Gorzkie tematy w rekonstrukcji

/ 44 komentarzy

'Gorzkie tematy w rekonstrukcji'

Rekonstrukcja w Polsce ma się coraz lepiej. Każdego roku mamy do wyboru ogromną ilość inscenizacji w których możemy brać udział. Wiele widowisk odtwórstwa historycznego jest już wydarzeniami kultowymi o ugruntowanej renomie i niezwykłej estymie. W naszej bojowej społeczności mamy wiele nie boję się użyć tego słowa postaci – ikon, niedoścignionych wzorów, speców w swojej dziedzinie, powszechnie szanowanych i stawianych za wzór. Sporo z rekonstruktorów, z nas posiada już po kilka kompletów pełnego dobrze odwzorowanego umundurowania i sprzętu. Niestety jednak pewne zdarzenia powtarzają się cyklicznie. Dawno już minęły czasy powszechnych „szwajcarów”, „kbw”, i tym podobnych. O ile groteskowe umundurowanie niektórych uczestników to już zabawna ciekawostka to ze scenariuszami czy organizacją inscenizacji i kulturą bywa czasem różnie.

Typowy scenariusz: płonący domek.

Większość inscenizacji XX wiecznych konfliktów zbrojnych ma bardzo zbliżony scenariusz. Jest on tak wygodny, że można go zastosować zarówno w Kampanii Wrześniowej jak i bitwie radziecko-niemieckiej. Wojsko A wchodzi do wioski. Mniej lub bardziej udanie odgrywa odpoczynek oddziału. W pewnym momencie niedaleko wsi (zbudowanej z maksymalnie dwóch słomiano-kartonowych domków) pojawia się wrogi patrol wojska B na motorze lub w samochodzie. Przedstawiciele lokalnych licealistów lub harcerzy odziani w białe koszule i kaszkiety jako chłopi z uśmiechami na twarzach (bo to ich pierwsza inscenizacja i frajda dla nich) opuszczają wieś. Następuje mobilizacja oddziału, dochodzi do potyczki w której wykonuje się tyralierę. W zależności od okresu pod koniec przybywa sprzęt pancerny lub kawaleria. Domki z papieru płoną, zwycięska strona konfliktu strzela na wiwat uradowana i inscenizacja się kończy. Brzmi znajomo?

Biorę udział w inscenizacjach na terenie całego kraju od kilku lat. Tego typu scenariusze przewijają się często w wielu miejscach. Nie ukrywajmy – nasza publiczność, nasi sponsorzy kiedyś się znudzą. Czasami zdarzają się bitwy zacne – z wewnętrznymi scenkami, charakterystycznymi dla danego okresu. Zwykle jednak powyżej wspomniana już tyraliera jest jedynym co robią rekonstruktorzy poza strzelaniem. Brak mi takich wydarzeń jak łącznicy, podciągnięcie linii telefonicznej, dezercji czy choćby zwykłej walki wręcz. Nie możemy sprowadzać inscenizacji do tego, że strona A ostrzelała stronę B . Wydaje mi się też błędem który zauważam podczas wielu widowisk – umiejscowienie szpitala polowego obok pola bitwy i sytuacji w której szpital nie bierze udziału w widowisku lecz jest tylko statyczną dioramą. Dobrze wyglądają też sztaby koordynujące walką. Czy ktoś się pokusi kiedyś o inscenizację w której ruchy wojsk przekazywane są bezpośrednio ze sztabu a nie tylko odgrywane spontanicznie w polu?

Niekiedy wiele inscenizacji (czasami bardzo kosztownych) trwa wraz z końcową defiladą mniej niż godzinę. Czasem mam wrażenie, że nacierające oddziały pędzą na siebie niczym sowieci do zegarków. Może wynika to z tego, że mało amunicji dali? Ale możliwe jest też to, że czasami brakuje nam inwencji i szybkie przemieszczanie się oddziałów jest jedynym na co nas stać.

Oczywiście nie każda inscenizacja powinna trwać długo bo np. w przypadku akcji partyzanckich czy zamachów często trwały sekundy ale w polu mamy sprzęt, który możemy się pobawić i wykorzystać.

„Poddaję się. Zabierz mi broń i obszukaj”.

No właśnie. Już kilka razy zdarzyła się sytuacja, że po wkroczeniu wroga na bronione terytorium pragnę się poddać. Mam na sobie polski mundur a w ręku karabin. Stoi koło mnie żołnierz Wehrmachtu. Pewnie zastanawia się czy już można zdać broń i iść na obiad. Inscenizacja jednak nadal trwa. Mój przeciwnik nie zabiera mi broni i traktuje jak powietrze. Bo przecież już zdobył wyznaczony cel i inscenizacji się kończy a zaraz pojedziemy do domu. Wtedy właśnie szepczę mu słowa zacytowane powyżej. Żenada panie i panowie, żenada. W końcowym momencie bitew dochodzi do sytuacji w której część rekonstruktorów pod koniec odgrywa pewne scenki a inni „martwi” już wstają i kręcą się bezradnie wokół innych. Kolejna żenada. Na próbę widowiska czasu nie starczyło mimo, że większość uczestników przybyła dwa dni przed bitwą….

Im więcej sprzętu i medali tym lepiej.

Nasi dostawcy proponują nam coraz więcej wcześniej niedostępnych elementów wyposażenia. Tak samo z odznaczeniami. Możemy się obwiesić tym jak Rambo. Wiem, że fajnie to wygląda i fotki wychodzą potem bojowo ale miejmy umiar. Mimo wszystko dziwnie wyglądają na przykład potyczki z końcowych faz wojen czy kampanii w której walczą oddziały z wzorowo stroczonymi plecakami, saperkami i tak dalej i tak dalej. Nie mówiąc o tym, że ci wojacy którzy wedle historii od tygodni pozostają w boju mają wzorowo odprasowane mundury, czyste buty i pięknie ogolone twarze. Nie odgrywamy nagrania dla kroniki PAT czy Deutsche Wohenshau ale BITWĘ! Bitwę w której jej prawdziwi uczestnicy wylewali pot, krew, umazani błotem, prochem i zawszeni. Ja rozumiem, że mundur dopiero co został sprowadzony z zagranicy i cena była w euro i szkoda zniszczyć. Ale z takim podejściem warto zainteresować się dioramami.

„Ze mną się nie napijesz?”

Nie byłem na inscenizacji (zwłaszcza takiej na którą przybywamy w piątek a wyjeżdżamy w niedzielę) w której przed ktoś nie pił alkoholu. Widomo, że jak zgraja facetów spotka się razem to i wypić czasem trzeba. Tylko czy efekty tego typu zabaw muszą trwać do samej bitwy? Nie widziałem inscenizacji w której przed wydaniem broni należy dmuchnąć w alkomat. A marzę o tym aby taka sytuacja zaistniała. Z punktu widzenia skromnego piechura czasami obawiam się o swoje bezpieczeństwo w konfrontacji z człowiekiem uzbrojonym w szablę o wojowniczym etanolowym spojrzeniu w dodatku na koniu. Dobrze wszyscy wiemy, że wielokrotnie udział biorą osoby pijane. Z bronią lub bez są niebezpieczne. A gdy już ma dojść do wykluczenia przez organizatora takiej osoby to zawsze dowódca grupy na osobności powie, że „Zdzisiu czy Rysiu znamy się k.. tyle lat. Przyjechaliśmy z daleka specjalnie dla Ciebie, chłopaki popili to prawda ale są niegroźni. Chcieli by sobie postrzelać. Nie rób im tego. My tu przyjeżdżamy do ciebie a ty nam sztylet w serce”. No i bardzo często organizator dopuszcza kogoś do takiej imprezy. Szkoda bo jeśli kiedyś nie daj Boże wydarzy się poważny wypadek to dziennikarze rzucą się na całe środowisko i nas rozszarpią.

Alkohol często stanowi też problem przed bitwą. Bywały sytuacje w których czułem się naprawdę zagrożony przez pijane osoby, które były bardzo agresywne. To że jesteśmy rekonstruktorami i dzielimy wspólną pasję nie oznacza, że wszyscy między sobą znamy się i ufamy. Bywa i tak, że przybywa się na miejsce zakwaterowania i nie znamy prawie nikogo. O ile wiem jak może zachowywać się pod wpływem ten czy inny kolega to skąd mogę wiedzieć jak zachowa się osoba obca?

Pamiętacie zapewne słynną i komentowaną powszechnie w naszym środowisku sprawę zdjęcia pijanego ułanoida pod kościołem. Wizytówka to rekonstrukcji raczej mroczna i nieciekawa. Organizatorzy dobrze wiedzą, że nietrzeźwi konni stanowią często spory problem. Nie chcę tu wyjść na wroga środowiska ułanów bo darzę ich wielkim szacunkiem ale jeśli chodzi o alkohol to bardzo często przesadzają. Wskazuję tę formację tylko dlatego, że na koniu i pod wpływem a do tego z szablą mogą… No właśnie.. Wszystko mogą. Oczywiście „niechcący panie prokuratorze jak Boga kocham” i tak dalej… Byłem już świadkiem wypadku z udziałem konia i nietrzeźwego jeźdźca który na szczęście nie zakończył się tragicznie ale niewiele brakowało.
Związane z alkoholem jest też to w jakim stanie zostawiamy miejsca naszego zakwaterowania przed inscenizacjami. Organizatorzy pewnie nie raz musieli czyścić pomieszczenia i naprawiać zniszczenia po „wizytach” zaprzyjaźnionych grup. Koledzy nosimy mundury. Różnych armii, z różnych epok ale jednak mundury a to zobowiązuje do kultury.

Podsumowując…

Musimy się zastanowić nad tym co robimy i jakiej jakości jest nasza praca. Pamiętajmy, że mimo tego, że nasza pasja jest piękna i pełna duchowych ideałów to działamy w warunkach rynkowych i naszym odbiorcom dostarczamy produkt. Jeśli nasze działania będą przez lata niezmienne, inscenizacje będą przebiegać wedle utartego schematu a nasze zachowanie dalekie od kultury to zwyczajnie przestaną być popularne i nikt nie będzie chciał ich finansować. Konkurencją dla nas będą festyny i pikniki lub koncerty zespołów znanych i lubianych.

Gdy zaniedbamy bezpieczeństwo i dyscyplinę możemy doprowadzić do wypadków i to nawet śmiertelnych bo o ile ślepaki którymi też notabene możemy wyrządzić komuś krzywdę nie są prawdziwymi nabojami to szabla czy bagnet to zawsze niebezpieczna broń. Podobnie jest z uwielbianą przez wszystkich „piro”.
Powyższe rozważania są przykładami niektórych zjawisk i nie należy ich odnosić do całości środowiska. Celowo też nie podaję konkretnych nazw bitew czy organizatorów aby nikogo nie urazić. Nie chcę wyjść na nieuczciwego krytyka społeczności nastawionego na to by punktować i wytykać mankamenty. Powyższe przemyślenia stanowią wybrane przykłady z niektórych inscenizacji a przytoczone zostały w celu ich wyeliminowania. Niniejszy tekst oddaję pod rozwagę i komentarz środowiska.

 


 

4.9
Oceń (41 głosów)

 

 

Gorzkie tematy w rekonstrukcji - opinie i komentarze

Peter44Peter44
0
Prawdę mówisz Jędrzej.
(2012-03-07 00:00)
Pathe39Pathe39
0
Oj znamy znamy. Jakiś czas temu obiegła informacja, że poczet sztandarowy jednej z ekip kawaleryjskich był tak nawalony, że sztandarowy usiadł w ławie kościoła i zasnął. Osobiście na jednej z bitew dostałem do oddziału, prócz naszych ludzi, jeszcze 3 spieszonych. Nie zauważyłem na początku i zorientowałem się dopiero później, że są po dużym kielichu, dopiero co dziabniętym. Śmiechy i chichy na defiladzie, a potem kompletna tragedia w samej inscenizacji... A co do scenariuszy, to POPIERAM! Panowie organizatorzy, którzy już podjęliście się organizować inscenizację. WYSILCIE SIĘ TROCHĘ! Ile razy może zostać ostrzelany patrol, wraca w panice do linii, a potem główne natarcie... A gdzie dostawy amunicji, telefoniści, sanitariusze, topografia przed bitwą, jako forma pokazania przygotowania obrony, gdzie punkty obserwacyjne artylerii, zerwane linie, gońcy konni i motocyklowi, radiostacje. Grupy mają coraz więcej sprzętu i z chęcią go użyja w polu, a nie na dioramach... (2012-03-07 00:00)
ZiemowitZiemowit
0
Nie zajmuję się rekonstrukcją tak długo jak Jędrzej ale niestety muszę się zgodzić z jego artykułem brałem udział w rekonstrókcjach gdzie były 2 żałośnie płonące domki,tyraliera i frontalny atak który pewnie w prawdziwej bitwie by nikt z atakujących nie przeżył z powodu skoszenia serią z MG. Faktycznie czasami aż się prosi żeby przyjechała sanitarka , była łączność itp. (2012-03-07 00:00)
marcinrmarcinr
0
Z żalem muszę stwierdzić, że wszystko co napisał Jędrzej to prawda, tylko prawda i sama prawda. Zajmuję się rekonstrukcją od niedawna, ale większość opisanych przypadków widziałem. Nasze rekonstrukcyjne piekiełko i typowe myślenie jakoś tam będzie. (2012-03-07 00:00)
bykfernandobykfernando
0
Niestety ja także uważam że to prawda, tylko prawda i sama prawda. Kiedy na jednej ze znanych imprez szarżowali na nas ułanoidzi " lekko po " to tylko rozsądek uchronił od tragedii. Może trzeba było zewrzeć szyki i zasłonić się bagnetami. Ale czy konie są winne. Każdy rozum ma i anioła który nad nim czywa. Oby się nie spóźnił. (2012-03-07 00:00)
ZaicevZaicev
0
Niestety, ale to gorzka prawda. Dobrze, że autor o tym napisał, może do niektórych coś z tego artykułu dotrze. (2012-03-07 00:00)
polslavpolslav
0
Artykuł zacny, szkoda, że wiele rzeczy to prawda:( Musimy jako rekonstruktorzy mocno popracować nad sobą i nad tym co robimy. (2012-03-07 00:00)
WrotyczWrotycz
0
Kolega poruszył tu kilka ważnych kwestii bezpieczeństwo i atrakcyjność widowisk. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo i alkohol to zgadzam się z kolegą. Niestety patrząc z perspektyw czasu na rekonstruktorów i imprezy to tyle naszego co sobie pogadamy i tyle. Jeśli ktoś lubi nadużywać to nie zmieni to nasze biadolenie, będzie nadużywał w trakcji po i przed. Jęli jest tak jak kolega Pathe39 pisał „że sztandarowy usiadł w ławie kościoła i zasnął.” To najwyżej wstydu na robił sobie i swojej grupie ale jeśli ktoś bierze udział w inscenizacji i pobiera broń to już jest na to paragraf ! Jedynym tylko wyjściem jest aby organizatora nie zapraszanie grup gdzie „moczymordy„ się znajdują. Wtedy nie ma dylematów dopuścić do udziału czy nie ? (2012-03-07 00:00)
WilczurWilczur
0
Witam ! Czytając założony temat przez Jędrzeja oraz komentarze , widzę jednolitą zgodność za tym , aby takich przypadków nie było lub wyeliminować spożywanie trunków wyskokowych w dniu inscenizacji. To prawda i zgadzam się , że w trakcie rekonstrukcji ( walka , działania pokazowe , ruch , siła, dynamika - alkohol obniża poziom realnej oceny danego zagrożenia . Sprawdzanie osób co do trzeźwości w dniu inscenizacji powinno być przy użyciu urządzenia kontrolno-pomiarowego na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu.Wszystko dla własnego bezpieczeństwa oraz dla bezpieczeństwa innych uczestników inscenizacji , jak i organizatorów danego pokazu. Od integracji jest piątek wieczór . Drink i wszystko z umiarem kontrolowanym tak, aby jutro pamiętać to , co robiło się dzisiaj . Nie może tak być , aby nietrzeźwy sztandarowy niosący sztandar z napisem ,,BÓG - HONOR - OJCZYZNA" się zataczał lub w kościele usypiał w ławce. To jest już hańba i wstyd. Sprawdzenie tym bardziej dotyczy również osób pobierających broń. Trzeba uważać bardzo na bezpieczeństwo .Tak jak pisze WROTYCZ - nie zapraszać ,, moczymordy,,. Pozdrawiam (2012-03-07 00:00)
ZdrajceV_PLZdrajceV_PL
0
tak w niektórzy nie potrafią powiedziec stop podczas picia to fakt lecz jak wpłyniesz na obca osobe skończy sie to bijatyka lub kij wie czym ;/ jesli chodzi o atrakcyjnośc to fakt w ruskim mundurze jak biegam to moge powiedziec że te bitwy sa takie same lecz wiem ze jak sie nie ma kasy a niedajborze pomysłu to nic nierobisz. I fakt my jako ruscy uwielbiamy walke w ręcz tylko boli mnie to ze w innych gupach nie mysla jeden drugiemu karabinem po palcach przejedzie i potem płacz i wsciekłośc... ja i koledzy jak dobiegamy do okopów żucamy nasze karabiny przed siebie lub obok i z gołymi pięsciami lecimy na bójke on sie broni kaabinem a ty złapiesz mauzera i robisz z gosciem co chcesz podacz tego typu dynamicznych walk lepiej jak wiecej ludzi bije sie ( udaje) na stojaco wtedy ludzie widza co sie dzieje czasem to bywa tak że sprowadza sie do parteru i ludzie nie wiedza czy sie tula czy umarli.... Tu jest przykład jak fajniej to wygląda od 6 minuty przexnanie palców i tez nie bardzo sie wie jak do tego zabrac a potem od 6:22 widac walki w ręcz na stojaco i to dla widza jest ciekawsze tak mi sie wydaje. A co do podobnych imprez to trzeba sie nastawic żeby była bardziej teatralna i cos sie działo a nie wojska A idzie nagle widzie Wojsko B i wymiana ognia.... (2012-03-07 00:00)
InkwizytorInkwizytor
0
Prawdę rzekł kolega o alkoholu na rekonstrukcjach, no ale wódka też jest dla ludzi i można ją wypić po samej bitwie a nie przed. Nie powiem że nie pije bo była by to nie prawda ale unikam tego na reko - max to zimne piwo w gorące dni lub kieliszek wiśniówki przy -10. I niech mi nikt nie pisze że jest święty i nigdy się nie napił bo nie wieże. A poza tym jak ktoś nie umie pozbyć się z ekipy tych co przeginają pałę to niestety nie nadają się na to by dowodzić grupą (2012-03-07 00:00)
MesserMesser
0
Myślę, że jest problem z nadużywaniem napojów wyskokowych, ale to nie jest największy problem naszych rodzimych rekonstrukcji. Dużo gorzej jest z poziomem wyszkolenia i umundurowania na inscenizacjach typu Krojanty. Owszem, są GRH/SRH, które może mają mniejsze zasoby finansowe, ale bez przesady. Buty "desanty" to nie wyposażenie WH, a hełm stalowy WP z namalowaną czerwoną gwiazdą nie jest hełmem żołnierza RKKA. Czy spodnie Woodland są tak uniwersalne, że mogą stanowić część elementu mundurów z okresu II Wojny Światowej ? Jeżeli chodzi o rozwijanie linii telefonicznej, to na ostatniej Bzurze był taki epizod. Na jednej rekonstrukcji (Górka lotnika) niosłem na plecach szpulę z kablem i rozwijałem z kolegą linię telefoniczną, na innej niosłem telefon i pomagałem rozwijać ową linię (Dąbrowiecka Górka 2011), czyli nie jest źle. (2012-03-07 00:00)
sagittariussagittarius
0
Witam Kolegów. Artykuł ciekawy, poruszający ważne dla całego środowiska kwestie.Ja ze swojej strony jako sanitariusz w nadchodzącym sezonie postaram się jeszcze bardziej w kwestii niesienia pomocy na polu walki:) Co do alkoholu to miałem niestety okazję widzieć "zmęczonego" kawalerzystę, na którego spoglądali przechodnie, a najbardziej żal było konia który to stał cierpliwie nad swoim panem- wyglądało to żenująco. Pozdrawiam. (2012-03-07 00:00)
HadesHades
0
Sagittarius, czyżbyśmy byli na tej samej inscenizacji? - widziałem niestety podobny widok... Miejmy nadzieję, że artykuł Jędrzeja pobudzi środowisko do dyskusji o tych "gorzkich tematach rekonstrukcji". PS. Bardzo ciekawe porównanie: "pędzą na siebie niczym sowieci do zegarków" :) (2012-03-07 00:00)
sagittariussagittarius
0
Widok miałem nieprzyjemność oglądać przed inscenizacją w Woli G, a ściślej mówiąc w Kocku. (2012-03-07 00:00)
kapitan Kootkapitan Koot
0
Niestety, żeby pokazać coś więcej niż atak tyralierą (albo raczej "tyralierą", bo przypomina to bardziej otwarcie nowego hipermarketu) trzeba po pierwsze mieć kondycję, a po drugie - umiejętności. Warto pamiętać, że rekonstrukcja to nie przebieranka ani bal karnawałowy, tylko wczucie się i odtworzenie ówczesnego żołnierza - łącznie z dbałością o poziom sprawności i chęć podnoszenia poziomu wyszkolenia zgodnie z odpowiednimi realiami. Kiedyś braki kondycyjne i szkoleniowe bezlitośnie wytykały kule wroga, dzisiaj trzeba liczyć na samego siebie. Cóż mówić o dynamicznych manewrach na polu "walki" czy inscenizowaniu walki wręcz, jeśli na własne oczy widziałem rekonstruktorów, którzy po przebiegnięciu kilkunastu (!) metrów sapali jak lokomotywy? Co do alkoholu, to jest to niestety przekleństwo nie tylko rekonstrukcji. Taki sam problem jest na imprezach asg czy nawet amatorskich imprezach sportowych. Przyznam, że dla mnie to niepojęte - poświęcam swój wolny czas i niemałe pieniądze i biorę udział w czymś co naprawdę lubię, czy nie lepiej przeżyć to wszystko na trzeźwo? Napić to się można spokojnie w szynku albo w domu... (2012-03-07 00:00)
WatcherWatcher
0
Żeby nie było, że nie znam tematu, robię w piechocie II RP od września 2005.
Sporo słusznych słów jest w tym artykule, mam 3 uwagi.
Pierwsza odnośnie czasu typowej rekonstrukcji, która trwa godzinę. Niestety ilości wydawanej amunicji z każdym rokiem są coraz szczuplejsze i to rzutuje na przebieg samej rekonstrukcji. Z sentymentem wspominam pewną inscenizację z 2008 roku, gdzie każdy dostał 40 (!) sztuk na głowę. A w sytuacji kiedy obecnie w najlepszym razie teraz jest po 20 naboi, trudno ukręcić bicz z piasku i zaproponować jakąś nowatorską formułę bitwy.
Druga sprawa odnośnie poddawania. Rozumiem autora, ale nie dziwię się temu zjawisku. Przecież broń jest wypożyczana indywidualnie a gość jest spisywany z dowodu. To nic dziwnego że potem nie chce się z tym kb rozstawać, ani biorący do niewoli nie pali się żeby mu odbierać. Po bitwie zwykle panuje duże zamieszanie i ciężko jest odszukać nawet ludzi ze swojej grupy a co dopiero mówić o nieznanych bliżej kolegach z przeciwnej strony barykady. Przyznam szczerze - parę razy się poddawałem, kilku Niemców wziąłem do niewoli... i w żadnym z tych przypadków nie byłem chętny do rozbrajania siebie czy przeciwnika. Pamiętam jedną taką sytuację jak koleżka oddał karabin Niemcowi i potem nie mógł się go doszukać po skończonej walce. Nerwówa trwała jakieś 45 minut i mocno opóźniła nam wyjazd z pola.
Co do alko to jeśli czujesz się zagrożony zachowaniem osób będących pod wpływem mam pewną radę. Kilka lat temu trzymałem nocną wartę na parkingu pod szkołą służącą za garnizon i faktycznie przyczepił się do mnie pijany uczestnik inscenizacji, który przybalował z koleżkami. W pewnym momencie dostałem pilne wezwanie przez krótkofalówkę, a kiedy pan próbował mnie w sposób agresywny zatrzymywać zarobił strzał i na tym się skończyło. Jeszcze mnie rano przepraszał... Tak więc na każdego znajdzie się sposób.
Pozdrawiam (2012-03-07 00:00)
franekdolas55franekdolas55
0
wszystko ładnie pięknie tylko kto przestrzega tych opisanych zasad kto z nas robiących rekonstrukcje gdzie w regulaminie jest napisane zakaz spożywania napojów ... alk. tego przestrzega ? no nie widziałejm jeszcze imprezy gdzie organizator po przyjeździe broni postawił stolik i wydawał broń i amo osobom uprzednio dmuchającym w balonik a to dlatego że to czas na to nie pozwala bo jakby kolega z broną przyjeżdżał 4 godziny przed a nie jak jest zawsze 2 albo nawet nie (są wyjątki ) to można by to było zrobić ale teraz 2 problem jak bumerang wraca temat : jak to ja nie dostane kolego znamy sie tyle i potem .. to ja tu więcej nie przyjadę a po imprezie jest gdzieś na forach ...." a to było tak a to było tak a to było inaczej bo trzeba imprezę zbesztać i kolega już nie jest kolega . temat poddawania się można to zrobić ale jak zawsze wiadomo nie praktykuje sie tego bo broń to broń i jak zginie to ten co ją wzią ma przerąbane a gorzej ma ten co ją pożyczył wiec temat sie zamyka co do pijanych na rekonstrukcjach można to zmienić scenariusze też można tak ustawić że będzie i sztab i dowodzenie itd ale do tego trzeba najpierw zmienić ludzi bo ci co przyjeżdżają na imprezy w większości zaraz po nich chcą wracać i po rekonstrukcji zawsze jest szybko zdać broń i papap zostają sami organizatorzy o ile też większość sie nie ulotni bo babcia ma urodziny itd a jak by tak zostać zrobić odprawę po imprezie omówić + i - imprezy posprzątać po sobie byłoby miło . ogónie tekst pouczający ciekawe dla lu z nas :) (2012-03-07 00:00)
kaczor2pukaczor2pu
0
Wszystko Panowie fajnie, dobrze że chcemy sie dokształcać i doskonalić takie artykuły są jak najbardziej potrzebne. Niemniej jednak z moich skromnych obserwacji (a dodam tylko, że od zawsze jestem zwykłym ułanem, nie bardzo mającym wpływ na scenariusz i strategiczne założenia rekonstrukcji) wynika że powinniśmy sie zastanowić w którą stronę nasze rekonstrukcje mają skręcić i co chcemy pokazać. O alkoholu nie bede pisał bo już dość o nim było. Skupie sie na treści rekonstrukcji. Czasem po rekonstrukcjach zastanawiam się co w nich jest takiego fajnego? Dla nas - rzecz jasna: ubieramy mundury, wyposażenie, szkolimy się, mamy okazje poczuć choć ułamek tamtego klimatu. Do tego dochodzi po prostu dobra zabawa, bo jak inaczej to nazwać? (pomijam tu kwestie związane z dokumentowaniem i zbieraniem relacji itp mówię o samej rekonstrukcji) Ale przejdźmy teraz do pozycji widza. Poruszyliście tu mase wątków, dobrze, wszystko wspaniale tylko czy wydaje Wam sie, że dla kilkunastotysięcznego tłumu który ma w głowach amerykańskie filmy o wszystkich wojnach, ze scenami typu rambo czy ,skądinąd genialnymi, ujęciami z "Szeregowca Rayan'a" atrakcyjne jest rozciąganie kabla telefonicznego czy rozbijanie szpitala polowego? Jest wiele innych podobnych epizodów które dla nas, a szczególnie dla odtwarzających je sa bardzo istotne i ciekawe, ale nie czarujmy sie, że dla publiki nie są (w takim wydaniu). Widownia oczekuje wartkiej akcji ma być dużo huku, ruchu i wybuchów dlatego moim zdaniem nie szybko opatrzą sie standardowe scenariusze ubogacane drobnymi wątkami (oczywiście w miarę dobrze poskłądane). Zapytacie może jaką mam alternatywę jeśli chce być ambitnym i zadowolić publikę? Osobiście spodobał mi sie pomysł pana Wołoszańskiego (można oceniać, ale to nie miejsce) z Wielunia. Wieczorna inscenizacja połączona z kręceniem filmu, punkt poborowy, szpital itd. Było to ubogacone telebimami na których widzowie wszytko widzieli. Myślę że to całkiem niezły pomysł. Mało to doskonałe jeszcze było, ale coś nowego. Wyobraźcie sobie rekonstrukcje gdzie widz możę oglądać wszystko na żywo i mieć podgląd 'z bliska' na telebimie. W takim przypadku nawet akcja rozwijania kabla może być pokazana dynamicznie i ciekawie a nie jak na zwykłej reko gdzie biegnie jakiś facet przez pole i dla 99% widowni mogłoby go nie być, po prostu optycznie nie przystaje do pola. Co innego jeśli możemy go zobaczyć na telebimie, jego ruchy, mimikę. Takie i inne sceny dynamicznie pokazane i zmontowane mogłyby ukazać nowe oblicze rekonstrukcji - tylko no właśnie ile przy tym pracy i wyrzeczeń, tydz urlopu nie starczy a i jakieś umiejętności aktorskie by sie przydały, bo to już mały film. Myślę, że organizatorzy stoją przed wielkim dylematem, pięniądze, widz czy rekonstruktor. A! No i oficjele. I tu wrócę do wstępu, w którą drogę skręcimy i czy w ogóle jesteśmy w stanie zafundować widowisko takie aby zaspokoiło każdego? (2012-03-07 00:00)
ajzemanajzeman
0
Z bronią to jest faktycznie problem - ale można go złagodzić. Po 1 ustalić kto komu te broń zabiera - np jedna lub dwie osoby wyznaczone przez organizatora czy coś w tym stylu. Co do alkoholu - napisałem ten artykuł też dlatego, że i mi zdarzały się różne imprezy przed inscenizacją ale nigdy nie stawiłem sie na pole bitwy pijany. Wszystko jest dla ludzi ale uważać trzeba. Z mundurami zaobserwowałem taką prawidłowość, że największe dizwadła zjawiają się w dniu samej inscenizacji. Czyżby bali się? (2012-03-07 00:00)
JacekJacek
0
Dlatego jak w roku poprzednim pojawił się cykl imprez pt Teatr Historii, gdzie naczelnym działaniem był pokaz wszyscy patrzyli na nas jak na wariatów. A to po prostu była próba zrobienia czegoś innego. I to się sprawdziło - tylko wymaga dopracowania. I nad tym pracujemy. Impreza traw cały dzień, a nie godzinę, może i dwa dni. Wymaga zaangażowania od wszystkich, ale satysfakcja także jest nie współmierna. Widz nie jest tylko biernym oglądaczem, może wziąść udział w takim pokazie. Mamy may wszystko co lubimy - dioramy, pokazy statyczne, ale też pokaz batalistyczny, pirotechnikę broń i strzały. I w ta stronę idziemy - najbliższa próba, w maju pod Brochowem, na bitwie roku 1915. (2012-03-07 00:00)
rob69rob69
0
Jędruś Ciebie zawsze lubiłem , ale nie wiedziałem,że ty taki bojaźliwy jesteś. Wypadki na takich rekonstrukcjach to rzadkość a ja żadnego nie widziałem. Piszesz na początku,że bitwa to błoto pot proch i wszy. Ale zapomniałeś o alkoholu już jak ma być tak realnie. Wiem,że nieraz coś się wypiło ale rekonstrukcje się zawsze udały. I Kock na 70 rocznicę drugiej wojny takie wielkie przedsięwzięcie i jakoś poszło. Nie komentuję tego dalej może powiem coś za dużo. Pozdrawiam Rola Robert Ułan .
(2012-03-08 00:00)
rob69rob69
0
Wiecie co wam powiem ,ze ja chyba tych ludzi nie znam co oni tu piszą. Jest mała polanka i dwustu ludzi konie i wozy pancerne . Obserwacja całego zdarzenia jest często na płaskiej powierzchni co zobaczy widz a o dzieciakach to można zapomnieć. To nie film Wajdy z kilku milionowym budżetem. Każdy chce żyć , ten od broni od pirotechniki. Domki spalone tak najłatwiej i najtaniej. Wy JAKO REKONSTRUKTORZY nie jesteście od doznawania wy jesteście aktorami,Wielu widziałem pasjonatów ,którzy zamiast sobie z rodziną w domu obiadek niedzielny konsumować to jechali kilometry z koniem i ja na prawdę im się dziwiłem dlaczego. Ubrać się w wyprasowany mundur godzinę przed i broń wypożyczyć to małe piwo . Ja w rekonstrukcję zainwestowałem wiele pracy i kasy i nie żałuję tego . Koledzy tu nie ma jak rozwinąć skrzydeł tu chodzi o przekaz dla prostego ludu. Pokaz uzbrojenia i rekonstrukcję historii Sam scenariusz będzie się powtarzał jeszcze wiele razy. A i wypijcie sobie nieraz tylko z umiarem. RR. (2012-03-08 00:00)
Pathe39Pathe39
0
Dla mnie świetny był Teatr Historii w Sochaczewie. Scenariusz nie był sztampowy. Nie mów kaczor2pu, że np. telefoniści nie odnajdą się w polu, bo tam prócz obsługi armaty wystawiliśmy punkt obserwacyjny artylerii konnej w I linii, już po rozpoczęciu bitwy rozciągnęliśmy linię i telefony zagrały. Punkt był 3 metry od widowni i podawane gwałtownie komendy i opętańcze darcie się do słuchawki, przy wybuchach wyglądało naprawdę dobrze i myślę, że się spodobały. Do tego zbudowane okopy, uwijający się sanitariusze i krótka walka wręcz. Punkt obserwacyjny i telefonistów zaproponowaliśmy na godzinę przed rozpoczęciem - kwestia dobrej woli organizatorów. Można i to nie była kwestia kasy, a POMYSŁU, POMYSŁU i jeszcze raz POMYSŁU. (2012-03-08 00:00)
ajzemanajzeman
0
Robercie! To nie bojaźń - piszę o kilku przypadkach z całej Polski. Ja nie jestem przeciwnikiem alkoholu wogóle i sam to wiesz najlepiej ale sytuacji gdzie ktoś ledowo się trzyma. Ja wiem, że lekko podchmelony wojak ma lepszy humor i większego ducha bojowego - ale trzeba jednak dmuchać na zimne. Wypić tak ale zakończyć picie 24 h przed bitwą i ewentualnie po obijać zwycięstwo. Co do scenariuszy no to nie trzeba dużo wydać na bitwę aby była udana. Właśnie w momencie w którym mało jest piro i amunicji trzeba to zapełnić pełną inwencji grą. (2012-03-08 00:00)
LeszekMLeszekM
0
dobry pomysł pokazać dostarczanie amunicji na pole walki niech ludzie zobaczą te 10 ślepaków na głowę prędzej zrozumieją naszą porażkę 1939,niestety trzeżwy sołdat w natarciu 1944/45 będzie budził niedowierzanie ale tylko mój żart .od niedawna jestem na rekonstrukcjach po stronie wykonawców przedtem byłem jako publiczność i z tej strony to opiszę panowie więcej szacunku dla widzów jeśli o coś pytają, mówić ,tłumaczyć ,opowiadać po to tam jesteśmy samo aktorstwo na polu walki to za mało a jeśli niema narracji lub jest słaba to ludzie patrzą na inscenizację jak na kolejny odcinek "Rambo " najważniejsze żeby widz nie odczuł że człowiek w mundurze jest bucem ,może to sposób aby nie uciekali zaraz po imprezie do domu (2012-03-08 00:00)
ajzemanajzeman
0
Ja mam np. taką zasadę, że jeśli mam tylko taką możliwość to zbieram łuski. Mi one do niczego nie potrzebne ale zawsze dzieci pytają się o łuski bo wiem z młodych lat jaki to skarb:) Osobiście nie lubię pozować do zdjęć po czy przed rekonstrukcją i trochę mnie to wkurza ale nigdy nie daję tego poznać po sobie i nie odmówiłem. (2012-03-08 00:00)
toratoratoratoratoratora
0
Brawo ! ja tylko skromnie przypomnę pewien materiał z 2010 roku na temat pijanego ułanoida i pewien atak ze strony , która nawet nie była wymieniona w poście tymze, ale cóż, uderz w stół a nożyce się odezwą. (2012-03-08 00:00)
WachmistrzKOPWachmistrzKOP
0
Witajcie! Jędrzej ma dużo racji. W zasadzie, jak pisali przedmówcy, ukazał samą prawdę. Jednak jak doskonała nie byłaby teoria to zawsze rozminie się z praktyką. Nie mam jeszcze wielu doświadczeń z rekonstrukcją. Działamy 3 lata, ale przez długi czas zajmowaliśmy się raczej obstawianiem imprez rocznicowych, asystami itp. W pole wyszliśmy dopiero w zeszłym roku. Dlatego nie wypowiadam się wogóle o kwestiach organizacji, bo nie wypada mi jako osobie, która rekonstrukcji nigdy nie organizowała. Ale kilka uwag do przedstawionych tematów chciałbym dodać. Po pierwsze sprawą fenomenalną byłoby zrobienie odprawy/ podsumowania po imprezie a potem tzw. "afterparty". Ale czy zawsze jest to możliwe? Właściwie tylko wtedy, kiedy rekonstrukcja odbywa się w sobotę. Nie dziwcie się ludziom, że zaraz po imprezie czasem chcą jechać, bo może mają do domu 500 km a jutro na 6 do pracy. W tej sytuacji impreza sama klaruje się w wieczór poprzedzający rekonstrukcję. I czy można się dziwić, że znajomi z różnych stron Polski spotykając się raz na jakiś czas mają ochotę usiąść przy butelce? Moim zdaniem nie. I nawet jeśli dobrze popijemy, to najważniejsze, żeby rano nie "poprawić", szczególnie jeśli będziemy mieli do czynienia z bronią. Kwestia zachowań po alkoholu jest dużo szersza niż temat rekonstrukcyjny. Jeśli ktoś po spożyciu staje się agresywny, lub ponosi go dzika fantazja, to nie powinien pić wogóle i czy chodzi o rekonstrukcję, czy dyskotekę w rodzinnym mieście to już sprawa drugoplanowa. Reasumując: nie ma prostej recepty na zadane powyżej tematy. Zdrowy rozsądek jest potrzebny zawsze, ma się jednak nijak do odgórnie narzucanej prohibicji. Nie czuję się za dobrze? Nie ustawiam się w kolejce po broń i idę w pole z własną atrapą, którą nie zrobię nikomu krzywdy. (2012-03-08 00:00)
starszywiarusstarszywiarus
0
Gratuluje autorowi odwagi w poruszaniu "niepopularnych spraw". Moim skromnym zdaniem najwyższy już czas aby "rekonstrukcje historyczne" ważnych wydarzeń stawały się coraz bardziej realistycznie przedstawianymi żywymi lekcjami historii, a nie były tylko udawanymi - a czasem i nie - bijatykami, nie mającymi wiele wspólnego z bojowym zachowaniem. A więc może zamiast marnować czas na pijackie integracje, udałoby się poćwiczyć co nieco w rzeczywistym terenie "pola walki". Natomiast nieodpowiedzialne zachowania, szargające opinię wszystkim powinny być napiętnowane - i tak właśnie powinniśmy rozumieć koleżeństwo. Jeżeli nie wyzbędziemy się naszej mentalnej - nadmiernej tolerancji, możemy zamiast oklasków otrzymać gwizdy!!! (2012-03-08 00:00)
raDzikraDzik
0
Czołem Panowie! Jędrzej ma sporo racji, ale... Ja "kawalarzysta" nie stroniący od alkoholu, jednak to zrzucanie nadmiaru % na kawalerię drażnić zaczyna, może to inne bronie morale osłabiają? Od lat bywam na Komarowie, konie, ułany, % i piechota, która za każdym razem podkreśla profesjonalizm konnicy. Tudzież przy walkach konnych polsko-bolszewickich na białą broń krew się nie leje i jest ok. Znaczy można fajnie i bezpiecznie, trzeba sobie tylko powtarzać "noc huzarska, służba carska" i nie "klinować" z rana jak Wachmistrz KOP-u podkreślił. A co do scenariusza to jak się w piątek zjeżdża to próbę w sobotę można zrobić i będzie ok. a najczęściej jest w niedzielę jak się publika schodzi vide ostatnia Serokomla na głośnikach. Wódkę trzeba pić z głową, a nie z kiełbasą i pomysły mieć. Jako konny udział biorę w reko XVII w. tam wszystkie potyczki to spontan, ale jak widowiskowe. Scenariusz tylko z grubsza określa fabułę i się dzieje. (2012-03-09 00:00)
ajzemanajzeman
0
Radek! To nie jest tekst wymierzony w kawalerię! Broń Boże! Inne bronie też dają w palnik i to mi się nie podoba. Przykład kawalerii został przytoczony ze względu na większą odpowiedzialność jaka spoczywa na jeźdzcu. (2012-03-09 00:00)
MesserMesser
0
Myślę, że nie ma znaczenia, kto więcej wypije, kawalerzysta czy czołgista. Z piechotą i artylerią też jest podobnie. Podoba mnie się stwierdzenie: "pić to trzeba umieć". We wszystkim wskazany jest umiar i zdrowy rozsądek. Jeszcze nie widziałem rekonstrukcji, aby gwizdy były głośniejsze od braw publiczności. W sumie, to dla kogoś występujemy. Dla siebie, to są wewnętrzne manewry grupowe. (2012-03-09 00:00)
HorheHorhe
0
Kilka suchych faktów dla otrzeźwienia: -w przypadku wypadku z użyciem broni, własnej czy wypożyczonej, z automatu działa Policja,prokuratura itp. -poszkodowany uraczony etanolem nie może mieć podanych wielu leków, w tym tych, które ratują życie -nawet jeśli teren widowiska ma polisę OC i NNW, albo poszkodowany własne indywidualne ubezpieczenie, to zapomnijcie że "nachlany" dostanie jakiekolwiek odszkodowanie Dla mnie osobiśce, chodzenie po pijaku z bronią białą, czy palną, jest równoznaczne z prowadzeniem auta na podwójnym gazie. Nasze hobby jest trochę z gatunku podwyższonego ryzyka, dlatego też zachowujmy się profesjonalnie, a nie jak kundle spuszczone z łańcucha domowych obowiązków i rzeczywistości. Poza tym z samego szacunku do rekonstruowanej formacji wypada zachować trzeźwość umysłu (chodzi mi głównie o wizerunek WP). (2012-03-09 00:00)
MesserMesser
0
Horhe, ale każdy mundur zobowiązuje. I nie popadajmy w skrajności, że jak ktoś ma na sobie mundur ROA lub RONA to może być pijany, bo to takie realistyczne jest. (2012-03-09 00:00)
Pathe39Pathe39
0
A z drugiej strony, wybaczcie panowie, ale przypomina to trochę PRLowskie potępienie "Studenci do książek!", albo barejowskie "Zniknięcie tych parówek to policzek dla całej ekipy". Jedna rzecz to nawalony na świeżo gość na inscenizacji, a druga to to, że 80% jest na mniejszym lub większym kacu. Nie przesadzajmy. Ludzie spotykają się, popiją, pogadają. "Alkohol jest dla ludzi, a barany piją wodę". Nie bądźmy bardziej święci niż to jest konieczne... (2012-03-10 00:00)
ajzemanajzeman
0
Koledzy! Nie mam zamiaru namawiać do tego aby przed rekonstrukcją nie napić się. Sam przeżyłem wiele hucznych imprez przed bitwami. Zakazy picia alkoholu w miejscu zakwaterowania to utopia. Chodzi o picie przed samą godziną W. Nie chodzi o to aby dokonywać antyalkoholowej krucjaty. Przypomniało mi się pewno wydarzenie. Może ono służyć za dobry przykład. Mój znajomy - kawalerzysta całym życiem, wręcz zawodowy przed bitwą ostro popił. Bardzo chciał brać udział w bitwie bo przyjechał na nią z daleka. Jednak rano gdy ocenił swój stan zrezygnował jak to się mówi sam z siebie. Powiem tak: brawo! Odpowiedzialnie. Ciekawe jest to, że temat alko przyćmiewa inne zagadnienia mojej publikacji. Według mojej oceny bardziej istotniejsza jest kwestia scenariuszy w samej bitwie. A to w jakim stanie ktoś się stawi na pole bitwy bardzo często ma wpływ na jakość widowiska. (2012-03-10 00:00)
jaremajarema
0
Krótka inscenizacja na Podrzeczu 2010 (na Małej) jakby przeczy wszystkim zarzutom ;) Fajna postawa Willy'ego, który kazał swoim Niemcom przeszukać zabitych. Są "inscenizacje" (których wymieniać nie wypada), na których doświadczamy wycieczki po ósmym kręgu piekieł, ale skoro tak jest, to po co na nie jeździć? (2012-03-10 00:00)
MesserMesser
0
Jarema, ale Willi doświadczonym rekonstruktorem jest, a GRH/SRH AA7 działa od dziesięciu lat. Powielajmy dobre wzorce, uczmy się od najlepszych, a wszystko będzie dobrze. Przed rekonstrukcjami Mława i Bzura zawsze była zbiórka całości "sił niemieckich" i Steiner zawsze się pytał, czy ktoś się źle czuje i nie ma siły wystąpić w rekonstrukcji. Nigdy nikt się nie zgłosił. Ale, na którejś z rekonstrukcji w Mławie Steiner wykluczył rekonstruktora, który rano poprawił piwem po całonocnej prawie imprezie. Byłem, widziałem, więc kontrola jakaś jest. (2012-03-10 00:00)
toratoratoratoratoratora
0
" Jako konny udział biorę w reko XVII w. tam wszystkie potyczki to spontan, ale jak widowiskowe. Scenariusz tylko z grubsza określa fabułę i się dzieje." Z tym "spontanem" to bym tak nie szalał ... po to jest scenariusz, aby go zrealizować w 100% choćby ze względów bezpieczństwa, bo jeśli "spontan" opanuje np. ułana i pojedzie on po leżącej w trawie piechocie? albo "spontaniczny" piechur zacznie wywijać przed końmi karabinem niczym maczugą? kaszanka gwarantowana... Jarema , Willi to myślący rekonstruktor i doświadczony , jego pomysły i zimna krew kilka razy ratowały sytuację. (2012-03-10 00:00)
SchrekSchrek
0
Panowie tak sobie czytam i czytam, najpierw wywody a potem wasze komentarze i bez urazy ale zrobiła się z tego lekko mówiąc akademicka dyskusja, no bo przecież nikt jak tutaj stoi nie brał udziału w inscenizacji "na pruty jak meserszmit po bitwie o Anglię" - i dobrze ale jak zwykle osoby których by ten watek dotyczył i tak go nie przeczytaj bo i tak sobie z tego nic nie robią bo mają to w dupie... i niestety takie są fakty. Dziwi mnie tylko fakt, że nie dostrzegacie tego, że tak naprawdę przed każdą impreza jakieś tam spożycie alkoholu jest ale są imprezy gdzie na drugi dzień na pole wychodzą ludzie i jest wszystko ok a są imprezy gdzie nocna libacja jest kontynuowana przed inscenizacją a co za tym idzie i w trakcie inscenizacji mamy do czynienia z naprawdę pijanymi ludźmi. Od czego to zależy??? a no ja se tak myślę, że to chyba zależy od organizatorów od kontaktu grup z organizatorami i podejściu organizatorów do ludzi i na odwrót, gdzie odpowiednio dobrane grupy na poziomie sprawiają że nie ma takich problemów i chyba w tym leży pies pogrzebany... a także to że pić to trzeba umieć i wiedzieć kiedy... z poważaniem Ogr. (2012-03-11 00:00)
ajzemanajzeman
0
Schrek racja tylko, że artykuł nie był tylko i wyłącznie na temat alkoholu i dziwne jest to, że to ten temat jest tak gorący. Zakaz picia na zgrupowaniach nie ma sensu bo nie ma jak tego wyegzekwować i wprowadziło by tylko zbędny zamordyzm. Jak napisałem w artykule nie dotyczy on wszystkich a to, że nie wskazałem wyraźnie pozytywnych przykładów to dlatego, że znamy je z legendarnych inscenizacji, podajemy jako autorytety. Jako młody rekonstruktor jak pamiętasz dostałem kindersztubę w Odwachu i między innymi dlatego napisałem ten artykuł. (2012-03-11 00:00)
szakalszakal
0

Wszystko fajnie ,tylko zastanawia mnie jedna rzecz; gdzie są dowódcy  zagazowanych rekonstruktorów ? Bo ten problem powinien im być znany ! Jeżeli nie potrafią załatwić tego przez rozmowę z takim kolegą to chyba problem  jest większy niż by się wydawało.  Może stąd ten artykuł. Z pewnością ten artykuł nic nie zmieni , oprócz tego że napiętnuje całe nasze środowisko w oczach większej rzeszy ludzi. 

Jeśli zaś chodzi o scenariusze rekonstrukcji i ich wykonanie to od czasu gdy się tym zajmuję , to koledzy z polskich odziałow pieszych ,czy też konnych wykazują wielką waleczność i duży stopień nieśmiertelności , a przy tym scenariusz ........ a co to takiego ..........  

Może krytykę zacznijmy najpierw we własnych grupach na linii koleżeńskiej i zróbmy coś z tym  , a takie biadolenie to jak debata w sejmie nic nie wnosi oprócz medialnego szumu . 

Skończmy wreszcie z republiką kolesi , a takie stwierdzenia nie będą miały miejsca.

A jeśli mowa o samej fabule rekonstrukcji to trzeba oddać sprawiedliwość organizatorom , bo  

trudno jest zrobić taki przebieg  bitwy jak tu kolega opisuje , a na przedstawienia nasze przyciągają ludzi tylko wybuchy ,wystrzały i jarmarczne stragany. 

Bywałem już na rekonstrukcjach gdzie był przerost formy nad treścią i widziałem jak ludzie chodzą po straganach z bibelotami bo na polu walki nic się nie działo.

A jeśli checie pobawić się w prawdziwe wojsko z prawdziwym dowodzeniem to trzeba zacząć od dyscypliny we włsanych odziałach. Potem zorganizujcie sobie jakieś manewry z dowodzeniem i może wreszcie nauczcie kolegów wykonywania rozkazów jak w wojsku .

A problem sam zniknie bez powrotnie.

(2012-03-12 00:00)
MesserMesser
0
Ajzeman masz rację, w tym artykule było nie tylko o spożywaniu alkoholu przed imprezą. To ważne, ale nie najważniejsze w temacie. Było jeszcze o atrakcyjności rekonstrukcji dla widza. Poruszony został temat rozwijania sieci łączności przewodowej. Sam podałem dwa przykłady, kiedy sam to robiłem, Koledzy podali przykład z rekonstrukcji "Miasto w ogniu" w Sochaczewie. I to jest budujące. Skoro mamy działające telefony, to warto je wykorzystać. To jak z lotnictwem. Kiedyś latał jeden samolot Kuby, który jest ucharakteryzowany na Fi-156 Storch. A na ostatniej Mławie były jeszcze dwa Zliny ucharakteryzowane na Bf-109. Czyli, realizm jest, strona niemiecka ma zdecydowane panowanie w powietrzu. I dobrze, bo nie sądzę, aby organizatorzy sprowadzili latającą replikę Ju-87 lub "prawdziwego" Messerschmita z Niemiec. Zresztą po co ? To nie jest rekonstrukcja walk Luftwaffe nad Polską. (2012-03-12 00:00)

skomentuj ten artykuł