Historia biżuterii patriotycznej


Mało kto już dzisiaj pamięta, jakim powodzeniem podczas „nocy terroru”, niemal zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce i zainicjowaniu wojny polsko-jaruzelskiej, cieszyła się drobna biżuteria, zwana potocznie i chwytliwie patriotykami. Na rynku, często sprzedawane pokątnie lub spod lady, niejednokrotnie zamawiane szeptem przez klienta, pojawiały się cacuszka sztuki jubilerskiej, głównie wytwarzane w srebrze. Dziesiątki wzorów krzyżyków z orzełkiem w koronie, sygnetów, ryngrafów czy wisiorków. Dominowały, oprócz motywów religijnych, popularne elementy historyczne, znane motywy lwowskie, wileńskie czy warszawskie. Niemal każdy taką rzecz chciał mieć na wyłączność. Ich kupowanie było niemym przejawem oporu społeczeństwa, demonstracją nieposłuszeństwa wobec władzy, nachalnie narzucającej komunistyczne emblematy.

Były bardzo popularnym prezencikiem dla członków najbliższej rodziny, nawet dla ukochanej czy ukochanego, niosąc zawsze otuchę czy nadzieję, w czasach bardzo trudnego zawirowania dziejowego. Otwarcie wzorowano się na tzw. „czarnej biżuterii”, która odegrała niemal już legendarną rolę patriotyczną po powstaniu styczniowym 1863 r., doprowadzając do pasji carskiego zaborcę. Ponad wiek później carskich policmajstrów zastąpili ubeccy węszyciele, którzy nie kryli swojej wściekłości z powodzenia patriotyków, w których upatrywali przejaw niechęci do generalskiej władzy i jej dekretów. Nic dziwnego, że uporczywie dążyli do wykrycia źródła osobliwej produkcji.

Może nie tylko dla historyka tych czasów istotna będzie informacja, że jako pierwsza na pomysł masowej produkcji patriotyków wpadła nasza pracownia złotnicza. Realizacją swojego pomysłu przez kilka dobrych lat zajmowała się jako jedyna w Polsce. Potem, ale dopiero w drugiej połowie lat 80-tych, niemal jak grzyby po deszczu, jak to zwykle bywa, pojawili się rozmaici podrabiacze, kopiści, amatorzy łatwego i szybkiego zysku. Mieliśmy jednak swój powód do chwały. Wypuściliśmy na rynek blisko pól miliona egzemplarzy patriotyków i produkcja sprzedała się niemal na pniu. Dzisiaj wspominamy tamte czasy i ową produkcję z lekkim rozrzewnieniem, ale i z dumą...

'No cóż, chwalić się może nie wypada, ale mam chyba jakiś powód do satysfakcji. Patriotyki robiliśmy trochę z przekory, trochę z powodu własnych przekonań i pasji historycznych. SB szybko wywęszyła, czym sprawa pachnie, i całą tę działalność słusznie uważała za element małego sabotażu. Nic dziwnego zatem, że co jakiś czas zaliczaliśmy rozmaite komendy, przesłuchania, plądrowano naszą firmę i dom. Usiłowano nam przemówić do rozumu, potem coraz ostrzej, pojawiły się i szykany. Nie przestraszyliśmy się. Wiedzieliśmy, że nasza robota jest ludziom potrzebna. Patriotyki szły jak woda. Przyjeżdżali do firmy rozmaici sklepikarze, hurtownicy, a bywało, że i przedstawiciele dużych renomowanych podówczas sieci sklepów państwowych. Wielu liczyło na zysk, ale wielu też chciało najzwyklej pograć na nosie bezpiece i Jaruzelskiemu, nawet gdyby groziły im kłopoty. Nie ukrywam, że uważam tamtą produkcję za nasz mały wkład osobisty do przyspieszenia zmian politycznych, które nastąpiły w Polsce po 1989 r. W pewnym sensie przyczyniliśmy się przecież do podniesienia patriotycznych uczuć rodaków.

Jeśli wspomnienie o patriotykach jest komuś bliskie, znacie ciekawe historie związane biżuterią patriotyczną z tamtych lat uprzejmie proszę o listy. Obiecujemy, że z najciekawsze listy zamieścimy na naszym profilu na facebooku patriotyki.pl a autorów nagrodzimy naszą biżuterią.

 


 

4.8
Oceń (6 głosów)

 

 

Historia biżuterii patriotycznej - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł