Jak doszliśmy do naszego sławnego imienia

/ 3 komentarzy / 4 zdjęć



W roku bieżącym przypadają okrągłe rocznice, które zapisały się na trwałe w historii Jazdy Polskiej i kraju,jedną z nich jest 95-ta rocznica przybycia do Polski pułku ułanów 4 Dywizji Strzelców Polskich, którzy w roku 1919 od Bitwy pod Jazłowcem otrzymali nazwę Jazłowieccy i nr 14.

W związku, z tym przytoczę artykuł napisany specjalnie w roku 1959 dla „Naszego Echa”, wydawanego we Francji, a następnie opublikowanego w Komunikacie Informacyjnym Koła Ułanów Jazłowieckich im. Gen. Konstantego Plisowskiego nr 49 Luty-Maj 1959. Rok XIII przez pana Pułkownika Kazimierza Plisowskiego.

Jak doszliśmy do naszego sławnego imienia
( Wspomnienia starego Jazłowiaka na 40-lecie Bitwy Jazłowieckiej)

Narodziliśmy się w stepach kozaków Kubańskich, u podnóża dalekich Gór Kaukazu, kreśląc lancą i szablą pierwsze wspomnienia o naszych wyczynach wojennych na stepach „koczujących kałmuków”, oznaczonych na mapach ówczesnych pustym – białym miejscem!
Byliśmy poczęci ! …lecz bezimienni!...a nasze wyczyny z towarzyszącymi im nieodstępnie ofiarami nie wiadomo było na czyje imię mają być zapisane?...Imienia swego nie mieliśmy,… oczekiwaliśmy należytego chrztu bojowego; marzyliśmy o chrzcinach bojowych… ale chcieliśmy by miały one miejsce… gdzieś na Ziemi Ojczystej!... Trwając w tym naszym pragnieniu, zawdzięczając przychylnej zmianie okoliczności w skali międzynarodowej, podążamy z dalekiego, obcego nam Kaukazu ku Europie.
W porcie Noworosyjsk, nad Czarnym Morzem, przeżyliśmy wielki, niezapomniany Dzień – Dzień 11 Listopada! Dzień powstania do życia Państwa naszego po przeszło wiekowej niewoli! Wzmaga to w nas pragnienie Chrztu! Pragnienie uzyskania własnego – wyłącznie naszego Imienia! Staramy się zdawać sobie sprawę, że w tej chwili choć wielce wzniosłej, jest to nie do zrealizowania… Musimy uzbroić się w cierpliwość i trwać w niej nadal…
W styczniu 1919 roku ładujemy się na statek i płyniemy przez całą długość morza Czarnego zawadzając o porty smutnej pamięci Jałtę i Sewastopol, by wylądować Odessie, gdzie rozwijamy się w Pułk… dalej bezimienni!... W początkach kwietnia przekraczamy, jako straż tylna aliantów, szeroko rozlany Dniestr w jego dolnym biegu, opodal miejscowości Majaki i wkraczamy do Rumunii, w jej prowincję- Bessarabię.
Przez parę miesięcy dzierżymy straż na wschodniej jej granicy, wzdłuż tegoż Dniestru, nieco wyżej, odpłacając się w ten sposób za gościnę włodarzom Bessarabii – Rumunom.
Podpasłszy nasze rumaki na kukurydzy rumuńskiej i na łąkach naddniestrzańskich i odpocząwszy w wioskach mołdawiańskich, zrywa nas do przerwanego marszu do Ojczyzny niespodziewany, acz długo wyczekiwany rozkaz! Radość wielka, na nowo zapala się w nas pragnienie otrzymania chrztu bojowego!...
Poprzez Kiszyniów – Czerniowce podążamy ku granicy polskiej, którą Pułk przekracza w połowie czerwca 1919 roku pod Śniatyniem! Był to jeszcze jeden dzień wzruszeń, radości i wdzięczności Najwyższemu, że danym nam było stanąć na Ziemi Ojczystej !
Zdawało się,… że to odpowiedni moment do urzeczywistnienia naszych snów!... Nasz młody, acz wielce bojowy i doświadczony Dowódca, jakby wyczuwając naszą niecierpliwość, uspokaja nas, że jeszcze nie czas, że czuje, że zbliża się,… że już niedaleko ten Dzień, że musimy dalej w spokoju trwać. Jakby w istocie przeczuwał, że niedługo doczekamy się tego, czego tak bardzo pragniemy… I ruszamy dalej, już po Polskiej Ziemi, witani radośnie przez polską ludność Śniatynia i Kołomyji stajemy chwilowo w Stanisławowie, by zaraz znowu zaciągnąć straż bojową nad tym samym Dniestrem, tylko w jego górnym biegu, przeciw zakusom Ukraińców!
Niedługo zrywamy się do dalszego lotu, bo 29 czerwca, przekraczając Dniestr po moście kolejowym pod Jezupolem, stajemy w szeregach oddziałów biorących udział w ostatniej ofenzywie przeciw Ukraińcom! Wciąż idziemy, działamy jako… bezimienni, notując jednak na swoje konto szereg wyczynów w zwycięskich bitwach, zroszonych krwią ułańską – jak forsowanie Złotej Lipy pod Toustobabami włącznie do bitwy pod Sokołowem, poprzedzającej nasz upragniony Dzień – Wielkiej trzydniowej bitwy JAZŁOWIECKIEJ !
Według otrzymanego zadania, zgodnie ze śmiałą i ryzykowną, ale iście kawaleryjską koncepcją naszego Dowódcy Majora Konstantego PLISOWSKIEGO, Pułk nasz, jeszcze bezimienny, wzmocniony baterią artylerii, szwadronem konnym 6 pułk ułanów i kompanią piechoty, z brzaskiem dnia 11 lipca ma wyjść i uderzyć na tyły nieprzyjaciela, obsadzającego Jazłowiec nad rzeką Strypą! Otrzymujemy potwierdzenie, że w Jazłowcu znajduje się Klasztor SS Niepokalanek, w którym Matka Najświętsza Niepokalanego Poczęcia, przez lud miejscowy zwana potocznie Jazłowiecką, obrała Swoją siedzibę ziemską. Na tę wiadomość serca ułańskie mocniej zabiły, bo walkę stoczymy otoczeni Przemożną Opieką Najświętszej Panienki! Są pewni swego zwycięstwa, bo błogosławić mu będzie, na prośbę Swej Matki, Jej Wielki Syn.
O świcie dnia 11-go lipca Pułk forsuje rzekę na południe od Jazłowca, znosząc obronę wroga i podąża ku Beremianom, skąd rozciąga się wspaniały wgląd na pola Jazłowieckie, Popową Mogiłę – Kadłubiska, gdzie jak okiem sięgnąć nieprzyjaciela pełno jak mrowia! Pierwszy rzuca się do szarży na nieprzyjaciela podporucznik Godlewski na czele dwóch plutonów, natychmiast wspierają go dwa inne plutony 1-go szwadronu, idącego jako straż przednia. Bitwa zawrzała. Nieprzyjaciel nie wytrzymuje,- ostrzeliwując się ucieka lub wpada do niewoli. Zaraz nadchodzi 2-gi szwadron porucznika Plisowskiego i zostaje rzucony do szarży rozkazem dowódcy – brata, w kierunku na folwark Kadłubiska. Bitwa w całej pełni. Inne szwadrony szarżują na innych kierunkach czy odcinkach, zdobywając artylerię nieprzyjaciela, biorąc masy jeńców. Patrol ułański pod dowództwem podporucznika Januszewskiego wchodzi od tyłu do Jazłowca, podchodząc do bramy klasztornej. Nieprzyjaciel zaskoczony – pobity, ponosi wielkie straty. Piechota własna ma wielce ułatwione zadanie.
Nie tak szybko rzecz się dzieje jak się opowiada czy pisze. Bitwa Jazłowiecka trwała z małymi przerwami i nieraz z bardzo ciężkimi momentami, przez trzy dni i trzy noce. Szczególnie noc z 12 na 13 lipca , kiedy to z pełnym sukcesem szarżował przy blaskach księżyca ostatni nasz odwód: 3-ci szwadron rotmistrza Taubego i szwadron 6 pułku ułanów pod rotmistrzem Duchnowskim, nieomal decydując o ostatecznym zwycięstwie. Biliśmy się w upalne dni i ciepłe noce lipcowe. Rozbiliśmy wielokrotnie silniejszego nieprzyjaciela, biorąc tysiące do niewoli. Uwolniliśmy od nieprzyjaciela dużą połać kraju Ojczystego wokół Jazłowca. Uwolniliśmy od wroga klasztor jazłowiecki, a w nim cudowną statuę Matki Najświętszej Niepokalanego Poczęcia. Swoje zadanie spełniliśmy bez reszty, w całej pełni. Jak na ówczesne warunki, z przed 40 lat, było to wielkie zwycięstwo, niebywały sukces bojowy, wynagrodzony nam sowicie odznaczeniami bojowymi, pochwalnymi rozkazami naczelnych władz wojskowych, wyróżnieniem w historii Jazdy Polskiej. Jednak nie w tym rzecz, chodzi o to, że był to nasz pierwszy prawdziwy chrzest bojowy, nasz pierwszy i wielki sukces wojenny, nasze zwycięstwo i to na Polskiej Ziemi.
TA TRZYDNIOWA BITWA DAŁA NAM NASZE SŁAWNE IMIĘ !!!
Otrzymaliśmy nasze pierwsze Imię, jak na chrzcie otrzymuje je niemowlę! Imię, które towarzyszyć będzie nie tylko nam, lecz i pokoleniom następnym, przez cały, długi, niekończący się okres egzystencji naszego Pułku – jednostki wojskowej – naszej Rodziny Jazłowieckiej, w tym czy w następnych wiekach, w tych czy innych okolicznościach, przy tych czy innych ustrojach politycznych, przy tej czy innej organizacji wojskowej, przy tym czy innym uzbrojeniu – na wiernym towarzyszu koniu czy czołgu!...
Otrzymaliśmy Imię o jakim tylko śnić mogliśmy! Otrzymaliśmy Imię wieczne, nieśmiertelne, wielkie i potężne tak jak Wielką, Nieśmiertelną i Potężną jest PATRONKA NASZA!
OD AUTORA. – W tym krótkim szkicu, nie podaję wielu innych wyczynów wojennych, a zwłaszcza późniejszych w czasie, czy też innych okoliczności towarzyszących, jak też poza paroma wyjątkami nie podaję nazwisk. Przytoczę jeszcze wyciąg z Zarysu Historii Wojennej Pułku: - „ Mówiąc o boju pod Jazłowcem, trudno pominąć milczeniem twórcę tego zwycięstwa, Majora Konstantego PLISOWSKIEGO. Pełen energii, zimnej krwi, szalonej brawury połączonej z rozwagą i doskonałym orientowaniem się w sytuacji. Major Plisowski był zawsze na miejscach najniebezpieczniejszych, w największym ogniu, świecąc przykładem i pobudzając nim innych. Słusznym jest twierdzenie, że podwaliny sławy Pułku położył pierwszy Ułan Jazłowiecki.”
Dnia 14 lipca 1959 roku 14-ty PUŁK UŁANÓW JAZŁOWIECKICH obchodził uroczyście w Londynie 40-lecie swego istnienia, oraz 40-lecie sławnej bitwy pod Jazłowcem w Małopolsce Wschodniej ( 11 lipca 1919r.). Autor niniejszego artykułu, pan pułkownik K. PLISOWSKI, jest prezesem honorowym Koła Ułanów Jazłowieckich imieniem generała Konstantego Plisowskiego w Londynie.


 


 

5
Oceń (6 głosów)

 

 

Jak doszliśmy do naszego sławnego imienia - opinie i komentarze

formoza58formoza58
0
CHYLĘ CZOŁO,MARKU !! (2014-01-12 00:00)
kuba18kuba18
0
Bardzo afektowane i bardzo osobiste wspomnienia. Ja przedtem wiedziałem, że ...Hej dziewczęta, w górę kiecki, jedzie ułan jazłowiecki"...Nie wiedziałem wiele o tej 3-dniowej bitwie pod Jazłowcem. Dziękuję za przypomnienie. (2014-01-14 00:00)
plk MMSplk MMS
0
mam szczególną sympatię do Jazłowca, szczególną estymą darząc Ułanów Jazłowieckich /chwała Bohaterom!/ i szczególną cześć oddaję Pani Jazłowieckiej. Bo miejsce, Pani Jazłowiecka i Jej Ułani, są szczególni, kto był w Jazłowcu... ten wie, o czym mówię, co czuję. Takie rocznice powinny być obchodzone w sposób szczególnie podniosły a historia takich formacji powinna być szeroko propagowana i znana. Mocno prawicę ściskam. (2014-01-16 00:00)

skomentuj ten artykuł