CHRYSZCZATA 1915


Była ciężka zima 1914 roku. Wojska austrowęgierskie w Galicji zajmują szczyt Chryszczatej i tam
prowadzą walkę z nacierającymi wojskami rosyjskimi. Po latach już nikt nie pamięta tego głodu i nędzy
wśród austriackich żołnierzy. Ciężkie warunki w jakich przyszło im zimować na grzbiecie Chryszczatej
wołają o pamięć tych smutnych i krwawych dni. Dzisiaj las zarasta historię. Tylko okopy i mały żołnierski cmentarzyk przypominają o tamtych dniach w czasie których została zatrzymana rosyjska ofensywa. Trudności aprowizacyjne cesarskich wojsk doprowadziły do masowych zgonów wśród żołnierzy. Zakazano palenia ognisk i tak lubianych fajek. Cmentarze leśne przyjmowały rzesze poległych. Walki, jakie toczyły się w tych stronach w 1915 roku miały niezwykle ciężki charakter. Walnie przyczyniły się do tego trudne warunki górskie i surowa zima. Obfita pokrywa śnieżna i częste roztopy znacznie utrudniały transport, który w przeważającej mierze odbywały się na żołnierskich plecach, nawet rozłożone na części działa. Występowały braki żywności, amunicji.oraz problemy z ewakuacją rannych, wielu z nich po prostu zamarzało. W wyniku walk cierpiała też ludność cywilna - obie walczące armie dokonywały masowych rekwizycji, rozbierano zabudowania na budowę fortyfikacji lub opał, zaś mieszkańców wypędzano z obszarów walk, pozostawiając ich własnemu losowi. Wówczas to zniszczona została cerkiew w Rabem. Po przejściu frontu Austriacy dokonywali sądów nad kolaborantami wśród miejscowej ludności, większość oskarżeń była jednak bezpodstawna... Walki o Chryszczatą i okolice stanowiły jedynie fragment kampanii rozgrywającej się na wschodnim froncie w Karpatach i Bieszczadach. W 1914 roku armia austro-węgierska zebrała duże cięgi i choć pozwoliła na okrążenie Przemyśla, to udało się jej zatrzymać ofensywę carską, której celem było przedarcie się przez Karpaty i zalanie węgierskich dolin masą kawalerii. Do Chryszczatej Rosjanie dotarli w listopadzie 1914 roku. Linia frontu w Bieszczadach nie miała wiele wspólnego ze stabilną
wojną pozycyjną znaną z Francji. Nie było tu fortów, a górskie warunki nie zawsze pozwalały na rzbudowanie odpowiedniej linii stacjonarnych umocnień. Jesienią, w obrębie Chryszczatej zaczęto przystosowywać sieci okopów i transzei do przetrzymania dłuższego okresu czasu, wydawało się bowiem, że walczących zastanie zima. W grudniu 1914 roku w ramach większej operacji mającej oswobodzić Przemyśl, oddziały austriacko-węgierskie, głównie c. k. 56. i 34. Dywizji Piechoty gwałtownie zaatakowały na tym odcinku. W wyniku kilkudniowego natarcia wojska austriackie przedarły się w ciężkich walkach przez grzbiet Chryszczatej i wyszły z drugiej strony w kierunku na Kulaszne, goniąc przed sobą oddziały osłonowe carskiej 8 Armii… Jednak jeszcze przed Nowym Rokiem front cofnął się i zatrzymał na przełęczy Żebrak. Tu w lutym i marcu 1915 r. rozegrały się najcięższe i najkrwawsze walki, podczas których ranni obu stron zamarzali w temperaturze -20°C. Chwila odpoczynku na trasie i jesteśmy na szlaku. Wystarczy kilka kroków w bok by wpaść na pierwsze leśne umocnione ongiś okopy cesarskich poddanych. To tutaj wyobraźnia podpowiada dantejskie sceny jakie się tu odegrały. Mgła poranna zarysy żołnierskich sylwetek w prochu dział i Mannlicherów. Jeszcze chwila i osiągamy cmentarz. Tylko kupka kamieni i nieznane mogiły. Napis głosi: „ Światło i szum lasu grają nad tym grobem. Śmiertelnej ciszy przysłuchują się miłosierne gwiazdy Boże”. Teraz gdy mija wiek od tych tragicznych wydarzeń świadkowie epoki odeszli lecz nieznani pozostali. Tajemnica Chryszczatej to także Armia Widmo... Pojawia się nagle wśród odrzutów broni i rżenia koni. To Widmowi Żołnierze nawiedzają po raz kolejny miejsca swych bitew i umierania. Pojawiają się i także nagle znikają. Wielu z okolicznych mieszkańców potwierdzało tą historię. Żołnierze ci pozostali na placu boju głęboko na szczycie by przypomnieć nam żyjącym o ofierze jaką tu złożyli. Teraz Chryszczata milczy jak milczą mogiły poległych. Lecz czy na długo...?

 


 

5
Oceń (6 głosów)

 

 

CHRYSZCZATA 1915 - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł