Marsz wojsk radzieckich na zachód. Epizod Kortau.

/ 5 komentarzy / 11 zdjęć


Dwudziestego pierwszego stycznia 1945 roku wojska radzieckie dotarły do miejscowości Allenstein /dziś Olsztyn/. Zajęły podolsztyńską wioskę Kortau /dziś Kortowo/, w której mieściły się szpitale. Zachodnią część obiektów zajmował zakład psychiatryczny, a wschodnią wojenny lazaret rezerwowy. Dodatkowo na terenach Kortau istniało sanatorium rehabilitacyjne dla żołnierzy niemieckich z urazami ortopedycznymi. Zakład dla Obłąkanych w Kortau, był jednym z największych i najnowocześniejszych obiektów tego typu w Prusach Wschodnich, oddany został do użytku w roku 1886. Podczas drugiej wojny światowej część zakładu przekształcona została w lazaret, który początkowo posiadał około tysiąca łóżek, liczba ta rosła w miarę potrzeb. W końcowym okresie wojny dysponował on oddziałami: ortopedyczno-chirurgicznym, internistycznym, neurologicznym, skórno-wenerycznym i zakaźnym. Wszystkie one mogły przyjąć nawet do trzech tysięcy pacjentów.

W dniu wkroczenia Rosjan do Kortau, jak podaję Stanisław Piechocki w książce „Olsztyn. Styczeń 1975. Portret miasta” w zakładzie psychiatrycznym pozostało jedynie około 100 osób z przetrzymywanych tam standardowo 600. W salach lazaretu pozostawali pacjenci, który nie zostali ewakuowani ze względu na stan zdrowia oraz ranni żołnierze niemieccy, którzy ostatnio przybyli z frontu. Łącznie Rosjanie zastali w lazarecie około 240 pacjentów. Do tej liczby należy doliczyć personel medyczny, osoby zajmujące się gospodarstwem rolnym na terenie, którego nadal pozostawało około 50 krów, ludność cywilną, która liczyła na znalezienie schronienia, portierów, pracowników kotłowni a także dyrektora placówki wraz z żoną. Ogółem na terenach Kortau przebywało około 610 osób.

Tragedię, która rozegrała się po wkroczeniu zwycięskich wojsk najlepiej opisze relacja naocznych świadków, którzy opuszczali Allenstein obecną ulica Warszawską. Osobiście widzieli oni wtedy sceny, które wręcz ich sparaliżowały i na zawsze wgryzły się w pamięć. Pośród odgłosów wystrzałów i przeraźliwego krzyku dostrzegli oni ludzi wyskakujących z okien objętego ogniem budynku. Desperaci ponosili śmierć na miejscu lub byli dobijani z broni ręcznej. Pojedynczym osobom, które udawały martwe albo zdołały zagrzebać się w śniegu lub ukryć pod różnymi przedmiotami lub trupami, los pozwolił ujść z życiem i nad ranem wydostać się poza Kortowo. Tylko niektórym z nich udało się uratować życie. Większość była odnajdowana w okolicznych wioskach /Jarotach, Gutkowie /i albo uśmiercana na miejscu lub wywożona w bliżej nieokreślonym miejscu. Mało przeżyło świadków masakry. Osoby, które nie zginęły w pożarach były rozstrzeliwane w następnym dniu. Kortau zasłane było trupami. Były to ciała mężczyzn, kobiet i dzieci.

Los swoich pacjentów podzielił personel medyczny. Lekarze i asystenci zostali znalezieni na strychu domu przy Warszawskiej 107 i tam też powieszeni na krokwiach dachu. Dyrektor zakładu wraz ze swoją żoną zostali zastrzeleni w swojej willi.

W meldunkach przesyłanych przez dowódców niższych szczebli natkniemy się na określenia typu: oczyszczono teren czy zlikwidowano przeciwnika. Nie wspomina się o cywilach, mówi się o zlikwidowaniu żołnierzy i oficerów. Te same meldunki dają nam pewien obraz masakry. Wspominają one, bowiem o bardzo dużych niemieckich stratach w tym rejonie. Jest to ewidentne przekłamanie, gdyż Kortau było bronienie wówczas przez dwie drużyny wojska. W ówczesnych standardach daje to około 20 wojskowych. Dane radzieckie podające, iż Niemcy stracili w Kortau około 800 ludzi klasyfikują zabitych cywilów jako wojskowych.

Zdjęcia Kortowa zrobiono w styczniu 2011 roku.

 


 

4.1
Oceń (14 głosów)

 

Lokalizacja

 

Marsz wojsk radzieckich na zachód. Epizod Kortau. - opinie i komentarze

ŻmudzinŻmudzin
0

W uzupełnieniu tej smutnej historii nalezy pamiętać, że wydarzenia ze stycznia były tylko drugim aktem tragicznej historii szpitala w Kortau, gdzyż wcześniej w ramach niemieckiej akcji T-4 "Vernichtung von lebensunwertem Leben" – "likwidacja życia niewartego życia" wymordowano około tysiąca pacjentów, a w styczniu 1945 roku skazano także na śmierć chorych ewakuowanych ze szpital przed przybyciem Rosjan.

Olsztyńskie miasteczko uniwersyteckie kryje wstrząsającą tajemnicę. Stanisław Piechocki odkrył przerażające zbrodnie popełnione na pacjentach szpitala psychiatrycznego i lazaretu, znajdujących się dawniej na terenie obecnej uczelni.

