:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Bunkry i fortyfikacje, Ostatnia niemiecka rubież obrony przed Krakowem prace fortyfikacyjne - zdjęcie, fotografia
  • linia umocnień
  • Fotka nr 1 z 3
  • Fotka nr 2 z 3
GRH Ostheer 09/12/2009 17:44

Tym razem chciałem przybliżyć kilka informacji na temat budowy umocnień ostatniego pasa obrony niemieckiej przed zbliżającą się w kierunku Krakowa Armią Radziecką.
Posunąłem się dalej niż w poprzednich wpisach dodając informacje zawarte w różnych publikacjach.
Zapraszam.
W styczniu 1945 wojska 60 Armii Radzieckiej po wyzwoleniu Dąbrowy Tarnowskiej, Radogoszczy, Żabna i Klimontowa kontynuowały działania zaczepne w kierunku Krakowa. Oddziały 28 Korpusu Piechoty gen. mjr. Michała Ozimina ze składu 60 Armii napotkały silne umocnienia na rubieży obronnej zlokalizowanej wzdłuż rzeki Szreniawy. Głównym miastem na tej linii były Proszowice a od ich zdobycia zależało powodzenie natarcia wojsk radzieckich na Kraków. Rejon był bardzo dobrze ukształtowany do długotrwałej obrony. Od wschodu osłaniała go rzeka, za która na wzgórzach skoncentrowane były stanowiska broni maszynowej i dział przeciwpancernych. Do tego zostały dołożone zapory inżynieryjne. Wszystko to było wykonane i przygotowane na długotrwała obronę, ponieważ był to ostatni pas przed obrony przed Krakowem. Samo miasto Proszowice były otoczone pierścieniem okopów. Przed okopami znajdowały się pola minowe, sześciorzędowe płoty z drutu kolczastego i rów przeciwczołgowy.

Prace przy pasie obrony.

Około 10 sierpnia 1944 r w okolice zaczęły napływać techniczne jednostki Wehrmachtu. Przede wszystkim były to osoby zrzeszone w organizacji Todta. Niemcy wytyczając linie robili pomiary na polach pod wytyczenie rowów przeciwczołgowych, rowów strzeleckich i schronów. Okupant zajmował pomieszczenia szkolne, budynki prywatne oraz budował kwatery polowe. Na sołtysów był nałożony obowiązek dostarczania po cenach urzędowych płodów rolnych. Do budowy umocnień władze wezwały ludność polską od 14 do 60 lat życia.
Ludność była podwożona chłopskimi podwodami. W tygodniu był obowiązek pracy w godzinach 6:00- do 17:00, niedzielę natomiast do godz 12:00. Ciekawostką jest że okupant nakazał przenieść nabożeństwa niedzielne na godziny wieczorne jak również zobowiązał księży do zachęcania parafian do kopania okopów ,, w obronie przed komunizmem”. Księża byli również dowożeni w miejsca prac ludności. Nadzorujący z organizacji Todta względnie dobrze traktowali ludność polską pracująca przy fortyfikacjach. Byli dobrze zorientowani, wiedząc, kto wśród pracujących jest członkiem ruchu oporu, do niektórych mówili nawet że dniem kopią okopy natomiast nocą działają w partyzantce. Były przypadki rozbrajania oraz likwidowania żołnierzy niemieckich, którzy znęcali się nad ludnością polską. Pracujący przy okopach masowo jednak uchylali się od tych robót, ponieważ prace na własnym polu musieli wykonywać po zakończonej pracy lub nocą. Zdarzały się przypadki buntu. Policja zarządzała obławy po wsiach i zatrzymanych zmuszano do kopania okopów, do uciekających strzelano bez ostrzeżenia, co zakończyło się śmiercią kilku osób. Odmowa pracy kończyła się uwięzieniem, przymusowym obozem pracy w niedalekim Krakowie lub w najgorszym wypadku wysłanie do obozu zagłady. Podczas prac inżynieryjnych wycinano na masową skalę drzewa, które przesłaniały pole widzenia jak również palono zabudowania gospodarskie, które w jakiś sposób przeszkadzały.
Późną jesienią prace nad fortyfikacjami były już na ukończeniu. Niemcy kilka razy spodziewali się radzieckiej ofensywy. Pamiętam jak dziadkowie ze strony matki mieszkający w Kucharach opowiadali, że kilka razy opuszczali domostwo i udawali się do rodziny za Wisłę, gdzie nie obawiano się działań frontowych. Ponadto ich dom znajdował się na linii niemieckich umocnień, zaledwie kilka metrów od domu przechodziły niemieckie okopy. W ich domu stacjonowali żołnierze Wehrmachtu, oni sami zmuszeniu byli do zamieszkania w piwnicy. Przetrwali jednak będąc na linii frontu i doczekali wyzwolenia.

Szukając w źródłach materiałów dotyczących prac przy okopach w tym rejonie natknąłem się na wspomnienia następujących osób, które chciałem tu przytoczyć:

Arnold Szyfman w swoich wspomnieniach pisze:
[i],,(...) mimo zbliżającego się nieuchronnie końca, Niemcy nie zaniechali przygotowań do "przyjęcia" czerwonoarmistów. Okoliczna ludność została zapędzona do kopania rowów przeciwczołgowych i okopów. W połowie października 1944 roku były już niemal na ukończeniu.”[/i]
Maria z Żółtowskich Glińska, która w tym czasie przebywała w pałacu w Pławowicach wspomina o pracach przy okopach:
[i],,(...) w pałacu się zagęszczało coraz bardziej, cały parter został zajęty przez Niemców, którzy budowali fortyfikacje i niedaleko za pałacem kierowali kopaniem okopów. Do prac tych zabrali całą służbę”. [/i]
Ryszard Krzyżanowski wspomina:
[i],,(...) na jesieni 1944r. zagoniono wszystkich do kopania okopów. Pracami kierowało KOPDIENST w żółtych mundurkach i ruskie WAFFEN SS KOMANDO Własowców”. [/i]
Tadeusz Mykała mieszkaniec Hebdowa relacjonuje:
[i],,(...) we wsi do dzisiaj znajdują się ślady niemieckich umocnień, a wśród nich cztery żelbetonowe bunkry”.[/i]

Wiedząc, że moja babcia Józefa Podsiadło w tych rejonach brała udział w pracach przy budowie umocnień postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej a nawet poprosiłem o okazanie miejsc gdzie te prace były wykonywane. Poniżej przedstawiam relację mojej babci.
[i]
,,(...) mieszkałam wtedy w Krzyszkowicach, miejscowości w pobliżu Kazimierzy Wielkiej. Mój ojciec był kowalem, miał kuźnie. W związku z tym do naszego domu bardzo często przyjeżdżali obcy ludzie czy to podkuć konie czy też zrobić inne rzeczy. W czasie II wojny światowej miałam kilkanaście lat.. W lecie 1944 zrobiło się wielkie poruszenie w związku ze zbliżającym się frontem. W naszej miejscowości można było zauważyć coraz to więcej żołnierzy niemieckich. Część z nich również była u nas w domu, byli u ojca konie podkuwać. Większość żołnierzy niemieckich poruszała się jak pamiętam ciężarówkami oraz innymi wozami, na których siedzieli żołnierze. Pewnego dnia sołtys zebrał wszystkich ludzi na zebranie w środku wsi. Poszliśmy tam wszyscy, Niemcy wydali pewne zarządzenie. Na zebraniu tym usłyszeliśmy, że mamy obowiązek kopania okopów i innych umocnień. Z tego pamiętam to osoby, które były wyznaczone do tych robót były typowane poprzez przeliczenie hektarów, co powodowało obowiązek przepracowania odpowiednich ilości dni. W tym czasie ojciec posiadał większe gospodarstwo, z tego wynikało, iż co dzień musi jechać jedna osoba. Ze względu na to, że ojciec musiał pracować w kuźni, matka opiekować się młodszym rodzeństwem wypadło na mnie. Część osób musiało zgłosić się na plac z własnymi furmankami celem załadowania osób. Zbiórka była we wczesnych godzinach rannych. Dostaliśmy polecenie jechać do Kuchar. W tym kierunku zmierzały też inne furmanki, jadące z innych miejscowości. Były osoby z Chryszczyny, Wielgusa i innych okolicznych miejscowości. Podróż trochę trwała. Po dotarciu na miejsce zostaliśmy przydzieleni do prac w okolicach domu gdzie mieszkał mieszkaniec o nazwisku Osika. Pilnowali nas uzbrojeni żołnierze. Ktoś wytyczył linię okopów oraz miejsce gdzie musieliśmy kopać ziemianki. W tych dniach było bardzo ciepło, było to późne lato bądź też wczesna jesień. Przydzielono mnie do kopania ziemianek. Wyglądało to tak, że była skarpa może 3 metrowa, w niej wykopywaliśmy głębokie rowy. Później na te jamy od góry były kładzione drewniane belki i następnie było to zasypywane ziemią. Od tych ziemianek odchodziły okopy na pobliskie wzgórza gdzie była linia umocnień. Pamiętam, iż w tym czasie byłam po świeżo przebytej chorobie i ciężki mi było przerzucać ogromne ilości ziemi. Niemcy widzieli, że byłam słaba i pozwolili mi na odpoczynek. Była z nami mieszkanka naszej wsi Marcowa, znała ona niemiecki i poprosiła ich żebym nic nie robiła, przystali na to. Moja rola polegała na tym, że donosiłam ludziom wodę. Chodziłam pośród nich pod czujnym okiem rozstawionych, co kilkadziesiąt metrów Niemców. W małym lasku było źródełko brałam z niego wodę, lecz nie chodziłam po nią sama, nie pozwalano mi. Były wśród nas znane opowieści o Niemcach i obawa, że mogę zostać zgwałcona, byłam wtedy młodą dziewczyną. Po zakończeniu dnia wracaliśmy do domów. Na następny dzień znów musiałam rano wstać i jechać na roboty. Niemiec nadzorujący wyjazd mówił na mnie cyt ,, nie gut „ co oznaczało że pamięta mnie z poprzedniego dnia. Jednak uprosiłam go by mnie zabrano, nie chciałam obciążać rodziców. Kopanie takie trwało kilkanaście dni. Po tych pracach nastąpiła chwila spokoju. Do stycznia trwał wzmożony ruch, ciągły przemarsz wojsk”.[/i]

Szukając dalej natknąłem się na publikację Józefa Guzika, który przedstawił zdarzenia, jakie miały miejsce jesienią i zimą na linii okopów.
-Pod datą 7 listopad 1944 widnieje iż w Kucharach 6-osobowy oddział LSB ,,Wira” dowodzony przez Stafana Pabiska ,, Kota” z Hebdowa, rozbroił wieczorem 3 niemieckich żołnierzy z okopów zakwaterowanych w domu Jana Sokołowskiego przy czym zarekwirowano również narzędzia do prac przy okopach.
-24 grudnia 1944 w Mniszowie przed północą 5 osobowy oddział GL PPS-WRN natknął się na 3 żandarmów, którzy ze strachu zostawili karabin, wóz i pieszo uciekli do Hebdowa.
-W nocy 26 grudnia 8 osobowy oddział LSB ,, Wira”, pod dowództwem Władysława Pasternaka z Brzeska Starego, zaatakował żołnierzy patrolujących okopy między Sierosławicami a Dolanami, gdzie mieściły się kwatery bataliony Wehrmachtu. 2 Niemców rozbrojono, trzeciego zlikwidowano gdyż usiłował stawiać opór. Zaalarmowani strzałami Niemcy wszczęli pościg, partyzanci zdołali się wycofać bez żadnych strat. Po tym incydencie dowództwo niemieckie ściągnęło posterunki z mała obsadą, tworząc większe jednostki.

Ze względu na dziadków, zaangażowałem się w poszukiwanie jakichkolwiek materiałów historycznych oraz przekazów ustnych żyjących jeszcze osób chcąc przybliżyć to, czego oni doświadczyli podczas lat okupacji.
W roku 1944 Niemcy wykonywali wyżej opisane linie obrony. Pas ten ciągnął się od Wisły poprzez miejscowości Dolany, Sierosławice, Kuchary, Gruszów, Hebdów, Mniszów do Proszowic i dalej do Słomnik. Wiedząc, w którym miejscu one się znajdowały, dysponując mapą z roku 1938 z naniesionymi punktami wysokościowymi ponadto po przedstawieniu tej mapy osobom, które jeszcze żyją a pamiętają te czasy bez problemu mogłem dokładnie odtworzyć, choć część tego pasa. Nie ukrywam, iż do dnia dzisiejszego znajdują się jeszcze rowy strzeleckie, które widać na zamieszczonych zdjęciach, pozostałości po działaniach wojennych w styczniu 1945 r, których to opis zamieszczę w połowie stycznia.

Pozdrawiam.
Rafał Podsiadło

Bibliografia:
Sławecki R., Manewr który ocalił Kraków, Kraków 1975.
Guzik J., W obronie miechowskiej wsi 1939-1945, Warszawa 1981.
Arnold Szyfman., Moja tułaczka wojenna, Warszawa 1960.
ttp://www.zoltowscy.org.pl
ttp://www.nowe-brzesko.iap.pl


Reklama

Miejsce zdarzenia mapa Historia i Rekonstrukcje

Ostatnia niemiecka rubież obrony przed Krakowem- prace fortyfikacyjne w 1944 r. komentarze opinie

  • Przemysław Stępniewicz 2009-12-23 00:00:00

    Fajny artykuł, bardzo ciekawy. czyta się go z przyjemnoscią i zaciekawieniem. Bardzo dobra relacja babci. Warto było spisać wspomnienia żeby nie zagineły z duchem czasu.
    Pozdrawiam

  • Piotr Jastrząb 2009-12-21 00:00:00

    WitajPasjonujący artykuł. Sam jestem mieszkańcem Krakowa a złożyło się tak że rodzice będąc przejazdem w Proszowicach zatrzymali się w szpitalu gdzie się urodziłem . Stąd ziemie te są bliskie mojemu sercu. Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg.Serdecznie pozdrawiam

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez dobroni.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Military Art Sp. z o.o. z siedzibą w Sochaczew 69-500, Warszawska 8

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"