Katyń 2010 - wszyscy zaczęliśmy się modlić…


Katastrofa prezydenckiego samolotu i śmierć niemal stu osób znajdujących się na pokładzie, na czele z parą prezydencką, wstrząsnęła Polską. Takiej tragedii w historii jeszcze nie było. Z ogromem cierpienia i smutku zmierzają się rodziny ofiar i wielu Polaków. Obrazy katastrofy na długo zapadną w pamięć również uczestnikom sobotnich uroczystości w Katyniu. Wśród nich komendantowi Hufca ZHP Krzysztofowi Wasilewskiemu, który wraz z delegacją sochaczewskich harcerzy uczestniczył w obchodach.



Płyty oznaczające miejsca odkrycia szczątków pomordowanych Polaków


Pomosty nad zbiorowymi mogiłami, chroniące przed deptaniem grobów ofiar

Podczas uroczystości rocznicowych mieliśmy reprezentować Związek Harcerstwa Polskiego - mówi komendant sochaczewskiego Hufca Krzysztof Wasilewski. - To nasza tradycja – zawsze towarzyszymy obchodom m.in. na Monte Cassino, we Lwowie czy Bolonii. Z Katyniem łączyły mnie jednak specyficzne odczucia. Od dawna chciałem tam pojechać. Niejako był to mój cel, który stał się szczególnie silny po lekturze książki poświęconej mordowi katyńskiemu. Pamiętam, że było to jakieś londyńskie wydanie, chodziłem wtedy do 6 klasy podstawówki. Po wielu latach nadeszła szansa na wizytę w Katyniu i oddanie hołdu pomordowanym Polakom. Z okazji 70-tej rocznicy mordu ZHP organizował 24-osobową delegację, która miała pomóc w obsłudze uroczystości. Jako hufiec otrzymaliśmy 6 miejsc. W delegacji znalazłem się ja, kapelan Hufca ks. Konrad, członek władz Hufca Jarek Dąbrowski, Marek Pietrasik drużynowy 1 DH im. O. Maksymiliana Kolbe z Teresina, Aleksandra Palicka z 77 DH oraz Bożena Szeszel z 99 DW.

Do Smoleńska jechaliśmy pociągiem z dworca zachodniego w Warszawie. Odjeżdżaliśmy z szóstego, najdłuższego na dworcu peronu, tak by pomieścić wszystkie 17 wagonów. Były tam miejsca dla parlamentarzystów, harcerzy, żołnierzy, rodzin katyńskich, dziennikarzy. W pociągu przewoziliśmy również sprzęt na uroczystości, m.in. krzesła. W Smoleńsku byliśmy wczesnym rankiem o godz. 5.30, czyli sześć godzin przed głównymi obchodami. Warto pamiętać, że obowiązuje tam czas rosyjski, czyli musimy odjąć dwie godziny. W Polsce była wtedy 3.30 rano.


Następnie podzieliliśmy się – część pojechała od razu do Katynia, żeby przygotować uroczystość, my natomiast zostaliśmy pomóc rodzinom katyńskim dostać się spokojnie do autokaru, który miał zawieść nas na cmentarz. Na miejscu byliśmy ok. godz. 10.00, czyli 1,5 godziny przed uroczystością. W Polsce była wtedy 8.00 rano. Katastrofa miała miejsce chwilę przed 11.00 czasu rosyjskiego. Już chwilę po godz. 11.00 zaczęły do nas docierać pierwsze wieści. Na początku mówiono, że są problemy z lądowaniem, potem, że doszło do wypadku i że 30 osób jest w bardzo ciężkim stanie, a pozostali nie żyją. Dopiero na końcu zaczęto mówić o tym, że życie mogli stracić wszyscy. Co jakiś czas czytaliśmy bardzo różne sms-y z kraju, które wysyłały do nas rodziny, znajomi. Panowała przy tym atmosfera nerwowego wyczekiwania, niepewności i strachu, ponieważ nie otrzymywaliśmy żadnych, oficjalnych komunikatów. Nikt nie był w stanie powiedzieć nam, co tak naprawdę się stało.


Wnętrze wagonu, w którym transportowani byli deportowani i represjonowani


Wagony służyły do przewozu ofiar już od 1920 roku

Nie wiedziałem, co robić. W pierwszym odruchu wysłałem sms-a do znajomych. Mieliśmy pomagać w obsłudze uroczystości, oddać hołd, a tu taka tragedia, i to w tym miejscu, w takim czasie. Ksiądz Konrad zaproponował odmówienie koronki. W jednej chwili cały cmentarz zaczął się modlić, tak jakby chciał przegnać czarne myśli, zawrócić czas, tak aby to, co się najprawdopodobniej stało, było tylko złym snem. Niestety, nie było. Z oficjalnym komunikatem o tragedii przyjechał na cmentarz ambasador RP w Moskwie Jerzy Bahr oraz minister Kancelarii Prezydenta Jacek Sasin. W tłumie słychać było płacz, niekiedy lament, ale także pytania dlaczego to musiało się stać i dlaczego znowu polska elita ginie na tej ziemi. Głosy były bardzo różne. Jedni mówili, że to zmowa, inni, że to wina złego sprzętu...



Komendant sochaczewskiego Hufca ZHP w telewizjach całego świata

Przyszedł czas na oficjalną mszę świętą. Puste krzesła przygotowane dla polskiej delegacji przypominały o tragedii. Modliliśmy się w intencji pomordowanych 70 lat temu i tych, którzy zginęli kilkadziesiąt minut wcześniej, w pobliżu tego miejsca. Tak jakby historia zatoczyła koło. Otuchy dodawali nam wszyscy, na każdym kroku. Wyrazy głębokiego współczucia składali nam Rosjanie, których napotykaliśmy też później, już w drodze powrotnej do Polski.




Wieńce złożone kilka dni wcześniej przez premiera Putina oraz premiera Tuska. Przed nimi widoczne stojaki ustawione m.in. na wieniec prezydenta Kaczyńskiego



Puste krzesła przeznaczone dla polskiej delegacji. Miejsce oznaczone polską flagą miał zająć prezydent Kaczyński

Pojechałem tam pierwszy raz, po wielu latach oczekiwań. Wiedziałem, że nie będzie to łatwa wizyta, ale nie spodziewałem się też, że spotkam się z takim ogromem tragedii. Wyobrażam sobie, co czują bliscy poległych, mogę im tylko współczuć. Sam przeżyłem to tak jakby była tam moja rodzina, w końcu na pokładzie przebywało wiele osób, które znałem i spotykałem wielokrotnie. Podczas ubiegłorocznych obchodów na Monte Cassino wręczaliśmy mazurki Chopina, m.in. Ministrowi Krupskiemu, tam też spotkaliśmy się z prezydentem Kaczorowskim. Zawsze pytał o Sochaczew…

Miałem potem taką refleksję, że może musieliśmy ponieść taką ofiarę, aby świat wreszcie dowiedział się o Katyniu, żeby dotarło to do społeczności na całym świecie i żeby już nigdy więcej w historii nie było takich ofiar.
Mam nadzieję, że w jakiejś części, to o co apelował proboszcz parafii smoleńskiej podczas mszy świętej wreszcie się ziści. Powiedział mniej więcej coś takiego: Przestańcie się kłócić, pojednajcie się. Przecież wszyscy jesteście Polakami. Może nadszedł czas pojednania, jeżeli tak to przynajmniej będzie to pozytywny wymiar tego, co się stało. Choć szkoda, że za taką cenę.



wysłuchała Martyna Mikulska
foto Krzysztof Wasilewski

 


 

4.7
Oceń (11 głosów)

 

 

Katyń 2010 - wszyscy zaczęliśmy się modlić… - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł