Dukla 1944 - bitwa o wolność Słowaków

/ 1 komentarzy / 3 zdjęć


Dukla 1944 - bitwa o wolność Słowaków

Ta historia wydarzyła się 66 lat temu. Wstawał świt 8 września 1944 roku. Tego pamiętnego dnia o godzinie 6.30 tysiące rwących się niecierpliwie do walki, zmęczonych wytężonym marszem i bezsenną nocą żołnierzy radzieckich i czechosłowackich patrzyło na górskie masywy Karpatenfestung, na pokryte lasami szczyty, na wzgórza pnące się pod zachmurzone tego dnia niebo… Każdy z nich dobrze wiedział, że te ciche góry i lasy już wkrótce staną się świadkami zażartych walk. Cisza tak dobrze znana żołnierzom mówiła, że za chwilę już ten wymowny i szczególny spokój poprzedzający każdą większa operację zostanie przerwany ogniem artyleryjskim 38 armii generała pułkownika Kiryłła Moskalenki. Zaczęło się natarcie. Zaczęła się operacja nazwana w historiografii jako operacja karpacko dukielska inaczej dukielsko preszowska.

Jej założeniem miało być szybkie przedarcie się wojsk radzieckich przez przełęcze karpackie, przełamanie niemieckiej obrony i połączenie się z powstańcami na Słowacji. Główne uderzenie miała wykonać 38 Armia generała Kiryłła Moskalenki z 1 Frontu Ukraińskiego marszałka Iwana Koniewa, wsparta 1 Czechosłowackim Korpusem Armijnym dowodzonym przez generała Kratochvila, nieco później przez generała Ludwika Swobodę. W lipcu 1944 roku na dukielszczyznę wkroczyła ofensywa 1 Frontu Ukraińskiego który przełamał niemieckie linie na Wołyniu. W sierpniu trwały zacięte boje na linii Wisły, na południu front zatrzymał się na wschód od Jasła i na północ od Krosna. Nie było potrzeby natarcia przez Karpaty, jednak sytuacja zmieniła się diametralnie wobec zmian jakie zaszły na Słowacji. Słowacja była pod władzą nacjonalistycznego księdza Józefa Tiso formalnie niepodległa od 1939 roku, jednak w pełni podporządkowana Niemcom.

W miarę niepowodzeń Niemców na froncie wschodnim wśród Słowaków rosło niezadowolenie. Podjęto przygotowania do zbrojnego wystąpienia przeciwko niemieckim wojskom. Zanim jednak udało się nawiązać kontakt ze sztabem Armii Czerwonej, Niemcy zaniepokojeni destabilizacją sojusznika zdecydowali się na interwencję. 29 sierpnia wojska niemieckie przekroczyły granicę. Powstańcy powstali zbrojnie. Jednak w wyniku działań Wehrmachtu zepchnięci zostali w góry środkowej Słowacji.

31 sierpnia w Moskwie ambasador emigracyjnego rządu czechosłowackiego poprosił o militarną pomoc dla powstańców. 2 września dowódca 1 Frontu Ukraińskiego marszałek Iwan Koniew otrzymał ze sztabu rozkaz przygotowania ofensywy, który natychmiast został zatwierdzony. Do natarcia wyznaczonego właśnie na 8 września wyznaczono 38 Armię. Podstawa wyjściowa do ataku na Przełęcz Dukielską znajdowała się w rejonie zalesionych wzgórz koło Odrzykonia, na wschodzie ograniczona była linią Rymanów Stropkov, a z zachodu linią Jedlicze Niż.

Teren walk był niezwykle trudny – pocięty górskimi grzbietami zalesiony i pozbawiony dobrej sieci dróg co odczuły dotkliwie jednostki pancerne. W przewidywanym terminie operacji warunki pogodowe nie sprzyjały atakującym. Zacięte deszcze i wiatry utrudniały poruszanie się wojsk. Wymęczeni piechurzy 38 Armii grzązli w górskich błotach utrudniając przeprawy przez rzeki. Krótki czas przeznaczony na przygotowanie ofensywy uniemożliwił przygotowanie wojsk do walk w trudnym górskim terenie. Plan przewidywał uderzenie na przełęcz wzdłuż dukielskiej szosy, jednak czas 5 dni wyznaczony do osiągnięcia celu wkrótce stał się nierealny. W dodatku 38 Armia była wykrwawiona i wyczerpana trwającą od miesiąca ofensywą, działała dotąd na równinach, teraz przyszło jej walczyć w trudnym górskim terenie. Z powodu pośpiechu nie zdołano uzupełnić strat w sprzęcie i amunicji, źle oszacowano siły przeciwnika dysponującego znacznymi rezerwami.

W dniu 8 września stosunkowo łatwo zdołano przełamać pierwsza linię niemieckiej obrony. Nie zdobyto jednak Krosna przez co musiano poruszać się bocznymi drogami co dało Niemcom czas na umocnienie drugiej linii obrony. Mieli pod sobą wszystkie ważniejsze szczyty i drogi. Szybkim uderzeniem nie pozwolić nieprzyjacielowi na zajęcie w porę dogodnych pozycji obronnych, tak scharakteryzował to marszałek Koniew. W ciągu pierwszego dnia nie udało się dokonać większego wyłomu w liniach nieprzyjaciela. Poważnie zmieniło to cały bieg wydarzeń. Brygada czechosłowacka wraz z 25 Korpusem Pancernym i 1 Korpusem Kawalerii Gwardii wchodziły w wyłom trudnymi górskimi drogami. Drogi były zapchane co utrudniało poruszanie się wojsk drugiego rzutu.

Głównym celem operacji było przełamanie obrony niemieckiej w rejonie Krosna i rozwinięcie natarcia w kierunku na Duklę, Przełęcz Dukielską, Svidnik i Preszów. W dniu 8 września o godzinie 8.45 rozpoczęło się 125 minutowe przygotowanie artyleryjskie i lotnicze. Wkroczyło lotnictwo szturmowe. Oddziały 1 Korpusu Czechosłowackiego weszły do walki dnia 9 września w rejonie Wrocanki i Bobrki i od razu znalazły się w ciężkiej sytuacji. Generał Ludwik Svoboda tak wspominał ten czas: „Padły pierwsze strzały, za nimi posypały się dalsze. Nasi kanonierzy strzelali celnie. Dokładnie mierzonym ogniem odparli pierwsze natarcie żelaznych potworów. Nieprzyjaciel cofa się, poniósłszy znaczne straty. To pierwsze starcie z nieprzyjacielem kosztowało 2 batalion siedemnastu zabitych i rannych. Pierwszy chrzest ogniowy w Karpatach. Przebicie się jednak nie było łatwe. Skutki ognia faszystowskich sześciolufowych moździerzy i dział oraz stałych kontrataków były fatalne.

Żołnierze 3 brygady, których większość po raz pierwszy brała udział w boju, znaleźli się w ogniu granatów przeciwpancernych i min. Pierwsze dziesiątki zabitych, pierwsze dziesiątki rannych. Wielu żołnierzy ogarnęła depresja. Zwłaszcza tych co przechodzili bojowy chrzest. Rano w trzecim dniu walk 3 brygada ruszyła do nowego natarcia. Żołnierze na próżno rzucają się do szturmu. Przeciwnik znów odparł ataki. Natomiast 1 brygada już od świtu, gdy rozpłynęła się mgła, ustala pozycje nieprzyjaciela. Natarcie się opóźni. Artyleria się nie zdążyła w ciągu nocy przegrupować. Niektóre baterie dopiero teraz zajmują stanowiska ogniowe. Bez ich solidnego wsparcia nie rozpoczniemy. Jest to pierwsza nauka płynąca z dotychczasowych walk w górach. Nauka opłacona krwią.”

Największe sukcesy odnosił 1 Korpus Kawalerii Gwardii generała Wiktora Baranowa który 9 września wszedł w wyłom w liniach niemieckich w rejonie Kobylan a później posuwał się na zachód od Głojsc aż do Olchowa i Polan. Do dzisiejszego dnia szczyt Baranie w rejonie Olchowca jest pamiątką tamtych wydarzeń. Później już na terenie Słowacji korpus doszedł aż w rejon Krajnej Porubki. W ślad za kawalerią ruszył 25 Korpus Pancerny i piechota. Szczególne zacięte walki toczyły się w rejonie szosy Łysa góra – Iwla w dolinie rzeki Iwielki. Ze względu na duże straty obu walczących stron rejon tych walk nazwano „Doliną Śmierci”. Od 11 września ciężkie walki toczyły się o wzgórze 534 nazwane później „Krwawym Wzgórzem”. Kto miał wzgórze ten kontrolował szosę Dukla – Nowy Żmigród. Walczono dzień jak i w nocy. Wzgórze kilkakrotnie przechodziło z rąk do rąk, ostatecznie zdobyły je oddziały 1 Korpusu Czechosłowackiego dopiero 19 września. Tego dnia zdobyto również Teodorówkę.

Pod sama Duklę oddziały podeszły dopiero 20 września, od wschodu nadszedł 4 Korpus Pancerny Gwardii , a do północy 3 Brygada Korpusu Czechosłowackiego wsparta batalionem czołgów. Atak tych jednostek doprowadził do wyzwolenia miasta. W dalszym etapie radzieckie korpusy szturmowały wzdłuż drogi do Barwinka. Niemcy jednak twardo bronili się na wzgórzach na południe od Dukli i dopiero 23 września czołgiści zdobyli Tylawę, zmuszając Niemców do wycofania się. Udało się też nawiązać kontakt z kawalerzystami generała Baranowa, który przemieścił się tutaj z rejonu Krajnej Porubki. Niektóre oddziały kawalerii próbowały przebijać się na własna rękę do swoich , poniosły przy tym duże straty w oddziałach. W tym czasie Korpus Czechosłowacki prowadził ogień na wzgórzach Chyrowa i Dania dochodząc później do Zyndranowej.

Drogą w kierunku Polan, Huty Polańskiej i Krajnej Porubki atakowały Korpusy Piechoty wsparte trzema brygadami czołgów. Polany udało się zdobyć dopiero 1 października. Już wcześniej bo 28 października oddziały radzieckie zdobyły Barwinek stając u wrót Przełęczy Dukielskiej. Chcąc umożliwić żołnierzom jednostek czechosłowackich przekroczenie granicy ich państwa w pierwszym rzucie przesunięto 1 korpus Czechosłowacki na miejsce jednostek Armii Czerwonej. Jak to było zaś w Zyndranowej jak stacjonowali tam radzieccy piechurzy tak po latach ludność wspominała:” Było rok 1944 i od wschodu coraz częściej było słychać huk armat i wybuchy bomb. W lipcu Lublin był już wolny, niebawem front przesunął się pod Karpaty. Ani Żukow, ani Woroszyłow nie planowali zdobycia Karpat od czoła – armia radziecka miała je obejść od południa – od Węgier i Czech – oraz od północy.

Stało się jednak inaczej. Przywódcy Czechosłowacji osobiście informowali Stalina o przygotowaniu powstania, prosili o pomoc.Nacierać od strony Polski – padł więc rozkaz, choć wojsko radzieckie, po ciężkich bojach na Lwowszczyźnie, do tak trudnej i skomplikowanej operacji nie było przygotowane. Operacja Karpacko-Dukielska rozpoczęła się 8 września. Miała trwać zaledwie pięć dni, ale siły niemieckie były znaczne i do tego doskonale zamaskowane. Gdzieś tak po dwóch tygodniach walk do Zyndranowej dotarli radzieccy zwiadowcy.Uciekajcie stąd, bo szykują się ciężkie boje – ostrzegli mieszkańców. Łemkowie posłuchali. Jedni ruszyli do Daliowej, inni do Zawadki. W tej drugiej grupie znalazła się Anna Gocz z dwoma synami.Gdy opuszczali wieś była cisza, później Niemcy rozpoczęli ostrzał. Ogoń – padł rozkaz, gdy matka z dziećmi znalazła się na wysokości radzieckich armat. Wystrzały zupełnie ich ogłuszyły, podmuchy powietrza zwaliły z nóg. Grażdanie, uchoditie – krzyczeli artylerzyści. Ale dokąd? Na szczęście jakiś oficer kazał przeprowadzić ich między armatami. Z pomocą radzieckiego żołnierza dotarli do Zawadki, tam w polowej kuchni dostali trochę zupy i garść sucharów.”

Bezpośredni atak na Przełęcz Dukielską rozpoczął się 30 września. Jednak pomimo silnego ognia artyleryjskiego ataki nie powiodły się. Jak było ciężko tego czasu? Tak jeden z żołnierzy radzieckich Myhijło Kinasz wspominał:” Zostałem zmobilizowany do Armii Czerwonej w sierpniu 1944 roku. Z mojej wsi Steniatyn koło Sokala poszło wtedy do wojska około 200 mężczyzn. Z wojny wróciła mniej niż połowa. Wiedzieliśmy, że front jest gdzieś w Karpatach. Większą cześć drogi do frontu szliśmy na piechotę. Nie mieliśmy wtedy jeszcze mundurów i byliśmy ubrani po cywilnemu. Nasza kolumna liczyła chyba parę tysięcy ludzi. Karmiono nas bardzo źle, dlatego większość jadła to, co miała jeszcze z domu. Kto miał piniądze, próbował coś kupować od miejscowej ludności, jednak okazało się to niebezpieczne.

Po obu stronach drogi, w odstępie 10 metrów jeden od drugiego, szli żołnierze uzbrojonego konwoju. Na noc zamykano nas w szopach albo innych pomieszczeniach. Mimo tego dużo chłopców uciekało. Nie chcieli walczyć w Armii Czerwonej. Już przed samym frontem rozstrzelano dwóch chłopców, których uznano za dezerterów. Znałem ich obu, byli to Jarosław Chudoba ze Sokala i Wasyl Gawroński ze Steniatyna. Pierwszy miał 18 lat, a drugi był jeszcze młodszy. Wydaje mi się, że nie chcieli uciekać z wojska - prawdziwi dezerterzy robili to w nocy. Ci chłopcy w biały dzień zaszli do jednej gospody, żeby, jak mówili, kupić tam mleka. Złapał ich tam oficer polityczny, który powiedział, że chcieli się tam ukryć. Obaj chłopcy zostali rozstrzelani, przy czym dziesięciu spośród nas po raz pierwszy dano karabiny. Uważam jednak, że te karabiny były nabite ślepymi nabojami, ponieważ po tym jak, jak do osądzonych oddano salwę, żaden z nich nie został nawet ranny. Obu zastrzelili oficerowie z NKWD. Ci z NKWD w czasie egzekucji stali tuż obok osądzonych, co świadczy, że chyba się nie obawiali, że trafi ich jakaś kula. Mundury i broń rozdano nam dopiero przed samą linią frontu. Mundury dostaliśmy stare, zdjęte z zabitych, ale dobre, wyprane i pocerowane. Na niektórych uniformach można było poznać ślady kul czy odłamków. Z całego wyposażenia dostaliśmy tylko nowe buty. Były one amerykańskie, bardzo dobrej jakości, niektórzy bardzo się cieszyli, ponieważ chyba jeszcze w życiu nie nosili tak nowych i silnych butów. Niestety, wielu z nas tych butów nie nosiło zbyt długo. Zanim wysłano rekrutów do okopów, wywołano ludzi z wyższym wykształceniem. Mimo, że nie miałem takiego wykształcenia, jednak się zgłosiłem. Przydzielono mnie do kompanii moździerzy kal. 82 mm jako ładowniczego. Moje przeszkolenie wojskowe polegało na tym, że oficer pokazał jak sie wrzuca pocisk do moździerza, jak się doczepia do pocisku woreczki z prochem dodatkowego ładunku i zapytał mnie czy dobrze słyszę i czy rozumiem język rosyjski. Cała ta nauka nie trwała wiecej niż 15 minut. Już potem dowiedziałem się, że rekrutów pobranych na Ukrainie Zachodniej na ogół ćwiczono bardzo krótko, niektórych po 5 dni, a niektórych (jak mnie) od razu rzucano do walki. Nacieraliśmy w kierunku na Duklę. Nauczyłem się ładować moździerz tak szybko, żeby jednocześnie w powietrzu było aż 5 pocisków. Pierwszy jeszcze nie upadł na ziemię, a piąty już wystrzeliłem. W toku natarcia zostałem wstrząśnięty ogromem strat poniesionych przez Armię Czerwoną. W paru miejscach poznawałem zabitych żołnierzy z mojej kolumny poborowej po nowych butach. Na jednej ze ścieżek, którą szliśmy, trafiliśmy na tak dużą liczbę zabitych, że przyszło nam przez parę minut iść dosłownie po trupach. Było ich tak dużo, że nie dało się obejść.

Mieliśmy trudności z zaopatrzeniem w amunicję. Przywożono ją końmi i zostawiano parę kilometrów od naszych pozycji. Nosiliśmy pociski na sobie. Przez cały czas natarcia każdy z nas miał na sobie co najmniej po dwa pociski do moździerza zawieszone na zawiązanym na szyi sznurku. Ja byłem nieco silniejszy od kolegów, dlatego nosiłem aż po cztery. Sprzętu górskiego nie mieliśmy, więc pewnego razu omal nie zginąłem, kiedy spadłem ze skały z tymi pociskami. Na szczęście nie eksplodowały. 28 września zostałem ranny odłamkami niemieckiego pocisku, który eksplodował na drzewie. Dostałem parę odłamków w nogę i w rękę. Zameldowałem o tym , że jestem ranny dowódcy, który powiedział, żebym sam szedł do szpitala. Ostatkiem sił, żeby nie stracić przytomności, jakoś się doczołgałem do szpitala polowego, skąd odwieziono mnie do Krosna. Tam w szpitalu, mieszczącym się w fabryce mebli, leczono mnie przez dwa miesiące. Dwa odłamki, po jednym w ręce i nodze, i tak nie zostały usunięte. Nosze je do dziś'.

Gdy z marszu nie zdobyto przełęczy jednostki Armii Czerwonej i 1 Korpusu Czechosłowackiego przystąpiły do manewru oskrzydlającego, który miał wyjść z rejonu wsi Krajna Porubka. Walki były zażarte, Czesi i Słowacy ponieśli duże straty i zostali wycofani na poprzednie pozycje, skąd szybko znów poszli na przełęcz. Awangarda wojsk czechosłowackich i 359 radzieckiej Dywizji Piechoty zdobyła 6 października Przełęcz Dukielską i miejscowość Vyżni Komarnik. Rosjanom udało się natomiast przekroczyć pasmo graniczne w okolicy Baraniego. 6 października Niemcy, w obawie przed odcięciem, opuścili Przełęcz Dukielską. Na przełęczy śmierć na minie poniósł świeżo przybyły z Anglii gen Sazavsky.

W październiku natarcie przemieniło się w szereg zrywów, przynoszących znikome zyski terenowe ale i niewielkie straty. Obu stronom brakowało sprzętu, ludzi i amunicji. Walki trwały aż do końca listopada, Niemcy wycofali się dopiero z powodu wkroczenia na Zakarpacie innych oddziałów sowieckich. Straty wojsk radzieckich szacuje się na 80 - 100 tyś. zabitych, rannych i zaginionych. niemal tyle liczyła cała 38 Armia przed natarciem. Korpus czechosłowacki utracił prawie 6000 ludzi, w tym ponad 300 oficerów. Straty Niemców są oceniane na około 50 tysięcy. Po dojściu wojsk radzieckich do rzeki Ondavy zakończyła się operacja dukielsko – preszowska, która uważana jest za największą operacją górską w czasie drugiej wojny światowej.

Dukla 1944 - co pozostało?

Cóż pozostało po tamtych tragicznych dniach. Cmentarz żołnierzy radzieckich w Dukli, pomnik na „Krwawym Wzgórzu”, skansen w Muzeum Historycznym w Dukli, Udolie Smrti - „Dolina Śmierci” we wsi Kapisova na Słowacji. Przede wszystkim jest żywa pamięć o tamtych niespokojnych czasach, o prostych radzieckich piechurach i kawalerzystach poległych tak daleko od swoich domów. O tych którzy szli i nie doszli… Pro memoria. Pamiętamy.

 


 

4.3
Oceń (6 głosów)

 

 

Dukla 1944 - bitwa o wolność Słowaków - opinie i komentarze

DoraDora
0
Polecam wyjątkowe miejsce w którym można dosłownie dotknąć tej historii.http://muzeumkrosno.pl/ (2016-09-11 23:06)

skomentuj ten artykuł