Kronika Ślężan - Rozdział I - O przebiegłym Wilczanie


Rok 7516 był dla rozbitych Ślężan czasem trudnym, o którym tylko z racji kronikarskiej rzetelności wspominać należy. Pozbawione dachu nad głową i bezpiecznego schronienia plemię zmuszone było do tułaczki, która część z nich aż nad spienione morze zawiodła. Tam również dosięgła ich wojna, do której przystąpili dla łupów i sławy. Wspierając orężem bitne plemiona z południa, uderzyli wraz z nimi na bogate, portowe miasto położone nad rzeką Dziwną.
Odepchnięci od bram Wolina i pobici przez tamtejszego władykę zwanego Igorem, odstąpili od oblężenia i udali się z powrotem w stronę Ślęży. Jednak to nie jęki rannych towarzyszyły im w wędrówce, a raczej radosne okrzyki nie tylko z ocalonego życia. Mimo nieudanych ataków sojuszu, które odpierane były przez trzy dni zaciętej walki, Ślężanom udało się sporo dobra złupić.
Dzięki sprytowi swego dowódcy, który widząc, że siłą nic nie wskórają, a bez niczego wracać w rodzinne strony nie sposób, zakradli się oni nocą do obozu nieprzyjaciela i udając wędrownych grajków poczęli na stołach tańcować i pieśni wesołe układać. Nieprzyjaciel dał się zwieść łacno, bo dumny był i butny i podstępu w ogóle nie brał pod rozwagę. Korzystając z nieuwagi pijanych zwycięzców Wilczan, woj prawy i szlachetny, udał się do osławionego wolińskiego chramu. Tam, gdy zdybał kapłankę nucącą modlitwy przy ogniu, zaraz o wróżby joł prosić, a gdy to nie skutkowało, przemocą wydarł z niej boskie przepowiednie.
Do swoich wrócił zadumany i od razu znać było, że pochmurne czoło wielkie sprawy waży. Zaraz też konia kazał osiodłać i pilnie ruszył w stronę rodzinnej Ślęży. Wracali jego śladem współplemieńcy, bogom i dowódcy swemu dziękując za głowy uniesione cało. Na święto plonów po raz ostatni na zgliszczach urządzono wielki festyn.

 


 

4.1
Oceń (7 głosów)

 

 

Kronika Ślężan - Rozdział I - O przebiegłym Wilczanie - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł