Ju-52 skoczyliśmy z Ciotki Ju

/ 41 zdjęć


Od lat skaczemy ze spadochronami na pola bitew i zrzutowiska II wojny światowej. W 70 rocznicę operacji Market Gardem skakaliśmy z Dakoty pod Driel. Wcześniej skakaliśmy na pola Normandii i zrzutowiska Cichociemnych w Polsce. Do zamknięcia koła historii brakowało skoku z Junkersa 52… Próby zorganizowania takich skoków były podejmowane od kilku lat i zawsze kończyły się porażką. 

Nie rezygnowaliśmy i wreszcie nasze starania zakończyły się sukcesem. 29 kwietnia 2017 r. wykonaliśmy loty oraz skoki z Ju-52. „Ciotka Ju” lub „Żelazna Annie” były produkowane do połowy lat 50 we Francji i w Hiszpanii. Latające obecnie w USA i we Francji Ju-52 pochodzą już z produkcji powojennej. Wojennego Junkersa do skoków zdobyć się nie da. Francuski Ju-52 jest w tej chwili jedynym na świecie, z którego pozwalają skakać. Ma dwułopatowe śmigła i niemieckie wojskowe malowanie. Zabiera do 10 skoczków oraz 5 osób załogi. Ju-52 w muzeum w Wirginii ma już trzyłopatowe śmigła, jest zarejestrowany jako eksperymentalny i może zabrać do 5 osób poza załogą. Nie ma jednak zgody na skoki z niego. Szwajcarzy i Niemcy również nie pozwalają skakać ze swoich Ju-52. 

Wcześniej sportowi skoczkowie, w tym Polacy, skoczyli z cywilnych szwajcarskich Ju-52 przy okazji skoków sportowych. Amerykańska grupa ADT skoczyła z Ju-52 w Wirginii. Dzisiaj nie jest to już możliwe, zgody na skoki nie ma. Skorzystaliśmy więc z jedynej okazji i zorganizowaliśmy skoki z Francuskiej „Ciotki Ju”. Jak zawsze nasze skoki musiały mieć charakter wojskowy. Skakaliśmy więc na wojenne zrzutowisko SAS. Skoczkowie byli ubrani w mundury z epoki : kombinezon zrzutowy SOE ( w takich skakali Cichociemni ), mundury brytyjskich spadochroniarzy, mundur maskujący SAS ( oryginał ! ) oraz mundur Fallschirmjager, historycznie pasujący do samolotu. Przy okazji udało się odtworzyć legendarną pozycję skoku strzelców spadochronowych zwaną Adler ( orzeł ). Ju-52 , który wygląda na prymitywny produkt z blachy falistej zaskoczył nas wszystkich. Był stosunkowo cichy w locie, bardzo stabilny. Na stery reagował dostojnie i płynnie. Skrzydła „pływały” w locie jak skrzydła obecnych samolotów rejsowych. 

Przypadek dał nam bonus w postaci 2 lotów ! Podczas pierwszego podejścia do zrzutowiska załoga zgłosiła awarię radia, które służyło do łączności z lotniskiem Paris Orly. Z 1200 metrów wróciliśmy do bazy aby zmienić radio. Skoczkom dało to możliwość przeżycia lądowania tym pięknym samolotem. Po krótkiej przerwie znowu wzbiliśmy się w niebo aby skoczyć z 1500 metrów. Wysokość była bardzo duża jak na skok z Ju-52. Niemcy zrzucali Fallschirmjager ze 120 metrów i niżej. My jednak mieliśmy chytry plan. Nasza kamerzystka Ola miała sfilmować skok w pozycji Adler spod samolotu. Witek natomiast filmował z wnętrza kadłuba. Było to historyczno spadochronowe wyzwanie. Nikt czegoś takiego nie zrealizował od czasów II wojny światowej. Efekty przeszły nasze oczekiwania. Stworzyliśmy piękną fotograficzną dokumentację regulaminowej metody skoku z Junkersa. Ola zachwyciła wszystkich swoim opanowaniem kamery w przestworzach ! Największy kłopot sprawiały skoczkom rozmiary drzwi. Są niewiarygodnie niskie ! Skakaliśmy różnymi sposobami i teraz dobrze rozumiemy dlaczego Niemcy wymyślili pozycję Adler. Po prostu nie mieli innego wyjścia, z tak niskich drzwi najlepiej skoczyć takim sposobem. Wrażenie robiła też bliskość skrzydła. Stojąc w drzwiach mieliśmy je praktycznie pod prawą ręką. Wszystkie skoki wykonaliśmy bezpiecznie i przyjemnie. Było to wspaniałe przeżycie oraz okazja do porównania doznań skoczka w Dakocie oraz Ju-52. Jednego jednak nie porównaliśmy… lądowania ! Z Dakoty zawsze wyskoczyliśmy „w połowie drogi”. Lądowanie Junkersem było podarunkiem losu. 

Po skoku uczestniczyliśmy w spotkaniu z lokalnymi władzami samorządowymi i mieszkańcami, podczas którego dokonaliśmy prezentacji mundurów spadochroniarzy II wojny światowej. Odbyła się ceremonia ku czci poległych spadochroniarzy SAS. Po powrocie na lotnisko wraz z załogą Ju-52 oraz gośćmi uczestniczyliśmy w degustacji kultowego trunku – wódki Squadron 303 ( Dywizjon 303 ). Butelka tego trunku została nam podarowana przez przedstawicieli firmy producenta. Wznieśliśmy więc jedyny odpowiedni w tej sytuacji toast : na zdrowie ! Książki skoków spadochroniarzy ozdobiła pieczęć z Ju-52 i spadochronem. Polska grupa bawiła się potem do późnej nocy na pikniku pod wieżą Eiffla gdzie wypalono cygaro zwycięstwa, zjedzono torbę serów i wypito co nieco… Skakaliśmy z Dakoty a teraz skoczyliśmy z Junkersa, odkrywamy historię spadochroniarzy !  Dziękujemy Pani i Panom z zabezpieczenia zrzutowiska za wspaniałe zdjęcia z ziemi oraz zabezpieczenie lądowania skoczków !

Organizator wyprawy : Klub Spadochronowy Sił Specjalnych, Pathfinder Parachute Group, Pathfinder Poland i Pathfinder France. 

 

 


 

5
Oceń (1 głosów)

 

 

Ju-52 skoczyliśmy z Ciotki Ju - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł