Józef Kuraś - Ogień

Karol Bubel - blog
24/04/2013

Wspomnienia #Współczesność #11 listopada #1939 #partyzanci #propaganda #nkwd #żołnierze #1945 #20 lipca #tygrys Wojsko Polskie



Józef Kuraś - "Ogień"

Głównym celem akcji likwidacyjnych byli funkcjonariusze UB i NKWD. Powszechnie zdawano sobie sprawę, że UB-owcy i ich zwierzchnicy - instruktorzy z NKWD - byli najważniejszym ogniwem nowego reżimu w terenie i zbrojnym ramieniem partii komunistycznej. Nie stosowano jednak zasady odpowiedzialności zbiorowej i każdy fakt zastrzelenia funkcjonariusza musiał być umotywowany. Inną kwestią było strzelanie do nich jako atakujących, jak np. 28 IV 1945 r., gdy w czasie obławy zginęło od kul „ogniowców” dwóch żołnierzy NKWD. W ściśle tajnych opracowaniach UB znajdują się informacje o stratach wśród funkcjonariuszy sowieckich walczących z „Ogniem”.

Z jednego z nich, dotyczącego operacji „Ogniwo” (inwigilacja byłych żołnierzy Kurasia na początku lat 50-tych) wynika, że w okresie od 18 IV 1945 do 1 VIII 1945 r. w walce z partyzantami „Ognia” zginęło 27 członków NKWD. Przeciwnik jednak nie próżnował i ciągle prowadzono operacje przeciwko zgrupowaniu „Ognia”, ale pomimo nieustannych, trwających aż do początków czerwca 1945 r. obław NKWD i rozproszenia oddziału Kurasia pod Turbaczem, potrafili „ogniowcy” skutecznie sie bronić, i tak np. 25 IV 1945 r. w czasie jednej z akcji „przeciw bojówce Ognia”, zginął kolejny funkcjonariusz nowotarskiego UB Romuald Rozmarynowski.

Zgoła inaczej traktował „Ogień” milicjantów. Uważał, że ich służba jest potrzebna społeczeństwu, bo mają pilnować porządku i bronić ludność przed pospolitym bandytyzmem. Z racji służby nie byli wrogami, tym bardziej, że wielu z nich mu sprzyjało. Akcje skierowane były przeciwko szczególnie niebezpiecznym funkcjonariuszom, współpracującym z UB i całym posterunkom udzielającym aktywnej pomocy w działaniach sił resortowych przeciw partyzantom. Oddziały „Ognia” prowadziły też cały szereg akcji wymierzonych w Słowaków opowiadających się za przyłączeniem polskich części Spiszu i Orawy do państwa słowackiego.

Problemem zupełnie innej natury i niezmiernie ważnym jest kwestia stosunku „Ognia” i jego żołnierzy do ludności żydowskiej. Niestety, ton dyskusji na temat „Ognia” przez wiele lat narzucała propaganda i stronnicze opracowania z okresu PRL, w których oskarżany był o antysemityzm i planowe wyniszczanie Żydów. Problem jest o tyle trudny, że taki obraz działalności Kurasia był jednym z fundamentów tej propagandy i niejednokrotnie przy tym (nawet jeszcze w latach 90-tych) dowodzenie opierano na wydaniach, wielokrotnie wznawianej książki, byłego sekretarza PPR w Nowym Targu, W. Machejka „Rano przeszedł huragan”, które były skrajnie stronniczym i niewiele mającym wspólnego z rzeczywistością materiałem propagandowym oraz na cytatach ze spreparowanego w całości przez Machejka, rzekomego dziennika „Ognia”.

Jak w całej Polsce, tak i na Podhalu Żydzi ginęli z rąk podziemia, nie jako przedstawiciele swojego narodu, ale z racji służby w organach represji, PPR lub agenturalnej współpracy z UB. Dobrym przykładem może być rozbicie przez oddział „Ognia” PUBP w Nowym Targu w kwietniu 1945 r., gdzie zastrzelono wszystkich pojmanych (znanych partyzantom) funkcjonariuszy UB, z których Gadowski był Polakiem, Kosztyło - Ukraińcem, Reichel i Burzyński - Żydami. Innym przykładem niech będzie zastrzelenie przez partyzantów 10 II 1946 r. Dawida Grassgrüna, który oprócz tego, że był wójtem gminy żydowskiej, był też aktywnym działaczem PPR w Nowym Targu.

Do najbardziej nagłośnionych zdarzeń, w których ofiarami były osoby pochodzenia żydowskiego, należą wydarzenia z dnia
20 kwietnia 1946 r. Zmierzający w kierunku Nowego Targu, w celu ponownego rozbicia tamtejszego PUBP, około 50-osobowy oddział partyzantów „Ognia” na przedmieściach miasta zatrzymywał do kontroli przejeżdżające auta. Partyzanci nie wiedzieli kto jedzie w zatrzymywanych ciężarówkach. Z aut, które stawały na wezwanie, mimo przeprowadzonej szczegółowej kontroli, nie zastrzelono nikogo. Natomiast kierowca jednego z samochodów, jadącego w kierunku Czorsztyna, na widok umundurowanego żołnierza próbującego go zatrzymać, nie zahamował, a pasażerowie (5 osób - jak się okazało później - wszyscy pochodzenia żydowskiego) otworzyli ogień w kierunku partyzantów. Po krótkiej strzelaninie samochód zatrzymano, a wszyscy pasażerowie zostali rozstrzelani na miejscu. Na podstawie zeznań świadków należy przypuszczać, że ludzie ci zamierzali przez „zieloną granicę”, nielegalnie przedostać się na Słowację. Nie wiedzieli, kto ich zatrzymuje; czy umundurowani ludzie na drodze to UB, wojsko czy też partyzanci.

Powyższe i podobne przykłady, a także prowokacje UB-eckie, jak np. w Kielcach, doskonale wykorzystywała komunistyczna propaganda, by przedstawić żołnierzy niepodległościowego podziemia (w tym i „Ognia”), jako zwyrodnialców i antysemitów, i tym samym uzyskać pretekst do pozostania wojsk sowieckich w Polsce, jakoby dla ochrony zagrożonej, dopiero co ocalałej z zagłady, ludności żydowskiej. Absurdalność tych zarzutów jest tak wielka, że trudno z nimi polemizować, ale jako ciekawym przyczynkiem do dyskusji na ten temat może być wykonanie wyroku śmierci na Janie Wąchale „Łaziku”. Egzekucja Wąchały z wyroku „Ognia” za morderstwo popełnione w celach rabunkowych na dwóch kupcach - Żydach, może być świadectwem przeciwstawiania się „Ognia” tego rodzaju aktom kryminalnym, niezależnie od narodowości sprawców i ofiar. Warto też zwrócić uwagę, że analiza poszczególnych wydarzeń, posiadane informacje na temat siły i obszaru działalności zgrupowania „Ognia” w 1946 r. wskazują, że co najmniej na terenie kilku powiatów większość Żydów przebywała w zasięgu jego partyzantów, nie wykluczając samego Nowego Targu i innych miast powiatowych. Wykonywano tam bez większych problemów rozmaite akcje, nawet wymierzone w wysokich lokalnych funkcjonariuszy UB czy PPR. Gdyby rzeczywiście „Ogniowi” zależało na wymordowaniu ludności żydowskiej (jak głosili propagandyści PRL) to należy przypuszczać, że ilość ofiar byłaby zdecydowanie większa.

21 VIII 1945 r. wszedł w życie dekret amnestyjny, jednak „Ogień” nie wierzył w zapewnienia UB i nie zamierzał sie ujawniać. W swoim liście do UB pisał:

„Sprawa złożenia broni: jako Polak i stary partyzant oświadczam: wytrwam do końca na swoim stanowisku „Tak mi dopomóż Bóg”. Zdrajcą nie byłem i nie będę <...> Daremne wasze trudy, mozoły i najrozmaitsze podstępy. Gwarancje wolności wydajecie więźniom, których katujecie jak barbarzyńcy. Wstyd i hańba. Swoim postępowaniem doprowadzacie do zguby samych siebie...”.

Taka postawa „Ognia” - cieszącego się rosnącym autorytetem dowódcy największego oddziału na tym terenie - była przyczyną, dla której w całym powiecie nowotarskim do Komisji Likwidacyjnej AK zgłosiło się zaledwie 11 osób. Jednak w skali województwa rozmiary ujawnienia były niewątpliwie sukcesem komunistów i znacznie osłabiły oddziały partyzanckie, co pozwoliło tym skuteczniej przygotować nowe siły do walki z częściowo zdezorganizowanym podziemiem niepodległościowym. Te oddziały, które pozostały w lesie, zdecydowały się na walkę z siłami represji, a jej bezpardonowy charakter był już dla wszystkich oczywisty. Po reorganizacji zgrupowania, partyzanci „Ognia”, począwszy od grudniu 1945 r., przeprowadzili szereg udanych akcji zbrojnych.

9 XII 1945 r. ok. godz. 16:30 jeden z oddziałów należących do zgrupowania „Ognia”, dowodzony przez Henryka Głowińskiego „Groźnego” rozbroił posterunek MO w Łopusznej. Pobito komendanta, zabrano broń, odzież, żywność, pieniądze i wszystkie akta.

11 XII 1945 r. również oddział „Groźnego” rozbroił siedzibę miejskiego UBP w Rabce i wykonał wyrok śmierci na kierowniku placówki UB, Mieczysławie Stramce.

26 XII 1945 r. patrol z oddziału „Groźnego” rozbroił posterunek MO w Skawie koło Rabki.

31 XII 1945 r. żołnierze „Ognia” rozbroili posterunek MO w Odrowążu.

19 I 1946 r. rozbrojono posterunek MO w Niedzicy, zniszczono kancelarię i zastrzelono komendanta.

20 II 1946 r. oddział „Groźnego” zajął posterunek MO w Rabie Wyżnej. Partyzanci nie wyrządzili żadnej krzywdy milicjantom, natomiast rozstrzelali przed budynkiem dwóch funkcjonariuszy UBP, z Raby Wyżnej i z PUBP w Nowym Targu.

4 VIII 1946 r. na Gubałówce, na stacji kolejki linowej, partyzanci z 2 Kompanii „Ognia” stoczyli walkę z grupą operacyjną, która próbowała ich aresztować. Zginęło 8 ludzi z UB, MO i KBW. Partyzanci mieli jednego lekko rannego.

18 VIII 1946 r. odbyła się jedna z najgłośniejszych i najbardziej znaczących akcji wykonanych przez żołnierzy z 6 Kompanii (krakowskiej), kiedy to zdobyto i zajęto więzienie św. Michała w Krakowie, i uwolniono 64 aresztowanych, z których znaczna część zasiliła zgrupowanie „Ognia”.

Tydzień później, 25 VIII 1946 r. odbito ze szpitala św. Łazarza, aresztowanego przez UB rannego partyzanta Eugeniusza Kadrysia. Leżał on w separatce dla więźniów na oddziale chirurgicznym, pilnowany przez wartownika z WUBP. Nad ranem, 10 żołnierzy pod dowództwem Jana Janusza „Siekiery”, rozbroili najpierw wartownika z milicji, stojącego przy wejściu, później obezwładniono UB-owca i milicjanta - sanitariusza. Rannego Kadrysia i jeszcze jednego żołnierza AK z oddziału „Wichra”, zabrano na ciężarówkę, którą zawieziono ich na melinę konspiracyjną w Borku Falęckim. W ogrodzie szpitalnym został rozstrzelany funkcjonariusz WUBP i pielęgniarka, która próbowała wszcząć alarm. Przy zwłokach pozostawiono blankiety z podpisami „Ognia” i „Siekiery”.

22 IX 1946 r. na szosie Witów - Zakopane, partyzanci z 2 Kompanii urządzili zasadzki na 12-osobową grupę operacyjną z 2 zmotoryzowanego pułku KBW, powracającą autem z przeprowadzonej w Witowie akcji przeciw oddziałom „Ognia”. Samochód został ostrzelany silnym ogniem broni maszynowej, w wyniku czego 6 żołnierzy zginęło, 3 zostało rannych a reszta uciekła.

5 XI 1946 r. zorganizowano udaną akcję odbicia kolejnego z partyzantów, który pilnowany przez KBW leżał ranny w szpitalu w Zakopanem. Ludzie „Powichra”, zastrzelili dwóch pilnujących go wartowników z plutonu zwiadu KBW i zabrali rannego kolegę.

W kolejnych miesiącach, do końca 1946 r., partyzanci „Ognia”rozbili kilkadziesiąt posterunków MO, m.in. w Czorsztynie, Piwnicznej, Szaflarach, Ludźmierzu, Frydmanie (trzy ostatnie w ciągu jednego dnia), Wieprzu, Tylmanowej, Łącku, Krościanku i wielu innych miejscowościach.

Według niepełnych danych, w okresie od października 1945 r. do listopada 1946 r. oddziały ze zgrupowania „Ognia” wykonały ok. 50 ataków na posterunki MO, UBP i SOK na terenie woj. krakowskiego, likwidując przy tym wielu funkcjonariuszy UB i NKWD oraz szczególnie niebezpiecznych lub stawiających opór milicjantów.

Żołnierze „Ognia” zlikwidowali m.in.:

25 VII 1946 r. w Kalwarii, kpt. Mikołaja Zabłockiego, doradcę PUBP z ramienia NKWD na powiat wadowicki;

30 VII 1946 r. zastrzelono naczelnika Wydziału III WUBP w Krakowie, Józefa Gleicka - Grabowskiego w Makowie Podhalańskim;

11 VII 1946 r. wykonano wyrok śmierci na naczelniku więzienia w Nowym Targu, Janie Racławskim;

14 VIII 1946 r. wykonano wyrok na byłym kierowniku UBP w Rabce, Władysławie Filipiaku, który w tym czasie, po skierowaniu do Centralnej Szkoły MBP i służbie w PUBP w Olkuszu, pełnił funkcję oddziałowego w osławionym więzieniu Montelupich w Krakowie;

28 VIII 1946 r. w Nowym Targu zlikwidowano funkcjonariusza tamtejszego PUBP, Stanisława Pyka.

Przez cały 1946 r. w woj. krakowskim, według danych resortowych zostało zabitych w walce i zlikwidowanych 165 funkcjonariuszy UB i MO. Znacząca większość przypada na Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica” mjr. Józefa Kurasia „Ognia”.

Niewątpliwie podstawą siły zgrupowania „Ognia” był jego rozbudowany i znakomicie działający wywiad oraz poparcie społeczeństwa, które w naturalny sposób uzupełniało system gromadzenia informacji o przeciwniku.

Starosta powiatu wadowickiego, w sprawozdaniu sytuacyjnym, za sierpień 1946 r. informował: „Walkę z bandami utrudnia fakt niewątpliwej współpracy ludności miejscowej z bandami”.

Odchodząc w góry, „Ogień” nie zabrał ze sobą wszystkich swoich zaufanych ludzi. Część z nich pozostała w strukturach UB i MO, w urzędach pocztowych, przedsiębiorstwach transportu, zaopatrzenia i w administracji, co także sprawiało, że jego wywiad działał doskonale.

Do likwidacji agentury i wykonywania wyroków została powołana przez „Ognia” tzw. Komisja Szybko-Wykonawcza. Wyroki wydawane były na podstawie informacji od komórek terenowych. Jak wspomina jeden z adiutantów dowódcy „Herkules”: „...o wyroku decydował cały Sztab, nigdy sam „Ogień”.

Przez dłuższy czas oddziały „Ognia” operowały na dużą skalę. Na terenie powiatu nowotarskiego, poza kilkoma miastami, były one faktycznie gospodarzami terenu. I to mimo obecności dużych ilości wojska. „Ogień” na swoim terenie czuł się do tego stopnia pewnie, że jego podwładni niekiedy wręcz informowali nowotarski PUBP o miejscach swego pobytu. Robili to listownie bądź za pośrednictwem komend MO, np. posterunek MO w Szaflarach został zawiadomiony przez partyzantów „Ognia”, że będą oni obecni 25 IX 1945 r. na zabawie w Bańskiej.

Bez żadnych przeszkód, jak w wolnym kraju, 21 IV 1946 r., o godz. 14:00 Józef Kuraś zawarł ślub z Czesławą Polaczykówną w kościele parafialnym w Ostrowsku, kilka kilometrów na wschód od Nowego Targu. Dla pełnego bezpieczeństwa, położona u stóp Gorców wioska, została ze wszystkich stron otoczona uzbrojonymi w rkm-y patrolami. Po ceremonii zaślubin odbyło się wesele na kwaterze, na Górze Waksmundzkiej. Ludność Podhala w tym czasie zwracała sie do Kurasia nawet z prośbami o rozstrzygnięcie sporów sąsiedzkich.

Sytuacja taka nie trwała jednak długo. UB i KBW zdołało w pełni wykorzystać okres zimowej demobilizacji oddziałów zgrupowania na przełomie 1946/1947 dla zadania mu szeregu dotkliwych strat. Niewątpliwie największym sukcesem, jaki UB odniosło w styczniu 1947 r. była udana operacja osaczenia Mieczysława Wądolnego „Mściciela”, który zginał samobójczą śmiercią otoczony przez KBW 14 stycznia 1947 r.

Dnia 11 II 1947 r. został rozbity i wymordowany patrol szefa 2 kompanii kpr. Józefa Szczoty „Marnego”. 10 II 1947 r. „Marny” wraz z pięcioma podkomendnymi (w tym z Janiną Polaczykówną „Stokrotką”, szwagierką „Ognia”) udali się na nocleg do willi krakowskiego hufca ZHP zwanej „Śmiechówka”. Następnego dnia rano, poinformowani o tym fakcie przez agentkę UBP Marię Minczowską ps. „Niezdecydowana”, funkcjonariusze KBW i UB otoczyli dom. Akcję rozpoczęto od wrzucenia granatu do pokoju, w którym spali partyzanci (świadczy to o precyzyjności otrzymanego donosu). W czasie walki zginął od postrzału pociskiem dum-dum Władysław Domiczak „Koliba”, a Andrzej Lasak „Podbipięta” popełnił samobójstwo. Budynek stanął w płomieniach. Pozostali przy życiu „Marny” (ciężko ranny w nogi), „Stokrotka”, „Tygrys” (Kazimierz Marduła) i „Znicz” (Mieczysław Żebrowski), nie widząc żadnych szans, poddali się i wyszli z płonącego budynku. Kazano im położyć się na trawie i na miejscu ich zamordowano, pozostawiając przy życiu jedynie J. Polaczykówną, jako szwagierkę „Ognia”, uznając ją za cenne źródło informacji. Akcja ta była prowadzona pod osobistym nadzorem mjr. Bronisława Wróblewskiego z MBP.

22 stycznia 1947 r. skierowano w rejon stacjonowania „Ognia” 829 ludzi z 6 samodzielnego batalionu operacyjnego oraz 2 samodzielnego zmotoryzowanego pułku KBW. Podzielono ich na siedem pododdziałów operacyjnych i sztab z odwodem. Do każdego oddziału przydzielono funkcjonariuszy UBP. Zadaniem każdej grupy było „ustawiczne śledzenie, ściganie i nękanie bojówek „Ognia”. Zakrojone na szeroką skalę akcje wojskowe i pacyfikacyjne w terenie w połączeniu ze wzmożoną pracą agenturalną doprowadziły do likwidacji i aresztowano wielu partyzantów i współpracowników „Ognia”. Były to kolejne poważne ciosy dla zgrupowania „Ognia”, które pogłębiły poczucie beznadziejności sytuacji wśród poszczególnych grup partyzantów, rozlokowanych na melinach i przebywających w lesie.

10 II 1947 r. zwerbowany został przez UB agent, któremu nadano pseudonim „Orientacyjny”. Po trzech dniach przyprowadził on do UB kolejnego, zwerbowanego przez siebie agenta ps. „Śmiały”, który przekazał dokładny opis miejsca kwaterowania sztabu zgrupowania „Ognia” w górach za Turbaczem. 17 II 1947 r. zdrajca osobiście poprowadził 100 osobowy oddział KBW wzmocniony grupą UB pod dowództwem kpt. F. Dworakowskiego. Następnego dnia, ok. godz. 10:00 grupa operacyjna zbliżyła się do obozu, jednak „ogniowcy” nie dali sie zaskoczyć i już z odległości 300 m. zaczęli się ostrzeliwać. Udało im sie wycofać, jednak stracili jednego zabitego, Józefa Srala „Smaka”.

Po tej operacji „Ogień” podzielił swój oddział sztabowy na mniejsze, kilkuosobowe grupki, które skierował na kwatery we wsiach. Sam na czele zaledwie sześciu ludzi zszedł do Ostrowska 20 lutego 1947 r. Byli z nim Jan Kolasa „Powicher”, Stanisław Sral „Zimny”, Kazimierz Kuraś „Kruk” (bratanek „Ognia”), Franciszek Dróżdż „Szpak”, Stanisław Ludzia „Harnaś” i łączniczka Irena Olszewska „Hanka”. Trzeba tu wyraźnie podkreślić, że nie była to grupa rozbitków, czy też jak sugerowano wielokrotnie, grupa ostatnich (sic!) najwierniejszych ludzi, którzy pozostali przy „Ogniu”.

Straty jakie zgrupowanie poniosło w listopadzie, grudniu 1946 i styczniu 1947 r., czyli w okresie zimowego rozlokowania części oddziałów i poszczególnych osób na wiejskich kwaterach, znacznie osłabiły całość i spoistość zgrupowania, ale nie były tożsame z jego rozbiciem.

Zgrupowanie nie straciło zdolności mobilizacyjnych i w myśl planów „Ognia” na wiosnę oddziały ponownie miały się zebrać i powiększyć.

Nie dane jednak było „Ogniowi” zrealizować tych planów. Zdrajcami, którzy donieśli o miejscu kwaterowania to Stanisław Byrdak, Antoni Twaróg i Stefania Kruk. Wszyscy ci ludzie związani byli wcześniej z jego oddziałami.

Nowotarskie UB informacje otrzymało ok. godz. 9:30, 21 lutego 1947 r.
Ok. godz. 10:00, czterdziestoosobowa grupa z odwodu Wojsk Wewnętrznych, wzmocniona przez dziesięciu funkcjonariuszy UB i MO, wyjechała do Ostrowska. Całością dowodzili i akcję naprowadzali: mjr B. Wróblewski z MBP, kpt.
B. Szwajgert i kpt. F. Dworakowski z WBW w Krakowie, por. A. Podstawski - szef PUBP w Nowym Targu, por. H. Słabczyk z KP MO w Nowym Targu i ppor. E. Zawada z WUBP w Krakowie.

Atak na dom Józefa i Anny Zagatów, w którym przebywał „Ogień” rozpoczęto ok. godz. 13:00. Wcześniej otoczono cały kompleks zabudowań w trójkącie trzech dróg. W trakcie strzelaniny „Powicher” wraz z rannym „Harnasiem” zdołali się przebić i uciec. Zginęli „Zimny” i „Kruk”. „Szpakowi” udało się ukryć.

Partyzanci najpierw niepostrzeżenie przeniknęli do sąsiedniego budynku Michała Ostwalda. Podpalono zabudowania, ale „Ogień” wraz z „Hanką” zdołał przedostać się do kolejnego budynku Marii Kowalczyk-Pachowej. Otoczony tam, został wezwany do poddania się. Odmówił, polecając skorzystać z tej propozycji „Hance”. Po jej wyjściu z budynku „Ogień” próbował popełnić samobójstwo. Strzał w skroń nie spowodował jednak natychmiastowego zgonu - w stanie utraty przytomności został pojmany. Żołnierze obławy, po wdarciu się na strych, zrzucili nieprzytomnego „Ognia” po schodach, jednak UB-ecy, doceniając w pełni wagę informacji, jakie planowali uzyskać podczas przesłuchań, za wszelka cenę chcieli go ocalić. Przeniesiono go na ciężarówkę, sanitariusz KBW udzielił mu pierwszej pomocy i zawieziono go do nowotarskiego szpitala, który otoczył kordon KBW, a wewnątrz pilnowała „Ognia” obstawa UB i MO.

Próby uratowania życia okazały się nieskuteczne. Major Józef Kuraś „Ogień” zmarł dwadzieścia minut po północy, czyli już 22 lutego 1947 roku. Ciało zostało zabrane i złożone na podwórku WUBP w Krakowie i według niepotwierdzonych informacji, następnego dnia przekazano je Wydziałowi Lekarskiemu Akademii Medycznej, jako zwłoki nieznanego mężczyzny. Do dziś nie jest znane miejsce pochówku mjr. „Ognia”.

Śmierć „Ognia” zbiegła się w czasie z uchwaleniem amnestii i oba te wydarzenia istotnie zaciążyły na losach „ogniowców”. Zgrupowanie miało charakter typowo wojskowy, oparty na autorytecie dowódcy. Nie poczyniono przygotowań na wypadek konieczności zmiany dowództwa, nie wyznaczono następców, którzy mieliby w regionie szanse zyskać tak duże uznanie dowódców poszczególnych oddziałów. Dlatego śmierć „Ognia” musiała się równać rozpadowi zgrupowania, nawet gdyby nastąpiła w mniej sprzyjającym dla władzy okresie. W woj. krakowskim, wśród wielu dowódców oddziałów, którzy podjęli decyzję o skorzystaniu z amnestii było szereg „ogniowców”. Za ich przykładem poszli liczni podkomendni i ogółem ujawniło się oficjalnie 376 żołnierzy Kurasia i 134 współpracowników. Jednak, tak jak i w całej Polsce, komuniści nie zamierzali dotrzymać warunków amnestii i niedługo później ujawnieni byli aresztowani i skazywani na wieloletnie wyroki z karą śmierci włącznie. Spowodowało to, jak wszędzie, powrót części partyzantów „Ognia” w góry i podjęcie dalszej, bezpardonowej walki z komunistami.

Już w marcu 1947 r. pojedynczy żołnierze „Ognia” rozpoczęli działania przeciwko resortowi i konfidentom, jednak nie miały one jeszcze charakteru zorganizowanego. W maju, od nowa zorganizował oddział Józef Świder „Pacuła”, przyjmując nowy pseudonim „Mściciel”. Zwerbował 16 ludzi. Występowali pod nazwa „Wiarusy” lub III kompania AK lub ROAK. Ukrywali sie w rejonie Rabki i Skomielnej Czarnej w południowej części pow. myślenickiego. W końcu 1947 r. potroiła się ich liczba, bo do grupy przystępowali również ujawnieni. W roku 1947 „Wiarusy” wykonali kilkanaście akcji zbrojnych, w czasie których zastrzelili 7 żołnierzy KBW, 2 milicjantów, 1 funkcjonariusza UB. W sierpniu zlikwidowali agenta o ps. „Czarny”. Przeciwko „Wiarusom” natychmiast wystąpiły siły UB i KBW, wykorzystując skrupulatnie doniesienia licznych agentów i informatorów. Przerażona terrorem UB społeczność Podhala nie udzielała już „Wiarusom” tak wydatnej pomocy jak „Ogniowi” i stąd ich akcje stawały się mniej spektakularne i ponosili straty. 31 X 1947 r. na stacji kolejowej w Lasku rozbita została jedna z grup i zginęło 4 ludzi. 18 II 1948 r. zginał w potyczce d-ca Józef Świder „Mściciel” Po jego śmierci dowództwo nad „Wiarusami” przejął Tadeusz Dymel „Srebrny”. Grupa operowała w rejonach Łopusznej, Kościeliska, Bukowiny i Czarnego Dunajca. Ale i oni nie mieli długo działać. 20 X 1948 r. zginął w zasadzce zastawionej przez KBW „Srebrny”. Po nim grupę przejął były adiutant „Ognia”, Stanisław Ludzia „Harnaś”, „Dzielny”. Wzorując się na doświadczeniach „Ognia” podzielił ludzi na trzy grupy, licząc, że będzie im łatwiej działać. Jedna operowała w rejonie Szczawnica-Krościenko-Obidza, druga w rejonie Rabka-Rdzawka-Obidowa, zaś trzecia w rejonie Niedzica-Czorsztyn. W końcu 1948 roku „Harnaś” miał w dyspozycji 70 ludzi i dość szeroko rozbudowaną sieć współpracowników. W roku 1948 oddział „Harnasia” zastrzelił 13 milicjantów,
1 żołnierza KBW, 1 zdrajcę i 3 osoby cywilne (?). Dokonali kilku akcji na spółdzielnie i sklepy. W 1949 r. zastrzelili jednego milicjanta i jednego współpracownika UB. Przeciw „Wiarusom” władze bezpieczeństwa zmobilizowały dość znaczne siły, a mianowicie 250 żołnierzy KBW oraz 60 milicjantów i funkcjonariuszy UB, którymi dowodził Stanisław Wałach, naczelnik Wydziału III WUBP w Krakowie (późniejszy literat, jeden z największych opluwaczy niepodległościowego podziemia), pod nadzorem zastępcy szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie, Franciszka Szlachcica, późniejszego (w latach 70-tych) ministra spraw wewnętrznych i wicepremiera. Podjęto także grę operacyjną, w wyniku której wprowadzono do „Wiarusów” oficerów UB, jako przedstawicieli III Okręgu ROAK w Krakowie, pod pseudonimami „mjr Maciej” (F. Szlachcic) i „Henryk” (Marian Strużyński, później jako Marian Reniak, autor kilku książek, m.in. „Niebezpieczne ścieżki”, która jak większość z tamtego okresu, dość tendencyjnie opisuje „Harnasia”, jego ludzi i operację przeciwko nim). Już na początku 1949 r. organizacja „Wiarusów” została rozpracowana agenturalnie i przez następne miesiące prowadzono działania zmierzające do likwidacji grupy. 16 lipca 1949 r. w okolice Rabki przybył „mjr Maciej” i doszło do spotkania z trzema chętnymi do wyjazdu do Anglii. Wśród nich był „Harnaś”. Mistyfikację w czasie nocnego spotkania w głębokim terenie uwiarygodnił samochód ze znakiem angielskiej ambasady. Przewieziono ich do Krakowa, prosto do budynku WUBP i tylko przypadek sprawił, że zorientowali się, że są w rękach swoich prześladowców. Doszło do strzelaniny - „Harnaś” został ranny, dwaj pozostali zostali zabici w walce. Stanisław Ludzia „Harnaś”, „Dzielny”, „Ryś” został skazany na śmierć i stracony 12 stycznia 1950 r. w więzieniu Montelupich w Krakowie. Miejsce pochówku pozostaje nieznane. 17 lipca 1949 r. została aresztowana reszta jego „Wiarusów” i w ten sposób do połowy lipca 1949 r. przestał istnieć zasadniczy trzon „postogniowego” zgrupowania i było tylko kwestią czasu, aby wszyscy zostali ujęci. W sierpniu tego roku aresztowano 122 współpracowników „Wiarusów”.

Śmierć „Ognia” i rozpad jego zgrupowania partyzanckiego, jednego z największych w powojennej Polsce, a w końcu likwidacja „Wiarusów”, jako resztek zgrupowania „ogniowego” kończy rozpoczętą w 1939 r. walkę Podhalan o niepodległą i suwerenną Polskę, zaś wieloletnia inwigilacja ludzi „Ognia” przez Służbę Bezpieczeństwa potwierdza tylko ważne miejsce jego walki z siłą narzuconym, obcym i zbrodniczym reżimem. Na koniec warto przytoczyć słowa prof. Andrzeja Paczkowskiego, które wspaniale podkreślają niepodległościowy i bohaterski charakter, tej heroicznej lecz jakże beznadziejnej walki „Żołnierzy Wyklętych”, często, już tylko po to, by do końca dotrzymać wierności przysiędze: „Podziemie było toczącą ciężkie boje odwrotowe ariergardą Polski Niepodległej. Tyle, że nie było już się gdzie wycofać”.

Opracowano na podstawie:

Maciej Korkuć, Zostańcie wierni tylko Polsce... Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944 - 1947), Kraków 2002.

Maciej Korkuć, Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica” Zeszyty Historyczne WiN-u,
Nr 5/1994.

Bolesław Dereń, Józef Kuraś „Ogień”. Partyzant Podhala, Warszawa 2004.

Łukasz Majerczyk, Wizerunek Józefa Kurasia (ps. „Orzeł”, „Ogień”) (1915 - 1947) w literaturze historycznej, publikacja internetowa: http://www.historycy.pl/Strony/Artykuly/2002%2002/Kuras.php

Major Józef Kuraś „Ogień” do dziś nie ma swojego grobu, UB nigdy nie ujawniło miejsca jego pochówku, czy tajemnicy, co się stało z ciałem, choć wiele wskazuje na to, że po śmierci legendarnego partyzanta jego szczątki spoczęły na Rakowicach w Krakowie, w kwaterach, gdzie grzebano partyzantów, którzy zginęli z rąk komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. W walce z komunistami zginęło lub zostało zamordowanych ponad dziewięćdziesięciu podkomendnych „Ognia”. Grobów zdecydowanej większości z Nich także do dzisiaj nie udało się odnaleźć. Być może w przyszłości dane będzie Majorowi i jego żołnierzom spocząć w poświęconej ziemi...


pod foty:
Józef Kuraś „Ogień” wśród podkomendnych (w środku grupy w białej koszuli), pierwszy z lewej Kazimierz Kuraś „Kruk” (bratanek „Ognia”, osaczony wraz nim poległ
21 II 1947 r.), drugi z prawej Jan Kolasa „Powicher”

Dom w Ostrowsku, w którym 21 lutego 1947 r. osaczono Józefa Kurasia „Ognia”

Stanisław Ludzia ps. „Harnaś”, dowódca postogniowego oddziału „Wiarusy”, walczącego na Podhalu do końca lat 40-tych. W wyniku prowokacji ujęty przez UB i zamordowany 12 stycznia 1950 roku. Zdjęcie z aresztu WUBP w Krakowie, wykonane w drugiej połowie 1949 r.

Ostrowsko, 21 lutego 1947 r. Ubecka fotografia rannego mjr. Józefa Kurasia „Ognia”. Po śmierci jego ciało zostało pogrzebane przez komunistów w nieznanym miejscu. W sprawie ukrycia zwłok „Ognia” ówczesny kierownik Sekcji ds. Walki z Bandytyzmem PUBP w Nowym Targu, Kazimierz Jaworski, wyraził się jasno: „Nie chcieliśmy pochować go na ziemi nowotarskiej, aby jego grób nie stał się miejscem manifestacji, składania kwiatów itp.”.

 




Józef Kuraś - Ogień - komentarze opinie




Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej


Ostanio w Wspomnienia


TOP 5

Ogłoszenia

wróć

pełna wersja portalu

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez dobroni.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Military Art Sp. z o.o. z siedzibą w Sochaczew 69-500, Warszawska 8

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w „Polityce prywatności”

Ustawienia