Fakt istnienia kortowskiego zakładu dla obłąkanych w latach 1886-1945 jest z pewnością znany niejednemu przedwojennemu mieszkańcowi tych okolic. W niewielkim stopniu znany jest natomiast fakt, iż zakład ten stał się w latach drugiej wojny światowej miejscem podwójnej zbrodni. Dowodzi tego Stanisław Piechocki, pisarz, publicysta i historyk-amator z Olsztyna. Założony w 1886 roku zakład przez długi czas nazwać można było „solidnym niemieckim domem wariatów” – do czasu, kiedy w latach 30-tych XX wieku rozpoczęto w nim, podobnie jak w większości tego typu placówek na terenie Rzeszy Niemieckiej, realizację nazistowskiego program eugenicznego. Początkowo ograniczano się do sterylizacji psychicznie chorych. Rozpoczęta w 1939 roku wojna wydawała się jednak być doskonałą okazją do całkowitego uwolnienia narodu niemieckiego od balastu tych „bezużytecznych darmozjadów” – oczywiście potajemnie, gdyż wspomniany naród nie był jeszcze w stanie zaakceptować takiego dobrodziejstwa. W ramach ogólnoniemieckiej akcji T-4 około tysiąca kortowskich pacjentów padło ofiarą „przeniesienia do nieba” – zostali oni zagazowani bądź rozstrzelani poza granicami ich rodzinnej prowincji. Zwolnione w ten sposób miejsca przeznaczono na lazaret wojskowy.

Drugi akt tragedii rozegrał się w styczniu 1945 roku, gdy posuwająca się coraz bardziej na zachód Armia Czerwona w manewrze oskrzydlającym zajmowała Olsztyn. Tuż przed wkroczeniem Sowietów pozostałych przy życiu chorych psychicznie poprowadzono w kierunku dworca i załadowano do pociągu ewakuacyjnego jadącego w kierunku zachodnim. Lecz już za dworcem „Olsztyn Zachodni” urywa się po nim wszelki ślad. Najprawdopodobniej transport trafił gdzieś na boczny tor i został zapomniany w wirach wojny; być może został on wyprzedzony przez linię frontu. Lekko ubrani chorzy pozamarzali. Pacjentów znajdującego się Kortowie lazaretu wojskowego wcielono natomiast częściowo do pospolitego ruszenia. Reszta rannych pozostała wraz z personelem medycznym w Kortowie – prawie wszyscy przypłacili to życiem. Kilku spośród lekarzy ukryło się na jednym ze strychów – zostali tam odkryci i powieszeni. O losach pacjentów lazaretu i pozostałej części personelu informuje relacja naocznego świadka oraz wyniki ekshumacji przeprowadzonych w latach 50-tych. Ludzie ci zostali zastrzeleni, zakłuci bagnetami lub powieszeni. Nie do końca zweryfikowana relacja z lat powojennych jako czwartą przyczynę zgonu podaje także podpalenie miotaczami ognia. W okolicy odkryto, głównie podczas prac budowlanych prowadzonych w latach 50-tych, wiele masowych grobów. Największy z nich zawierał szczątki 227 osób. Po dokonanej zbrodni czerwonoarmiejcy podpalili budynki dawnego zakładu.

Książkę uzupełnia 59 fotografii oraz streszczenie w języku niemieckim.

Stanisław Piechocki: Czyściec zwany Kortau. Olsztyn 1993. ISBN 83-85702-02-4, 154 strony, nakład wyczerpany.

http://www.jugendzeit-ostpreussen.de/pl/kortowo.html 

(2011-01-26 00:00)
piechurpiechur
0
Muszę powiedzieć, że to miejsce musi być przeklęte, ale warto pamiętać, że nie tylko z powodu Rosjan, bo i Niemcy dokonali tam rzeczy strasznych.
(2011-01-26 00:00)
renekrenek
0

Na dzień dzisiejszy jest to też miejsce przeklęte - jeżeli ktoś nie zalczy sesji i musi opuścić progi UWM /żartuję/.

Kortowo jak twierdzą niektórzy to najładniejszy kompleks akademicki w Polsce. Położony nad pięknym jeziorem Kortowskim. Wszystko w jednym miejscu. Bardzo dużo zieleni. Na skraju miasta wojewódzkiego.

Nie należy zapomninać, że przed wojną były to tereny Prus w dzisiejszym znaczeniu Niemiec. Na początku stycznia 1945 roku niemieckie dzieci z dzisiejszego Olsztyna pojechały na ferie do Rzeszy. O tym i innych sprawach znów napiszę na bolgu.

(2011-01-26 00:00)
dardadarda
0
O takich tragicznych wydarzeniach trzeba pamiętać..
Szkoda jednak, że autor niejednolicie używa nazw geograficznych. Gutkowo to Gutkowo nie "Godeken" (i słusznie!), Jaroty też nie są "Jomendorfem", ale Kortowo to już "Kortau" a Olsztyn to "Allenstein". Na dodatek w tym ostatnim jest ulica Warszawska ...
Niemniej, zwłaszcza po uzupełnieniu Żmudzina, to naprawdę ciekawy tekst. (2011-01-27 00:00)
WandalWandal
0

Podobne oczyszczania terenu i likwidacja przeciwników miały miejsce na Śląsku . "Wyzwolicielom" wystarczał fakt że ktoś nosił jakiekolwiek ślady ran ... nie było tłumaczenia - pod ścianę ... Starsi ludzie , pamiętający te czasy , niechętnie o tym opowiadały , ale gdy zaczeły wspominać ... makabra.

Świetny artykuł .

(2011-02-04 00:00)

skomentuj ten artykuł

Noclegi w pobliżu