w skali 1:300 000, zbyt ogólną w takich warunkach marszu. Kolumny rwały się, pododdziały błądziły, odpadali pojedynczy żołnierze. Stoczono kilka potyczek z Niemcami, prócz tego pojawiły się ich samoloty rozpoznawcze – ruch oddziałów nie uszedł więc uwadze wroga. W porannej mgle 18 września udało się szczęśliwie minąć od wschodu obsadzony przez Niemców Otwock. Po dwóch nocach marszu jednostki zajęły ubezpieczoną pozycję obronną na jeża w rejonie lasów Emów – Mlądz (9). Wojsko stało już niedaleko tyłów niemieckiego I Korpusu Armijnego, który zamykał pierścień okrążenia Warszawy od południowego wschodu. Płk Kaliński zamierzał przeczekać dzień w ukryciu, a nocą ostatnim marszem przez Miedzeszyn – Kuligów – Las dojść do pozycji niemieckich i zaskakującym atakiem przebić się do stolicy. W linii powietrznej do Pragi pozostawało 19 km. Palącą koniecznością stało się nawiązanie łączności z załogą Warszawy, należało bowiem uniknąć ostrzelania przebijających się żołnierzy przez jej obrońców. Płk Kaliński chciał również prosić o atak z wewnątrz miasta na linie niemieckie. Miałby on nastąpić na przykład wzdłuż szosy wawerskiej i odciągnąć wroga od planowanego miejsca przebijania się dywizji wzdłuż szosy nadwiślańskiej (10). Trzech ochotników – każdy na własną rękę, bez jakichkolwiek dokumentów, a jedynie z visem i trzema magazynkami – miało w cywilnych ubraniach przedzierać się do stolicy. Udało się to co najmniej jednemu: kapitan Feliks Jaguczański z 3 DAK – u dotarł szczęśliwie do oddziału II Sztabu Dowództwa Obrony Warszawy (11). Tej nocy do miasta nie dotarła jednak 13 dywizja.
Około godziny 21:30 18 września zgrupowanie ruszyło dalej. Mimo, że całe lato było piękne tego roku, tej właśnie nocy wyjątkowo padał deszcz. Widoczność stała się beznadziejnie słaba, przewodnicy cywilni uciekli, jednostki błądząc kręciły się w kółko wśród działek ogrodzonych drutem kolczastym. Trzynastoletni Stanisław Gurdała – później żołnierz Powstania Warszawskiego o ps. „Roman” – wspomina: zobaczyliśmy polskie wojsko (...) Oni byli nieprawdopodobnie zmęczeni, szli piechotą, oficerowie [jechali] na koniach i na koniach spali. W ogóle rozpacz jak się na nich patrzyło (12). Do rana żołnierze doszli jedynie w rejon Falenicy – Miedzeszyna, czyli w linii powietrznej zaledwie 6 km, ale z nawrotami faktycznie co najmniej 12. W tej sytuacji płk Kaliński postanowił odłożyć przebijanie się do następnej nocy. W każdej chwili mógł już nastąpić niemiecki atak, wojsko znajdowało się bardzo blisko pozycji nieprzyjacielskiej artylerii ostrzeliwującej Warszawę. Część żołnierzy natychmiast zasnęła, niektórzy rozeszli się po okolicznych domach w poszukiwaniu jedzenia: od 16 do 19 września kuchnie polowe wydały tylko raz po pół menażki zupy i po jednej kromce chleba, żywiono się jedynie surowizną z pól (13). W dwóch piekarniach rozpoczęto wypiek chleba, wkrótce jednak przerwany przez nadciągających Niemców (14).
Teren tej części Falenicy był niezbyt gęsto zabudowany domami jednorodzinnymi, piaszczyste fałdy terenowe porastały liczne krzaczki i zagajniki, które ograniczały widoczność, sprzyjając ukryciu pozycji wśród ulic i ogrodzonych siatką działek. Po krótkim odpoczynku pododdziały zostały ustawione do obrony w czworoboku, u podnóża zalesionego piaszczystego grzbietu (15). Wytyczono stanowiska, żołnierze zaczęli kopać wnęki dla stojącego. Mieszkańcy na widok przygotowującego się do walki wojska opuszczali okolicę. W międzyczasie do oddziałów dołączyło jeszcze kilkudziesięciu maruderów.
Łącznie w skład zgrupowania płk. Kalińskiego wchodziło 19 września około 2200 żołnierzy, w tym 300 bez broni palnej. Dysponowano pewną ilością ciężkich i ręcznych karabinów maszynowych oraz karabinów przeciwpancernych. W pierwszej linii, w zagajnikach i u wylotów dróg, rozstawiono 14 dział 75 mm (dowódca mjr Matuszewski) (16) do strzelania ogniem na wprost, wkopując jedynie koła i tarcze ochronne. Na odcinku południowym, wspartym trzema działami, stanęły: od zachodu kompania zbiorowa kpt. Gorskiego, od wschodu dwukompanijny batalion maciejowicki (por. Korycki). Obsadę północnego odcinka stanowiły dwie kompanie batalionu zbiorowego 44 i 45 pułków piechoty z 13 DP pod dowództwem kpt. Rzeczkowskiego (od zachodu kompania 45 pp – kpt. Brodnicki, od wschodu kompania 44 pp – kpt. Parat) oraz cztery działa. Linia obrony północnego odcinka sięgała nieco dalej na zachód, niż na odcinku południowym. Newralgiczny odcinek wschodni zajmował najsilniejszy – 60% wszystkich żołnierzy – 43 Pułk Piechoty Legionu Bajończyków (m.in. kompania kpt. Sosnowskiego, kompania por. Dziurzyńskiego, odwodowa komp. por. Baranowskiego i inne jednostki (17)) z pięcioma działami. Odcinki wschodni i południowy podlegały dowódcy 43 pułku, podpułkownikowi Franciszkowi Kubickiemu. W centrum polskiego ugrupowania stanął pułkownik Kaliński ze sztabem i odwodem (mjr Konopnicki), w którego skład wchodziły pozostałości rozmaitych jednostek, m.in. kompania saperów (mjr Ulejczyk), kompania piechoty (resztki I batalionu 145 pułku piechoty z 44 DP Rezerwowej), nieco kawalerii dywizyjnej 13 DP i artylerzystów z 13 pułku artylerii lekkiej 13 DP. Stały tu również wozy taborowe, kuchnie polowe i około 300 koni. Z odwodu do osłony najsłabszego odcinka zachodniego wydzielono placówki i stojące nieco z tyłu wzdłuż dróg dwa działa. Punkt opatrunkowy – z jednym zaledwie lekarzem cywilnym i jednym podchorążym ze szkoły sanitarnej – został ulokowany w budynku słynnego przed wojną sanatorium przeciwgruźliczego im. W. Medema dla dzieci żydowskich. Wojsko posiadało niewiele amunicji: dwie jednostki ognia piechoty i tylko jedną jednostkę ognia artylerii (18).
Spośród jednostek niemieckiego I KA do zniszczenia polskiej dywizji wyznaczono specjalne zgrupowanie, w którego skład weszły: 23 pułk piechoty (trzy bataliony) i II batalion 44 pułku piechoty z 11 DP, I batalion 151 pułku piechoty z 61 DP, I batalion 10 pułku pancernego, 3 kompania 11 batalionu pionierów, 3 kompania 161 batalionu pionierów oraz kilka baterii artylerii. Całość tych sił podlegała dowódcy 23 pułku ze wschodniopruskiej 11 DP generała porucznika Maxa von Bocka (19).
Dwie kompanie pionierów wsparte m.in. pewną liczbą czołgów zostały użyte do przeszukania terenu od rzeki Świder do stacji kolejowej w Falenicy. Żołnierze posuwali się szerokim frontem z południa na północ i wyprowadzali z domów wszystkich mężczyzn – chodziło o wzięcie do niewoli potencjalnych żołnierzy przebranych w cywilne ubrania. Pojmanych gromadzono na polach pod wsią Błota, leżącą między Wisłą a Falenicą (20).
Z przedstawionego wyżej specjalnego zgrupowania niemieckiej 11 DP we właściwej bitwie w Falenicy wzięły udział 3 – 4 bataliony piechoty wsparte artylerią i 15 czołgami. Porównując siły polskie z etatowym stanem niemieckich: jednego pułku i jednego batalionu piechoty, dywizjonu artylerii lekkiej i dywizjonu artylerii ciężkiej wspartych 15 czołgami, kpt Gorski oszacował stosunek sił w środkach ogniowych na 8:1 na korzyść Niemców (21).
O 7 rano z Falenicy wyszły trzy polskie patrole: dwa oficerskie w kierunku północno – wschodnim (Aleksandrów) i południowym (Michalin) oraz kawalerii dywizyjnej na północ. O 8:00 cywile, a o 9:00 patrole poinformowały o zbliżaniu się Niemców od północy, wschodu i południa. Oddział motocyklistów zajął leżącą kilkaset metrów na zachód od polskich pozycji stację kolejową. Słychać było nadjeżdżające czołgi i pierwsze strzały: Niemcy likwidowali pojedynczych żołnierzy na przedpolu, rozpoczynały się starcia patroli.
Między godziną 9 a 10 odcinek północny rozpoznawały cztery patrole niemieckiej piechoty, każdy w sile drużyny. O 9.30 dwa czołgi i dwie drużyny piechoty ruszyły w stronę polskich pozycji od południowego – wschodu; działa obrońców zniszczyły obie maszyny, a piechota uciekła do lasu. Do kolejnego patrolu, od północnego – wschodu, wyszły trzy czołgi z piechotą. Również tutaj polscy artylerzyści zniszczyli dwa wozy, co zmusiło piechotę i ostatni czołg do ucieczki w las (22).
Około 9:40 rozpoczął się trwający z różnym natężeniem przez cały dzień ostrzał artyleryjski polskich stanowisk. Odcinek zachodni pozostawał bierny, jeśli nie liczyć powodującego straty ognia artylerii. Niemcy działali tu jedynie patrolami, które nawiązały styczność z polskimi placówkami (23).
Mniej więcej o 10 rano na polskie pozycje wyszło uderzenie trzech batalionów piechoty: z północy, wschodu i południa.
Na odcinku południowym około godziny 10 Niemcy otworzyli piętnastominutowy ogień moździerzy i ckm, skierowany zwłaszcza na rozpoznaną wcześniej przez patrole kompanię maciejowicką. Po pierwszych dziesięciu minutach z lasu za kościołem w stronę polskich pozycji wyszedł biegiem do natarcia niemiecki batalion piechoty. Polacy rozpoczęli ostrzał z czterech dział i trzech ckm, wkrótce włączyła się też broń ręczna; zmuszono Niemców do zatrzymania się 200 metrów przed linią obrony. W chwili, gdy z lasu ruszyła trzecia odwodowa kompania, na nacierający batalion zwaliła się lawina ognia z dwóch baterii artylerii. Polacy przestali strzelać i przyglądali się, jak niemiecka artyleria omyłkowo masakruje własną piechotę. Po dwudziestu minutach batalion szybko się wycofał, jego straty obserwatorzy oszacowali na ok. 50 poległych i minimum 100 rannych, z tego większość od ognia własnych dział. Były to straty tak dotkliwe, że batalion tego dnia nie był już zdolny do ataku, a odcinek południowy pozostał – podobnie jak zachodni – odcinkiem biernym. Po skorygowaniu celu cały dzień ostrzeliwała jednak polskie pozycje niemiecka artyleria (24). Skutkiem walki w tym rejonie było też rozbicie przez kule armatnie kościoła, w który trafiło pięć kul, rozbicie organistówki, w którą padły cztery kule oraz znaczne uszkodzenia plebanii przez odłamki od kul armatnich i kule z karabinów maszynowych (25).
Na odcinku północnym po godzinie 10 rozpoczął się ostrzał artylerii i moździerzy, a do ataku ruszył drugi batalion piechoty. Silny ogień obrońców, zwłaszcza czterech dział i ckm spowalniał, a o 11:30 zatrzymał Niemców i zmusił ich do okopywania się około 400 – 500 metrów przed polskimi stanowiskami. Lewe skrzydło batalionu doszło jednak – wykorzystując domy i liczne krzaczki – na odległość 100 metrów od polskiej linii; z tej odległości Niemcy zaczęli zadawać bardzo ciężkie straty obsłudze dział (26).
W tym samym czasie trwało niemieckie natarcie na najważniejszym, wschodnim odcinku, gdzie atakującym sprzyjał dogodny teren: pokryte rzadkim lasem wzgórze dawało dobry wgląd w stanowiska obrońców oraz ułatwiało osłonięte podejście do polskiej linii i ostrzeliwanie jej z wyższych pozycji. Po godzinie 10 trzeci batalion piechoty, wsparty ogniem ckm, moździerzy i artylerii, ruszył do ataku z grzbietu wzgórza, tj. na północy 200, a na południu tylko 150 metrów od polskiej linii. Choć silny ogień obrońców – m.in. pięciu dział – spowalniał atak, nie był go jednak w stanie powstrzymać. Prawe skrzydło atakującego batalionu do godziny 11:30 podeszło na odległość 80 metrów. Podobnie jak w tym samym czasie na odcinku północnym, krwawe straty zaczęły rosnąć zwłaszcza wśród nieokopanych artylerzystów. Chcąc uprzedzić zbliżający się ostateczny niemiecki szturm, ppłk Kubicki około 12:30 rzucił do ataku na bagnety kompanię porucznika Baranowskiego z odwodu 43 pułku. Ze wschodniego skraju odcinka północnego spontanicznie przyłączyła się do niej połowa kompanii kpt. Parata. Zaskoczeni Niemcy ze stratami uciekli około 200 metrów na północ oraz na wschód na szczyt wzgórza. Zginęło trzech polskich żołnierzy, wraz z dowódcą por. Baranowskim. Atakujący zdobyli dwa lekkie karabiny maszynowe i liczną amunicję, po czym zabierając poległych i rannych cofnęli się na własne pozycje (27).
Po godzinie 13 niemiecki batalion wsparty ciężką artylerią i sześcioma czołgami ruszył na północnym odcinku do drugiego natarcia. Kiedy polskie działa zniszczyły dwa czołgi i unieruchomiły trzeci, pozostałe wycofały się. Piechota, która podeszła na odległość 150 – 200 metrów od stanowisk obrońców zaczęła okopywanie i tego dnia nie posunęła się już dalej. Cały czas trwał jednak nękający ostrzał artyleryjski polskich stanowisk i ich zaplecza (28).
Tymczasem na odcinku wschodnim odrzuceni częściowo Niemcy nacierali dalej. Po godzinie 13 w centrum odcinka od polskiej linii dzieliło ich już tylko 60 – 70 metrów. Ruszyło więc drugie przeciwuderzenie na bagnety, zaimprowizowaną stuosobową kompanią złożoną z zebranych żołnierzy plutonu przeciwgazowego, pionierów, gońców, pocztowych, orkiestrantów i telefonistów pod komendą dowódcy plutonu łączności, kpt. Krawczyka V. Także tutaj zaskoczeni Niemcy uciekli przed polskimi bagnetami, tracąc zabitych i rannych, oraz porzucając dwa karabiny maszynowe i amunicję. Również i atakujący ponieśli straty; pozostawiając ciała poległych polscy żołnierze znieśli z przedpola rannych, wśród nich kpt. Krawczyka V (29). Dowódca I batalionu 43 pułku piechoty mjr Zygmunt Rylski wspominał dwa lata później: Odległość staje się już nazbyt bliska, by nie zdawać sobie sprawy, że przełomowy moment walki zbliża się. Wystarcza nieme spojrzenie w oczy będących obok ludzi, by zrozumieć i wyczytać w nich to, co dowódca chce w takich chwilach. Tak. One wyraźnie mówią... Czekać nie ma na co. Bagnet na broń! Głośne, przeciągłe hurra! jest wynikiem niemego porozumienia. Gdzież Niemcy?... Tu i ówdzie spóźniony tył Niemca w przyciężkim galopie wstecznym nie zdołał skryć się jeszcze w zaroślach za swymi bardziej rączymi współtowarzyszami. Więc... na pożegnanie kilka strzałów, by się nie spóźniał. Zwiali... nie przyjęli walki, nie wytrzymali, nie lubią bagnetów i tej krótkiej chwili napięcia nerwów, która stanowi o wyniku walki (30).
Niemcy jednak wciąż atakowali ze wzgórza, po godzinie 14:00 podchodząc na odległość poniżej 100 metrów od polskich linii. Tym razem dowódca odcinka postanowił wykonać silniejszy kontratak i odrzucić nieprzyjaciela aż za zalesiony grzbiet. Do ataku podpułkownik Kubicki wyznaczył kompanię kpt. Gorskiego ściągniętą z biernego już od kilku godzin południowego odcinka, jedną z dwóch kompanii maciejowickich por. Koryckiego oraz kompanię kpt. Sosnowskiego z odcinka wschodniego. Przed godziną 15 z oficerami na czele ruszyły one biegiem do ataku.
Kiedy Polacy obrzucili ich granatami, Niemcy nie wytrzymali psychicznie i na widok zbliżających się bagnetów uciekli. Skrajnie wyczerpani i głodni polscy żołnierze nie mieli dość sił, aby dosięgnąć wroga. W pościgu doszli jednak do grzbietu wzgórza, z którego Niemcy spływali dalej, w stronę Aleksandrowa. Za grzbietem przed oczami atakujących wyłonił się nieoczekiwany widok: około dwudziestu rannych niemieckich żołnierzy na punkcie opatrunkowym. Tylko zdecydowana postawa oficerów powstrzymała rozjuszonych Polaków przed wymordowaniem rannych. Rozległ się krzyk: Rodacy – nie dobijajcie! (31); w niemieckiej 11 wschodniopruskiej dywizji piechoty służyło bowiem wielu mówiących po polsku Mazurów – obywateli Rzeszy. Kilkadziesiąt metrów dalej leżało na stosie kilkanaście ciał polskich żołnierzy i oficerów – zapewne tych, którzy rano rozeszli się w poszukiwaniu jedzenia. W brawurowym ataku sama tylko kompania kpt. Gorskiego zdobyła po jednym ciężkim i lekkim karabinie maszynowym oraz osiem skrzynek amunicji, straciła jednak łącznie ośmiu zabitych, rannych i zaginionych żołnierzy. Wszystkie trzy polskie kompanie osiągnąwszy pełen sukces wróciły na stanowiska. Był to przełomowy moment bitwy. Po wygaśnięciu walki na południu i wstrzymaniu niemieckiego natarcia z północy, złamano najgroźniejszy atak na wschodni odcinek polskiej obrony. Niemcy weszli na grzbiet dopiero w godzinę później, ale zarówno w tym rejonie, jak i gdzie indziej więcej już nie atakowali (32).
Dywizja trwała na pozycjach pod ogniem moździerzy i artylerii, po południu również ciężkiej. Rosła liczba zabitych i rannych, padła ponad połowa koni. Całodzienny ostrzał wzniecił pożary w wielu domach, spłonęły wtedy między innymi niemal wszystkie budynki wzdłuż ulicy Handlowej (33). Utrzymujący się dym bardzo utrudniał oddychanie i ograniczał widoczność, zmniejszając celność strzałów obu stron. Około 17:30 ustał ogień dział i moździerzy, piechota cofnęła się z przedpola, bitwa wygasła. Zapanowała cisza przerywana tylko trzaskiem pękających belek w licznych płonących domach (34).
Obrońcy powstrzymali wszystkie natarcia przeważającego wroga i utrzymali zajmowany teren przez cały dzień. Poległo około 90 polskich żołnierzy, rannych było ponad 200, łączne straty wyniosły więc 15% stanów wyjściowych. Wśród piechoty walczącej na pierwszej linii poległo bądź odniosło rany 30%, natomiast wśród artylerzystów aż 60% żołnierzy (35). Ci ostatni stali bowiem w pierwszej linii, nieokopani, a osłonięci tylko tarczami ochronnymi dział i to na nich zwłaszcza koncentrował się ostrzał Niemców. Miejsce zabitych i rannych zajmowali jednak kolejni. Dzięki postawie artylerzystów udało się przetrwać cały dzień walki. Kpt. Gorski ocenia, że gdyby zgrupowanie nie miało dział, przy takiej przewadze środków ogniowych po stronie niemieckiej musiałoby ulec już po 2 – 3 godzinach (36). Straty Niemców oceniano na liczbowo podobne, z uwagi na przewagę liczebną procentowo były jednak dużo niższe. Wyeliminowano z walki siedem czołgów, wśród których poległ dowódca kompanii.
Do wieczora wyczerpała się amunicja do polskich dział, do karabinów – mimo zdobyczy w kontratakach – zostało jej już bardzo niewiele. Dalsze przebywanie w Falenicy skończyłoby się szybkim zniszczeniem zgrupowania następnego dnia. O 19:30 płk Kaliński zwołał odprawę dowódców, którym oświadczył: Oddziały dyw. są otoczone, żołnierze głodni i wyczerpani, brak amunicji – kapitulować, czy przebijać się(37). Jeden z oficerów był za kapitulacją, pozostałych sześciu za przebijaniem się do Warszawy, do tego rozwiązania skłaniał się również płk Kaliński. Żołnierze w miarę możliwości pochowali poległych, zniszczono zamki dział i przyrządy celownicze, spalono szyfry, zakopano dokumenty i broń maszynową. Rannych osobiście pożegnał ppłk Kubicki, pozostali oni na miejscu wraz z lekarzem i dziesięcioma żołnierzami ppor. Kurka (38).
W Falenicy żołnierze 3 Lubelskiego DAK – u mieli sztandar dywizjonu, który kpt. Sporschill zakopał przed opuszczeniem stanowisk. Dalsze losy sztandaru nie są do końca jasne. Najprawdopodobniej kapitan, który uniknął niemieckiej niewoli, odszukał go w czasie okupacji i przeniósł w inne miejsce. Zmarł w 1941 r., zabierając tajemnicę do grobu. Sztandaru do dziś nie odnaleziono (39).
Ppłk Kubicki napisał: Obrona pod Falenicą nazwana została „Bojem o Honor Pułku”, gdyż istotnie była to najpiękniejsza a zarazem najkrwawsza bitwa, gdzie wszyscy d-cy, ofic., podofic., i strzelcy wykazali maksymum odwagi, hartu, poświęcenia i ofiarności (40). Za ocenę polskiej walki mogą również posłużyć słowa gen. por. Maxa von Bocka, który powiedział: gdybym miał takich oficerów jak ci polscy z Falenicy, podałbym ich do odznaczenia Krzyżami Żelaznymi i przedstawiłbym do awansu do stopni majorów (41).
Około 23.30 dywizja zaczęła opuszczać pole bitwy. Żołnierze zabrali jedynie broń ręczną i granaty. Korzystając z ciemności mieli cicho i niepostrzeżenie przejść przez dotychczas najspokojniejszy – a więc dający największe szanse powodzenia – zachodni odcinek obrony, po czym skręciwszy na północny – zachód pomaszerować w kierunku oddalonej o 15 km Saskiej Kępy. Gdyby zgrupowaniu nie udało się przebić w całości, żołnierze mieli zdążać do stolicy grupkami i na własną rękę. Stację kolejową, zajętą wcześniej po krótkiej walce, obsadzał – ubezpieczając wycofanie zgrupowania – pluton Witolda Bronowskiego, doprowadzony do niej po godz. 17 przez młodego mieszkańca Falenicy (42). Kiedy po północy straż przednia przeskoczyła patrolowane przez Niemców tory i szosę Warszawa – Otwock, straż tylna nie opuściła jeszcze pola bitwy. Gdy czoło zgrupowania dochodziło do linii kolejki wąskotorowej, niemieckie placówki zauważyły marsz i oświetliły teren rakietami. Wybuchł morderczy ogień ckm z przodu i z boku; wojsko rozsypało się, w powstałym chaosie nie było już szans na żadne dowodzenie. Swobodę ruchu w uliczkach ograniczały ogrodzenia posesji, część straży przedniej rzuciła się więc naprzód i przebiła na zachód. Większość pozostałych żołnierzy skręciła w prawo, w kierunku północnym, szukając schronienia w terenie i po okolicznych domach. Chaotyczna strzelanina, w której zgrupowanie 13 DP zostało rozbite i rozproszone, trwała do godziny 2 w nocy (43).
20 września rano Niemcy skierowali na Falenicę ogień artylerii. Sądzili, że nocna walka zmusiła Polaków do powrotu na pozycje wyjściowe, okazały się one jednak puste (44). Atakujący zajęli tylko wypełniony rannymi punkt opatrunkowy. Pojmali ponadto kilkudziesięciu żołnierzy, którzy bądź wyczerpani posnęli, bądź poukrywali się po domach na polu bitwy i w najbliższej okolicy. Większość z nich miała zostać rozstrzelana, podobno przez jednostkę SS (45). Stanisław Gurdała kilka dni później wraz z Janem Kuczyńskim chodził wśród polskich stanowisk: W Falenicy jeszcze była kupa zabitych Polaków obok kościoła. (...) Żeśmy poszli zbierać broń do lasu. (...) Tam była kupa porozbijanych wozów, dużo było karabinów. Niemcy na ogół pozabierali broń maszynową, którą znaleźli. (...) Żeśmy zebrali broń, żeśmy zebrali dwa karabiny maszynowe, ręczne karabiny maszynowe, z karabinów wyciągnęliśmy zamki. Smaru do broni była kupa w taczankach, żeśmy smarowali to. (...) [Chowaliśmy broń], amunicję i tak dalej (46).
We wsi Zerzeń, 6,5 km na północny – zachód od pola bitwy, 160 Polaków starło się 20 września przed południem z zakwaterowanym tutaj niemieckim batalionem, blokującym poprzedniego dnia Falenicę od zachodu. Zamiast w beznadziejnej sytuacji skapitulować, żołnierze i oficerowie z determinacją podjęli walkę – prócz niewątpliwego bohaterstwa, wpłynęło na tę decyzję również krańcowe wyczerpanie fizyczne i psychiczne; wszystkich opanowała psychoza walki i poza nią nic nie widziano (47). Na polecenie wywieszenia białej szmaty starszy strzelec odpowiedział kpt. Gorskiemu: Takiego rozkazu nie wykonam! Wydaje go oficer i na dodatek kapitan! Wstyd i hańba! Ja się nie poddaję! (48). Otrzeźwienie walczącym przyniosło dopiero wyczerpanie amunicji i szybko rosnące w okrążeniu krwawe straty. Wyniosły one około 100 ludzi, w tym dwukrotnie więcej zabitych (49) niż rannych. Straty niemieckie były o wiele niższe (50).
Około 1500 żołnierzy, a więc większość z rozbitej w nocy dywizji – została 20 i 21 września wzięta do niewoli przez przeczesujących Wawer i Miedzeszyn Niemców. Niektórzy spośród kierujących się na wschód 25 września dołączyli do napotkanych żołnierzy Ośrodka Zapasowego Kawalerii Łuków, towarzysząc mu w drodze na wschód aż do rozwiązania grupy na początku października. Nazwiska oficerów spod Falenicy znajdą się potem na tzw. Liście Katyńskiej (51).
Część straży przedniej, która przebiła się w nocnym boju na zachód, dotarła nad Wisłę. Udało się to również m.in. niewielkiej grupie żołnierzy z ppłk Kubickim, która dzień 20 września przeczekała ukryta w Radości (52). Korzystając z pomocy ludności cywilnej, wojsko przeprawiało się przez rzekę we wsi Skrzypki i okolicach. Na wschodnim brzegu w rejonie Kępy Zawadowskiej rozbitków odbierali ochotnicy z oddziału gen. Stanisława Bułak – Bałachowicza (53), obecny był również kpt Jaguczański, który nocą z 18 na 19 września dostał się do Warszawy z Emowa (54).
Łącznie w ciągu najbliższych dni do miasta przedostało się około 600 żołnierzy spod Falenicy, wraz płk. Kalińskim, ppłk. Kubickim, czy rtm. Salomonem (rannym jeszcze pod Maciejowicami). Na rozkaz gen. Juliusza Rómmla przystąpiono do reorganizacji 13 DP, w której skład mieli wejść żołnierze 13, 19, 29 DP oraz dwupułkowej Warszawskiej Brygady Robotniczej. Jednostka weszła w skład odwodów gen. bryg. Edmunda Knolla – Kownackiego i skapitulowała wraz za całym garnizonem stolicy 28 września (55).
W 1939 r. Wojsko Polskie stoczyło z Wehrmachtem ponad 1500 bojów i walk, w tym około 300 bitew (56) siłami pułku piechoty. W tym kontekście należy uznać, że bitwa pod Falenicą stanowiła jedynie drobny epizod kampanii. Mimo to, wydaje się niesłusznie zapomniana i zbyt rzadko omawiana w literaturze wrześniowej (57).
Dokładne odtworzenie przebiegu boju jest możliwe tylko dzięki bardzo obszernym relacjom kapitana Janusza Gorskiego, najpierw II oficera sztabu 13 DP, potem dowódcy kompani zbiorczej, który przeszedł cały szlak bojowy dywizji i dostał się do niewoli w Zerzniu. Stanowią ona podstawę niniejszego opracowania, również w przypadku niezgodności z innymi źródłami, które wykorzystano jedynie pomocniczo. Szereg kwestii, jak choćby ustalenie dokładnego składu i struktury polskich jednostek czy postępowanie Niemców z jeńcami pojmanymi 20 września rano, oraz wyjaśnienie lub pogodzenie licznych występujących w źródłach sprzeczności – których omówienie przekracza ramy krótkiego artykułu – wymaga kontynuowania i pogłębienia badań, w tym dotarcia do nowych, zwłaszcza niemieckich, źródeł. Bitwa pod Falenicą zasługuje na dalsze wnikliwe studia*.”

 

Dla dokładniejszego określenia terenu zajętego przez polskie wojsko przytoczę ustalenia zamieszczone przez Bielińskiego Piotra „Przebieg bitwy pod Falenicą” (Linia Otwocka, nr z 29 czerwca 2006r.): obszar odpowiada dzisiaj mniej więcej rejonowi między ulicami: Wolna – Kłodzka – na wschód od Przełęczy – na północ od Lokalnej. Zamieszczam dzisiejszy plan Falenicy z naniesionym obszarem, by porównać jaką część miasta zajmowali polscy żołnierze, gdyż spotykałem określenia typu: bitwy o Falenicę.

Zatem na zakończenie ku przestrodze dla szukających wiadomości o tej bitwie kilka błędów istniejących w internecie (skoro ja je znalazłem to i inni też mogą na to trafić).

„Okoliczności te zmusiły dowódcę 13 DP do podjęcia decyzji o przejściu do obrony okrążonej Falenicy” - z 2009r

„Okoliczności te zmusiły dowódcę 13 DP do podjęcia decyzji o przejściu do obrony okrężnej w lasach na północny wschód od Falenicy” - aktualnie jest.

„Stan tej części 13 Dywizji Pancernej wynosił ok. 2300 żołnierzy.
Wieczorem 17 września dywizja wyruszała przez Otwock i rankiem następnego dnia
przeszła do obrony okrężnej w lesie Emów nad Świdrem. Następnie płk. dypl. W.
Kaliński podjął decyzję …” - z 2006r

„Stan tej części 13 DP wynosił ok. 2300 żołnierzy. Wieczorem 17 września …” - aktualnie jest.

"W jego trakcie doszło 18IX do ciężkich walk w Falenicy z niemiecką 1DP. "

"...całodzienna bitwa 13. DP Strzelców Kresowych i 5. Lubelskiego Dywizjonu Artylerii Konnej..." – tzw. literówka.

Najgorsza jest ta relacja. Chyba wrzesień 1939r. został pomylony z wojną 1920r. Lekcja historii nie została poprawnie odrobiona.

„19 września 2017 roku wzięłyśmy udział w obchodach z okazji 78. Rocznicy bitwy pod Falenicą. Bohaterska obrona w dużej części ochotników zdziwiła dowódców radzieckich. Około pięciuset poległych polskich żołnierzy wspominali kombatanci, mieszkańcy, radni. Całość uświetniła Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego . Była to ciekawa lekcji historii.”

 


 

5
Oceń (5 głosów)

 

 

Miejsca pamięci - Bitwa pod Falenicą wrzesień 1939r. - opinie i komentarze

Mroczny43Mroczny43
+1
Świetny artykuł, czytając czułem się jakbym tam był. Mieszkam w Aleksandrowie obok Falenicy od 15 lat i wiedziałem że była w okolicy jakaś potyczka ale okazuje się że miała tu miejsce regularna bitwa. Każdy Faleniczanin i "Kambodżanin" powinien to przeczytać. Panie Wojtku do zobaczenia na objeździe miejsca bitwy. (2019-02-23 11:48)
formoza58formoza58
0
Z opóźnieniem, dużym opóźnieniem, przeczytałem Wojtku. Pokłon i Szacunek ! (2019-03-15 22:56)
formoza58formoza58
0
Z opóźnieniem, dużym opóźnieniem, przeczytałem Wojtku. Pokłon i Szacunek ! (2019-03-15 22:57)

skomentuj ten artykuł

Noclegi w pobliżu