Akka 1291

/ 1 komentarzy

Obrona Akki 5 kwietnia - 28 maja 1291

Ja nie uciekam, ja umieram...
Wilhelmem z Beaujeu

Historia miasta
Akka (hebrajskie: Akko, Biblijna: Ptolemaida, także: St. Jean de Acre, Akkon, Acca) r11; jedno z najstarszych miast w Ziemi Świętej. Pierwsze informacje o mieście można znaleźć w egipskich papirusach sprzed 3000 lat. W 1478 r. pne. została zdobyta przez faraona Tomte II i nazwana A-ka. O Akce są też informacje w Biblii. Nawet w mitologii greckiej jest wzmianka mówiąca, że słynny Herakles tu znalazł cudowne zioła, które wyleczyły jego rany. W 701 roku pne. zajęta przez asyryjskiego władcę Sanheriba. Następnie w posiadaniu Persów, Syryjczyków. W czasach panowania Aleksandra Macedońskiego Akka była już ważnym i zasobnym portowym miastem. Od 65 roku pne. Akka należy do rzymskiej prowincji Syria. Od I wieku jest silnym ośrodkiem chrześcijaństwa. W 634 krwawo zdobyta przez muzułmańskich Arabów. W 1104 wyzwolona przez Baldwina I Jerozolimskiego Króla przy znaczącym udziale genueńskiej floty. W zdobyciu Akki brał udział też nasz Zakon św. Łazarza, o czym pisze Jan Fryderyk Sapieha:
'...Zrazu byli Hospitalarij albo gościnność zachowujący. Pod Baldwinem Cesarzem Konstantynopolitańskim około roku 1104 podczas oblężenia Ptolomajdy piękne i mężne akcje czynili...'
Pełen rozkwit miasta nastąpił w okresie Królestwa Jerozolimskiego. Miasto zostało rozbudowane oraz otoczone nowymi fortyfikacjami. Po upadku w 1187 Jerozolimy Akka zostaje stolicą Królestwa Jerozolimskiego. W 1198 w mieście powstaje Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie ( Krzyżacy ). Zakon zakupił sąsiednią wioskę, a w 1220 zamek Montfort od rodziny Courteney. W 1219 Akkę odwiedził św. Franciszek z Asyżu. Akka jest najważniejszą twierdzą i główną siedzibą wszystkich ówczesnych zakonów rycerskich w tym Zakonu Rycerskiego i Szpitalnego św. Łazarza z Jerozolimy. Bracia świętego Łazarza osiedli za murami miasta wzdłuż morza na północy na tak zwanych przedmieściach Montmusard. I tam przez cały następny wiek znajdowała się ich główna siedziba w Ziemi Świętej. Przy wybrzeżu wybudowali kościół, ufortyfikowany klasztor, wieże obronną oraz szpital. W roku 1240 wielki mistrz templariuszy Armand de Perigord oddał im część własnej przyległej do posiadłości Rycerzy Św. Łazarza ziemi na terenie Montmusard. Zakonnicy świętego Łazarza ze względu na swą misję opieki nad trędowatymi nie fortyfikowali całości swoich posiadłości tak długo jak to było możliwe. Jednakże dekadę później horyzont polityczny znów zaciemniał, więc wspólnie z innymi zakonami rezydującymi na północy Akki pobudowali wokół Montmusard podwójny mur z kilkoma wieżami (w półłuku od morza do bramy świętego Antoniego w murach miasta), tworząc w ten sposób ścisła dzielnicę miasta. Północna brama wejściowa do Akki ufortyfikowana i broniona przez Lazarytów otrzymała imię świętego Łazarza. W 1228 roku nową krucjatę o odzyskanie Jerozolimy rozpoczął ekskomunikowany cesarz Fryderyk II Hohenstaufen. Wyprawa wylądowała w Akce, nad którą przejął władzę. Aby zjednać sobie rycerstwo i militarne zakony nadał im wiele przywilejów tak w ziemi Świętej jak swoim cesarskim dominium. Mimo tego ze względu na obowiązującą klątwę rycerze zielonego krzyża nie przystąpili u jego boku do walk z niewiernymi. Cesarzowi tymczasem udało się w roku 1229 odbić Jerozolimę, zawrzeć traktat pokojowy i koronować się na jej króla. Zakon nie uznał tych układów nie tylko z powodu potępienia cesarza przez kościół, ale także, iż nie dawał on przekonywujących gwarancji bezpieczeństwa na wypadek muzułmańskiego kontrataku. Praktycznie cała Akka, nie podporządkowała się nowemu jerozolimskiemu władcy (tylko krzyżacy). Dopiero z uwagi na usilne prośby cesarza Fryderyka o obronę chrześcijan (oraz poczynione przez niego liczne darowizny w Cesarstwie: na Sycylii, w Apulei, Kalabrii oraz w innych prowincjach). Zakon Świętego Łazarza jak i joannici i templariusze do Jerozolimy powrócił na wiosnę roku 1244 i to dla tego, by bronić jej przed nadciągającą pod nią potężna armią sułtana Egiptu. Dopiero w roku 1257 Ojciec Święty Klemens IV potwierdził dary ekskomunikowanego cesarza dla zakonu. Zakon świętego Łazarza utrzymywał stabilną suwerenną władzę nad swoją częścią Akki, oraz przyległymi terenami poza jej murami. Panowanie nad tym obszarem uznane zostało przez ówczesnych jej suwerenów, monarchów Europy i Stolicę Apostolską (jak np. papieża Urbana IV w 1264 roku). W tym czasie zakon posiadał własną flotę operującą między Akką a miejscowością Pain-Perdu (w której posiadał dom używany jako szpital r11; ufortyfikowany wkoło w 1265 swój posterunek i port. W roku 1267 władzę nad Akką zdobył zgłaszający pretensje do tronu Jerozolimy Karol Andegaweński. W roku 1286 przybył tam piętnastoletni pretendent do tronu Jerozolimy król Cypru Henryk II z rodu Lusignan i objął swe prawowite królestwo.

Obrona
W 1289 roku po wielu latach wojen zastał zawarty rozejm z muzułmanami na 10 lat, 10 miesięcy i 10 dni. Nikt szczerze nie wierzył w to zawieszenie broni. Akka, jeden z ostatnich bastionów krzyżowców na Ziemi Świętej szykowała się do ostatecznej rozgrywki, która niebawem miała nastąpić. Ze wszystkich stron przybywało rycerstwo gotowe bronić ostatnich skrawków Królestwa Jerozolimskiego. Wśród przybyłych była też niewielka grupka gorliwych krzyżowców włoskich (Lombardczycy i Toskańczycy), którzy pod wpływem alkoholu zaatakowali miejscowa ludność muzułmańską, głównie kupców. Na nieszczęście Baronowie oraz rycerze nie posiadali dostatecznej siły by powstrzymać tę absurdalną zbrodnie, jedyne, co mogli zrobić to ukryć garstkę prześladowanych w zamku. Zamieszki przerodziły się w rzeź r11; krzyżowcy wymordowali wszystkich muzułman, jakich udało im się dopaść. Zabijano wszystkich, którzy choć trochę przypominali muzułman. Ten fakt został szczegółowo opisany przez Gerarda z Montreale:
'... Nadszedł dzień, chyba za sprawą diabła piekielnego, który chętnie nakłania dobrych ludzi do złych rzeczy, że krzyżowcy przypłynęli do Akki, ażeby czynić dobro i dla dobra swej duszy nieść pomoc temu miastu, przyczynili się do jego zguby. Pewnego dnia wkroczyli na ulice Akki i zaczęli zabijać wszystkich ubogich chłopów, którzy przynieśli na sprzedaż swoje dobra, zboża i inne rzeczy, a byli to saraceni zamieszkali w pobliżu Akki. Zabili też wielu Syryjczyków, którzy nosili brody i byli wyznania greckiego, bo z powodu tej brody brali ich za Saracenów. To była bardzo niedobra sprawa i z tej przyczyny Akka została wzięta przez Saracenów...'
Wieść ta szybko dotarła do Kairu pogłębiając nienawiść muzułman i żądze odwetu. Do Akki przybyli posłowie sułtana z żądaniem wydania winnych tej masakry. Posłowie nie otrzymali satysfakcji, a nawet próbowano im wmówić, że masakra została wywołana przez muzułmańskich kupców. Dla Kalawuna był to idealny pretekst do zerwania zawieszenia broni. Ostatnią próbę zapobiegnięcia wojnie podjął szósty Mistrz Zakonu Templariuszy Wilhelmem z Beaujeu, który został uprzedzony o zamiarach sułtana przez emira Al-Fachira. Mistrz wysłał posła do sułtana. Kalawun zgodził się pod warunkiem zapłaty za każdego mieszkańca Akki po jednym cekinie weneckim. Niestety misja Mistrza nie została przychylnie przyjęta przez Sąd Najwyższy. Zarzucono mu zdradę i obrzucono wyzwiskami. Nic już nie mogło ochronić Akki przed bitwą.
4 listopada 1290 roku Kalawun wyrusza z Kairu na czele kontyngentu egipskiego. Sułtan pomimo podeszłego wieku (miał w tym czasie ponad siedemdziesiąt lat) zaprzysiągł na Koran, że nie złoży broni dopóki nie wypędzi ostatniego Franaka z ziemi muzułmańskiej. 5 listopada sułtan zaniemógł. Wezwał do swego łoża emirów nakazując im posłuszeństwo i wierność wobec swojego syna i jednocześnie następcy Chalilowi. Po sześciu dniach choroby sułtan umiera. Jego syn Al-Aszraf Chalila zobowiązany przysięgą złożoną umierającemu ojcu kontynuuje marsz na Akkę. Jednak spisek na dworze oraz bunt Turuntaja zmuszają go do odłożenia kampanii do wiosny przyszłego roku. Jest to czas tak wielce potrzebny Królestwu. Wszyscy wiedzą, że wojna jest nieunikniona. Wysyłają po całym chrześcijańskim świecie prośbę o pomoc. Poczucie wspólnoty w Chrystusie, którego nie udało się osiągnąć w Syrii, ogarnęło teraz wszystkich w Akce. Niestety prośby okazały się próżne. Rycerstwo europy tak chwalące swą miłość do walki i czynów zawiodło. Jedyni, którzy przybyli do Akki oprócz wymienionych wcześniej wojsk Włoskich to Król Cypru, Henryk II z czternastoma tysiącami pieszych wojowników i ośmiuset rycerzami. Przybywa Szwajcar Otton z Grandson wraz z ludźmi. Król Anglii Edward I wysyła zaledwie garstkę rycerzy. Nie zawiodły natomiast Zakony Rycerskie. Templariusze, Joannici, Łazarze oraz Krzyżacy ściągają do Akki wszystkich możliwych ludzi. Wysłano też do sułtana jeszcze jedno poselstwo. Misją przewodził Filip Mainboeuf wraz z templariuszem Bartłomiejem Pizańczykiem. Towarzyszyli im joannita oraz sekretarz. Al-Aszraf kazał wtrącić posłów do więzienia gdzie wkrótce zostali straceni.
W mieście powołano pod broń każdego silnego mężczyznę. Łącznie przeciwko nadchodzącej armii sułtana Akki broniło około tysiąc braci-rycerzy wraz z serwientami oraz około 15 tysięcy piechoty oraz nieznana bliżej liczba ludności cywilnej. Miasto liczyło w tym czasie od 30 do 40 tysięcy ludzi. Największym atutem obronnym Akki były podwójne mury. Niebawem muzułmanie mieli doświadczyć jakże śmiertelną pułapką jest międzymurze dla atakujących. Mury dodatkowo wzmocnione wieżami. Część z wież była wybudowana z pieniędzy możnych pielgrzymów Akki np. hrabiny z Blois oraz Edwarda I, króla Anglii. W najsłabszym miejscu obrony wybudowano barbakan Króla Hugona. Jak dobrze sądzili obrońcy tam właśnie pójdzie główny atak wroga. Mury wraz z wieżami i bramami wybudowane zostały wedle najnowszej techniki fortyfikacyjnej r11; pogrubione ze wzmocnioną podstawą, sieć kontr podkopów oraz studzienek podsłuchowych dodatkowo miała przysporzyć już w niedługim czasie problemów szturmującym. Były to też jedne z pierwszych na świecie murów posiadających wewnętrzne blanki chroniące obrońców w przypadku przerwania umocnień. Na mury można było wejść tylko przez wieże lub bramy. Ważnym elementem obrony była też flota krzyżowców panująca niepodzielnie na morzu. To ona przez cały okres oblężenia będzie dostarczać żywność i broń do twierdzy oraz ostrzeliwać atakujących. Dostępu do portu broniła Wieża Much oraz potężny łańcuch rozpięty od niej do nadbrzeża.
6 marca sułtan wyrusza z Kairu. 5 kwietnia wojska sułtana stanęły pod murami miasta. Pod murami Akki zebrała się olbrzymia armia. Sułtan został dodatkowo wsparty licznymi oddziałami syryjskimi. Wedle współczesnych znawców tematu armia sułtana liczyła 60 tys. Konnych, 160 tys. piechoty oraz niezliczone rzesze okolicznych chłopów-muzułmanów. Dodatkowym wsparciem ataku było ponad 100 machin oblężniczych m.in. typu 'Czarny Wół' (miotających bomby prochowe) budowanych przez całą zimę w Egipcie oraz Damaszku. To właśnie pod Akką zostały użyte dwie gigantyczne katapulty 'Zwycięzca' oraz 'Szaleniec'. Pilnuje ich Abu al-Fid wraz ze swym ojcem. O wielkości ich niech mówi fakt, że 'Zwycięzce' rozebrano na części i ściągano z Hisn al-Akrad (zamek Krak de Chevalier) pod Akkę (280 km) przez miesiąc. Jak trudne i mozolne było to zadania opisuje Ismail Abu alFaid:
'... Wozy były tak cięzkie, że przejazd zajoł nam ponad dwa miesiące, chociaż w normalnym czasie wystarczyłoby osiem dni. Woły ciągnące wozy były po przybyciu prawie nieżywe z wyczerpania i zimna...'

Rozlokowanie wojsk
Od północy na wprost Templariuszy i Zakonowi św. Łazarza zajęły pozycję oddziały z Hamy. Na wprost Zakonowi św. Jana stanęły wojska damasceńskie. Rejon od Barbakanu Króla Hugona aż po Wieżę Patriarchy miała atakować armia egipska. Al-Aszraf Chalila rozbił obóz swój pomiędzy Wieżą Legata a Wieżą Patriarchy.
Krzyżowcy zajęli stanowiska obronne. Na południu przy Wieży Patriarchy stanęli najemnicy miejscy, dalej Wenecjanie i Pizańczycy, którzy m.in. wybudowali największa machinę oblężniczą, która podczas obrony wyrządzi atakującym znaczne straty. Pomiędzy Wieżą św. Mikołaja a Wieżą Henryka II stanęli rycerze angielscy pod wodzą Ottona z Grandson oraz Francuzi, którymi dowodził Jan z Grailly. Najbardziej narażony na ataki wroga rejon, czyli Wieżę Henryka II oraz Barbakan Króla Hugona broniły przyboczne oddziały króla pod dowództwem królewskiego brata Amalryka. Odcinek pomiędzy Wieżą Henryka II a Basztą Szpitalników zabezpieczony był przez Zakon św. Jana pod dowództwem Mistrza Zakonu Jana z Villiers. Część murów pomiędzy Basztą Szpitalników a Bramą św. Tomasza bronili Templariusze, którymi przewodził Mistrz Zakonu Wilhelm z Beaujeu. Najbardziej wysunięty na Północ odcinek r11; pomiędzy Bramą św. Tomasza a Wieżą Diabła przypadł w obronie Zakonowi św. Łazarza, którzy byli podporządkowani podczas obrony rozkazom Mistrza Zakonu Templariuszy. Zakon Krzyżacki zajął stanowisko przy Wieży Przeklętej. Niestety obrońcom brakowało ludzi, na nic doświadczenie bojowe Zakonów oraz poświęcenie oddziałów najemnych, kiedy stosunek atakujących do obrońców wynosił dziesięć do jednego.

Atak
6 kwietnia rozpoczęło się oblężenie. Machiny oblężnicze rozpoczęły swe krwawa żniwo. Przez całe dnie zarzucano obrońców kamieniami oraz glinianymi naczyniami wypełnionymi mieszanką łatwopalną. Nie próżnowali też słynni arabscy łucznicy. Wedle Ludolfa z Suchen mamy dość dokładną relację z proporcji oblegających do obrońców miasta:
'... Rozbił swoje namioty, ustawił sześćdziesiąt machin, usypał wiele hałd pod miastem i przez czterdzieści dni i nocy, bez wytchnienia, ostrzeliwał je ogniem, kamieniami i strzałami tak, że powietrze wydawało się nimi przepełnione. Słyszałem od pewnego szlachetnego rycerza, że włócznia, która miał rzucić z wieży w Saracenów, została poszczerbiona przez strzały, zanim zdążył wypuścić ją z ręki...'
Rozpoczęcie walk opisuje też Ismail Abu alFaid:
'... Walki wywiązały się natychmiast, Nam, ludziom z Hamy, wyznaczono jak zwykle stanowisko wysunięte najdalej na prawym skrzydle...'
Sułtan zaraz po rozpoczęciu ostrzału miasta rozkazał swoim jednostkom inżynieryjnym drążyć podkopy w kierunku bram i wież, a szczególnie w kierunku najbardziej kluczowym w systemie obronnym, czyli rejony Barbakanu Króla Hugona. Na każdą z wież przypadało po tysiąc saperów-kopaczy.
Na szczęście dla obrońców Krzyżowcy panowali na morzu. Każdego dnia zawijały do portu statki z żywnością i uzbrojeniem z Cypru. Wśród chrześcijańskiej floty była też galera na pokładzie, której znajdowała się mangonela. Przez całe dnie zasypywała obóz sułtana gradem kamieni zadając atakującym dotkliwe straty. Działania floty chrześcijańskiej opisał Ismail Abu al-Faid:
'... Znajdowaliśmy się blisko morza, skąd atakowały nas okręty frańkońskie. Stały na nich drewniane wieże pokryte bawolimi skórami i nieprzyjaciel raził nas stamtąd strzałami z łuków i kusz. Musieliśmy więc bić się na dwa fronty, z Akkańczykami, którzy stali na wprost i z ich flotą. Sprowadzili okręt z mangonelami, który ostrzeliwał kamiennymi kulami nas i nasze namioty od strony morza. Było to dla nas utrapieniem, aż pewnej nocy zerwał się gwałtowny wiatr. Okręt rozkołysał się na wodzie i tak mocno podrzucały go fale, że mangonele na jego pokładzie rozleciały się w kawałki...'
15 kwietnia podczas księżycowej pełni konnica oraz piechota templariuszy wspierana przez braci-rycerzy św. Łazarza oraz oddziały Ottona z Gradston dokonali nocnego wypadu na pozycje wojsk z Hamy oraz północna flankę oddziałów damasceńskich. Celem było zniszczenie machin oblężniczych. Muzułmanie zostali kompletnie zaskoczeni, ufni swej przewadze nawet nie umocnili swych obozów. Szarża niszcząc wszystko, co napotkała na swojej drodze wpadła do obozu. Dopiero tam impet natarcia załamał się. Zaczęła się rzeź. Krzyżowcy zabijali wszystkich napotkanych. W śród oddziałów Hamy zapanowało zamieszanie potęgowane spieszącymi im w nieładzie posiłkami. W obozie wzniecono pożar. Zniszczono żywność atakujących i pasze dla zwierząt. Niestety w ogólnym zamieszaniu panującym podczas ataku wielu z chrześcijan dostało się do niewoli (konie wielokrotnie zaplątywały nogi w linkach od namiotów i przewracały się przygniatając konnych). Większość pojmanych muzułmanie ścieli. Kiedy konni atakowali obóz piechota niszczyła machiny oblężnicze. Zawalono też największe zagrożenie tego odcinka - podkopy. Zniszczono je wraz z kopaczami, dzięki czemu na odcinku od Wieży Szpitalników do Wieży Diabła podkopy trzeba było zacząć od nowa. Krzyżowcy po wykonaniu zadania wycofali się w szyku do twierdzy. Pomimo strat nocny wypad był całkowitym sukcesem, a morale atakujących muzułman na tym odcinku uległo znacznemu pogorszeniu. Natomiast uczestników nocnego wypadu miasto przywitało jak bohaterów. Morale w mieście wzrosło. Kilka dni później podobny wypad przeprowadzili szpitalnicy Zakonu św. Jana. Po początkowym sukcesie zaskoczenia natarcie załamało się. Muzułmanie oświetlili rejon ataku pochodniami i ogniskami. Na joannitów ruszyła jazda, która przy olbrzymich stratach zatrzymała jazdę krzyżowców. Jednostki piechoty Zakonnej też nie złamały oporu piechoty damasceńskiej. Joannici nie osiągnąwszy celu wycofali się ponosząc duże straty. Wydarzenia te szczegółowo opisuje Ismail Abu al-Faid:
'... Innej znów nocy grupa Franków dokonała niespodziewanie wypadu z miasta i dotarła do naszego obozu, ale w ciemnościach niektórzy potykali się na sznurach podtrzymujących namioty, a jeden rycerz wpadł nawet do dołu kloacznego i został zabity. Nasze oddziały zebrały siły i ze wszystkich stron napadły na Franków, zmuszając ich do odwrotu po zostawieniu na polu wielu zabitych. Nazajutrz rano mój kuzyn Al-Malik al-Muzaffar, pan Hamy, kazał przywiązać głowy poległych do szyi koni, które schwytaliśmy i pokazał je sułtanowi...'
Tak naprawdę to tymi wypadami oraz ostrzałem z morza obrońcy doprowadzili do skoncentrowania ataku wojsk sułtana na centrum umocnień r11; Barbakan Króla Hugona. Dowództwo Akki uznało, że wypady przynoszą obecnie zbyt dużo strat, a i obozy oraz stanowiska machin zostały przez muzułman umocnione dalsze ataki mogą okazać się bezsensowne. Skutkiem tego zaniechano dalszych rajdów poza mury. Był to duży błąd. Zyskano natomiast dwa tygodnie gdyż o tyle zostały przedłużone prace atakujących. Ujemnym skutkiem zakazu wypadów było narastające poczucie bezradności r11; broniący mogli teraz bezsilnie przyglądać się pracującym kopaczom oraz chronić przed nieustającym atakiem machin oblężniczych i łuczników.
4 maja morale obrońców wzrosło r11; na 40 statkach przybył z Cypru król Henryk wraz z setką konnych oraz dwoma tysiącami piechoty. Wraz z królem przybył biskup Nikozji, Jan Turco z Ankony. Pomoc niestety była zbyt słaba w stosunku do potrzeb. Król objął dowództwo i widząc beznadziejność sytuacji postanowił wysłać posłów w nadziei przywrócenia pokoju. Z tą tak ważna misją do sułtana pojechali templariusze Wilhelm z Cafran oraz frankoński rycerz Wilhelm z Villiers. Niestety sułtan był zainteresowany tylko zdobyciem miasta, a nie rozmową o rozejmie. Zaproponował, że jeżeli miasto się podda to w dowód uznania męstwa obrońcom a szczególnie młodemu i schorowanemu królowi Cypru pozwoli mieszkańcom odpłynąć. Obrońcy nie przystali na ta propozycje. Negocjacja została zakłócona głazem wystrzelonym z katapulty na murach miasta. Głaz spadł przed namiotem sułtana. Tylko dzięki wstawiennictwu emira Szudżaja pozwolono negocjatorom powrócić cało do miasta.
8 maja wskutek rozległych podkopów pod Barbakanem Króla Hugona uznano, że należy wycofać się i zniszczyć opuszczaną pozycje. Wojsko Amarylka wycofało się do obrony Wieży Przeklętej. Barbakan został wypełniony łatwopalnym drewnem i podpalony rozsypał się grzebiąc prawdopodobnie również kopaczy pracujących w tunelach. Stracono pozycję tak kluczową w obronie miasta. Obrońcy wiedzieli, że od generalnego szturmu dzielą ich już tylko dni.
W następnym tygodniu atakujący podkopali Wieżę Angielską oraz Wieżę Hrabiny Blois. Zniszczeniu uległy zewnętrzne części murów przy bramie św. Antoniego i Wieży św. Mikołaja. Początek szturmu zaczął się od ataków malmeluków, którzy mieli na celu rozproszenie na murach i tak przecież wątłych sił obrońców.
14 maja została uszkodzona na skutek podpalenia drzewa zgromadzonego w podkopie Wieża Henryka II. Wyłom w zewnętrznym murze został dokonany.
15 maja na resztki Wieży Henryka II ruszyły do boju lekkie tarany oraz drabiny wspierana piechotą mameluków. Atakujący po opanowaniu resztek wieży wdarli się do międzymurza i tam okazało się, jaką pułapka jest te umocnienie. Na atakujących posypał się grad strzał, kamieni oraz wrząca smoła. Mamlelucy nie mieli gdzie się skryć w korytarzu pomiędzy murami, ale najgorsze było dopiero przed nimi r11; konnica Templariuszy wsparta Zakonem św. Łazarza oraz Zakonem św. Jana ruszyła na nich zbierając krwawe żniwo. Stłoczeni, pozbawieni długiej broni nie mogąc się wycofać lub przegrupować zostali wybici. Wspaniałym męstwem wykazał się podczas szarży marszałek Zakonu św. Jana Mateusz z Clermont. Kolejny atak został odparty, lecz pomimo prowizorycznych napraw umocnień m.in. zasypując wyrwy w murach balami drzewa oraz kamieniami obrońcy coraz boleśniej odczuwali brak tak ważnych punktów obrony jak Barbakan Króla Hugona oraz Wieży Henryka II.
Sułtan widząc, że dotychczasowe formy ataku, choć przynoszą efekty są jednak okupione zbyt dużymi stratami, postanawia zmienić taktykę r11; najpierw opanować fragment zewnętrznego muru, a następnie po obsadzeniu go łucznikami oraz zamontowaniu na nim lekkich machin oblężniczych atakować dalsze fragmenty miasta.
16 maja rozpoczął realizować swój plan. Przez dwa dni skupiono ataki tylko na odcinku pomiędzy Wieżą Angielską oraz Wieżą Hrabiny Blois, lecz zdobycie ich zostało okupione olbrzymimi stratami. W nocy z 17 na 18 maja obydwie wieże oraz odcinek muru zewnętrznego pomiędzy nimi był w ręku sułtana.
18 maja o świcie Al-Aszraf rozkazał przypuścić szturm ostateczny. Do boju rzucił wszystkie pozostałe mu siły pozostawiając tylko oddział gwardii przybocznej. Przy dźwiękach trąb, cymbałów i 300 bębnów muzułmanie atakowali całą długość murów od Bramy św. Antoniego po Wieże Patriarchy. Szturm wspierany był ostrzałem wszystkich machin oblężniczych zasypujących miasto gradem kamieni oraz mieszanki zapalającej i wybuchowej. Nie próżnowali też łucznicy wystrzeliwując grad strzał na obrońców. Kolejne pułki pod wodza emirów atakowały mury. Główne uderzenie sułtana poszło teraz na Wieżę Przeklętą. Pomimo bohaterskiej obrony po wielogodzinnej walce Zakon Krzyżacki oraz wojska Królewskie musiały wycofać się do Bramy św. Antoniego. Generalny atak opisuje w swym dziele Abu al-Muhasin:
'...W piątek siedemnastego dnia miesiąca dżuma al-awwal o świcie wszystko było gotowe do generalnego ataku. Sułtan i jego gwardia dosiedli koni. Słychać było warkot bębnów pomieszany z przeraźliwym krzykiem. Atak zaczął się, nim słońce poczęło wschodzić...'
Muzułmanie zaczęli atakować wzdłuż muru. Widząc istniejące zagrożenie Templariusze wraz z Zakonami szpitalnymi zaatakowali napastników w międzymurze, lecz teraz nie mając już takiego wsparcia z murów jak 15 maja ich atak skazany był na niepowodzenie. Muzułmanie tez przygotowali się na taki obrót rzeczy r11; wraz z oddziałami piechoty posuwali się tarczownicy oraz pikinierzy ubezpieczani przez łuczników i miotaczy ognia. Muzułman wspierał tez ostrzał katapult oraz łuczników umieszczonych na zdobytym fragmencie muru pomiędzy Wieżą Angielską a Wieżą Hrabiny Blois. Na szturmujących spadła Zakonna konnica wraz z piechotą. Ramię w ramię pomimo dużych strat zakonnicy zaczęli powoli przebijać się w kierunku Wieży Przeklętej. I kiedy wydawało się, że jest szansa opanować sytuację stałą się tragedia. W czasie walki śmiertelnie ranny strzałą został mistrz templariuszy Wilhelm z Beaujeu. Tą dramatyczną chwilę możemy znaleźć w przekazach:
'Kiedy poczuł, że go trafiono, zaczął się wycofywać, a ci, co przy nim byli, sądzili, że nic mu się nie stało. Kilku krzyżowców ze Spoleto zatrzymało go wołając: 'Na Boga, Mistrzu niech nas pan nie opuszcza, bo miasto padnie! Na co on odpowiedział: 'Ja nie uciekam, ja umieram, trafiono mnie!' i pokazał im strzałę tkwiąca w boku'
Bracia zanieśli mistrza do Domu Templariuszy, gdzie wkrótce umarł. Jan z Villiers, mistrz Zakonu św. Jana, też poważnie ranny, został wyniesiony na tyły i tam opatrzony, dzięki czemu uratował się.
Nie utrzymano też murów bronionych przez połączone siły angielsko-francuskie. Otton z Grandson wraz z rannym Janem z Grailly po wielogodzinnej walce wycofali się w stronę portu, tam zdobywszy siłą weneckie statki odpłynęli wraz ze swoimi ludźmi. Wydaje się, że droga do Akki stała otworem, ale jak dotąd nie została zdobyta żadna brama, wobec czego atakujący nie mogli przez wyrwy w murach przerzucić do miasta wystarczającej liczby wojsk, by rozstrzygnąć walkę na swoją korzyść. W mieście oprócz wież obronnych istniały tez potężne Domy Twierdze Zakonów Rycerskich oraz Zamek. Nad sułtanem pojawiło się widmo klęski r11; miał zaangażowane wszystkie siły w szturmie. Czekały go teraz zacięte walki uliczne o każdy dom i gdyby udało się obrońcom utrzymać dotychczasowe pozycje i umocnić je oddziałami z Domów istniała realna szansa obronienia twierdzy. Sułtana nie było stać na kolejny atak, musiałby wycofać wojsko i zacząć szturm od nowa. Ale kolejny szturm odbyłby się dopiero za kilka miesięcy r11; tyle trwałoby uzupełnienie sił oraz zbudowanie nowych machin oblężniczych. Pamiętał tez o słowie danym umierającemu ojcu. Przez ten czas potrzebny na zebranie nowej armii w Akce naprawiono by mury, i wzmocniono siły. Zbawienie dla sułtana przyszło... z Akki. Młody król Cypryjski Henryk nie znając dobrze sytuacji na murach na wieść o stracie fragmentu murów zewnętrznych oraz Wieży Przeklętej ucieka wraz z bratem z miasta. Wieść o ucieczce króla wraz z oddziałami przybocznymi zdruzgotała i tak wątłe już morale obrońców miasta. W mieście rozpętało się piekło. Kto żyw rzucił się w stronę portu. Zamęt w szeregach obrony wykorzystała oczywiście atakująca miasto armia sułtana. Rozpoczęła się walka uliczna. W mieście zapanował chaos i anarchia. Krzyżowcom w organizacji skutecznej obrony przeszkadzała cywilna ludność, wśród której rozeszła się informacja, że mury zostały przerwane i muzułmanie wdarli się do miasta. Teraz każdy z mieszkańców próbował dostać się do portu. Tu kolejny raz przytoczę słowa Abu al-Muhasina:
'... Po krótkim czasie chrześcijanie zaczęli uciekać, a muzułmanie weszli z mieczem w ręku. Była właśnie trzecia godzina dnia. Chrześcijanie uciekali w stronę portu i muzułmanie biegli za nimi zabijając ich i biorąc do niewoli...'
Te straszne chwile opisuje też Gestes des Chyprois:
'... Straszne rzeczy oglądało się w tym dniu, kiedy damy, mieszczki tudzież ubogie kobiety ukradkiem przemykały ulicami z dzieckiem na ręku. Przerażone i spłakane spieszyły w kierunku portu, próbując tam szukać ratunku, lecz kiedy napotkali je saraceni jeden chwytał matkę, drugi dziecko i wlekli je od rogu do rogu, a potem odrywali dziecko od matki. Jeżeli jakiś Saracen sprzeczał się o kobietę, wtedy obaj ją zabijali. A zdarzało się, że zabierali kobietę, a dziecko rzucali na ziemię i tratowali końmi. Kobiety brzemienne gnali i pędzili tak, że umierały z uduszenia, a zarazem z nimi dziecko, które nosiły w łonie...'
Kto miał pieniądze lub zbrojnych ludzi opanowywał statek i uciekał z miasta. Wielu w tym momencie okazało się niegodziwcami sprzedając miejsce na statku w zamian za cały majątek próbujących się ewakuować. Kronikarze wspominają o 500 szlachetnie urodzonych damach, które obiecały marynarzom każdą rzecz, jeżeli tylko zabiorą je na statek. Wielu w okrutny sposób niegodny chrześcijanina zbiło w ten dzień fortuny na tragedii innych. Były też i wyjątki r11; Rudolf z Suchem opisuje pewnego żeglarza, który odmówił przyjęcia zapłaty po dotarciu na Cypr. Smutny los spotkał leciwego patriarchę Jerozolimy, Mikołaja z Hanape. Jego służba zaniosła go do małej łodzi i gdy mieli odpływać, patriarcha widząc ból pozostałych na nadbrzeżu pozwolił im wejść na pokład. Niestety weszło ich tak wiele, że łódź zatonęła wraz z wielebnym Mikołajem. Na nieszczęście dla uchodźców statków było zbyt mało. Wkrótce muzułmanie przedarli się przez miasto w stronę portu mordując wszystkich bez wyjątku. Podczas obrony portu został zabity marszałek Joannitów, Mateusz z Clermon. Ten sam, który wykazał się w walce w międzymurze 15 maja.
Kiedy wszyscy szukali drogi ucieczki na posterunku pozostały jedynie Zakony Rycerskie. Zabarykadowali się w swoich Domach-Twierdzach. Moment ten opisuje też Ismail Abu al-Faid:
'... Kiedy muzułmanie je szturmowali, część mieszkańców umknęła na statkach. W samym mieście było wiele baszt, dominujących niczym cytadele. Wielka masa Franków weszła do nich i umocniła się w środku. Muzułmanie zabili w Akce mnóstwo ludzi i wzięli nieprzeliczone łupy. Wtedy sułtan zażądał poddania od tych, którzy trzymali się w basztach i nikt się nie ociągał. Sułtan wydał rozkaz i zostali oni ścięci wokół Akki co do jednego...'
Faktycznie miasto zostało zdobyte. Teraz zgodnie z prawem Koranu miasto na trzy dni zostało wydane w ręce żołnierzy. Rozpoczęły się grabieże i gwałty. Dopiero po trzech dniach sułtan zakazał dalszych rozbojów. Lecz solą w oku pozostała ostatnia nie zdobyta twierdza r11; Dom Templariuszy położony w południowo-zachodniej części miasta. O potędze tej twierdzy pisze templariusz z Tyru (Le Templier de Tyre rThe Latin Kindom of Jerusalemr1; str. 326):
'...Wznosił się bardzo wysoki bastion, którego mury miały grubość ponad siedmiu metrów. Po obu stronach tej fortecy zbudowano wieżyczki zwieńczone podobiznami lwów, wielkich jak woły i pokrytych złotem. Było ich cztery, a licząc materiały i robociznę, kosztowały łącznie półtora tysiąca saraceńskich besatów. Przedstawiały sobą wspaniały widok. Po drugiej stronie, wychodzącej na pizańskie kwatery stała wieża. Niedaleko od niej, nad klasztorem mniszek św. Anny wznosiła się wielka dzwonnica, a obok niej bardzo wysoki kościół. Na plaży wznosiła się jeszcze jedna wieża, ta jednakowoż była starożytna, stuletnia. Zbudowano ją z rozkazu Salladyna. W wieży tej znajduje się skarbiec templariuszy. Stałą tak blisko brzegu, że obmywały ją morskie fale. I wiele innych jeszcze pięknych budynków mieli tam świątnicy, których nie będę wyliczał...'
Tam pod dowództwem marszałka Piotra z Sevrey schronili się pozostali przy życiu zakonnicy wraz z rycerstwem oraz mieszkańcy miasta. Była to zaiste potężna budowla wzorowana na normańskiej wieży-donżon. Zbudowana na litej skale otoczona z trzech stron wodą mogła długi czas opierać się nawet przeważającej sile atakujących. Pierwsze szturmy na ostatni bastion zostały krwawo odparte. Zniecierpliwiony sułtan rozkazał regularne oblężenie. Wściekłość jego potęgował fakt, że statki, które odpłynęły z uciekinierami powróciły teraz z pomocą dla obrońców Domu, zabierając przy okazji mieszczan. Istniała realna obawa, że Krzyżowcy mogą wykorzystać Dom jako przyczółek dla ewentualnej próby odbicia miasta. Mogła im w tym pomóc flota chrześcijan panująca na morzu. Sułtan musiał zdobyć twierdze za wszelką cenę. Już tydzień jak muzułmanie są krwawo odpierani. Sułtan widząc to, a także narastające straty postanawia użyć dyplomacji. Proponuje marszałkowi templariuszy w zamian za opuszczenie Domu swobodne odpłynięcie z miasta wszystkim obrońcom wraz z dobytkiem. Propozycja została przyjęta. Do bastionu zostaje wpuszczony emir z setką mameluków mających nadzorować ewakuacje. Obrońcom wręczono wielki zielony sztandar, który został zwieszony na szczycie jako znak ochrony sułtana. Niestety r11; kolejny raz muzułmanie złamali dane słowo. Zaraz po wejściu mamelucy rzucili się na kobiety i młodych chłopców próbując ich zgwałcić. Obrońcy wpadli we wściekłość, wycieli w pień wszystkich muzułman znajdujących się w Domu. Ściągnięto też chorągiew sułtana. W nocy odprawiono na statkach skarbiec Zakonu oraz pozostałych mieszczan. Obrońcy Domu szykowali się do obrony. Abu al-Muhasin pisze:
'...W środku Akki wznosiły się cztery wieże zajęte przez templariuszy, szpitalników i rycerzy teutońskich. Tu bronili się wojownicy chrześcijańscy. W sobotę rano kilku żołnierzy muzułmańskich podeszło do siedziby templariuszy... którzy zgodzili się poddać. Przyjęto ich warunki, sułtan zapewnił bezpieczeństwo. Dano im sztandar, by schronili się pod nim, a oni umieścili go na szczycie wieży. Ale kiedy bramy otwarto, muzułmanie rzucili się bezładną gromadą i poczęli grabić wieżę i gwałcić kobiety, które tam się schroniły. Wtedy templariusze zamknęli bramy i wybili muzułmanów, co byli w wieży...'
Al-Aszraf Chalila jeszcze raz używa podstępu r11; zaprasza do ponownej negocjacji Piotra z Sevrey do swojego namiotu ręcząc słowem honoru za jego życie. Ufny w pokojowe rozwiązanie marszałek Zakonu wyruszył wraz kilkoma braćmi na rozmowy. Lecz ledwie dotarli do obozu sułtana zostali pojmani i na oczach obrońców ścięci. Sułtan czynem tym chciał przestraszyć obrońców Domu, ale spowodował zgoła odmienny skutek r11; wszyscy pałali teraz żądzą zemsty i nienawiścią do muzułman. Przez cały czas trwał podkop w litej skale pod Domem.
28 czerwca po podpaleniu zawaliła się zewnętrzna ściana Domu. Wyłom był na nieszczęście dla atakujących na tyle mały, że dalej nie stanowił dla obrońców problemu w obronie. Sułtan doprowadzony do furii rozkazał dwutysięcznemu oddziałowi mameluków szturm na bastion. Szturm za szturmem odpierali obrońcy, lecz przewaga atakujących była tak duża, że zaczęli wycofywać się na wyższe kondygnacje. Atakującym udało wedrzeć się do środka i w tym momencie fundamenty Domu osłabione podkopami pękły. Runęła cała budowla grzebiąc obrońców jak i atakujących.
Tak oto kończy się smutna historia jednej z najwspanialszych bitew na Ziemi Świętej i po raz ostatni właśnie w Akce ożyło słynne motto templariuszy:
Pierwsi w natarciu! Ostatni w odwrocie!

Zakony w kilka miesięcy po upadku miasta postanowiły doliczyć się zabitych i zaginionych. Okazało się, że podczas obrony zginęło ok. dwustu rycerzy (w większości zakonników) oraz około czterech tysięcy piechoty. Większość zginęła w trakcie rzezi po ucieczce króla. Straty muzułman nie są znane, ale uważnie śledząc bitwę można śmiało rzec, że dziesiątki tysięcy. Choćby straty samych kopaczy, wypady, jakie zgotowały Zakony 15 i 19 kwietnia, szturm na Wieżę Henryka II czy pułapka w międzymurze 15 maja. A i ostateczny szturm 18 maja był dla atakujących rzezią. Sułtan miał iście wschodni styl walki r11; nie ludzie, lecz fakty się liczą, a o zwycięskim władcy nikt złego słowa nie powie. Zwycięskiemu sułtanowi Damaszek zgotował iście królewskie przyjęcie. Barwnie opisał je Ibn Taghribri:
'... Całe miasto ozdobiono, a jego triumfalna drogę prowadząca przez miasto do pałacu namiestnika wyścielono atłasem. Przed sułtanem szło 280 zakutych w łańcuchy jeńców. Jeden niósł odwrócona frankijską chorągiew, inny włócznie, z której zwisały włosy jego zabitych towarzyszy. Wzdłuż całej drogi Al-Aszrafa witali wszyscy mieszkańcy Damaszku i okolicznych wiosek: duchowni, suficcy szejkowie, chrześcijanie, Żydzi, wszyscy trzymali w rękach świece, chociaż uroczystość miała miejsce przed południem...'

Los pokonanych
Straszny był los wziętych w niewolę. Szczególnie odczuli to bracia-rycerze zakonni. Rannych zabijano na miejscu natomiast pozostałych przy życiu brano w niewolę, a tam spotkał ich los gorszy niż śmierć. Nie posiadali bogactw, więc nie mogli zaproponować okupu, nie wyrzekli się wiary pomimo tortur jak czyniło to wielu świeckich rycerzy. Byli, więc zabijani, torturowani oraz poniżani. Tych, których pozostawiono przy życiu zmuszano do katorżniczej pracy do końca swoich dni. Znane są relacje pielgrzymów mówiących o wynędzniałych zakonnikach pracujących jako drwale nad Morzem Martwym oraz o braciach wegetujących na ulicach Kairu. A braciszkowie zakuci w kajdany powoli umierając w niewoli żałowali, że nie mogli zginąć z mieczem w ręku jak inni zakonnicy.
Mieszkańcy, którzy pozostali w swoich domach w większości uratowani od pogromu w chwili zdobycia miasta - wszyscy trafili do niewoli. Czekał ich los równie gorzki jak tych, co zginęli podczas pamiętnych trzech dni, kiedy to miasto było oddane w ręce żołdaków. Starców zabito, dorosłych mężczyzn zagnano do katorżniczej pracy. Najgorszy los spotkał jednak młodych chłopców i kobiet. Bite i gwałcone zostały w większości sprzedane na targu w Damaszku. Było ich tak wiele, że wedle przekazów cena na bazarze za młodą dziewczynę nie przekraczała jednego dirhama! A jaki los spotkał zdobyte miasto? Najlepiej w tym momencie zacytować Abu al-Muhasina:
'...Potem na jego (sułtana) rozkaz zburzono miasto Akkę i zrównano z ziemią...'
Koniec Królestwa Akkańskiego opisuje też Abu al-Faid:
'... Po zdobyciu Akki Bóg napełnił przerażeniem serca Franków, którzy pozostali na wybrzeżu syryjskim. Wycofali się więc pospiesznie z Sajdy, Bejrutu, Tyru i wszystkich innych miast. Sułtan doznał takiego szczęścia od losu, jakiego nie doświadczył nikt inny, podbił bez trudu wszystkie te miejscowości i kazał je zburzyć. Dzięki tym podbojom wszystkie przybrzeżne ziemie powróciły w całości do muzułmanów, czego się nie spodziewano. Tym razem Frankowie, którzy niegdyś znajdowali się o krok od zdobycia Damaszku, Egiptu i wielu innych krain, zostali wypędzeni z całej Syrii i strefy wybrzeża. Spraw Boże, aby ich noga nigdy więcej tu nie stanęła!'
Gdy 40 lat po tych zajściach ruiny Akki odwiedził niemiecki pielgrzym Ludolf von Suchem zastał tylko grupkę wieśniaków wegetujących w ruinach potężnej dawniej twierdzy.

Akka dziś
Zwiedzając Akkę trudno szukać śladów krzyżowców. Akka w 1291 roku została zrównana z ziemią, a na ruiny nasypano ziemie. Dzisiejsze miasto wraz z murami obronnymi to efekt zabudowy obronnej z XVIII wieku Ahmeda Paszy al-Dżazzara. Miasto krzyżowców znajduje się 8 metrów pod ziemią. Podczas prac archeologicznych w 1994 roku został odkryty tunel templariuszy. Wybudowany został w drugiej połowie XII wieku przez Zakon Rycerzy Świątyni. Tunel o długości 350 metrów prowadzi z nieistniejącego dziś Domu Templariuszy w okolice dawnego Domu Pizańczyków. Prace archeologiczne trwały do sierpnia 1999 roku, po zabezpieczeniu we wrześniu tegoż roku został udostępniony publiczności. Tunel można zwiedzać od poniedziałku do soboty w godzinach 8.30 - 17.00 oraz w niedzielę w godzinach 8.30 - 14.00. Bilet kosztuje 10 NIS.

 


 

5
Oceń (4 głosów)

 

 

Akka 1291 - opinie i komentarze

CezariusCezarius
0
Więc jednak z tymi tunelami pod twierdzami krzyżowców to prawda. Myślałem, że to raczej fikcja literacka. Więc pewnie i skarb Templariuszy w jakimś tunelu czeka na odkrycie. :)
(2013-06-26 00:00)

skomentuj ten artykuł

Noclegi w pobliżu